I (Przejście)
cisza krzyczy.
ścieżka poprzez wieloramienne krzaki
i roześmiane drzewa
ścieżka wąska
lekko oświetlona
rozpraszającym wzrok światłem
rozbijającym na iskry
idę dalej
muszę iść
w sercu noszę klucz w kawałkach
idę
nucę starą melodię
szepczę do liści i wiatru
chłód nocy wypełnia płuca
bezpieczeństwo
w końcu widzę bramy
brudne
kruszące się
ciągnące ze sobą w dół
skrzypiącą przestrzeń
przywieram do nich całym ciałem
II (Znaki na bramach)
czuj moje spojrzenie
możliwość wejścia do środka
możliwość przeczołgania się poprzez mięśnie
czuj ukryte bramy
we wnętrzu bram
ich rzeczywisty
niewidzialny dla niektórych
cudowny kształt
cisza krzyczy.
ścieżka poprzez wieloramienne krzaki
i roześmiane drzewa
ścieżka wąska
lekko oświetlona
rozpraszającym wzrok światłem
rozbijającym na iskry
idę dalej
muszę iść
w sercu noszę klucz w kawałkach
idę
nucę starą melodię
szepczę do liści i wiatru
chłód nocy wypełnia płuca
bezpieczeństwo
w końcu widzę bramy
brudne
kruszące się
ciągnące ze sobą w dół
skrzypiącą przestrzeń
przywieram do nich całym ciałem
II (Znaki na bramach)
czuj moje spojrzenie
możliwość wejścia do środka
możliwość przeczołgania się poprzez mięśnie
czuj ukryte bramy
we wnętrzu bram
ich rzeczywisty
niewidzialny dla niektórych
cudowny kształt
czasem mówią
dobrze znanym mi głosem
cela wypełnia się nim co jakiś czas
wybijam czarującym krzykiem
okno w murach
i podziwiam
wdycham kolory
blade światło i tańczące cienie
odgłosy tego, co na zewnątrz
nie zagłuszają ryków celi
wbijających się w uszy
świdrujących
przyjemne łaskotanie
moja kamienna cela
porośnięta wysokim mchem
niszczejąca świątynia z widokiem na gwiazdy – dziwaczne drogowskazy
niektóre z nich także są z kamienia
przerażają wielkością, kruchością i ciężarem
łagodny głos uspokaja mnie
głos z daleka?
chodź
nasłuchuję
podaj dłoń
cela niedługo zmieni swój kształt
oczy w jej murach nabiorą właściwych barw
w dłoniach trzymam
aniołka-świetlika
silniejsze światło niepotrzebne
nie zawsze warto widzieć w ciemnościach
mimo radosnych ogników
nie mogę obiecać
że nie będę już dzisiaj płakać
horyzont śmieje się
tańczy
unosząc się na wietrze
dobrze znanym mi głosem
cela wypełnia się nim co jakiś czas
wybijam czarującym krzykiem
okno w murach
i podziwiam
wdycham kolory
blade światło i tańczące cienie
odgłosy tego, co na zewnątrz
nie zagłuszają ryków celi
wbijających się w uszy
świdrujących
przyjemne łaskotanie
moja kamienna cela
porośnięta wysokim mchem
niszczejąca świątynia z widokiem na gwiazdy – dziwaczne drogowskazy
niektóre z nich także są z kamienia
przerażają wielkością, kruchością i ciężarem
łagodny głos uspokaja mnie
głos z daleka?
chodź
nasłuchuję
podaj dłoń
cela niedługo zmieni swój kształt
oczy w jej murach nabiorą właściwych barw
w dłoniach trzymam
aniołka-świetlika
silniejsze światło niepotrzebne
nie zawsze warto widzieć w ciemnościach
mimo radosnych ogników
nie mogę obiecać
że nie będę już dzisiaj płakać
horyzont śmieje się
tańczy
unosząc się na wietrze
Intensywnie i jaskrawo ostrym dźwiękiem
prawie-skrzypiec
zakrada się Delirium
zaciska blade palce
niebieskie paznokcie
na srebrnym łańcuchu
mam już obrożę
Oplata cienkimi włosami
rzeczywistość mojego ciała
i sen
i krzyczę
Słyszę śmiech i kroki
prywatni przyjaciele
nie zobaczysz
osaczony chwilami,
wgryzającymi się panteonem barw
w moje małe jestestwo.
