Wewnątrz ciebie
wewnątrz mnie
lęgną się
larwy mniej paskudne
Wbite w oczy mroku
dłonie splątane drutem
obnażają kły w uśmiechu
usta zlepione słowami
rozcinają chłód wieczoru
bezgranicznie rozdrapując rany
krople wzroku przemierzają bezustannie
skórę splamioną niedotykiem
obsesyjnie szukającą bliskości
Cała umazałam się krwią
mojego własnego nieszczęścia
zarżniętego przez ciebie
upuszczonego na dno istnienia
nurzam się w drobinie światła
która została po tobie
wróć
moje marzenie z iskier magii
cały świat ze strzępów snów
Kruche ramy
w pokoju bez obrazów
w domu bez okien
Odłamki wczorajszych wydarzeń
rykoszetują
rozrywają, przebijają ją na nowo
przeklęta krew
nie chce krzepnąć
wykrwawi się
"Będziesz zdychać w kałuży własnej krwi.
Wiesz, co to znaczy.
Tyle bólu.
Chętnie popatrzę."
Ohydny dotyk
gnijących oczu
odrażający dźwięk
bijącego serca
Wstrętna myśl, że ma serce
Jeszcze tylko
powietrze na chwilę zgęstniało
Ty umrzesz
Gdy oni odlecą
I skończy się kolejny etap
Życia dla Siebie
Lecz mimo wszystko
Ja zostanę egoistą
Ty zapłaczesz
Gdy świat spłonie
I zacznie się krytyka
Spełnienia bez oddania
Lecz ja nadal będę myślał tylko o sobie
I podłoże ogień...
- Bo tak samo jak moja kochana podpalaczka
- Chcę widzieć jak ludzie tańczą
W wesołości i czerwieni
Dźwięki otaczające ze wszystkich stronBól przenikający ciało i duszęCiemność ogarniająca światI te myśli niechcianeKosmyk włosów poplątanychNieokreślony zapachTęsknota wszechobecnaŻycie...Szaleństwo...Koniec...
Dziś jesteśmy
Jutro już nie ma nas,
Dziś uśmiech na ustach,
Jutro zasłonięte w domu wszystkie lustra,
Dziś radość z życia wciąż jeszcze,
Jutro martwe ciało człowiecze,
Dziś ciepło młodego serca,
Jutro zaś nauki podstarzałego mędrca,
Mędrca,którego wkrótce odbędzie się pochówek,
Wtedy popłynie do niego tysiące słówek,
Słówek żalu,goryczy,
Zabłysną wtedy płomienie zniczy,
Zabłysną niebiańskim światłem,
A znieba głos powie życiową prawdę,
Z prochu powstałeś
I w proch się obrócisz,
Tak było,jest i zawsze być musi.
Dzwon wieży kościelnej bije na potępienie mej duszy
Chłód nocy trupimi palcami mój udręczony umysł kruszy
Jestem sam w pustyni blokowisk martwych, cuchnących
W mroku swego wnętrza dusząc syk głosów szepczących
Szukam drogi, ciepła, światła upragnionego
Znaku życia, zieleni lasu, oceanu błękitnego
Gdzie jesteś aniele stróżu mój upragniony
We krwi broczący gdzieś w drodze porzucony
Bez skrzydeł, okaleczony, samotnie płaczący
Zapomniany, oślepiony, w ogniu się wijący
Choć minęło tyle czasu odkąd szatan swą zabawę rozpoczynał
Choć śmiałem się trzymając cię, gdy Legion gardło Ci podrzynał
I z demonami tańcząc w krwi twojej się kąpałem
Już nie uciekam, już się zatrzymałem
I wierząc, że Ciągle mnie kochasz i szukasz w zaślepieniu
Że wiarę pokładasz w tak nędznym stworzeniu
Czekam na ciepło twych rąk zbawicielu
Przyjdź...czekam jedyny mój mroczny przyjacielu
Nie mogę się nasycić
Światła księżycowego
Jego trupią jasnością...
...Uroczą bladością jego...
On bogiem jest demonów
Koszmarów życia tchnieniem
Kochankiem ofiar krwawych...
...Miłosnych snów natchnieniem...
