dłoni zwartych w nicości wstęgach
przyszło na żyć, lubować się w ciszy westchnieniach
przeważamy złe pomruki na niewidzialnej szali
W świecie podeptanych, brudnych chodników
przyszło na leżeć na zabłoconych posadzkach
pośród tłamszonych machinalnie krzyków
przez tak słodko pachnące kłamstwa
W czasach gdzie niema miejsca na litość
wystawiamy nienawiści ołtarze
depczemy brutalnie ostatnie strzępy marzeń
szukamy recepty na miłość
A po zachodzie słońca
opuszczamy żaluzje nigdy nie otwarte
wystawione w oknie naszego serca
usypiamy, co noc pragnąc...by już na zawsze
To koniec smutku, z któregoś zrodzone...
Słońca przeklętego biały wschód
Nad światem wygasłych marzeń
Chaos bólu i martwych snów
Przerwany łańcuch wydarzeń
Kryształy Wszechświata zwierciadłem dla duszy
Niespełnione obietnice jutra nowego
Wciąż ta sama przyszłość, ten sam lęk
Powtarzane rozczarowania dnia poprzedniego
I nagle mgła cierpienie zasłania
Wieczna noc, świeca wygasa
Śpij, moja duszo
Śpij, serce moje
To koniec smutku, z któregoś zrodzone...
Choć to nie w tę toń spadam...
Powietrze, zamiast trzymać przy życiu, dusi mnie
Wszystko wyblakło, kwiat usechł, słońce zgasło
Miłość, wiara - puste słowa, nie używam ich
To, czego chciałam i czego pragnęłam - nie znaczy dziś już nic
Oczy zwrócone mam ku niebu
Choć to nie w tę toń spadam...
Krainy, w których wszystko dobiegło końca
Krainy, gdzie mrok pokonał nadzieję
Ciemność, samotność, chłód, zapomnienie...
Krainy... Tam własnie jest moje miejsce...
był pan i była pani
byli obdarzeni szansą
zmarnowali ją w sypialni
gdyż to państwo byli zapijani
Noc pełna wyrzeczeń
był pan i była pani
Noc pełna zaprzeczeń
skończyli aresztowani
gdyż ta pani to nie była pani
Pan ten miał alibi
nie wiedział o "niepani"
pani pana nienawidzi
pan się pani wstydzi
ale czy ten pan to nie jest pani?
Szczerość, co traktowana za antyk
czasem tylko bywa ona swojska
a może faktycznie transatlantyk
to ucieczka chłopaka z wojska?
Poznaję Ciebie.
Steruję Tobą -
zimną konstrukcją.
Szukam miejsc czułych,
sekwencji trafnych
i kombinacji
wcześniej nieznanych.
Gdy wreszcie impuls
przejdzie przez Ciebie,
gdy Cię przeniknie
dreszcz zrozumienia,
ten splot reakcji
w Tobie wzbudzony
skończy się dla nas
autodestrukcją,
unicestwieniem
moim i Twoim,
zaprzepaszczeniem
w kosmicznej pustce.
Vammp : Utwor tak mi sie podoba ze az brakoje mi slow zeby go opisac. Naprawde...
Solitary : Doktorze - takie słowa z Twoich ust to naprawdę niemała rzecz. Dzięku...
Zostałam sama w pustym kościele,
Spóźnione echo tańczyło po kątach,
Krwawiąca dusza w nieruchomym ciele
Nie chciała dłużej zostać.
Święte twarze ze świętych obrazów
Patrzyły na mnie wymownie.
Nie mogłam poznać ich wyrazu
Czy te oczy mówiły do mnie?
I nagle spadł dźwięk, mi na głowę,
Trzasnęły drzwi, stanął w nich człowiek.
Poczułam powietrze, czyste, nowe
Pachnące nocą, jakby deszczowe.
Uklękła postać w pustym rogu
Nie wiem kto to mógł być...
Poczułam czyjaś obecność i znowu
Coś kazało mi żyć.
Nie znalazłam żadnej odpowiedzi,
Właściwie nie stało się nic.
Myśli nikły wśród szeptów pacierzy
O posadzkę uderzyły łzy.
Coraz więcej ludzi i jeden cień, może anieli...
Minuty powoli zmieniały się w dni
Powietrze drżało od nadziei.
Dałeś mi moc, sam władając magią.
I przyszedłeś po to, żeby mnie opuścić,
Odebrać te moc, moją, twoją – każdą.
Pokazałeś mi świat istniejący za światem
I nagle zamknąłeś przede mną drzwi.
Teraz nie oddychasz juz przy mnie wiatrem,
To coś, to już nie ty.
Czasami śni mi się Twój księżycowy pomnik
Na skalnym piedestale.
To tylko pomnik...
Nie Ty, bo ty odleciałeś.
Ciągle jeszcze we mnie istniejesz,
Moja dusza daje Tobie życie.
Jesteś tu, na tym papierze
Jesteś przy mnie.
Pamiętam jak patrzyłeś na mnie,
Na moje obnażone pragnienia.
Widziałeś mnie...
To była miłość każdego spojrzenia.
Bezmiar
Szept miliardów światów
Odbija się echem we mnie
Transmisje z próżni
Głosy z oddali
Z wieków minionych
Nagle przerwane
Nasłuch
Cisza

