Jest coś bardzo kuszącego
Dlatego wciąż się zastanawiam
Stoję u wielkich wrót Twego świata
I patrzę na niego jak w tajemnicze lustro
Lecz nie widzę swego odbicia
Ty pochodzisz z perfekcyjnego świata
Tak go nazywasz
Lecz to Twoja chora iluzja
Próbujesz dzisiaj mnie z niego wykluczyć
Lecz jutro to Ty z niego wylecisz
Czuję, że jesteś otępiały
Czuję, że już nie możesz
Czuję, że jesteś kimś innym
Próbowałam żyć w Twoim świecie
Lecz uciekłam
Chcąc uchronić to, kim jestem
Gdybym się podporządkowała Twoim priorytetom
Czekałabym tylko na swoją klęskę
Umarła śmiercią bezosobowości
W wyścigu szczurów, stałabym się nicością
Ale wolałam zostać sobą!
Ty pochodzisz z perfekcyjnego świata
Tak go nazywasz
Lecz to Twoja chora iluzja
Próbujesz dzisiaj mnie z niego wykluczyć
Lecz jutro to Ty z niego wylecisz
Czuję, że jesteś otępiały
Czuję, że już nie możesz
Czuję, że jesteś kimś innym
Próbowałam żyć w Twoim świecie
Lecz uciekłam
Chcąc uchronić to, kim jestem
Wiem, nie jestem ideałem, jestem inna
Ty uważasz, że to wstyd
Bo pochodzisz z perfekcyjnego świata
Lecz to tylko Twoje złudzenie!
Ty pochodzisz z perfekcyjnego świata
Tak go nazywasz
Lecz to Twoja chora iluzja
Próbujesz dzisiaj mnie z niego wykluczyć
Lecz jutro to Ty z niego wylecisz
Czuję, że jesteś otępiały
Komentarze Dlatego wciąż się zastanawiam
Stoję u wielkich wrót Twego świata
I patrzę na niego jak w tajemnicze lustro
Lecz nie widzę swego odbicia
Ty pochodzisz z perfekcyjnego świata
Tak go nazywasz
Lecz to Twoja chora iluzja
Próbujesz dzisiaj mnie z niego wykluczyć
Lecz jutro to Ty z niego wylecisz
Czuję, że jesteś otępiały
Czuję, że już nie możesz
Czuję, że jesteś kimś innym
Próbowałam żyć w Twoim świecie
Lecz uciekłam
Chcąc uchronić to, kim jestem
Gdybym się podporządkowała Twoim priorytetom
Czekałabym tylko na swoją klęskę
Umarła śmiercią bezosobowości
W wyścigu szczurów, stałabym się nicością
Ale wolałam zostać sobą!
Ty pochodzisz z perfekcyjnego świata
Tak go nazywasz
Lecz to Twoja chora iluzja
Próbujesz dzisiaj mnie z niego wykluczyć
Lecz jutro to Ty z niego wylecisz
Czuję, że jesteś otępiały
Czuję, że już nie możesz
Czuję, że jesteś kimś innym
Próbowałam żyć w Twoim świecie
Lecz uciekłam
Chcąc uchronić to, kim jestem
Wiem, nie jestem ideałem, jestem inna
Ty uważasz, że to wstyd
Bo pochodzisz z perfekcyjnego świata
Lecz to tylko Twoje złudzenie!
Ty pochodzisz z perfekcyjnego świata
Tak go nazywasz
Lecz to Twoja chora iluzja
Próbujesz dzisiaj mnie z niego wykluczyć
Lecz jutro to Ty z niego wylecisz
Czuję, że jesteś otępiały
daniel690817 : Pięknie! Odwaga w woli! Wyrzucenie swego EGO, Jestestwa, Człowiecze...
Czuję łańcuchy na moim karku
On spętał mnie
Jestem niewolnikiem z własnego wyboru
Tonę w szaleństwie
Wierzyłam w to, że tak musi być
Żyję jak więzień
W porę spojrzałam wstecz
Nie powstrzymam bólu
Na zawsze zostawiam Cię
Odzyskam wolność
Jestem człowiekiem, jakim się stałam, widać blizny życia
Jestem niegodziwą kreaturą, Aniołem Ciemności
Jestem piękną postacią, gdy rozwijam skrzydła
Jestem prawdziwa i jedyna
Czuję w sobie dużo siły, by walczyć z każdym głupcem
Przeciwko całemu światu
Już nigdy nie złamiesz mnie
To dopiero początek
Już nigdy nie zatrzymasz mnie
Wyleczyłam swoje skrzydła
Jedyne, co zostało Ci, to powiedzieć:
Żegnaj mój Aniele..
