Mój kontrowersyjny Idol i Jego głęboki, charyzmatyczny, bardzo męski głos...
Czcijmy szaleńców
Pokonanych przez myśli
Niech polecą na strzępach
Jedyni spadkobiercy
Ostatniego tchnienia tożsamości
Porzućmy miecze wszelakie
Bo w świecie dzisiejszym
To my jesteśmy złodziejami życia
Wiecznie dumni i zakłamani
Poddani racjonalności
„Ktoś” kazał mi
Potwierdzić to czego
Sam nie mógł znaleźć
Więc zostałem altruistą
Bo od początku
Źle zadanego pytania
Znałem odpowiedzi
Lecz siedziałem cicho
Bo klucze do niczego
Które stworzyłem nie wiem po co
Same zaczęły
Zmieniać swe kształty
I krążyć wokół tematu
Którego nigdy nie chciałem rozwinąć
„Ja sam” stworzyłem
Nieskończoną ilość powodów
Dlaczego nie powinienem
Mieć wątpliwości
Ale kiedyś marzyłem o przypadku
…Który po
Zanegowaniu niezliczonych fundamentów
I zignorowaniu kilku oczywistych faktów
W zarodku zdusiłby resztę dni
Których stworzenie
Było początkiem
Wszystkich mych „problemów”
„One” jako…
- Symbole
Przejęcia się życiem
Leżącym dalej niż kiedyś
Poza granicą mego wzroku
- i wyznaczniki
Obojętności losem mych światów niezliczonych
…będą tylko
- potknięciem w dziejach ludzkości
- katastrofą w życiu ogółu
A przede wszystkim
Czymś czego na szczęście
…wczoraj lub nigdy…
Nie wyjaśni „Nikt”
Potwierdzić to czego
Sam nie mógł znaleźć
Więc zostałem altruistą
Bo od początku
Źle zadanego pytania
Znałem odpowiedzi
Lecz siedziałem cicho
Bo klucze do niczego
Które stworzyłem nie wiem po co
Same zaczęły
Zmieniać swe kształty
I krążyć wokół tematu
Którego nigdy nie chciałem rozwinąć
„Ja sam” stworzyłem
Nieskończoną ilość powodów
Dlaczego nie powinienem
Mieć wątpliwości
Ale kiedyś marzyłem o przypadku
…Który po
Zanegowaniu niezliczonych fundamentów
I zignorowaniu kilku oczywistych faktów
W zarodku zdusiłby resztę dni
Których stworzenie
Było początkiem
Wszystkich mych „problemów”
„One” jako…
- Symbole
Przejęcia się życiem
Leżącym dalej niż kiedyś
Poza granicą mego wzroku
- i wyznaczniki
Obojętności losem mych światów niezliczonych
…będą tylko
- potknięciem w dziejach ludzkości
- katastrofą w życiu ogółu
A przede wszystkim
Czymś czego na szczęście
…wczoraj lub nigdy…
Nie wyjaśni „Nikt”
Ojciec zabija syna
Samego siebie
Dziś wskrzeszasz
Z krwi ojca i mordercy
Człowieku-Tytanie
Twoja strasznośc
Straszliwsza jeszcze
Bo na gruncie miłości
W kazirodczym związku
Spłodzony
Biedaku
Miotany burzami
Smutku i gniewu
Ale jeśli płaczesz jeszcze
Nad martwym gołębiem
Nie umrzesz
Samego siebie
Dziś wskrzeszasz
Z krwi ojca i mordercy
Człowieku-Tytanie
Twoja strasznośc
Straszliwsza jeszcze
Bo na gruncie miłości
W kazirodczym związku
Spłodzony
Biedaku
Miotany burzami
Smutku i gniewu
Ale jeśli płaczesz jeszcze
Nad martwym gołębiem
Nie umrzesz
Wieczność od Ciebie
Przy wspólnym ogniu
Stać przed słońcem
W księżycu
Ty i ja
Jak dwa ptaki polarne
Zamarzamy
W czterech ścianach życia
Dakota : Krotkie a jakie wymowne.... Slicznie :wink:
Izis : Dziękuję,przede wszystkim za głos
Solitary : Podoba mi się ten wiersz. Cenię tu przede wszystkim zwięzłość, po...