Podnoszę dłonie gładząc nimi skraj wszechświata,
utkanego z tych chwil
...nie mam nic, w wielości znaczeń celów i religii
...mam wiele w smaku moich chwil.
zamykam oczy sunąc po pejzażach nieskończonych pragnień,
tuląc myślami upływające sekundy
podgrzewając je,kształtując by stały się wieczne w swojej twardej formie.
zaplatam skraje rzeczywistości, tkając wzór marzeń, smoków...rzeczy.
ze zrozumienia wypływa szarość, błotem okrywając biegnące stopy.
powoli otwieram oczy
...powoli sen mija
... nigdy nie minie,
stworzony z marzeń dążę do domu.
"Agnus Dei"
Cudotwórco, oni Cię nie widzą,
choć wzrok dałeś im doskonały.
Zbawco, oni Cię nie słyszą,
a przecież wsłuchują się nawet w szepty Upadłych.
Zwycięzco, oni Cię nie wyczuwają,
a przecież otrzymali umysły z kryształu.
Czczą, wielbią i kochają.
A znaleźć nie mogą, chociaż szukają.
Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata -
pokaż soją twarz.
Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata -
odrzuć tych, co znasz,
bo czczą, wielbią i kochają,
a znaleźć nie mogą, chociaż szukają.
...te wszystkie anioły,
które chcą przyjść Ci na ratunek,
kiedy jesteś ze mną.
Czczą, wielbią i kochają,
a znaleźć nie mogą, bo w niebie szukają.
w konfesjonale twego łóżka
dusza moja
ustami spragnionymi
hostii ciała
wyszeptuje erotykę snów
koloratką pożądania
związujesz moje dłonie
splecione w modlitwę-
rozgrzeszasz
w ciszy
katedry mych nóg
Upadła z przepaści ludzkich marzeń.
Znikła w otchłani mroku,
Zamknięta w pułapce życia.
Radość zniknęła...
Zniknęły też sny...
Ona była żywa,
Ale równie martwa i zimna.
Stracona i zagubiona
Zapomniana...
Znikła w otchłani mroku,
Zamknięta w pułapce życia.
Radość zniknęła...
Zniknęły też sny...
Ona była żywa,
Ale równie martwa i zimna.
Stracona i zagubiona
Zapomniana...
Komentarze
TatumiMorgan : Hmmm, ludzie jako zaraza tego świata, żywe trupy wiodące pseudoegzy...
KostucH : Dziękuję za docenienie i ciesze się bardzo że się podoba. :) A co...
TatumiMorgan : Hmmm, ludzie jako zaraza tego świata, żywe trupy wiodące pseudoegzy...
KostucH : Dziękuję za docenienie i ciesze się bardzo że się podoba. :) A co...
Zapomnij o bólu i zanurz się w moich ustach,
popatrz jak wschodzi słońce następnego dnia.
Poniosą nas moje skrzydła,
tam gdzie nikt już nie zada ci cierpienia.
Pozwól mi zasmakować twej słodkiej krwi,
Nie obawiaj się,
Chwyć mą dłoń,
Wsłuchaj się w blask mych oczu,
Nie obawiaj się,
Oddaj mi się cały,
Zaufaj mi,
Pozwól mi posmakować twej gładkiej skóry,
Nie opuszczę cię, nie teraz,
Nie zginiesz, lecz narodzisz się na nowo,
Zapomnij o bólu i zanurz się w mym ciele,
popatrz jak specjalnie dla ciebie, wstaje słonce następnego dnia…
Po raz ostatni.
