Wiersz napisany bardzo dawno, ale nadal w moim życiu aktualny...
Wiersz, który napisałam pod wpływem choroby nowotworowej przyjaciela. Dziś sama się jej boję...
Idę przed siebie
Nie patrząc wstecz
Na mosty spalone
Na wieże szklane
Niegdyś będące
Mym domem
Nie patrzę już wstecz
Na wieże szklane
Niegdyś błyszczące
Dziś cieniem spętane
Na mgły kryjące
Ich dawną chwałę
Na martwe miasto
Skąd mnie wygnano
Na wrogą mi ziemię
Strachem skalaną
Idę przed siebie
W nieznane
Nie patrząc wstecz
Na mosty spalone
Na wieże szklane
Niegdyś będące
Mym domem
Nie patrzę już wstecz
Na wieże szklane
Niegdyś błyszczące
Dziś cieniem spętane
Na mgły kryjące
Ich dawną chwałę
Na martwe miasto
Skąd mnie wygnano
Na wrogą mi ziemię
Strachem skalaną
Idę przed siebie
W nieznane
Napisałem do ciebie list
Na kartce
O zapachu jakim lubisz
Atramentem pisałem słowa
Tak jakbym się z Tobą kochał
Powoli i szczerze.
Tak jak to czytałaś w poezji.
Napisałem parę pięknych słów
Wiesz – tych co tak zawsze lubiłaś słuchać
Gdy moje usta ładnie ubierały je w dźwięk.
Sprawiałem nie raz że mój list
Był moją dłonią
Który z daleka głaskał policzki twe
Rumieniące się ogrzane moim ciepłem.
Zawsze po przeczytaniu
List kładłaś na swym brzuchu
I czekałaś na moje przybycie
Na dźwięk otwieranych drzwi
Ściąganych butów i ubrań
Aż nadejdzie upragniony czas
Kiedy list wreszcie zastąpię.
Na kartce
O zapachu jakim lubisz
Atramentem pisałem słowa
Tak jakbym się z Tobą kochał
Powoli i szczerze.
Tak jak to czytałaś w poezji.
Napisałem parę pięknych słów
Wiesz – tych co tak zawsze lubiłaś słuchać
Gdy moje usta ładnie ubierały je w dźwięk.
Sprawiałem nie raz że mój list
Był moją dłonią
Który z daleka głaskał policzki twe
Rumieniące się ogrzane moim ciepłem.
Zawsze po przeczytaniu
List kładłaś na swym brzuchu
I czekałaś na moje przybycie
Na dźwięk otwieranych drzwi
Ściąganych butów i ubrań
Aż nadejdzie upragniony czas
Kiedy list wreszcie zastąpię.
Ich zabrałaś.
Skostniałymi dłońmi otuliłaś
Do mych drzwi kosturem zastukałaś
Lecz mej duszy zabrać nie chciałaś
Musisz chyba bardzo mnie nienawidzić
Członkami moimi się wybitnie brzydzić
Że nakazałaś mi zostać
Przyodzianej w lichą tak postać
Okazałaś brak litości
Zamiast zabrać w podniebny lot nieświadomości
I na nic były me wołania
Prośby, modlitwy, powinszowania.
W bezwzględnych wyborach nie idziesz na rękę
Nie zważając na ociężałych duszną mękę
Wykrzyczeć chcę, żeś niegodziwa
W wyborach swych niesprawiedliwa
Lecz na nic zdadzą się moje wrzaski
Złośliwie nie dostąpię twojej łaski.
Zjawiasz się
Za granicami
Pojęć mojego świata
Przemawiasz
Zakłóceniami
Mojej rzeczywistości
Odczytem na martwej skali
Trzaskiem sygnałów w radiowej ciszy
Obłędem nieprzekładalności
Za granicami
Pojęć mojego świata
Przemawiasz
Zakłóceniami
Mojej rzeczywistości
Odczytem na martwej skali
Trzaskiem sygnałów w radiowej ciszy
Obłędem nieprzekładalności
Ciemny pokój,mrok, cierpienie,
Blask księżyca odbity w ostrzu noża,
Słoność łez, gorycz żalu-smaków mieszanka,
Szkarłat krwi, czerń nocy- paleta kolorów,
Ból skryty w źrenicy oka,
Skóra rozrywana tępą żyletką,
Łzy spływające z wolna po rozgrzanych licach,
Wspomnienia, echo słów które serce na wskroś przebiły...
Upadek- początek końca
Komentarze Blask księżyca odbity w ostrzu noża,
Słoność łez, gorycz żalu-smaków mieszanka,
Szkarłat krwi, czerń nocy- paleta kolorów,
Ból skryty w źrenicy oka,
Skóra rozrywana tępą żyletką,
Łzy spływające z wolna po rozgrzanych licach,
Wspomnienia, echo słów które serce na wskroś przebiły...
Upadek- początek końca
Liza : Wiersz jest bardzo interesujący i warty przeczytania. Przenikający na wskr...
Diarmad : Ciekawy wiersz, ale...hmm jakby za dużo skrótów myślowych, troszkę...
Myślałam, że mam u stóp cały świat.
Ale ten świat mnie zjadł.
Bezczelny, skostniały, głodny świat
Pożywieniem jestem ja.
Wokół nędza i przegranych idei smród
Masa dąży, by zaspokoić głód.
Słowa zadają ciosy, rozdrapują rany
Kroją w plastry, wywar już zgęstniały
Leżę na dnie kotła
Taka miękka i rozmokła
Ktoś wbija mi w serce nóż
Już czas umierać, no cóż!
Na nic zdały się skrzydeł trzepoty
Nie ma siły, na ujarzmienie głupoty.
czarnalukrecja : Zgadzam się, ostatnio jeden z niewielu wierszy, który tak dobrze się czyt...
evanescence : Piękne...brak mi słów, żeby opisać to inaczej... wczytałam się...
szarl : Świetnie się czyta, napisane bez nadęcia i pompatyczności. Naprawdę...
Zakrywam twarz liśćmi
dłonie ciasno owinięte szarością
chronią chłodne serce
ścięte włosy rozrzucone na ścieżce
znaczą drogę do domu
kruche gałęzie nagich drzew
wyciągają palce
chwytają moje dłonie szarpią
włosy przesiąknięte wiatrem
kruki i wrony przysiadły na martwej topoli
patrzą w moje oczy
pragnąc ich brudnej zieleni
Wyszłam
pooglądać jesień przy pracy
wrócę
kiedy skończy ozdabiać złotem
umierającą rzeczywistość