A stary Bóg pobiera cło, nim przekroczysz próg
Gdy w Gangesie umoczysz duszę,zniknie Twój grzeszny grób
Charon monetę przyniesie, byś nie dojrzał już demonów
W szklanym złocie przejrzysz sie jeszcze raz
A wtedy zdecyduje, czy może raczej w piekielnym błocie
Winieneś nurzac swą twarz
Odwieczna walka gigantów,
Lecz o co jeszcze wojują?
Oddałeś im wszystko, pozbawiony zmysłów
A oni próbują
Udowodnić Ci tylko,
Ile znaczył ten ślad
Stopy na śniegu
A kiedy wyciągnę dłoń
Zakwitnę uśmiechem
W sadzie wspomnień
Przepełnionym Twym oddechem
I zamilkniemy wspólnie na małej ławce
W tym sennym,letnim,kolorowym sadzie
A w kolorach ukryją się wspomnienia
Śmiech zagości,miłość pozbawiona cienia
Nigdy już się nie skończy,nigdy nie dopuści
łez
Ty mą twarz w sobie schowasz,ukryjesz
Tak bedziemy trwali w wiecznym sadzie marzeń
Spleceni,złączeni nicią tych wydarzeń
Tych chwil cudownych,tych pereł śmiechu
Tam nie będzie nigdy naszych grzechów
I wyciągam dłoń
Ale ciągle zima
Sad spróchniały
Pod śniegiem się ugina
Nie ma śladu ławki
Nie ma chwil szalonych
Przepadło
Za późno
Sen skończony
Zakwitnę uśmiechem
W sadzie wspomnień
Przepełnionym Twym oddechem
I zamilkniemy wspólnie na małej ławce
W tym sennym,letnim,kolorowym sadzie
A w kolorach ukryją się wspomnienia
Śmiech zagości,miłość pozbawiona cienia
Nigdy już się nie skończy,nigdy nie dopuści
łez
Ty mą twarz w sobie schowasz,ukryjesz
Tak bedziemy trwali w wiecznym sadzie marzeń
Spleceni,złączeni nicią tych wydarzeń
Tych chwil cudownych,tych pereł śmiechu
Tam nie będzie nigdy naszych grzechów
I wyciągam dłoń
Ale ciągle zima
Sad spróchniały
Pod śniegiem się ugina
Nie ma śladu ławki
Nie ma chwil szalonych
Przepadło
Za późno
Sen skończony
***
Tym razem to nie był sen.
Słowa raniły naprawdę
a echo akcentowało
nadszarpnięte wykrzyniki.
Tym razem nie było siły
zatrzymać ust spierzchniętych.
Na wargach opętanych
zawisła toksyczna chmura.
Następnego razu nie będzie.
Wśród ułomności znaczeń
zdań naddopowiedzianych
zwabię kolibra ulgi.
***
28 I 2008
dream_on : wyjątkowy tekst... pozdrawiam
Tonę, myślami daleko w głębi kruchej jaźni
we łzach własnych sumienie słono topiąc
miejscami gaśnie lichy szczęścia płomień, zaś w wyobraźni...
...pustka
Gdzie wyjście jest gdzie wejście?
beznadziejnie błądzę, kolejne przejście kopiąc
Każde okno to ciemnia, każde schody-zejście
...pustka
Czym było to, czego nie było?
Jak długo boleć będzie to, czego nie ma?
Uczucia powoli jak kolor z twarzy zmyło
...pustka
Kalectwo? Choroba? Selekcja?
Wszak zawsze odpadnie co słabsze, przeżyje co silniejsze
Okrutnie brzmi prawda, okrutna i lekcja
...pustka
Biegnę, jak znów wpadnę w ścianę, pobiegnę w drugą stronę!
Wszak zimny mur się za mną w pogoń nie rzuci
Zadziałać, nie oszaleć, nie czuć że nadal tonę
Pustka. Niechaj się w pełne obróci!
