Wiersz z czasów gmnazjum. Od tego czasu nic nie "spłodziłam".
podążam za zesłanym mi rajem
nie myślę że
gdyby tylko istniał
myślę że
wypełniająca go udręka przegra
mówisz: błąd
lodowata duszo
któraś tonęła w ciemności
i nadal w niej tkwi
nie będąc zdolną do uczuć
otwierasz się i zbliżasz
wśród górskich stoków
będąc jednością z naturą
- my we mgle
potem znowu
wnętrza chłód
nie potrzebujesz mnie
czy ten strach obawą przed bliskością
ja się nie lękam że mnie zniszczysz
milczenie spętane nie-chcę-cię
wygrywa z długonocnym milczeniem
wypełnionym błogością
czy to ma sens
samoskazanie na osamotnienie
a przecież
udźwignęlibyśmy wspólnie nasze dusze
nie pojmę? żyj sam dalej
a ja w pogrążającej tęsknocie
[ jeśli kogoś nie ma naprawdę
jest on w nas
przy nas
swoją nieobecnością ]
xxxxx
stan niczym tu opisany .. spadam , czy też tkwię , w pustej pustce bez zmian ..
xxxxx
xxxxx
kocham noc, jej tajemnice i nieprzewidywalne piękno ..
xxxxx
Cisza
Groby
Tajemnica
Jedno zaklęcie wywołuje burzę
Stare cmentarzysko spotkaniem
Niespokojnych dusz
Gdzie Luna przewodnikiem
Siłą świadomości
W jaśniejących obłokach
Widzisz co umyłem nieogarnięte
Oni łączą się w jedno
Martwo radując się chwilą wolności
Ty pośród nich
Suknia w czerni ubarwionej czerwienią
W dłoni woskowy świetlik
I oni wokół
Chcą w Ciebie wejść
Szukają ucieczki w na pozór kruchym ciele
Lecz boją się zbliżyć
Złowieszcza aura granicą
Obłęd
Chaos
Majestat
Bogini wraca do podziemi
By teraz tam udzielać złudnej nadziei
Wokół rozbrzmiewa tylko jękliwy krzyk straconych
.. I cisza znów .
bogatsza w doznania
obdarzona innym postrzeganiem
pogrążona sama w sobie
otoczona ludźmi
bliskimi na pozór
nie potrafi znaleźć swego miejsca
egzystencja ją przerasta
ból boli
urok daje nic
a ona tylko tego chce
czego może chcieć
czego nie może mieć
w co wątpi
zakorzenione weń
poczucie nieuniknionego samobójstwa
ujawnia swe lica
ze wzmożoną częstotliwością
bez gruntu pod stopami
bez promienia na nieboskłonie
bez drugiej istoty ręka w rękę
maleje w fikcji
ucieka w pozory
patrzy w otchłań bezsensowności
ten czas kiedyś nadejdzie
skończy co ku końcowi zmierza
taka ja..
gdy śmierć da znak
Przechodzimy szeptem
drzewa wieszają się na wietrze
opierając swe dłonie o przestrzeń
kruki i wrony otulają krzykiem dzień
nasze dusze falami oceanu
trzymam cię za rękę
ty za mnie też i nie zimno
a wilcza noc przed nami jest
luna patrzy i tuli wszystkie nocne dzieci
modlą się i śpiewają pieśni
o snach które śnią w odmiennych światach
wyłączam telewizor pilotem
wszystko zanikło i muzyka przestała grać.
wtedy postawiłem na stole lampę
jej łuna oświetliła twoje ciało
przykryte zimnym powietrzem
i moje oczy zaczną pieścić
tam gdzie nie wita nas dzień
I będzie tylko mgła
we mgle taniec
w tańcu żądza dotyku nagich ciał
gdzie lament samotności odejdzie w szept
a drzewa zakwitną kwieciem
liście jesienne opadłe powstaną
i zaniknie zapomnienie
gdzie każdy gest będzie mieć swój cel
Zegar - na ramieniu ptasie skrzydła
czas - w żyłach płynie istotna krew
a ty uniesiesz się po przez
mój usypiający śpiew
I będziesz istnieć
jak nie jedno dzieło
Istniejąc w muzealnych światach
ludzkich
nie zawsze czystych
przemyśleń.
Komentarze drzewa wieszają się na wietrze
opierając swe dłonie o przestrzeń
kruki i wrony otulają krzykiem dzień
nasze dusze falami oceanu
trzymam cię za rękę
ty za mnie też i nie zimno
a wilcza noc przed nami jest
luna patrzy i tuli wszystkie nocne dzieci
modlą się i śpiewają pieśni
o snach które śnią w odmiennych światach
wyłączam telewizor pilotem
wszystko zanikło i muzyka przestała grać.
wtedy postawiłem na stole lampę
jej łuna oświetliła twoje ciało
przykryte zimnym powietrzem
i moje oczy zaczną pieścić
tam gdzie nie wita nas dzień
I będzie tylko mgła
we mgle taniec
w tańcu żądza dotyku nagich ciał
gdzie lament samotności odejdzie w szept
a drzewa zakwitną kwieciem
liście jesienne opadłe powstaną
i zaniknie zapomnienie
gdzie każdy gest będzie mieć swój cel
Zegar - na ramieniu ptasie skrzydła
czas - w żyłach płynie istotna krew
a ty uniesiesz się po przez
mój usypiający śpiew
I będziesz istnieć
jak nie jedno dzieło
Istniejąc w muzealnych światach
ludzkich
nie zawsze czystych
przemyśleń.
