Jak kamień na drodze
Znów stoję, nie błądze..
I patrzę za siebie,
Jak wspominam w myślach,
Zagładę na niebie...
Nieludzko zakreśla
Swój krzyżyk na ciebie...
Znów stoję, nie błądze..
I patrzę za siebie,
Jak wspominam w myślach,
Zagładę na niebie...
Nieludzko zakreśla
Swój krzyżyk na ciebie...
gdzie cie szukać mam...
Co mam zrobić,
By Cię znaleźć?
Czy gdzieś błądzić?
Czy zaszaleć?
Wszystkich poznać?
Nie ma sensu....
Sama zostać?
Znow brak sensu..
GDZIEŚ SIĘ UKRYŁ??
Co mam zrobić,
By Cię znaleźć?
Czy gdzieś błądzić?
Czy zaszaleć?
Wszystkich poznać?
Nie ma sensu....
Sama zostać?
Znow brak sensu..
GDZIEŚ SIĘ UKRYŁ??
...to będzie dla ciebie najwiekszą kara/że z oprawcy staniesz sie ofiarą...
Ogarnęła nas nostalgia wraz z chłodem.
Tęsknimy do siebie za sobą.
Brakuje informacji.
Brak jest smaku życia.
Nie słychać go i nie widać.
Siedzimy w piwnicy.
Twarze owiane są czernią nietoperzowych skrzydeł.
Pająki w kątach nie maja znaczenia.
Czekamy na burzę.
A potem... Potem znów będzie padało.
Nie ma cienia.
Jest tylko ukrzyżowana noc ponad nami.
W nas – nostalgia...
Ile dałbym aby usłyszeć wasze głosy, o Nimfy poranka, słonecznie bzyczące zielenią traw.
Wasze oczy, choć jedno spojrzenie błękitu splecionego z drobnymi listkami brzóz.
Światło...
Tęsknię za dniem...
Tęsknimy do siebie za sobą.
Brakuje informacji.
Brak jest smaku życia.
Nie słychać go i nie widać.
Siedzimy w piwnicy.
Twarze owiane są czernią nietoperzowych skrzydeł.
Pająki w kątach nie maja znaczenia.
Czekamy na burzę.
A potem... Potem znów będzie padało.
Nie ma cienia.
Jest tylko ukrzyżowana noc ponad nami.
W nas – nostalgia...
Ile dałbym aby usłyszeć wasze głosy, o Nimfy poranka, słonecznie bzyczące zielenią traw.
Wasze oczy, choć jedno spojrzenie błękitu splecionego z drobnymi listkami brzóz.
Światło...
Tęsknię za dniem...
Zwiążę Cię
sznurem skłębionych
myśli.
Wychłoszczę
biczem uczuć
nienawistnych.
Ciąć będę
ostrym skalpelem
goryczy.
Aż krzyk Twój
przedśmiertny
mój ból zagłuszy
i pustkę wypełni
ciszo.
Okala nas marność wiecznego stworzenia.
Odjęli ode mnie nieskończoność.
Chciałam się poddać.
Umrzeć.
Załamało się rusztowanie chmur.
Ziemia stała się niebem kosmosu.
Obejrzałem się za siebie i był to największy błąd mojego życia.
Za mną pędził czarny jeździec, na rumaku siwej maści.
Skoczyłam więc w przepaść ludzkich oczu.
Teraz umieram naprawdę...
Odjęli ode mnie nieskończoność.
Chciałam się poddać.
Umrzeć.
Załamało się rusztowanie chmur.
Ziemia stała się niebem kosmosu.
Obejrzałem się za siebie i był to największy błąd mojego życia.
Za mną pędził czarny jeździec, na rumaku siwej maści.
Skoczyłam więc w przepaść ludzkich oczu.
Teraz umieram naprawdę...
Opadłam w swej samotności na dnie Piekła duszy.
Namiętności targały mną w stronę czterech książąt ciemności.
Pragnę Was, Panowie moich myśli!
Droga prowadzi w stronę dantowego leja, głębiej wciąż i głębiej.
Zapadam się w sobie, krążąc w duszy w poszukiwaniu zgubionej wieki temu, upragnionej Woli.