Pusty Sektor Prosi o Śmierć
Pogrążony w Otchłani Musi Odejść
Zaprzepaszczony w Krwawej Przestrzeni
Nigdy Już Życia Nie Doceni
Porzucony Między Martwymi Rzeczami
Doświadczył Objawienia-Współistnieje z Demonami
Życie…Mroczne Krwawe Życie
Życie…Martwe Gnijące Życie
Życie…Puste Toksyczne Życie
Sekcja Smierci-Nie w Duszy
Ona Otacza, Resztki Życia Kruszy
Martwy Sektor Pozbawiony Uczuć
Zapach Śmierci Zawsze Będzie Się Snuć
Czas Wykopać Grób-Zbudować Grobowiec
Niewinny Sektor Jak Stado Owiec
Zabrudzony Przez Oddech Świata
Skończył Pisać Litanie, Prosić o Śmierc Swego Kata
Życie…Mroczne Krwawe Życie
Życie…Martwe Gnijące Życie
Życie…Puste Toksyczne Życie
Pogrążony w Otchłani Musi Odejść
Zaprzepaszczony w Krwawej Przestrzeni
Nigdy Już Życia Nie Doceni
Porzucony Między Martwymi Rzeczami
Doświadczył Objawienia-Współistnieje z Demonami
Życie…Mroczne Krwawe Życie
Życie…Martwe Gnijące Życie
Życie…Puste Toksyczne Życie
Sekcja Smierci-Nie w Duszy
Ona Otacza, Resztki Życia Kruszy
Martwy Sektor Pozbawiony Uczuć
Zapach Śmierci Zawsze Będzie Się Snuć
Czas Wykopać Grób-Zbudować Grobowiec
Niewinny Sektor Jak Stado Owiec
Zabrudzony Przez Oddech Świata
Skończył Pisać Litanie, Prosić o Śmierc Swego Kata
Życie…Mroczne Krwawe Życie
Życie…Martwe Gnijące Życie
Życie…Puste Toksyczne Życie
Każdej Doby Gdy Zbliża Się Godzina Duchów
Echo Krzyków Wydobywa Się z Podziemnych Lochów
Nieodnalezionych…Niezdefiniowanych…Jak Sam Bóg
W Każdej Chwili Możesz Pogrążyć Się w Mroku Poprzez Gniew
Echo Twoich Krzyków Odbierze Ci Chęć i Życia Zew
Niewyobrażalny…Niewytłumaczalny…Jak Twój Wróg
Mój Loch…Zbudowany na Wiecznej Migrenie
Mój Loch…Posiada Przeszłości Wielkie Odkształcenie
Moja Głowa…Pełna Niespełnionych Dobrych Marzeń
Moja Głowa…Pełna Pogrzebanych Złych Wydarzeń
Ten Krzyk Rozbudza Wszystkie Zakamarki Twej Pamięci
Niestabilność Własnych Myśli Doprowadza do Niechęci
Nieprzewidywalnej…Niezdiagnozowanej…Jak Wściekły Pies
Każdej Doby o Północy Wychodzisz i Chcesz Wyć jak Pies
Stoisz w Milczeniu Ponieważ Krzyki Słychać aż Po Kres
Niedościgniony…Niezauważony….Jak Dziki Zwierz
Mój Loch…Zbudowany na Wiecznej Migrenie
Mój Loch…Posiada Przeszłości Wielkie Odkształcenie
Moja Głowa…Pełna Niespełnionych Dobrych Marzeń
Moja Głowa…Pełna Pogrzebanych Złych Wydarzeń
Ten Ból Narasta z Każdym Nowym Dniem w Sile
Osacza Twoją Galaktykę Jak Zła Bestia w Chorym Śnie
Niewyjaśnonym…Niezapamiętanym…Jak Ostatni Dzwon
Krzyki Umilkły z Każdej Strony Świata Lecz Wciąż Wytężasz Słuch
Zapalnik Ciszy Odliczył Ostatnią Minutę Zapowiadając Wybuch
Niezaplanowany…Niezapowiedziany…Jak z Nieba Grom
Zniszczył Twoje Sny a Twoje Łzy…Nieistnieją.
