Głuche słowa nocą w postaci pająków sieć plotą
Kiedy serce w ciemności się pogrąża wyłapują senne marzenia
Bezradne obklejone skrajnymi myślami nie doczekają spełnienia
Uczucia są kluczem do zakurzonych myśli ukrytych w milionach naszych głów
Na stercie wspomnień nawiedza pytanie:
Jak uwolnić się z uprzęży smutku ?
Pytam siebie patrząc w lustrzane oczy porcelanowego klauna
Jak on to robi że ciągle maluje się uśmiech na jego twarzy
Chociaż leży w brudnym koncie
Opuszczony i zapomniany jak statku wrak
Na dnie bezsensownej egzystencji
noszę wiersze w kieszeniach
na wydziaranych kartkach
prosto z kryminału
- głębokie jak spirytus
jest cała kartoteka
z odciskami na palcach
autokrytyczne morderstwa.
prawie jak samobójstwo
a przecież wielka różnica
Żyj więc
gwałty i okaleczenia.
wymuszone zabawy językiem
zeznania w opinii biegłych
nieprzeczytalne
- niech ciała.
(nie chciała)
- niech ci... ała!
(...)
mam advocata i wyrok
śmierci przez wypalenie.
I pozostanie w nas ta iskra tląca
co nie pozwoli zabić naszych snów
Pozostaniemy tutaj aż do końca
by się uśmiechnąć i zjednoczyć się znów.
Jesteśmy tymi którzy cienie tworzą
rozwiani po światach złączeni za mgłą
Obserwujemy cicho każdy koniec świata
by tamtych ostrzec przed drogą złą
Jeszcze raz wstańmy otwierając oczy
Jeszcze raz wzejdźmy by rozświetlić noc
Jeszcze raz sprawdźmy kto do grobu kroczy
By znowu powstać gdy wróci nam moc
Oni choć patrzą nie odnajdą nas nigdy
I nie pomoże spryt wiedza czy wzrok
lecz mogą pomóc ocalić się od krzywdy
gdy do istnienia skierują swój krok
Dotknij mej duszy i wypowiedz me imię
Zagubione w mgle smutku
Spójrz w me oczy i odczytaj wiadomość która w nich na Ciebie czeka
Przeniknij moje myśli
I spij grzech z mych ust
Zapoznaj się z demonem który we mnie drzemie i zabij go
Walczę o swe odkupienie
Na ścianie swą krwią wypisuje Twe imię
W nadziei że przybędziesz
Każda myśl bólem nasycona
I żalem przepełniona
Śmierci bliska
Przez nadzieje nie opuszczona
Nie pozwól by we mnie wygasła
Bo wraz z nią odejdzie moja dusza
Czuje oddech śmierci na swym karku
A Ty? A Ty się nie zjawiłeś
Nigdy nie zaznam spokoju bez swych win odkupienia...
Draven : W żadnym razie nie jest to dzieło wielkie ani nawet dobre. Jak poprzednicy...
CzarnaKucharka : Ależ nie ma to jak osądzać osoby krytykujące o brak zrozumienia. To,...
CzarnaKucharka : Wiersz, o ile można go tak nazwać jest owszem, grafomański i raczej nie...
Bang bang bang
Plastikowa armata
Wystrzeliła białe pociski
Zalała je mineralna powódź
Więzły w gardle dławiły
Małymi pazurkami czepiały się ścianek
Ostatnie mysli rozbiegły się
Na karaluszych łapkach
Milkły po cichu nuty
To wyskoczyła igła z rowka
Padły baterie
Zapadły ciemności
Kto zgasił światło
Przecież nie było żarówki
Eos połaskotał powieki
Chichotem rozbrzmiała tęcza barw
Zabłysła kaskada dżwięków
Trzeba było pokruszyć
Zgaś świece
W ciemności niewidzę twych oczu
Nienawistnych spojrzeń
Zgaś świece
W ciemości nie widzę twych rąk
Rozkładssz ręce i splatasz dłonie
to jedno potrafisz
Zgaś świece
Może wtedy nie zauważę tych niedomówień
Pełzających pod stołem
23.V.2004, Gdynia.
Oparty o łuk Księżyca
Błękitnymi falami stóp
Zagarnia gwiazdy z nieba
Umoczył palce w chmurach
Wzrok utkwił w blasku Słońc
Złoto tańczy na powiekach
Promienie odbite jak od lustra
Wirują na jego policzkach
Popłynęły dwie srebrne łzy
Parę białych piór upadło
Na tarczę czasu
Wskazówki smutno zadrżały
Oparty o łuk Księżyca
Kręgosłupem swym moralnym
Niewyczerpanego dobra
Ochrony ludzkich zmysłów
Załkał rzewnie a tym płaczem
Zaśpiewały ptaki
Krzyknął a okrzykiem
Zadrżały wysokie góry
Jak strasznie.
