Ślepy los wyznacza mi,
Chaotyczną drogę życia,
Z przebitego na wskroś serca,
Ostrym sztyletem wspomnień,
Wydobywa się ból przeszłości,
Który plami niezapisane jeszcze,
Karty mojej egzystencji,
I nie pozwala żyć dalej.
KostucH : hymn na cześć jakiejś siły przerażającej, niepowstrzymanej, złej...
Alpha-Sco : To jest jak hymn :) W pierwszej chwili skojarzyło mi się z "Pieśnią nad...
Zła Kobieta dziś znów zatruła mi życie
Dziś znów sączyła swój jad pijąc kawę i paląc papierosa
A potem
Znów krzyczała i wrzeszczała plując jadem...
Wiecznie jej się nic nie podoba
Wiecznie chodzi zła
Wicznie sieje strach...
Nic ani nikt jej nie może powstrzymać
Zawsze ma być tak jak ona sobie tego życzy
Zawsze musi być jej racja...
Ale już się jej niedam więcej niszczyć
Już niejestem tą małą zastraszoną dziewczynką
Obym tylko znalazła siłę
Aby móc się jej postawić...
Dziś znów sączyła swój jad pijąc kawę i paląc papierosa
A potem
Znów krzyczała i wrzeszczała plując jadem...
Wiecznie jej się nic nie podoba
Wiecznie chodzi zła
Wicznie sieje strach...
Nic ani nikt jej nie może powstrzymać
Zawsze ma być tak jak ona sobie tego życzy
Zawsze musi być jej racja...
Ale już się jej niedam więcej niszczyć
Już niejestem tą małą zastraszoną dziewczynką
Obym tylko znalazła siłę
Aby móc się jej postawić...
Wsłuchana w odgłos wiatru
Idę przed siebie widząc przepaść
Skaczę w jej otchłań
Tylko w niej widzę ratunek.
Wokół cisza
Wiatr ustał
Jestem już wolna
To już jest koniec!
Me serce jak kamień runęło o ziemię
Moje ostatnie westchnienie
Moje ostatnie mrugnięcie oczami
To już mój koniec!
Śpię teraz słodko
Otulona przez śmierć
W ciemnym grobowcu
Gdzieś na cmentarzu.
Już nikt nie może mnie skrzywdzić
Już niczego się nie muszę bać
Mogę spokojnie zasnąć
I wsłuchać się w ciszę.
Cross : W końcu się maleństwo zebrało i coś napisało:) Jak na począ...
Nie chcę się czołgać przed Tobą niczym zaszczute zwierzę
Serce i duszę oddałem Tobie w całopalnej ofierze.
Życie bym oddał za Ciebie i sam nie wiem co jeszcze
Więc dlaczego traktujesz mnie niczym powietrze?
Przecież mnie znasz, zaufaj mi
Otwórz przede mną do duszy swej drzwi.
Pozwój mi sopić ten lód którym otaczasz się
Przed złymi ludźmi którzy wciąż krzywdzą Cię.
Bo ja nie jestem jednym ze skurwieli tych
Więc nie bój się szczerych uczuć mych.
Te chwile wszystkie cudowne z Tobą spędzone
Twój uśmiech, Twe ciepło były niczym wyśnione
Ten czas cudowny, to szczęście, te dni szalone
Czy naprawdę dla nas to wszystko stracone?
Przecież mnie znasz, zaufaj mi
Otwórz przede mną do duszy swej drzwi.
Pozwój mi sopić ten lód którym otaczasz się
Przed złymi ludźmi którzy wciąż krzywdzą Cię.
Bo ja nie jestem jednym ze skurwieli tych
Więc nie bój się szczerych uczuć mych.
Gdzie te momenty? Gdzie Twe uczucie?
Czego sie boisz? Dlaczego chcesz uciec?
Powiedz mi wreszcie co zaszlo w Twej glowie.
Bo milczysz a ja nie wiem co powiedzieć Tobie.
Przecież mnie znasz, zaufaj mi
Otwórz przede mną do duszy swej drzwi.
Pozwój mi sopić ten lód którym otaczasz się
Przed złymi ludźmi którzy wciąż krzywdzą Cię.