Death_Dealer : Nie można komuś mówic co byloby lepsze . Wiersz ma być wyrazem e...
Blady : Zawsze byłem zwolennikiem krytykowania słowem, a ni oceną Ja równ...
Blady : Hej Allanonie! Ciekawy wiersz, jak to napisała Zgredzia - są fragmenty...
Dwadzieścia siedem czy dwadzieścia osiem,
Różnica nieznacząca wcale.
To nawet nie jest już pytanie,
Nawarstwiać - po co?
Nawarstwianie
Cechą jest skąpca, dusigrosza,
Sknery,
Któremu więcej trzeba,
Niżby ktokolwiek inny żądał.
A tym, co jarzmo zachłanności
Zrzucili,
To wystarczyć musi,
Co dane było dotąd.
Nowość
Nie kusi więcej,
Lecz przeraża.
Więc odwracają oczy w stronę,
Gdzie skąpić dłużej już nie trzeba.
Różnica nieznacząca wcale.
To nawet nie jest już pytanie,
Nawarstwiać - po co?
Nawarstwianie
Cechą jest skąpca, dusigrosza,
Sknery,
Któremu więcej trzeba,
Niżby ktokolwiek inny żądał.
A tym, co jarzmo zachłanności
Zrzucili,
To wystarczyć musi,
Co dane było dotąd.
Nowość
Nie kusi więcej,
Lecz przeraża.
Więc odwracają oczy w stronę,
Gdzie skąpić dłużej już nie trzeba.
W ciemnościCichy szeptW ciszyPostacie przebijające sięWśród drzew
Na pustej drodze krzykCierpiącejRozkosz...
W rozkosznej męceKrew
Oczy diabłaStrachCiemna drogaOplecionaMgłą...
I onW szacie czarnejW oczach zło
W szponach mieczZbrukany krwią...
W ciemnościGniewW ciszyDemony szukające ofiar
Na pustej ścieżce krew...
Komentarze Na pustej drodze krzykCierpiącejRozkosz...
W rozkosznej męceKrew
Oczy diabłaStrachCiemna drogaOplecionaMgłą...
I onW szacie czarnejW oczach zło
W szponach mieczZbrukany krwią...
W ciemnościGniewW ciszyDemony szukające ofiar
Na pustej ścieżce krew...
Izis : Ech..i znów:śmierc, mrok i inne takie...
Alpha-Sco : A mnie się podobało. Bardzo, bardzo.
Larthineel : zajebiste.. tak jak Ty :) chyle czoła wielkiej i utalentowanej poetce :D lol :) :shi...
Gdybym mógł mówić deszczem
gradem szyby tłuc
po suszy wiecznej męce
oddać ludziom chłód
Słowem uzdrawiać kwiaty
z sylab wodospadem w plony
wkraść się z życiem
by już nigdy nikt w niedosycie
nie uraczył krwi i łez
Z grzmotem z trzaskiem
gromił zbędnych barbarzyńców
słowa "kocham"
błyskawicą prosto w serce
wzniecał pożar
Gdybym mógł mówić deszczem
zaśpiewałbym wam z chmur.
gradem szyby tłuc
po suszy wiecznej męce
oddać ludziom chłód
Słowem uzdrawiać kwiaty
z sylab wodospadem w plony
wkraść się z życiem
by już nigdy nikt w niedosycie
nie uraczył krwi i łez
Z grzmotem z trzaskiem
gromił zbędnych barbarzyńców
słowa "kocham"
błyskawicą prosto w serce
wzniecał pożar
Gdybym mógł mówić deszczem
zaśpiewałbym wam z chmur.