Demony me!
Najdroższe sercu potępieńca, wskażcie smutek i troski przeznaczone żywotu nędznego śmiertelnika! Nie chcę już nic czuć...
I stało się.
W dniu czwartym po powrocie z otchłani własnych majaków odgarnęłam z twarzy błękitną mgłę. Poczułam ziemię pod obolałymi stopami, a w nozdrza me uderzyły śnieżno mosiężne skrzydła wiatru.
- On Cię poprowadzi – szepnął poszumem fali oceanu L.C.V.
Nie ma już strachu.
Oddałam się nieświadomości ziemskiego życia wśród ludzi.
Cierń tylko w sercu został chwilami duszę skraplając szkarłatem...
by N.SS.
Namiętności targały mną w stronę czterech książąt ciemności.
Pragnę Was, Panowie moich myśli!
Droga prowadzi w stronę dantowego leja, głębiej wciąż i głębiej.
Zapadam się w sobie, krążąc w duszy w poszukiwaniu zgubionej wieki temu, upragnionej Woli.
Demony me!
Najdroższe sercu potępieńca, wskażcie smutek i troski przeznaczone żywotu nędznego śmiertelnika! Nie chcę już nic czuć...
I stało się.
W dniu czwartym po powrocie z otchłani własnych majaków odgarnęłam z twarzy błękitną mgłę. Poczułam ziemię pod obolałymi stopami, a w nozdrza me uderzyły śnieżno mosiężne skrzydła wiatru.
- On Cię poprowadzi – szepnął poszumem fali oceanu L.C.V.
Nie ma już strachu.
Oddałam się nieświadomości ziemskiego życia wśród ludzi.
Cierń tylko w sercu został chwilami duszę skraplając szkarłatem...
by N.SS.
Błądzi cierpi..Wyznaje miłość...kocha...
Pogrążona w niepokoju ściśniętym sercem,
Chowam, chowam się przed ludźmi.
Przed śmiechem i bluźnierstawiami.
Niewdzięczna istota oddająca jej pokłony,
Cierpiąca jakby właśnie umierała,
aby dotknąć jej ust.
By spojrzeć pięknym w błękit oczętom...
Ukazało się słońce i jasne promienie,
padające na kochające się dusze.
Pofrunął zraniony ptak wzwyż nad koronami drzew,
Słońce grzało mocniej,
Spragniona smaku ust i jej głosu zbliża się.
Pośród bogactw natury pragną się,
Namiętnie kłaniają,
wpatrując się w bogactwa swych dusz idealnych...
Pogrążona w niepokoju ściśniętym sercem,
Chowam, chowam się przed ludźmi.
Przed śmiechem i bluźnierstawiami.
Niewdzięczna istota oddająca jej pokłony,
Cierpiąca jakby właśnie umierała,
aby dotknąć jej ust.
By spojrzeć pięknym w błękit oczętom...
Ukazało się słońce i jasne promienie,
padające na kochające się dusze.
Pofrunął zraniony ptak wzwyż nad koronami drzew,
Słońce grzało mocniej,
Spragniona smaku ust i jej głosu zbliża się.
Pośród bogactw natury pragną się,
Namiętnie kłaniają,
wpatrując się w bogactwa swych dusz idealnych...
Szary świat, tysiące pytań
brak odpowiedzi
Bezsilnosć znów dobija,
Życie przytłacza po raz kolejny
Jeszcze raz obrywam po mordzie
Jeszcze raz usiłuję wstać
Na czworakach pełznę przed siebie
Wśrod tych co idą z podniesioną dumnie
głową
Jak robak zmiażdżona
Mniej warta od śmiecia
Nie widać mnie jestem
zatęchłym powietrzem
Oczy z błękitnego marmuru
Wpatrzone w bezkresną otchłań Wszechświata
Ile tysięcy lat jeszcze upłynie
Nim zrozumiesz, że byłam tą jedyną?