Bo ja nie jestem jednym ze skurwieli tych
Więc nie bój się szczerych uczuć mych.
Ściemniałe niebo żłobi znaki w swych kształtach
Żywi umarłych swą duszą
Niczym w agonii trwa i przemija
Kieruję wzrok na nie
Odczuwam że śmierć bliska jest
Nie boję się
Wyciągam do niej pokrwawione dłonie
Wspinam się po cierniu
By móc żyć i zapomnieć o życiu
Obolałe dłonie odmawiają posłuszeństwa
Zaczynam upadać...
Każde z mych cierpień widać dokładnie
Stygmatyczne znaki otwierają mój umysł
Czynią mnie niewidzialną pośród żywych
Czy ja umarłam?
Strach przed krwią niebios
Zamknął mi drogę do szczęścia
Odwieczny dylemat który mnie śłedzi
Unoszę się w ogniu piekielnym
Który daje mi tajemnicze rozwiązanie
Tego co boskie nie ma
Pustka wypełnia niebiosa
Idealny świat nie istnieje
Nawet Ty boisz się krwi
Więc żyjesz a ja umarłam
Anioł Ciemności kroczy przy mnie...
Ósmym grzechem jestem
nienawiścią do wrogów
złych czynów
otchłanią nieprzeniknioną
czasami piekłem
Na ziemi błądzę
tylko niekiedy
częściej zaś
stąpam po niej pewnie
Ósmym grzechem jestem
zrodzonym z myśli swych
słów
czynów
jestem
W grzechu miłość wyrażona
z miłości odkupienie
Kiedyś zbłądziłem
lecz odnalazłem drogę
Ósmym grzechem nazwany
wciąż kroczę
po swojej grzesznej drodze
dream_on : każdy ma swoje zdanie i to jest najważniejsze krytyka też jest potrzeb...
Gotika : Mnie sie podoba, twórcze ;)
dream_on : spodoba się?
Możesz odejść
dziś
jutro
Ze łzami w oczach
w przypływie złości
W milczeniu też odejść można
Możesz odejść
i zabrać wszystko
- sny
wspomnienia
przeszłość
to co jest teraz
i niespełnione marzenia
Możesz odejść i zabrać
każdy najmniejszy skrawek
Twojego istnienia
Możesz odejść w dzień
lub ciemną
bez gwiazd i księżyca nocą
Możesz odejść
- odejdę wraz z Tobą
CrommCruaich : No to poproszę o więcej:-)
dream_on : jak na razie trzy moje wiersze, jeżeli się spodobają - umieszczę więcej...
Chciałabym budzić się przy Tobie.
Czuć Twój ciepły oddech na moim chłodnym ramieniu...
Chciałabym abyś patrzył mi głęboko w oczy.
Tak głęboko byś ujrzał w mych źrenicach głębię namiętności...
Chciałabym budzić się przy Tobie
I kruszyć do łóżka świeżym, maślanym rogalem...
Chciałabym by nasz koniuszki palców stykały się ze sobą...
Chciałąbym by nasze wilgotne wargi tańczyły ze sobą do samego rana, w rytmie samby...
Chciałąbym Cie kochać
I być przez Ciebie kochana...
A najbardziej bym chciała zapomnieć o Tobie...
Obudził się mrok
zdarł ze mnie ubranie
przywiązał do krzyża
i pazurami drapał do krwi
skóra opadła
pozostały kości i ból
pieśni nabrzmiewały w ścianach lochu
czas minął jakiś
piasek stał się mokry
klepsydry
i cień powrócił w postaci sępa
i dziobem tępym wygrzebywał grzechy
zgasnął ogień.
nienarodzony krzyk - założył na moją twarz
metalową maskę
już nikt nie wiedział kim jestem.
owiano mnie tajemnicą
i ta nie zostanie odkryta
mylnie mnie nazywając święty grall.
