W żyłach moich płynie mrok
lecz sercem dobro rządzi.
Mimo ran i blizn na duszy
mój wzrok za Tobą gdzieś błądzi.
Czarna poświata otuliła wiarę,
nadzieja leży gdzieś w grobie
wśród czerwonych róż miłości
płaczących swą rosą w żałobie.
Kluczem miłości otwarto wrota
do Purgatorium wieczności.
Droga do Nieba - zamknięta przez Boga
Schody piekielne - w nicości.
Zagubiona dusza krwawiąca z boleści
niczym klucz do serca zdradą przełamany.
Kolejna baśń włożona pomiędzy powieści,
gdzie zegar życia przez czas zatrzymany.
lecz sercem dobro rządzi.
Mimo ran i blizn na duszy
mój wzrok za Tobą gdzieś błądzi.
Czarna poświata otuliła wiarę,
nadzieja leży gdzieś w grobie
wśród czerwonych róż miłości
płaczących swą rosą w żałobie.
Kluczem miłości otwarto wrota
do Purgatorium wieczności.
Droga do Nieba - zamknięta przez Boga
Schody piekielne - w nicości.
Zagubiona dusza krwawiąca z boleści
niczym klucz do serca zdradą przełamany.
Kolejna baśń włożona pomiędzy powieści,
gdzie zegar życia przez czas zatrzymany.
na klęczkach nie wygrasz bitwy -
- możesz tylko przegrać własną godność
kompromis
nie przyniesie Ci laurów
ale będzie taki...
niewątpliwie szlachetny
wrażliwość jest marnym wodzem
gdy wprowadza pokój
lekceważąc honor
fakt - serce pieści dusze
jednak brudna siła może więcej zdziałać
czułość jest tylko na chwilę
tyle trwa wzruszenie lub przelotny uśmiech
możesz kochać kwiaty lecz pamiętaj zawsze
że przetrwają one krócej niż baobab
tolerancja - twór medialny
wciąż zabrania mówić co naprawdę myślisz
"Wolność, Równość, Braterstwo" -
- oto puste słowa!
owijają niechęć w jasny szal obłudy
nie duś w sobie boga nienawiści
powiedz głośno co mi pragniesz zrobić
no dalej! nie aniołkuj dłużej!
wyzwól się z sideł politycznej poprawności
niektórych myśli nie można propagować
mimo próżnej wzmianki o wolności słowa
i jest wrogiem kto w imię swoich własnych racji
śmie powiedzieć zdanie przeciw demokracji
...zakłamany ustrój...
popatrz - słodki kretyn wdzięczy się do tłumu
a ten urzeczony już mu daje głosy!
gdyby ktoś miał siłę i prawdziwy talent
doszedłby do władzy kuchennymi drzwiami
koło paranoi kręci się zawzięcie
kłamstwo ze starości nie wie już że kłamie
"Miecz i tarcza silniej do mnie mówią
niż pacyfisty trawka i dredy!"
- możesz tylko przegrać własną godność
kompromis
nie przyniesie Ci laurów
ale będzie taki...
niewątpliwie szlachetny
wrażliwość jest marnym wodzem
gdy wprowadza pokój
lekceważąc honor
fakt - serce pieści dusze
jednak brudna siła może więcej zdziałać
czułość jest tylko na chwilę
tyle trwa wzruszenie lub przelotny uśmiech
możesz kochać kwiaty lecz pamiętaj zawsze
że przetrwają one krócej niż baobab
tolerancja - twór medialny
wciąż zabrania mówić co naprawdę myślisz
"Wolność, Równość, Braterstwo" -
- oto puste słowa!
owijają niechęć w jasny szal obłudy
nie duś w sobie boga nienawiści
powiedz głośno co mi pragniesz zrobić
no dalej! nie aniołkuj dłużej!
wyzwól się z sideł politycznej poprawności
niektórych myśli nie można propagować
mimo próżnej wzmianki o wolności słowa
i jest wrogiem kto w imię swoich własnych racji
śmie powiedzieć zdanie przeciw demokracji
...zakłamany ustrój...
popatrz - słodki kretyn wdzięczy się do tłumu
a ten urzeczony już mu daje głosy!
gdyby ktoś miał siłę i prawdziwy talent
doszedłby do władzy kuchennymi drzwiami
koło paranoi kręci się zawzięcie
kłamstwo ze starości nie wie już że kłamie
"Miecz i tarcza silniej do mnie mówią
niż pacyfisty trawka i dredy!"