Niech twe serce mrocznym się stanie,
Niech twa matka od dziś noc będzie,
A szkarłat krwi, niech popłynie niczym czerwona wstęgą po twych ustach.
Pij, pij,
Zaśnij i obudź się na nowo.
Jako
Bestia,
czarny kot,
dziecko nocy...
To samo spojrzenie, które widzę co noc
Lśniące tak bardzo, gdy zbliża się zmrok
Wciąż patrzy na mnie, nie mogę nic zrobić
Siedzi w mojej głowie, czyta moje myśli
Nie potrafię nic ukryć, On wciąż we mnie jest
Ponury żniwiarz umysłów, przed którym nic się nie schowa
Boję się zasnąć, bo wiem, że On tam jest
W najciemniejszym kącie czeka na mój sen
Jego wzrok jak brzytwa przecina moje myśli
Jego myśli krępują niczym najgrubsze łańcuchy
Nie mogę się uwolnić, wezwać pomocy
Bo On czycha na każdy najdrobniejszy gest
Światło księżyca otula mój pokój
Tak bardzo chcę zasnąć lecz tak bardzo się boję
On tylko czeka, jest niczym wygłodniały wilk
Poluje na swą ofiarę, ten drapieżca bez sumienia
Gdy tylko zamknę oczy, On zaatakuje
Rozpocznie polowanie, nażre się mą duszą
Kiedy to się skończy? Czy kiedyś się uwolnię?
Czy tak już będzie zawsze? Czy kiedyś mnie zostawi?
Czy moja dusza jest już skazana? A moje myśli? Co z nimi?
Czy ja zawsze będę Jego pożywieniem?
Już wiem, że nikt mnie nie uwolni
Sama muszę z Nim skończyć, znikąd pomocy
Wstaję z łóżka, czuję Jego oddech
To jedyne wyjście, jedyna ucieczka
Trochę bólu, ale to nic...
... Już nie boli, a ja jestem wolna
Lśniące tak bardzo, gdy zbliża się zmrok
Wciąż patrzy na mnie, nie mogę nic zrobić
Siedzi w mojej głowie, czyta moje myśli
Nie potrafię nic ukryć, On wciąż we mnie jest
Ponury żniwiarz umysłów, przed którym nic się nie schowa
Boję się zasnąć, bo wiem, że On tam jest
W najciemniejszym kącie czeka na mój sen
Jego wzrok jak brzytwa przecina moje myśli
Jego myśli krępują niczym najgrubsze łańcuchy
Nie mogę się uwolnić, wezwać pomocy
Bo On czycha na każdy najdrobniejszy gest
Światło księżyca otula mój pokój
Tak bardzo chcę zasnąć lecz tak bardzo się boję
On tylko czeka, jest niczym wygłodniały wilk
Poluje na swą ofiarę, ten drapieżca bez sumienia
Gdy tylko zamknę oczy, On zaatakuje
Rozpocznie polowanie, nażre się mą duszą
Kiedy to się skończy? Czy kiedyś się uwolnię?
Czy tak już będzie zawsze? Czy kiedyś mnie zostawi?
Czy moja dusza jest już skazana? A moje myśli? Co z nimi?
Czy ja zawsze będę Jego pożywieniem?
Już wiem, że nikt mnie nie uwolni
Sama muszę z Nim skończyć, znikąd pomocy
Wstaję z łóżka, czuję Jego oddech
To jedyne wyjście, jedyna ucieczka
Trochę bólu, ale to nic...