Komentarze zdarł ze mnie ubranie
przywiązał do krzyża
i pazurami drapał do krwi
skóra opadła
pozostały kości i ból
pieśni nabrzmiewały w ścianach lochu
czas minął jakiś
piasek stał się mokry
klepsydry
i cień powrócił w postaci sępa
i dziobem tępym wygrzebywał grzechy
zgasnął ogień.
nienarodzony krzyk - założył na moją twarz
metalową maskę
już nikt nie wiedział kim jestem.
owiano mnie tajemnicą
i ta nie zostanie odkryta
mylnie mnie nazywając święty grall.
dream_on : bardzo dobrze napisane warte ponownego przeczytania pozdrawiam
Kara - a gdzie zbrodnia?
popełniona impulsem nienawiści
jej brak płótna namalowanego na nim
czarny wszechświat
planety kulają się niczym kulki z papieru
mały podmuch wiatru ludzkich ust
i huragan niszczący
w gazetach dwa i pół tysiąca ofiar
bez krwi
bez skóry
z giętkimi kościami
z pustymi oczami
z głosem - to ja to ja to ja
pomóż
pomóżcie
krzyże metalowe
krzyże drewniane
kopce piekieł - niebo czerwone
a pole życia nie zaorane
nie zdążył świat - raczkować
a już zwą go umierający gnijący ginący.
i panda i pięść i "A" otoczone kółkiem
zbroczona krwią ofiar obok terrorysta
marionetek społeczności nierozumnej
na pozór - teatr i kurtyną się otula.
Kara - a gdzie zbrodnia? gdzie osąd?
gdzie spalenie na stosie łamanie kołem?
gdzie moja krew gdzie moje ciało?
pytam - czemuż kroczysz o kulach
opierając się na mych białych kościach
i opatulasz się skórą mą poszarpaną?
bo mi zimno - panie.
bo mi zimno
o panie.
Ty złodzieju.
Izis : "jej brak płótna namalowanego na nim" ten wers jest kiepski
Komentarze
kontragekon : Charlesowi to ja nawet do pięt nie dorastam Dlatego też napisałam,...
KostucH : Ja bym była cała szczęśliwa, gdyby ktos porównał mnie do Baud...
kontragekon : Yhymmm... niech Ci będzie :wink: Następnym razem uprzedź mnie wyraź...
kontragekon : Charlesowi to ja nawet do pięt nie dorastam Dlatego też napisałam,...
KostucH : Ja bym była cała szczęśliwa, gdyby ktos porównał mnie do Baud...
kontragekon : Yhymmm... niech Ci będzie :wink: Następnym razem uprzedź mnie wyraź...
Wiatr przyniósł mi słowa pradawnych krain,
rozbrzmiałych w ognistym morzu cierpień.
Echa jak młoty tysięcy rycerzy, co śmierci ulegli,
by w złotych kurhanach imię wyhawtować.
Głosy jeszcze cięższe niczym bóle dryfowały,
rozpalając zaklęty smutek po okręcie duszy.
Jeden szept jak obłąkany tkwił w mej głowie,
niczym krzyk kobiety obdartej z dziewictwa.
Ukochany wędrowcze przęklętych galaktyk;
moje serce znów namiętnie wznieci płomień.
Me oczy rozwarte ze strachu niczym niewolnik
oddany na katusze odchodząc w nicość.
Ktoś ty Pani, czy końca mej drogi szukasz...
A wrzaski triumfowały w mym umyśle,
niczym gromady skrzydlatych szatanów
kroczących po ołtarzu duszy planetarnej...
Pragnę umierać przy twoim boku,
ulegając woli najwyższej prawdzie.
Płonącym tańcem śmierci rozkochani,
drwiąc z ludu boski tron obsiądziemy.
15.VII.2007
rozbrzmiałych w ognistym morzu cierpień.
Echa jak młoty tysięcy rycerzy, co śmierci ulegli,
by w złotych kurhanach imię wyhawtować.
Głosy jeszcze cięższe niczym bóle dryfowały,
rozpalając zaklęty smutek po okręcie duszy.
Jeden szept jak obłąkany tkwił w mej głowie,
niczym krzyk kobiety obdartej z dziewictwa.
Ukochany wędrowcze przęklętych galaktyk;
moje serce znów namiętnie wznieci płomień.
Me oczy rozwarte ze strachu niczym niewolnik
oddany na katusze odchodząc w nicość.
Ktoś ty Pani, czy końca mej drogi szukasz...
