"Wśród chmur nie widać prawie nic, prócz tarczy białej, roztrzaskanej; umierający księżyc pada wprost w ziemskich piekieł czeluść, tak beznadzieja depcze mój umysł i w końcu mnie pogrąża. Ostatni sen upojnej nocy jak marzeń ulotnych wizje, ostatni sen jakby twój dotyk; lecz wszystko inne. Cierpiący człowiek przyjął brzemię lecz...nie podoła jemu..."
"Dzika pustka, jednostajny ruch zegara, pająk co czmycha gdzieś. Tylko samotny promień nocy ogarnia miejsce, w którym się znajduję; pokój cichy, mdły, bez wyrazu, pajęcza sieć. Czekam na sen, sen wieczny, ukoronowanie ziemskich trosk i nadzieji...Nadziei o śnie przyszłości, co przyniesie, co da, co mi weżmie?! Stąpam boso po nieznanej ziemi, wśród piachu, głazów i kamieni; choć stopy poranione mam, pójdę dalej w nieznane, wytrwam..."
w proporcjach nadzwyczajnych prowadzi do fundamentalizacji
przekonań i wiary...
dumę i pogardę substytuuje szacunek i skromność
perfekcjonizm egzystencji człowieka "perpetuum mobile"
o samowystarczalnym silniku - umysł
napędzany krwią po stokroć najdoskonalszy twór
z możliwością konstrukcji i demontażu zainstalowanych w życie koncepcji.
Istota - człowiek.
humanoidalny okaz mający horyzonty
zapętlające się koła wielkie
nadir i zenit wytrzymałości psychicznej
wszechocean terrabajtów czekających na transfer danych
status - logowanie
nick - człowiek
hasło - życie
enter
Za wszystko, wszystko Tobie, Boże dzięki:
Za męki serca, których nikt nie słucha,
Za gorycz łez i za trujące wdzięki,
Za zemstę wroga i za potwarz druha,
Za wszystko, w czym mnie oszukało życie,
Za ogien duszy, dzisiaj już w popiele,
Spraw tylko jedno, o Panie w błękicie,
Abym dziękować mógł już dni niewiele
Lermontow
wołasz mnie do się pozą
dla twych ust ponętnych
mogę być nawet kozą
cross-bow : urocze :wink:
Alpha-Sco : (Snifff) A ja się wzruszyłam...
Stary_Zgred : На листьях ...
Wpierw lekko czuć napięcia, rysę na szyi, lekkie kłucie,
Teraz czuję, jak kolce zwolna wbijają mi się w szyję,
Ciężko raniąc, tępo tnąc.
Czuję jak po plecach maszeruje armia mrówek
Czym w istocie jest mego sumienia krew.
Oj tak, tak boli sumienia kara, krzyż;
Tak ciężko waży serce, gdy krwi nabiera wdech.
Tako gęstej, ciemnej i gorzkiej posmaku nabiera by ciężaru dodać wagi.
Czuć jak wgniata już w dno...
Już krzyczeć tylko chcę! płaczę! wrzeszczę! zgrzytam zębami!
Ono i tak nie odstąpi za to czego dokonał mój grzech!
Mój losie, zabierz stad mnie,
Zastanawiając się czy warto być,
Proszę obudź mnie.
Moje serce już nigdy bić nie będzie więcej,
W sumie dla świata nic się nie zmienia,
Kiedy tak leżę w kałuży krwi,
Słyszę jak cicho ktoś do drzwi puka.
I wtedy wchodzi śmierć we własnej osobie
Harlequin : trudno :P
eIcILipse : autor tego "wiersza" musi być cholernie smutnym człowiekiem :lol: Faktycz...
Stary_Zgred : Na minus - zbyt duże zagęszczenie znanych i popularnych motywów roz...
Skukupuk stukupuk
Przeszło!
A podłoga cała drżała.
Szurubur, szurubur.
Poszło!
Chyba nawet się nie bała!
Mukumyk, mykumyk,
Tu przemknęło niespodzianie.
Mimo stuku, szuru, myku…
Soba była dalej.
Kiedyś
Egoistą byłem wielkim
Bo zawsze zamykałem oczy
Gdy mówiłaś mi że chciałabyś
Móc
Krzyczeć głośniej
I skakać wyżej
Potem gdy się obudziłem
Zamiast ciebie
Wszędzie latały kolorowe
cienie
A jedynym śladem obecności
twej
Było kilka kropel wody u mych
stóp
Wtedy
Czas mijał powoli
A ty biegłaś tak szybko
Że nie mogłem zrozumieć
Dlaczego w kieszeniach
chowałaś
Cień i mrok
Jednocześnie wystawiając
wszystkie swoje sny
Na oczywiste światło dzienne
Teraz
Dzięki kwintesencji
samotności
Którą dzięki swym słowom
poznałem
Zrozumiałem że wszystkie sny
są względne
I że byłem zbyt surowy dla
Dziewczynki ze szklanką wody
Która błądzi teraz gdzieś
Po cienkiej linie mojej
ślepoty
I jestem pewien że
Że z tej szklanki z
marzeniami
Nie uroni nawet kropelki
Violator : Coprawda ostatnimi czasy mam braki w chodzeniu na imprezy aczkolwiek musz...
