jedyne co mogę mieć,
to pustka w głowie..
jedyne co mogę chcieć,
to ironię w każdym słowie..
lecz gdy pomylę puste słowa z gestami,
i zacznę bezdźwięcznie poruszać ustami,
zamienię się w ciszę..
będę błąkać się sama po lesie..
na niebie ci list pożegnalny napisze,
niech chłodny wiatr do ciebie go niesie..
Cisza i towarzystwo
Spokój i chaos
Mówisz
Samotność i ciągły lęk
Przed jej nadejściem nagłym
Jednocześnie
Jak możliwe jest to
Pytam
Masz skrzydła więc wzleć
Spójrz sponad siebie
Ujrzyj
Co chcę ci pokazać
Co mnie nie zgubiło
Nieomal
Co zabijać może niepostrzeżenie
Gdy zamkniesz oczy
Ze strachu
Jeśli nadal chcesz iść Tędy
Innej możliwości nie ma
Umrzeć
Aby Żyć zacząć
To wszystko, co wyrazić słowami można przed bramą Ogrodu
Poczuj
Bolesna purpura narodzin
W słodkim Matki krzyku
Śnisz o Wieczności
Błękitniejąc w łzach
Nad zimnym Ojca grobem
Spójrz
Na tętno samotności
Rozgrzewające słodycz skóry
Gdy kochanek ucieka pierwszym skowronkiem
Gdy pies wierny oddech traci
A łkanie gorzkie pierś ci rozrywa
Dostrzeż
Uciekającą melodię samotności
Oddaj mi serce i zatańczmy
Do taktu rdzy usychającej róży
Aż zrozumiesz jak piękna jestem
I nadejdzie odpowiedni moment
Dotknij
Słodkiej goryczy pragnień
Słonego blasku zaspokojenia
Zimnej wilgoci przemijalności
Kwaśnego koloru wiedzy
Zanurz się w mej Istocie
Dam ci rozkosz bezsenności
Przed kolejnym
Tańcem
Wieczność
Zapachem fiołków o świcie
Pocałunkiem chłodnym i wilgotnym
Budzi
Ciepłem dłoni skóry dotykiem
Zapachem oddechu dźwiękiem tętna
Pieści
Głodu powracającą purpurą pragnienia
Zaspokojeniem chwilowym lecz wartym powrotu
Czuję
Głębiej wyraźniej subtelniej inaczej
Kto zrozumie głos Nocy tak jak My
Jestem
Już zasnąć nie sposób
Wietrze Północy
Czuję
Twe nadejście
Preludium wichury
Budzi mą Istotę
Szepnij słowo
A w tę Noc Przełomu
Śpiąca Bestia
Roztworzy swe oczy
I skrzydła rozpostrze
Nad Różą lśniącą
Czerwienią mroku wilgotnego
Świadomą swej siły
W odrodzonym Księżycu
Zamilknie wpatrzona
Czujna
W Nów
Wietrze Północy
Niebo jest dzisiaj głośne.
Niebiański zaczął się film.
Dusze ludzkie umykają,
Coraz więcej smutnych gwiazd...
"Cóż mogę zrobić?" pytasz bezradnie.
Odpowiada wzburzony ryk.
Wojna, śmierć, spustoszenie.
Tajemne dźwięki mącą spokój letniej nocy..
Apogeum końca!
"Dość!" krzyczysz "Dość!"
Dziecięca zabawka upada na ziemię.
Za późno...
Niebo jest dzisiaj głośne..
Byłam martwa w środku
nawet jeśli sprawiałam wrażenie żywej
w cieniu szkarłatnej samotności
rodzi się bezimienne
nienazwane
otulę się nim, nawet
jeśli jest zabójcze
Chciałam wiedzieć
czy jestem prawdziwa
nikt nie odpowiadał
w cieniu szkarłatnej samotności
rozpalam własne słońce
nawet jeśli sprawiałam wrażenie żywej
w cieniu szkarłatnej samotności
rodzi się bezimienne
nienazwane
otulę się nim, nawet
jeśli jest zabójcze
Chciałam wiedzieć
czy jestem prawdziwa
nikt nie odpowiadał
w cieniu szkarłatnej samotności
rozpalam własne słońce
Byłam martwa w środku
nawet jeśli sprawiałam wrażenie żywej
w cieniu szkarłatnej samotności
rodzi się bezimienne
nienazwane
otulę się nim, nawet
jeśli jest zabójcze
Chciałam wiedzieć
czy jestem prawdziwa
nikt nie odpowiadał
w cieniu szkarłatnej samotności
rozpalam własne słońce
nawet jeśli sprawiałam wrażenie żywej
w cieniu szkarłatnej samotności
rodzi się bezimienne
nienazwane
otulę się nim, nawet
jeśli jest zabójcze
Chciałam wiedzieć
czy jestem prawdziwa
nikt nie odpowiadał
w cieniu szkarłatnej samotności
rozpalam własne słońce
Kiedyś gdy spuścicie wzrok,
Ucieknę, jak najdalej stąd,
Ucieknę do świata gdzie są tacy jak ja,
Ucieknę do świata gdzie każdy swoją szanse ma.