Jestem człowiekiem, jakim się stałam, widać blizny życia
Jestem niegodziwą kreaturą, Aniołem Ciemności
Jestem piękną postacią, gdy rozwijam skrzydła
Jestem prawdziwa i jedyna
Komentarze On spętał mnie
Jestem niewolnikiem z własnego wyboru
Tonę w szaleństwie
Wierzyłam w to, że tak musi być
Żyję jak więzień
W porę spojrzałam wstecz
Nie powstrzymam bólu
Na zawsze zostawiam Cię
Odzyskam wolność
Jestem człowiekiem, jakim się stałam, widać blizny życia
Jestem niegodziwą kreaturą, Aniołem Ciemności
Jestem piękną postacią, gdy rozwijam skrzydła
Jestem prawdziwa i jedyna
Czuję w sobie dużo siły, by walczyć z każdym głupcem
Przeciwko całemu światu
Już nigdy nie złamiesz mnie
To dopiero początek
Już nigdy nie zatrzymasz mnie
Wyleczyłam swoje skrzydła
Jedyne, co zostało Ci, to powiedzieć:
Żegnaj mój Aniele..
Jestem człowiekiem, jakim się stałam, widać blizny życia
Jestem niegodziwą kreaturą, Aniołem Ciemności
Jestem piękną postacią, gdy rozwijam skrzydła
Jestem prawdziwa i jedyna
Lorelay : Heh... Po raz kolejny wpisujesz się w mój stopień emocjonalnego pojmowa...
Spokój jest mi obcy
Nie jestem grzecznym Aniołem
Nigdy nie oferuje nic pozytywnego
Stańmy twarzą w twarz
Spójrz mi w oczy, przyjrzyj się duszy
Przekonaj się
A teraz pokaż, jaki jesteś odważny
Wejdź w moją matnię, jeśli nie boisz się
Postaw na to swoje życie
Wejdź w płomienie, jeśli tak Ci zależy
To kwestia dumy
No sprawdź się i wejdź!
Ty wciąż pożądasz mnie
Wodzisz za mną swoim wzrokiem
Ja widzę w Tobie jedynie zawahanie
Stańmy twarzą w twarz
Przyznaj się, czy naprawdę podołasz mi
Przekonaj się
A teraz pokaż, jaki jesteś odważny
Wejdź w moją matnię, jeśli nie boisz się
Z niej już nie ma wyjścia
Wejdź w moją matnię, jeśli nie boisz się
Z niej już nie ma wyjścia
Nie wydostaniesz się
A teraz pokaż, jaki jesteś odważny
Wejdź w moją matnię, jeśli nie boisz się
Postaw na to swoje
Wejdź w płomienie, jeśli tak Ci zależy
To kwestia dumy
No sprawdź się i wejdź!
Nie jestem grzecznym Aniołem
Nigdy nie oferuje nic pozytywnego
Stańmy twarzą w twarz
Spójrz mi w oczy, przyjrzyj się duszy
Przekonaj się
A teraz pokaż, jaki jesteś odważny
Wejdź w moją matnię, jeśli nie boisz się
Postaw na to swoje życie
Wejdź w płomienie, jeśli tak Ci zależy
To kwestia dumy
No sprawdź się i wejdź!
Ty wciąż pożądasz mnie
Wodzisz za mną swoim wzrokiem
Ja widzę w Tobie jedynie zawahanie
Stańmy twarzą w twarz
Przyznaj się, czy naprawdę podołasz mi
Przekonaj się
A teraz pokaż, jaki jesteś odważny
Wejdź w moją matnię, jeśli nie boisz się
Z niej już nie ma wyjścia
Wejdź w moją matnię, jeśli nie boisz się
Z niej już nie ma wyjścia
Nie wydostaniesz się
A teraz pokaż, jaki jesteś odważny
Wejdź w moją matnię, jeśli nie boisz się
Postaw na to swoje
Wejdź w płomienie, jeśli tak Ci zależy
To kwestia dumy
No sprawdź się i wejdź!
Powstań aniele
Coś na pół piorunem przecięty
Powstań skrzydlaty
Ratuj żywota człowiecze
Ciężar powieki przeklęty
Walcz ranny ślepcze
Słyszysz?
To zew krwi
To głos potępionych!