Inyaloome : Racja-dosyć już wciąż tych samych klimatów ''electro''itp. :twisted: P...
werther : Czy Jacup_H bedzie miazdzyl ostrym noise'owym bitem?? Pytanie do organi...
Brak zrozumienia
Sprawia że otwieram oczy
Bo ślepcem jestem w świecie
logiki twej
I przez to nie umiem na to
wszystko patrzeć
Inaczej niż oczyma
bezwartościowej równowagi
Którą specjalnie dla mnie
kiedyś stworzyłaś
Po to by widzieć jak dorastam
w niewiedzy
Lub na uroki rzeczywistości
jeszcze bardziej
Ślepnę z
Dnia Na
dzień
**
Brak jakichkolwiek luk
W twym światopoglądzie to nic
Bo w tym świecie naprawdę nic
ma nic
Co było by warte zamiany
nieważkości niezrozumienia
Na ciężar świata w którym
nigdy nic na nas nie czekało
Na razie to ja nie mam
pojęcia
Gdzie szukać drzwi bez kłódek
Jak patrzeć na krew która wyryła się już na
mych dłoniach
Jak zmazać pamięć po tej jedynej która
pokazała mi jak patrzeć
A której osobiście zamknąłem oczy
Na mnie
Na świat
Na zawsze
Butelko
Kochanko ma najwierniejsza
Otwórz się tylko a ja ci
wszystko opowiem
Jak widziałem słonie na
ścianie
Jak bardzo nienawidziłem tę
która mi cię przyniosła
I jak bardzo pragnąłem aby to
ciało w szafie nie było jej
A krew na mych dłoniach
okazała się nieprawdziwa
Butelko
Tyś kochana
Tyś jedyna
Wyprowadź mnie z tej pijackiej
rzeczywistości
Bo nie chce już być dzieckiem we mgle
Ani śnić na jawie ku
słodkiemu zapomnieniu
Butelko
Ty oszustko
Ty kusicielko obrzydliwa
Coś ty mi zrobiła
Com ja przez ciebie Sobie
uczynił
Ty już nie otwierasz oczu
Ty zamykasz usta
Panie kaliber 45
Ty mi tylko zostałeś
Ty mnie nigdy nie okłamałeś
Więc proszę powiedz mi prawdę
Gdy pocałuje cię po raz
ostatni
I nacisnę …Prawdę
Bardzo głęboko
Głębiej niż sobie wyobrażasz
Schowałem garść dropsów które
chciałem zjeść
Lecz wyżarła mi je twoja
ambicja
Bądź duma
Gówno mnie obchodzi jak to
się nazywa
Bardzo daleko
Będziesz lecieć gdy kopnę cię
w tyłek
Bo to ja mam broń a ty masz
wybujałe ego
Które z kolei dorwało się do
mojej galaretki
Bardzo szybko
Będziesz musiał uciekać
Bo mój gniew na pewno jest
szybszy niż twa duma
A tatuś za cholerę ci nie
pomoże bo właśnie zżera moje chipsy
Więc biegnij ile sił w nogach
I staraj się szybko poznać
mój świat bo już nigdzie nie polecisz
Mój drogi zasmucony przyjacielu z nadpalonymi skrzydełkami
Czyżbyś już zapomniała
Jak bardzo kiedyś chciałaś
otworzyć sklep
Nie ważne z czym
Nie ważne z kim
Byle by był domem dla snów
Nie ważne czyich
Nie ważne jakich
Byle był zawsze otwarty
Dla nas też…
Czyżbyś już zapomniała
Jak wspólnie marzyliśmy o
sklepie
Do którego chętnie
zaglądaliby ludzie zagubieni
Tak jak ty i ja Otwarci
Aby pytali o drogę
Aby opowiadali o sobie
Aby wiedzieli że drzwi zawsze
stoją przed nimi otworem
Czyżby…
Tak…zapomniałaś
Usiadłaś na swym starym
bujanym krześle i…zapomniałaś
A ja zostałem tylko ze skrawkiem…marzeń które
unosiły się wokół nas
A teraz grzęzną w twoich szklistych oczach
Zapomniałaś…lecz ja pamiętam!
Teraz
Gdy tak sobie lecę ku życiu wiecznemu
Zdaje sobie sprawę że mam je gdzieś
A moje ukochane marzenia które
Zawsze mnie tam ciągnęły
Tak naprawdę były zwykłymi kłamstwami
Perfidnie schowanymi za pragnieniami
Teraz
Troszeczkę destrukcyjnie
I odrobinę sarkastycznie
Przyprawię strumyk z którego będą pić
Wszyscy chcą snu i pokoju wiecznego
A ja spokojnie jeszcze sobie trochę polecę
Aż wszystko zawali się samo