Światłem wspaniałym swoim
Oświetlać teraz może
Morderstwa, Cierpienia, Gwałty...
...Namiętnej pary łoże...
wszystkim upadłym (nie tylko aniołom)
Efram
czuję czyjąś dłoń w mojej dłoni
jestem gotowa do drogi
Rozsypało się lustro
z odbiciem moich marzeń
świece wypalą się tej nocy
powierzam ci moja duszę
Złap mnie
zanim uderzę w podłogę
Twoje namiętne oczy wpatrujące się we mnie
Tak jak lubię
Nie musisz nic mówić, ja nie muszę wiedzieć
bo widzę to w Tobie, gdy patrzysz na mnie
Tak jak lubię
Chciałabym tylko jednego, byś wziął mnie
w swe ramiona kojące i objął
Tak jak lubię
Pragnę zatracić się w tej chwili,
i czuć drżenie, gdy mnie dotykasz
Tak jak lubię
Odsłoń zakamarki mej duszy
swoim głosem uspokój me myśli,
których tak nie lubię
I... jeszcze tylko raz spójrz na mnie
bym mogła w oczach twych się zatracić
ten ostatni raz , a potem odejdę
w ciemność nie zmierzoną,
która otoczy mnie skrzydłem czarnym znów
Tak jak lubię.
Draven : Jestem pod wrażeniem i skromna namiastka poety w mej duszy składa aut...
KostucH : Wielce Szanowny Autorze! Po prostu brak słów na opisanie i skomentowa...
roztapiają się jak czekolada
krzyk ulic tłumi moje myśli rozdrapane
na gładkiej skórze jedwabiu
ludzie skarżą się na blaski dnia
na bóle głowy z chmur urwane
na kołaczące serca
próg kościelnych bram
unosi dym fascynacji
może się mylę
może
dawno tam nie byłam
czarne perły na policzkach
chłonę jak marzenia nieuchwytne
a lawenda pachnie wrzosem
Gęstej, nie dającej przebić się oku spragnionemu
Rękoma szukam brzegu bezpiecznego.
Skończyć chcę,
Położyć kres tułaczce bez celu,
Lecz nie mogę, przyzywam Twe imię...
...Lecz krzyk mój ginie.
Wsiąka w paszcze rozwarte.
Upadam.
Ginę.
Na zawsze....
po stłuczonym świetle
między czubkiem mego nosa
a oktawami żeber.
A język – jak jaszczurka
szukająca schronienia,
wije się po szyi i znika w czeluści
jednego spojrzenia.
Mówisz –
- rozbujajmy ciszę.
Milczę.
To skrzypi księżyc.
czemu gdy budzę się
to kołdra jest mokra
ściany do mnie mówić nie chcą
gdy jestem w toalecie
to kibelek do mnie nie szepcze
gdy włączam telewizor
to ludzie milczą i pokazują mi języki
gdy zalewam herbatę to woda zimna
gdy zasuwam zasłonę to okna wypadają z ram
gdy obserwuje świat to gołąb na mnie sra.
łaaaaj łaaaaaj łaaaaaaj
haj wszędzie…
bosze - czym żem zawinił
czemuż nikt mnie nie kocha
czemu żyletki drożeją
pastylki nie pomagają
podpalić się nie chcę - bo to boli
a pod pociąg się nie rzucę
bo czułbym się po krojony
jak chleb
a w lodówce nawet masło stare.
łaaaaj łaaaaaj łaaaaaj
czemu tyle łez z nosa kapie
z ust spływa krew
innych słów nie łapię
jak chłopiec z siatką łapać motyle
próbuję -
nawet nie wiem co notuje.
przybity jak król i upity jak żul
białymi ścianami usmarowany
kolorowymi landrynkami karmiony
prądem czasami porażony
przywiązany sznurówkami do bezruchu
a w czaszce srebrna klamka
by mogli grzebać w moim mózgu.
Choć wokół pełno ludzi...
W sercu żal
Smutek
Opuszczenie
I wtedy czasem przychodzi ona
Taka zimna
Ale czasem nawet jej nie ma
Tylka ja i moje łzy
Tak jak teraz i wiele razy
Przedtem i potem