Zegar się spóźnia
one
two
three
czas uciekać
quatre
cinq
six
lalki śpią
sieben
acht
neun
koniec udawania
dziesięć
nie jestem idealna
Pada śnieg i zamknęłam wszystkie okna
nikt nie umiera
nikt się nie rodzi
Nigdy nie byłam księgą
którą chcielibyście czytać
Zastanawiałeś się kiedyś
Nad swoim życiem?
Ja zastanawiłem się nad nim
Niezliczoną ilośc razy
Myślaleś o swoich wzlotach i upadkach
o tym co piękne o tym co brzydkie
Co było Co będzie
Jak było Ci cudownie z kobietą
która kochaleś
Wiem że kochasz nadal
To miłość na zawsze
Boli to - prawda?
Tak poprostu zostawiła
Marzenia i życie zburzyła
Jak mogła skoro kochała
Kocha nadal - wciąż powtarza
Świata poza Nią nie widzisz
Serce bije mocniej
Podchodzi do gardła
Gdy o Niej myślisz
Staliście się już tylko bolesnym wspomnieniem
Boli to - prawda?
Płaczesz nie wiedząc
Co sie stało
Dlaczego zostawiła
Setki pytań bez odpowiedzi
Dobrze wiem jak ich potrzebujesz
Jej potrzebujesz
Pogrążasz się w bezsensie własnych myśli
Nie musiało się to kończyc nigdy
Dusisz się własnym oddechem
Staczasz się bez Niej
Wiem - oddałeś Jej całe serce
Teraz miażdży i zabija Cię
Czujesz się jak zwierz
Zwabiony - upolowany - zabity
A co czuje myśliwy?
Satysfakcje? Zadowolenie? Dumę?
To boli - prawda?
Czy to prawda że Cię kocha
To czemu tak ucieka
Może boi się
Ale czego wciąż powtarzasz
Miłości nie można się bać
nie można odbierac jej sobie
A szczegolnie tej drugiej osobie - Tobie
Ją to nie obchodzi
Jak Ci źle jakiś Ty samotny
Miała serce to odebrać
Może Cię nie kocha
Rozpadasz się
Ty Ją kochasz
Ona nie!?
Potrzebujesz Jej tesknisz
Ona już chyba nie
Brakuje Ci Jej
Ja wiem
Bez Niej życie traci sens
Ona nie wie czego chce
Gdy zechce wrócić
Ciebie może nie być
Boli to - prawda?
Ja wiem..
Idę, idę przez życie.
Ty mi towarzyszysz,
Swym urokiem niszczysz wszystko,
Każdy na ciebie patrzy,
Każdy boi się twego oblicza,
A ty idziesz ze mną,
Za rękę mnie trzymasz.
Kiedyś cię nienawidziłam,
Zabierasz wszystkich bliskich mej duszy,
Teraz wiem, to nieuniknione,
Ten umarł tamten również, patrz! Jej też już nie ma.
W ręku fotografie tych co polegli do mnie się zbliżając,
Ahh śmierci moja, miłości moja,
Czemu tyś mnie tak pokochała?
Czemu żyć nie dajesz?
Odbierasz wszystkich, niczym kochanek zachłanny.
Dlaczego ja?
Błądzę wtulona w twe ramie,
Już się nie boje, to jest już codzienność
Tylko proszę Cie...weź mnie ze sobą nie karz patrzeć...
Ból i łzy,
Jedno cięcie,
Jedna myśl,
Znów upadam,
Znów sił brak,
Serce wciąż, niszczy strach.
Lece, spadam wciąż na dno,
W moim życiu samo zło,
Źli ludzie,
Złe myśli,
Sytuacje złe,
Oni ciągle męczą mnie,
Ten sen,
Ten los,
I lucyfer...jego głos
Hipotermia : A dlaczego akurat chińska? Tak się biednych, Bogu ducha winnych Chińcz...
Solitary : A dlaczego akurat chińska? Tak się biednych, Bogu ducha winnych Chińcz...
Hipotermia : głębokie jak chińska dupa I tak samo, hm... 'SMACZNE' :...
My beautiful Angel was sent down from the sky.
To lighten up my worthless, sad and meaningless life.
And who am I to get such a big treasure?
Maybe it''s the love inside me I can''t even measure..
But then, I truly fear that one simple thing
I fear that one day She''ll cease to beautifully sing,
That She''ll stop loving me, like I love Her so much,
That one day She''ll be gone, and I, without Her touch,
Will slip into this big, calm, dark hole some call Death
Without Her, unable to take a single breath...