Oczy z błękitnego marmuru
Spękane przez nadmiar bezsennych nocy
Wciąż czekam na jedną twą myśl
W której wystąpię JA
Choć nie mam już sił wypatrywać świtu
Nie przestanę tańczyć z chaosem wspomnień
Choć nie wierzę, że mnie jeszcze pamiętasz
Nie puszczę z rąk nici prowadzącej do ciebie
Oczy z błękitnego marmuru
Widziały więcej, niż ten gnijący świat
Otwierały wrota do kolejnych rzeczywistości
W każdej znajdując nową wersję CIEBIE
Oczy z błękitnego marmuru
Uśmiechają się smutno do spadających gwiazd
Ile stuleci jeszcze upłynie
Nim zabiorą mnie ze sobą?
Nie mam już sił wypatrywać świtu
Bo wiem, że nie nadejdziesz razem z nim
Niebieskie łzy zmyją tę noc
Jak miliony poprzednich, bezsennych przez ciebie
Oczy z błękitnego marmuru
Widzą dźwięki, słyszą ślady
Ślady stóp na śniegu, co wyściela
Korytarze pamięci, ścieżki do serca
Oczy z błękitnego marmuru
Nie widzą, że to wszystko od dawna jest snem
Odkąd odszedłeś z ostatnim brzaskiem
Zabierając nadzieję w zamian za szaleństwo
...lecz one wciąż będą wypatrywać świtu
A ja wciąż będę tańczyć w chaosie wspomnień
Niebieskie łzy zmyją i tę noc
Jak miliony poprzednich, martwych bez ciebie
Wpatrzone w bezkresną otchłań Wszechświata
Ile tysięcy lat jeszcze upłynie
Nim zrozumiesz, że byłam tą jedyną?
Oczy z błękitnego marmuru
Spękane przez nadmiar bezsennych nocy
Wciąż czekam na jedną twą myśl
W której wystąpię JA
Choć nie mam już sił wypatrywać świtu
Nie przestanę tańczyć z chaosem wspomnień
Choć nie wierzę, że mnie jeszcze pamiętasz
Nie puszczę z rąk nici prowadzącej do ciebie
Oczy z błękitnego marmuru
Widziały więcej, niż ten gnijący świat
Otwierały wrota do kolejnych rzeczywistości
W każdej znajdując nową wersję CIEBIE
Oczy z błękitnego marmuru
Uśmiechają się smutno do spadających gwiazd
Ile stuleci jeszcze upłynie
Nim zabiorą mnie ze sobą?
Nie mam już sił wypatrywać świtu
Bo wiem, że nie nadejdziesz razem z nim
Niebieskie łzy zmyją tę noc
Jak miliony poprzednich, bezsennych przez ciebie
Oczy z błękitnego marmuru
Widzą dźwięki, słyszą ślady
Ślady stóp na śniegu, co wyściela
Korytarze pamięci, ścieżki do serca
Oczy z błękitnego marmuru
Nie widzą, że to wszystko od dawna jest snem
Odkąd odszedłeś z ostatnim brzaskiem
Zabierając nadzieję w zamian za szaleństwo
...lecz one wciąż będą wypatrywać świtu
A ja wciąż będę tańczyć w chaosie wspomnień
Niebieskie łzy zmyją i tę noc
Jak miliony poprzednich, martwych bez ciebie
Ja
I ona...
Nie powinno jej być
Tutaj ani nigdzie
Ale dlaczego ciągle
Trafia w moje ręce?
Przyjaciółka,która nie może nią być...
Musi być moim największym wrogiem
Dla mojego własnego dobra
Ale jak się uwolnić...
I ona...
Nie powinno jej być
Tutaj ani nigdzie
Ale dlaczego ciągle
Trafia w moje ręce?
Przyjaciółka,która nie może nią być...
Musi być moim największym wrogiem
Dla mojego własnego dobra
Ale jak się uwolnić...
"Dotykam niepewnie owego metafizycznego świata, który dzieje się tylko w odmętach naszych umysłów"
Zimno
Tak bardzo zimno
Zaczynam drżeć
Coraz bardziej
I bardziej
Nie mogę rozróżnić
Czy ten chłód
Jest fizyczny
Czy narodził się
W mojej psychice
Ogarnia mnie całą
Ale jest
Moim towarzyszem
Na zawsze