Echo Krzyków Wydobywa Się z Podziemnych Lochów
Nieodnalezionych…Niezdefiniowanych…Jak Sam Bóg
W Każdej Chwili Możesz Pogrążyć Się w Mroku Poprzez Gniew
Echo Twoich Krzyków Odbierze Ci Chęć i Życia Zew
Niewyobrażalny…Niewytłumaczalny…Jak Twój Wróg
Mój Loch…Zbudowany na Wiecznej Migrenie
Mój Loch…Posiada Przeszłości Wielkie Odkształcenie
Moja Głowa…Pełna Niespełnionych Dobrych Marzeń
Moja Głowa…Pełna Pogrzebanych Złych Wydarzeń
Ten Krzyk Rozbudza Wszystkie Zakamarki Twej Pamięci
Niestabilność Własnych Myśli Doprowadza do Niechęci
Nieprzewidywalnej…Niezdiagnozowanej…Jak Wściekły Pies
Każdej Doby o Północy Wychodzisz i Chcesz Wyć jak Pies
Stoisz w Milczeniu Ponieważ Krzyki Słychać aż Po Kres
Niedościgniony…Niezauważony….Jak Dziki Zwierz
Mój Loch…Zbudowany na Wiecznej Migrenie
Mój Loch…Posiada Przeszłości Wielkie Odkształcenie
Moja Głowa…Pełna Niespełnionych Dobrych Marzeń
Moja Głowa…Pełna Pogrzebanych Złych Wydarzeń
Ten Ból Narasta z Każdym Nowym Dniem w Sile
Osacza Twoją Galaktykę Jak Zła Bestia w Chorym Śnie
Niewyjaśnonym…Niezapamiętanym…Jak Ostatni Dzwon
Krzyki Umilkły z Każdej Strony Świata Lecz Wciąż Wytężasz Słuch
Zapalnik Ciszy Odliczył Ostatnią Minutę Zapowiadając Wybuch
Niezaplanowany…Niezapowiedziany…Jak z Nieba Grom
Zniszczył Twoje Sny a Twoje Łzy…Nieistnieją.
że świat nie skończył się jeszcze
poinformował mnie telewizor
ciuchy kawa stolec w tej właśnie
kolejności
jedno oko zawieszone w ekran
drugie topię w jasnym całkiem
już niebie
drzewa kołyszą się wokół
śpiewając kołysankę
dla zmęczonych płuc
zatrzymując oddech
nędzny umysł nie potrafi działać
ręce bez efektu próbują chwytać noc
aby wyssać z niej trochę tlenu -
wcześniej zbyt mało było czasu
by oddychać
"tlen, powietrze, noc"
szum cichych słów
miesza się z szumem liści
czy
jeszcze
kiedyś
ożyję?
nie trzeba.
Umieram a po chwili z popiołów powstaje.
Moja dusza krzyczy, dławiąc się w rozpaczy.
Chce być sama, choć nienawidzę samotności.
Nie odrodzę się jak feniks z popiołów.
Tylko spłonę a proch rozsypią białe kruki.
Moja dusza krzyczy, dławiąc się w rozpaczy.
Chce być sama, choć nienawidzę samotności.
Nie odrodzę się jak feniks z popiołów.
Tylko spłonę a proch rozsypią białe kruki.
O Annie Boleyn, matce królowej Elżbiety I.
Uśmiech Anny. Echo.
na ramieniu znamię
bardzo cienka szyja
zbyt cienka
aby ją wychylać
i ty, Anno, śmiejesz się
z płaczu, naiwności i litości
(litości wobec siebie i Zgonu)
gdy dałaś nowy początek –
podarowano Ci materialny koniec
twój urok zabił Cię w zarodku
a teraz… ich uśmiechy
bliska twoja śmierć
ich życie zgaśnie, zgaśnie też
i usłyszą echo
w(y)dychania życia ustami
jeden (…) jedyny cios
przelotny zapach żelaza
żywot uciążliwy rozwiewa się
- jak ich pewność
gdyż krótko raczej
przetrwają cykl
ciemnych zaułków
i wielobarwnych ulic
uśmiech, jego echo
echo. oślepiające światło. radość (?)
Uśmiech Anny. Echo.
na ramieniu znamię
bardzo cienka szyja
zbyt cienka
aby ją wychylać
i ty, Anno, śmiejesz się
z płaczu, naiwności i litości
(litości wobec siebie i Zgonu)
gdy dałaś nowy początek –
podarowano Ci materialny koniec
twój urok zabił Cię w zarodku
a teraz… ich uśmiechy
bliska twoja śmierć
ich życie zgaśnie, zgaśnie też
i usłyszą echo
w(y)dychania życia ustami
jeden (…) jedyny cios
przelotny zapach żelaza
żywot uciążliwy rozwiewa się
- jak ich pewność
gdyż krótko raczej
przetrwają cykl
ciemnych zaułków
i wielobarwnych ulic
uśmiech, jego echo
echo. oślepiające światło. radość (?)