I gdy nadejdzie me minut pięć,
Zobaczycie, że marzenia spełniają się,
Że nikt, może wreszcie stać się kimś,
Że jest w życiu parę pięknych chwil,
Dla których warto żyć,
Dla których warto toczyć bój,
O niezwykłość rzeczy codziennych,
O najmniejszy promyk słoneczny,
O rosę w wiosenny poranek,
O zieleń na liściach i słowika śpiew,
Bo wszystko to i nawet słona łza,
Prowadzi do szczęścia bram
Nie jest tak łatwo posiąść szczęścia
wystarczy chwila nieuwagi
ucinają ci skrzydła
i dziwisz się, że nie latasz.
I marzenia o byciu pilotem
czy drapieżnym ptakiem
przeminęły z wiatrem
gdzieś w kinie na ekranie.
Zbyt często przysiadasz na parapecie
patrzysz w dół - oczekując,
że pojawi się nauczyciel
który nauczy rozwinąć twoje skrzydła.
A rynną spływa twoja krew
deszcze nie padają
ty nie czujesz
i w końcu odlatujesz - Inaczej.
Potem zdarza się powrócić
z inną maską, z innym wewnętrznym oceanem,
skrzydeł nadal brak, ale w końcu
zasnęła w tobie pamięć jesiennych odlotów.
wystarczy chwila nieuwagi
ucinają ci skrzydła
i dziwisz się, że nie latasz.
I marzenia o byciu pilotem
czy drapieżnym ptakiem
przeminęły z wiatrem
gdzieś w kinie na ekranie.
Zbyt często przysiadasz na parapecie
patrzysz w dół - oczekując,
że pojawi się nauczyciel
który nauczy rozwinąć twoje skrzydła.
A rynną spływa twoja krew
deszcze nie padają
ty nie czujesz
i w końcu odlatujesz - Inaczej.
Potem zdarza się powrócić
z inną maską, z innym wewnętrznym oceanem,
skrzydeł nadal brak, ale w końcu
zasnęła w tobie pamięć jesiennych odlotów.
Gdzieś w pobliżu rozległy się czyjeś ciche kroki
To tylko tęsknota nadciąga
W tę noc pachnącą martwymi liśćmi...
To tylko tęsknota nadciąga
W tę noc pachnącą martwymi liśćmi...
Żyje w tłumie
Nie wiedząc jak żyć
Idzie szybko
Nie wiedząc gdzie iść
Skacze wysoko
Nie wiedząc gdzie sięgać
Zmierza przed siebie
Nie widząc celu
W końcu upada
Na samo dno
Podnosi się wolno
Aż braknie tchu
Znajduje pomoc
Przyjaciela
Który cały czas
Był obok
Niewidzialny
Mabh 31 III 2008
Miliony gwiazd na niebie,
Dusza na ramieniu,
Boję się o Ciebie,
Serce wykute w kamieniu.
Twe imię oznacza spełnienie,
Wierze więc, że wolności wiatr muśnie dziś twą twarz,
Ujrzysz dziś księżyce lśnienie,
Zapomnisz czym jest cierpienie,
Poznasz szczęścia swego smak.
Bezsenna noc, modlitwa,
Lecz jednak coś nie wyszło,
Gdzieś tam rozpoczęła się modlitwa,
Padły strzały, czyjeś życie prysło
Diarmad : Nie wiem czy rym czy rytm(już się o to myliłem) ale pierwsza zwrotka ma...
Driada : Bardzo ładny wiersz, nastrój i opis bardzo mi się podoba. Ale chyba...
Draven : Wiersz ciekawy lecz mym zdaniem rymy tu troche nachalne i oczywiste....
'Until Death Lays me down to Sleep'
I want to cut my pale skin
I want to pierce my weak, thin flesh
Break every single tiny bone
Just like a perfect crystal stone
I want to stab my fatty thighs
I want to sew my scarelet lips
Rip out my long black hair
To make it even more fair
I want to open up my veins
I want to slice my throat apart
Drop my body to the groud
So it cannot be found
I want to burn my shiny tears,
I want to choke most dark-red blood.
Until I scream in pain and weep...
...Until Death lays me down to sleep...
Paulina Labuz.
popatrz plastik i szkło
niczym religia
plastik i szkło
i trochę różu
słowa pustością swą wołają o pomstę
do nieba?
nie tam już nic nie ma
o pomstę do sensu
popatrz na ludzi ukrytych za całunami spraw
zakłamanych w prawdziwości kolorowych snów
z pudełek wkładanych do głów
nienawidzę świata
nienawidzę nienawidzieć
nienawidzę siebie że siły nie mam
by piekłem odrodzić sens istnienia
by w krwi odnaleźć ukojenie
i wartość
świat niczym układanka w obłąkanym umyśle
tu siorbie tam ślini
moda co wymiocinami styl określa
pragnień celów i marzeń
mrok noc tylko to mnie ratuje przed obłędem
obłędem i niemocą
może już oszalałem i zatapiam sie coraz głebiej
w bagno moich własnych melancholii
życie!!! dziwko moja
ześlij mi jeszcze piekło wymarzone
by głupota cel swój miała
zatonę i choćby słowa w martwych ustach zległy
krzyczeć będę
bo po coś to jest
w tym bezsensie plastiku i szkła
w religii dziurawych umysłów
bo po coś to jest?