Upadasz
Skrzydła twe palą
Ognie, co w kręgach dziewięciu
Płoną - ku cierpieniu ludzi
Komentarze Coś na pół piorunem przecięty
Powstań skrzydlaty
Ratuj żywota człowiecze
Ciężar powieki przeklęty
Walcz ranny ślepcze
Słyszysz?
To zew krwi
To głos potępionych!
Upadasz
Skrzydła twe palą
Ognie, co w kręgach dziewięciu
Płoną - ku cierpieniu ludzi
Lorelay : Anioł człowiekowi wilkiem. A człowiek aniołowi... człowiekiem :P
Daj mi odpocząć, chcę odetchnąć
Ja jestem skołatana
Daj mi spokój
Niebo trzyma mnie mocno
I chcę wierzyć w to, że gdy spadnie deszcz, uwolnię się
Pasja, pochłania mnie
Czy już nigdy nie zapłaczę
Całe moje piękno na zawsze umarło
Niebo trzyma mnie mocno
I chcę wierzyć w to, że gdy spadnie deszcz, uwolnię się
Ja nie mogę pomóc samotności, nic nie zaspokaja mnie
Ja nie mogę pomóc samotności, jeśli możesz to mnie w końcu puść
Niebo trzyma mnie mocno
I chcę wierzyć w to, że gdy spadnie deszcz, uwolnię się
W ciemności, skradam się, w ciszy
W ciemności, w ciszy, wierze
W ciemności, skradam się, w ciszy
W ciemności, w ciszy, wierze
Widzę Ciebie w ciemności, w ciszy, jesteś bezradny
Jesteś bezradny w świecie gdzie ja jestem wolna
Jestem wolna
Jestem wolna
Jestem wolna
Nuta : Pierwsze co mnie raziło w tym wierszu,to brak spacji w niektórych miejsca...
daniel690817 : Jestem wolna, w ciszy płaczę nad tym, że niestety spadnę i najdzie m...
Zniesmaczona rzeczywistością
Wszystko co powiem to bez znaczenia
W centrum czarnej dziury
Odejdę z jutrem
Stracę swój rozsądek
Sprawię, że tym razem to stanie się prawdą
Zostawię to wszystko w tyle
Nie będę płakać, nie będę
Pokaż mi sens
Wszystko wokół ożyje
Rozsadzę swój umysł
Nie będę płakać, nie będę
Ten, któremu ufałam, bardzo mnie uraził
To jest totalne przegięcie
Ale nie zależy mi już na niczym
Wszyscy, którym ufałam mnie zawiedli
Stracę swój rozsądek
Sprawię, że tym razem to stanie się prawdą
Zostawię to wszystko w tyle
Nie będę płakać, nie będę
Pokaż mi sens
Wszystko wokół ożyje
Rozsadzę swój umysł
Nie będę płakać, nie będę
Nie wzniosę się
Już to odkryłam
Trzymam się do czasu
Na razie nie mogę upaść
Ja chowam się, potrzebuję nadziei
W środku cała krwawię
Szukam w życiu czegoś
Ale nie mogę nic znaleźć
Szukam kogoś, kto pomoże mi się skupić
Ja czekam, pragnę iść dalej do przodu
Postarać się, żyć tak by znosić ten ból
Chcę z nadzieją patrzeć w przyszłość
Ale głosy w mojej głowie mówią mi- NIE!
Stracę swój rozsądek
Sprawię, że tym razem to stanie się prawdą
Zostawię to wszystko w tyle
Nie będę płakać, nie będę
Wszystko co powiem to bez znaczenia
W centrum czarnej dziury
Odejdę z jutrem
Stracę swój rozsądek
Sprawię, że tym razem to stanie się prawdą
Zostawię to wszystko w tyle
Nie będę płakać, nie będę
Pokaż mi sens
Wszystko wokół ożyje
Rozsadzę swój umysł
Nie będę płakać, nie będę
Ten, któremu ufałam, bardzo mnie uraził
To jest totalne przegięcie
Ale nie zależy mi już na niczym
Wszyscy, którym ufałam mnie zawiedli
Stracę swój rozsądek
Sprawię, że tym razem to stanie się prawdą
Zostawię to wszystko w tyle
Nie będę płakać, nie będę
Pokaż mi sens
Wszystko wokół ożyje
Rozsadzę swój umysł
Nie będę płakać, nie będę
Nie wzniosę się
Już to odkryłam
Trzymam się do czasu
Na razie nie mogę upaść
Ja chowam się, potrzebuję nadziei
W środku cała krwawię
Szukam w życiu czegoś
Ale nie mogę nic znaleźć
Szukam kogoś, kto pomoże mi się skupić
Ja czekam, pragnę iść dalej do przodu
Postarać się, żyć tak by znosić ten ból
Chcę z nadzieją patrzeć w przyszłość
Ale głosy w mojej głowie mówią mi- NIE!