A wrzaski triumfowały w mym umyśle,
niczym gromady skrzydlatych szatanów
kroczących po ołtarzu duszy planetarnej...
Pragnę umierać przy twoim boku,
ulegając woli najwyższej prawdzie.
Płonącym tańcem śmierci rozkochani,
drwiąc z ludu boski tron obsiądziemy.
15.VII.2007
Matczyny płacz nad własnym grobem słyszę.Słowa niczym głosy najświętszej wyroczni,
rozbrzmiewają jękliwie szydząć z mej niedoli.O synu, gdzieś podział ciało, a gdzie twoja dusza.Od czasu, gdy powędrowałeś w szeregi pana,świeca miłości stała się otchłanią.
Ojcze, Twój płacz nad mym grobem słyszę.Byłeś mędrcem, byłeś moją ostoją.Stałeś na straży mojej tułaczki,a łza na twojej twarzy boleścią okraszona.
Córko, Twój płacz nad mym grobem słyszę.Wiatry ustały. Z drzew już kory się sypią.A szafir rozbłysnął po okręcie marzeńrozplatając pajęczyny księżyca twoich snów.Stałem się więźniem, wszechświata kamieniem.Ciszą, martwych pasągów bez tchu do życia.
Żono, Twój płacz nad mym grobem słyszę.A harfy grają pieśń żałobną, a Ty klękasz boleśniewznosisz ręce w górę, by za chwilę z łzą upaść -powróć do mnie, daj mi ponownie siłę.
Bogowie Wasz śmiech nad mym grobem słyszę.Skradliscie mi ludzkość, skuliście w kajdany.Ja niczym niewolnik pokornie dla was służę...Wznosicie w górę kielich wielkiego zwycięstwa;spijacie dumnie krew, by nasycić się jej smakiem.A łzy fałszywe spływają z waszych warg.
A bramy piekła rozwarte przez chorego pieśniarza,grającego na flecie pieśń żałobnych świątyń.Poczułem zapach wonych kwiatów rzucanych na fale -spływając poddaną duszą w głąb oceanu śmierci.
10.VIII.2007
rozbrzmiewają jękliwie szydząć z mej niedoli.O synu, gdzieś podział ciało, a gdzie twoja dusza.Od czasu, gdy powędrowałeś w szeregi pana,świeca miłości stała się otchłanią.
Ojcze, Twój płacz nad mym grobem słyszę.Byłeś mędrcem, byłeś moją ostoją.Stałeś na straży mojej tułaczki,a łza na twojej twarzy boleścią okraszona.
Córko, Twój płacz nad mym grobem słyszę.Wiatry ustały. Z drzew już kory się sypią.A szafir rozbłysnął po okręcie marzeńrozplatając pajęczyny księżyca twoich snów.Stałem się więźniem, wszechświata kamieniem.Ciszą, martwych pasągów bez tchu do życia.
Żono, Twój płacz nad mym grobem słyszę.A harfy grają pieśń żałobną, a Ty klękasz boleśniewznosisz ręce w górę, by za chwilę z łzą upaść -powróć do mnie, daj mi ponownie siłę.
Bogowie Wasz śmiech nad mym grobem słyszę.Skradliscie mi ludzkość, skuliście w kajdany.Ja niczym niewolnik pokornie dla was służę...Wznosicie w górę kielich wielkiego zwycięstwa;spijacie dumnie krew, by nasycić się jej smakiem.A łzy fałszywe spływają z waszych warg.
A bramy piekła rozwarte przez chorego pieśniarza,grającego na flecie pieśń żałobnych świątyń.Poczułem zapach wonych kwiatów rzucanych na fale -spływając poddaną duszą w głąb oceanu śmierci.