w mroku czterech ścian
odgarniam włosy dłonią
by kurtyna przed oczami odsłoniła świat
bez latarni i świec
bez gołębi pytających o drogę
i tylko niczyje dusze w wietrze rozpierzchnięte
wołające o czas - dziewięć po pierwszej
a pomiędzy nimi ja
sam w ciemnościach
jak strach na wróble
odgarniam włosy
zachodni wietrze
to ja
twój brat
odgarniam włosy dłonią
by kurtyna przed oczami odsłoniła świat
bez latarni i świec
bez gołębi pytających o drogę
i tylko niczyje dusze w wietrze rozpierzchnięte
wołające o czas - dziewięć po pierwszej
a pomiędzy nimi ja
sam w ciemnościach
jak strach na wróble
odgarniam włosy
zachodni wietrze
to ja
twój brat
Ty którego imię brzmi "Tchórz"
Ty który wbiłeś mi w plecy nóż
Ty który byłeś mi przyjacielem
Ty który okazałeś się totalnym skurwielem
Ty o którym miałem najlepsze zdanie
Ty który zawiodłeś me zaufanie
Ty za którym poszedł bym w ogień
Ty który stałeś się moim wrogiem
Pamiętaj że mogę się czaić w ciemnej ulicy
Pamiętaj że możesz poczuć ból w potylicy
Pamiętaj że ja pamiętam co mi zrobiłeś
Pamiętaj że pamiętam jak mnie zraniłeś
A kiedy spotkamy się znów następny raz
Gdy dookoła będzie szumieć ciemny las
Nie usłyszysz ode mnie słów jak podczas tych lat wielu
"Witaj mój wierny i stary Przyjacielu"
Tylko poczujesz w plecach MÓJ nóż
Ryjący w twym ciele twe imię: "Tchórz"
Ty który wbiłeś mi w plecy nóż
Ty który byłeś mi przyjacielem
Ty który okazałeś się totalnym skurwielem
Ty o którym miałem najlepsze zdanie
Ty który zawiodłeś me zaufanie
Ty za którym poszedł bym w ogień
Ty który stałeś się moim wrogiem
Pamiętaj że mogę się czaić w ciemnej ulicy
Pamiętaj że możesz poczuć ból w potylicy
Pamiętaj że ja pamiętam co mi zrobiłeś
Pamiętaj że pamiętam jak mnie zraniłeś
A kiedy spotkamy się znów następny raz
Gdy dookoła będzie szumieć ciemny las
Nie usłyszysz ode mnie słów jak podczas tych lat wielu
"Witaj mój wierny i stary Przyjacielu"
Tylko poczujesz w plecach MÓJ nóż
Ryjący w twym ciele twe imię: "Tchórz"
Przyjacielu mój
Procentowy bracie
Bez oddechu
Ulećmy w przestrzeń
Niech w oddali więdną
Te światła szkaradne
Razem, bok przy boku
Równo i miarowo
Z magicznym wpływem
W raj marzenia...
Miraże tęczowe...
Mego pragnienia...
Rzućmy blotem
W życia wnętrzności
W królestwie zapomnienia
Bezlitośnie szukając
Dysektora ludzkiej duszy
Który ujrzy
Oczy płomieni
Serce łkające
Krwią ociekające...
Procentowy bracie
Bez oddechu
Ulećmy w przestrzeń
Niech w oddali więdną
Te światła szkaradne
Razem, bok przy boku
Równo i miarowo
Z magicznym wpływem
W raj marzenia...
Miraże tęczowe...
Mego pragnienia...
Rzućmy blotem
W życia wnętrzności
W królestwie zapomnienia
Bezlitośnie szukając
Dysektora ludzkiej duszy
Który ujrzy
Oczy płomieni
Serce łkające
Krwią ociekające...
Krzesło,tortura,krew...
Oko zwisające na linii warg, z ust sączy się białej piany nić. Kat zadaje ostatni cios, zwiększa natężenie. Pękła główna aorta, bryzgnęła krew, z trzewi wypadają flaki, serce już obumarłe. Tylko księdza modlitwy już nie słyszę, jest ciemność...I mózg w końcu pada, umieram...
Oko zwisające na linii warg, z ust sączy się białej piany nić. Kat zadaje ostatni cios, zwiększa natężenie. Pękła główna aorta, bryzgnęła krew, z trzewi wypadają flaki, serce już obumarłe. Tylko księdza modlitwy już nie słyszę, jest ciemność...I mózg w końcu pada, umieram...
Co powoduje że MATKI tak się zachowują?!
Świeżo usypany grób z małą, białą tabliczką na dębowym krzyżu, sam z boku innych mogił; kwiaty i wieńce zeschnięte już, złoto-brązowe liście...Jesień...Dlaczego opuściłaś mnie MAMO? Byłem tobie taki bliski, teraz odwiedzasz mnie co jakiś czas przy mej mogile. Przychodzisz ze łzami w oczach i modlitwą tłumacząc swój haniebny czyn. Widzę cię ze wzrokiem podniesionym gdzieś w niebo, zapłakaną twarzą, nerwowymi dłońmi. Ja cię słyszę i czuje twą obecność MAMO, ale ty o tym nie wiesz...
Świeżo usypany grób z małą, białą tabliczką na dębowym krzyżu, sam z boku innych mogił; kwiaty i wieńce zeschnięte już, złoto-brązowe liście...Jesień...Dlaczego opuściłaś mnie MAMO? Byłem tobie taki bliski, teraz odwiedzasz mnie co jakiś czas przy mej mogile. Przychodzisz ze łzami w oczach i modlitwą tłumacząc swój haniebny czyn. Widzę cię ze wzrokiem podniesionym gdzieś w niebo, zapłakaną twarzą, nerwowymi dłońmi. Ja cię słyszę i czuje twą obecność MAMO, ale ty o tym nie wiesz...