Cóż za moje życie
Bez wiary,bez strachu
W nikczemną wiarę w Boga
Szybko mi przyjdzie pójść do piachu
Do ciemnej doliny
Zjedzona przez wstrętne robale
A ja nie będę bólu czuła
Bo prędzej w piekle się spale
Nie boję się śmierci
Lecz tego co stanie się dalej
Będę gniła w oczach Boga
Bo nie wierzyłam w niego wcale
Jedyną cudowną rzeczą
Która powstała na tym świecie
Cicho i skrycie
Jest miłość
Za którą oddam swe nędzne życie!
Bez wiary,bez strachu
W nikczemną wiarę w Boga
Szybko mi przyjdzie pójść do piachu
Do ciemnej doliny
Zjedzona przez wstrętne robale
A ja nie będę bólu czuła
Bo prędzej w piekle się spale
Nie boję się śmierci
Lecz tego co stanie się dalej
Będę gniła w oczach Boga
Bo nie wierzyłam w niego wcale
Jedyną cudowną rzeczą
Która powstała na tym świecie
Cicho i skrycie
Jest miłość
Za którą oddam swe nędzne życie!
Ciemność łapczywie dni jasne pożera
Ciemność żąda i wszędzie dociera
Ciemność słucha,patrzy i czeka
Ciemność dniem rządzi
z triumfem nie zwleka.
Czasem w milczeniu Ciemność nadchodzi.
Czasem w radosnych werbli powodzi.
Ciemność żąda i wszędzie dociera
Ciemność słucha,patrzy i czeka
Ciemność dniem rządzi
z triumfem nie zwleka.
Czasem w milczeniu Ciemność nadchodzi.
Czasem w radosnych werbli powodzi.
Jeśli spytalibyśmy przeciętnego Polaka kim był nieświętej pamięci Józef
Stalin, to przypuszczam że przynajmniej część z zapytanych skojarzyłaby
tę postać z drugą wojną światową, Związkiem Radzieckim, dyktaturą,
zsyłkami i masowymi mordami przeciwników politycznych.
Zakrywając swe chmurne oblicze,
Daję ci któryś już raz przedostatnią
Szansę na pochwycenie ulatującego
Raju bezdennych głębin.
Wydawało ci się, że to iluzji sieć
Zroszona perłową rosą.
Nie chciałeś wierzyć, że przemokniesz
W tak zwyczajny sposób
Nie sądziłeś, że poranna mżawka
Mgławicą położy się na obliczu twoim,
I czoło swe trzymać będziesz musiał,
Żeby już nie upadało komuś pod nogi.
Nadszedł czas potopu oczekiwanego,
Który zniszczył twoje papierowe konstrukcje.
Chciałeś je złapać, posklejać, lecz na ich tle
Sam zupełnie rozmokłeś.
Ja wiem, że przecież nie chciałeś.
Skrupulatnie rozkładałeś parasol.
Zapewne nie podejrzewałeś
Że czczy to gest.
I dzisiaj, kiedy robisz bilanse,
Zdajesz się być pogodzony
Z nowym, bezdomnym losem
Rażącym dotkliwie w oczy.
Daję ci któryś już raz przedostatnią
Szansę na pochwycenie ulatującego
Raju bezdennych głębin.
Wydawało ci się, że to iluzji sieć
Zroszona perłową rosą.
Nie chciałeś wierzyć, że przemokniesz
W tak zwyczajny sposób
Nie sądziłeś, że poranna mżawka
Mgławicą położy się na obliczu twoim,
I czoło swe trzymać będziesz musiał,
Żeby już nie upadało komuś pod nogi.
Nadszedł czas potopu oczekiwanego,
Który zniszczył twoje papierowe konstrukcje.
Chciałeś je złapać, posklejać, lecz na ich tle
Sam zupełnie rozmokłeś.
Ja wiem, że przecież nie chciałeś.
Skrupulatnie rozkładałeś parasol.
Zapewne nie podejrzewałeś
Że czczy to gest.
I dzisiaj, kiedy robisz bilanse,
Zdajesz się być pogodzony
Z nowym, bezdomnym losem
Rażącym dotkliwie w oczy.