... Już nie boli, a ja jestem wolna
popatrz na mnie?
na moje czarne skrzydła
wpatrz się w moje oczy
popatrz na dłonie poznaczone smutkiem
nie pytaj dlaczego, wtul się w moje ramiona
może twoja miłość sprawi że choć na chwile
przestane się winić
może kiedyś wyjmę z dłoni miecz
może kiedyś świat mi wybaczy
może nawet ja sam sobie wybaczę
lecz nie dzisiaj
popatrz moja kochanko
cóż za piękna noc...
los kazał mi wybrać
tulisz zmarznięte dłonie do mojej piersi
twe oczy z lękiem i miłością patrzą na mnie
kocham cie
delikatnym pocałunkiem zamykam twoje usta
osuwasz się w moich ramionach
martwa
miłość
moja miłość jest śmiercią
ja jestem śmiercią
Komentarze na moje czarne skrzydła
wpatrz się w moje oczy
popatrz na dłonie poznaczone smutkiem
nie pytaj dlaczego, wtul się w moje ramiona
może twoja miłość sprawi że choć na chwile
przestane się winić
może kiedyś wyjmę z dłoni miecz
może kiedyś świat mi wybaczy
może nawet ja sam sobie wybaczę
lecz nie dzisiaj
popatrz moja kochanko
cóż za piękna noc...
los kazał mi wybrać
tulisz zmarznięte dłonie do mojej piersi
twe oczy z lękiem i miłością patrzą na mnie
kocham cie
delikatnym pocałunkiem zamykam twoje usta
osuwasz się w moich ramionach
martwa
miłość
moja miłość jest śmiercią
ja jestem śmiercią
Wampgirl : Jak to śpiewał Riedel " Jestem, jestem wszystkim.Jestem nawet Bogiem. Ty...
cisza otula me myśli
krwią wypisując kolejne wyznania
miedzy lękiem a kolejnym uderzeniem serca
konam kolejny raz
konam strachem
bojąc się jutra
bojąc się dzisiaj
nieuniknionego
kolejne uderzenie serca
kolejne spojrzenie w piekło
w moje własne piekło
krwawię myślami
modlitwami koje lęki
chciałbym wiedzieć
choć na chwile wiedzieć
dlaczego i po co
nie bać się snów
staje się wrotami
staje się bezmyślną marionetką celów
nie moich celów
ostatni raz podnoszę dłonie
ostatni raz krzyczę
słyszysz mój krzyk?
krzycz ze mną
bo świat płonie
krwią wypisując kolejne wyznania
miedzy lękiem a kolejnym uderzeniem serca
konam kolejny raz
konam strachem
bojąc się jutra
bojąc się dzisiaj
nieuniknionego
kolejne uderzenie serca
kolejne spojrzenie w piekło
w moje własne piekło
krwawię myślami
modlitwami koje lęki
chciałbym wiedzieć
choć na chwile wiedzieć
dlaczego i po co
nie bać się snów
staje się wrotami
staje się bezmyślną marionetką celów
nie moich celów
ostatni raz podnoszę dłonie
ostatni raz krzyczę
słyszysz mój krzyk?
krzycz ze mną
bo świat płonie
Tam! Widzisz? Dziecko.
Zapadnięte policzki, zmęczone powieki.
Oczy suche…puste,
Czemu jest tutaj?
Czemu marznie.
Nie ma dokąd iść.
Ma tak niewiele lat.
Zero szans.
Nadziei brak…
Spójrz, już nawet nie płacze
Już zabrakło łez.
Serce okrył lód.
Życie koszmarem jest.
Ono dobrze to wie.
Ma tak niewiele lat.
Jest niczym,
Nigdzie nie dojdzie.
Patrz…
Zapadnięte policzki, zmęczone powieki.
Oczy suche…puste,
Czemu jest tutaj?
Czemu marznie.
Nie ma dokąd iść.
Ma tak niewiele lat.
Zero szans.
Nadziei brak…
Spójrz, już nawet nie płacze
Już zabrakło łez.
Serce okrył lód.
Życie koszmarem jest.
Ono dobrze to wie.
Ma tak niewiele lat.
Jest niczym,
Nigdzie nie dojdzie.
Patrz…