10.VIII.2007
Jeżeli jest Bóg
to musi istnieć i Diabeł
jeżeli jest Niebo
Piekło staje się prawdą
Jeżeli się modlisz
uwierz i w kłamstwo
i w zimny wiatr
który widział strach
Uwierz w krew
dusz odkupienie
w słowa nadziei
zwycięstwo nad cierpieniem
Uwierz że kiedyś
odejść Ci przyjdzie
dusza wybierze
pomiędzy Piekłem a Niebem
Komentarze to musi istnieć i Diabeł
jeżeli jest Niebo
Piekło staje się prawdą
Jeżeli się modlisz
uwierz i w kłamstwo
i w zimny wiatr
który widział strach
Uwierz w krew
dusz odkupienie
w słowa nadziei
zwycięstwo nad cierpieniem
Uwierz że kiedyś
odejść Ci przyjdzie
dusza wybierze
pomiędzy Piekłem a Niebem
dream_on : obiecuję umieścić tutaj więcej wierszy... pozdrawiam i życzę mił...
amaimon : ...no poczatek nie zaskakuje ale za to koncowka jest dobra :idea: :!:
Death_Dealer : ładne
Osiadłem na parapecie
brudnym od obecności deszczu
usłany gwoździami
wbite w me ciało kości.
jak Chrystus ukrzyżowany
ręka noga na prawo i lewo
na głowie cierń znów zagościł.
I usłyszałem słowa - mój synu.
Usiadłem na balkonie
ziarenka dwa skubnąłem pszenicy
i ciało przeszyło mnie na wskroś
pociskiem bezlitosnej strzelby.
raz dwa trzy rozstrzelać - na amen.
przysiadłem na parapecie czystym
rozgrzanym w ogniu słońca
okno otwarte za okna ręka
chwyciła mnie za gardło
i wszystko straciło swój kolor
i wyrazistość i genezę i teorię.
nieprzytomność
transfuzja krwi braku ciszy
oczy stały u progu zgliszczy
leciałem machając skrzydełkami
które płomienie pióra zeżarły
ojcem mym chodnik od śmierci ranny.
opadłem krzyżem. prochem powstałem.
brudnym od obecności deszczu
usłany gwoździami
wbite w me ciało kości.
jak Chrystus ukrzyżowany
ręka noga na prawo i lewo
na głowie cierń znów zagościł.
I usłyszałem słowa - mój synu.
Usiadłem na balkonie
ziarenka dwa skubnąłem pszenicy
i ciało przeszyło mnie na wskroś
pociskiem bezlitosnej strzelby.
raz dwa trzy rozstrzelać - na amen.
przysiadłem na parapecie czystym
rozgrzanym w ogniu słońca
okno otwarte za okna ręka
chwyciła mnie za gardło
i wszystko straciło swój kolor
i wyrazistość i genezę i teorię.
nieprzytomność
transfuzja krwi braku ciszy
oczy stały u progu zgliszczy
leciałem machając skrzydełkami
które płomienie pióra zeżarły
ojcem mym chodnik od śmierci ranny.
opadłem krzyżem. prochem powstałem.
Zwijam się.Proponuję :
Powieśmy się razem na jednym stryczku
lub spłyńmy potokiem słów w dół,
bezdenne dno,
na pełnym gazie łamiąc kciuki na szczęście.
Na szczęście.
Rozetnijmy przeguby,
uszy na zapomnienie i uśmierzenie czkawki z emocji.
Brzuchy podzielmy jak chleb, żujmy z masłem.
Na dworze wiosna i trawa nieznośnie zielona.
Tyle razy udowodniono, że można egzystować bez niezbędnego...
Jednak stopy mi zostaw, w razie gdybym potrzebowała ich do przewracania palcami.
Utop mnie w wannie.
Siebie samej.
mój stary tomik...
Dwa anioły przytulone,
W uścisku wieczności,
Podążają ku teraźniejszości,
Kochanka Safony,
Szukająca swej miłości,
W pustych krużgankach nicości,
Słowa zakazane,
Przez kapłanów zamazane,
Nike otuliła w sny,
Maska porcelanowa została przez kobietę stłuczona,
Maska szklana przymierzana,
Przez kochanka darowana…
Dwa anioły przytulone,
W uścisku wieczności,
Podążają ku teraźniejszości,
Kochanka Safony,
Szukająca swej miłości,
W pustych krużgankach nicości,
Słowa zakazane,
Przez kapłanów zamazane,
Nike otuliła w sny,
Maska porcelanowa została przez kobietę stłuczona,
Maska szklana przymierzana,
Przez kochanka darowana…