Stracę swój rozsądek
Sprawię, że tym razem to stanie się prawdą
Zostawię to wszystko w tyle
Nie będę płakać, nie będę
Idę, zbliżam się,
Do swego nagrobka
Ptaki śpiewają już,
Pogrzebową pieśń
Łzy żalu,
Spływają po policzkach
Więc dzieci,
Idę… do swej krainy
Pewnego dnia,
Usłyszałam Twój śpiew
Pewnego dnia,
Przyszłam,
Zobaczyłam Cię
Poczułam jak można po prostu kochać
Zabiorę to w swą ciemność
Słyszę już głos,
On woła mnie
Ziemia rozstępuje się,
Wstąp i przyłącz się!
Wstąp i przyłącz się!
Ziemia rozstępuje się,
Przyłącz się!
Wciąż woła mnie…
Pewnego dnia,
Usłyszałam Twój śpiew
Pewnego dnia,
Przyszłam,
Zobaczyłam Cię
Poczułam to…
Moja kochana!
Zabiorę to w mój ciemny świat….
Wołanie zza grobu
Mojego grobu
Boska ma świątynia
Mój dom, mój grób
Pewnego dnia,
Słyszałam Twój śpiew
Pewnego dnia,
Przyszłam,
Zobaczyłam Cię
Poczułam to…
Moja kochana!
Zabiorę to w mój ciemny świat….
Z dedykacją dla K..
Do swego nagrobka
Ptaki śpiewają już,
Pogrzebową pieśń
Łzy żalu,
Spływają po policzkach
Więc dzieci,
Idę… do swej krainy
Pewnego dnia,
Usłyszałam Twój śpiew
Pewnego dnia,
Przyszłam,
Zobaczyłam Cię
Poczułam jak można po prostu kochać
Zabiorę to w swą ciemność
Słyszę już głos,
On woła mnie
Ziemia rozstępuje się,
Wstąp i przyłącz się!
Wstąp i przyłącz się!
Ziemia rozstępuje się,
Przyłącz się!
Wciąż woła mnie…
Pewnego dnia,
Usłyszałam Twój śpiew
Pewnego dnia,
Przyszłam,
Zobaczyłam Cię
Poczułam to…
Moja kochana!
Zabiorę to w mój ciemny świat….
Wołanie zza grobu
Mojego grobu
Boska ma świątynia
Mój dom, mój grób
Pewnego dnia,
Słyszałam Twój śpiew
Pewnego dnia,
Przyszłam,
Zobaczyłam Cię
Poczułam to…
Moja kochana!
Zabiorę to w mój ciemny świat….
Z dedykacją dla K..
Więc nadeszła Śmierć,
Życia spełnienie,
Przepiękna Pani,
Władczyni cieni.
Światło zgasło,
W sercu chłód,
Nie czuję nic,
Nic już nie czuję.
Słyszę twój zew,
Twój śpiew syreni
Skały, ja - rozbity
Koniec mój,
To mój koniec.
Życia spełnienie,
Przepiękna Pani,
Władczyni cieni.
Światło zgasło,
W sercu chłód,
Nie czuję nic,
Nic już nie czuję.
Słyszę twój zew,
Twój śpiew syreni
Skały, ja - rozbity
Koniec mój,
To mój koniec.
zleciałem ze stołu
na podłogę kafelkową
w kratkę
życie w kranie
postawiony czajnik na herbatę
żaluzje zsunięte
na blady twój brzuch
księżycowe usta dotknięte
w twoich oczach lód
a na zębach twych
białych jak twa cnota
jeżdżę ja - łyżwiarz
nie mówiąc ani jednego słowa.
usta milczą
oczy mdleją na orbicie
ślinę krystalicznie martwą przełykam
w kolumnach tony muzyki
zamykających się drzwi.
karta telefoniczna wyczerpana
tętno zanika w mych niezbadanych żyłach
w krainach chodzę nagi i trochę uśmiechnięty
bo wszystko od nowa trza zaczynać.
na podłogę kafelkową
w kratkę
życie w kranie
postawiony czajnik na herbatę
żaluzje zsunięte
na blady twój brzuch
księżycowe usta dotknięte
w twoich oczach lód
a na zębach twych
białych jak twa cnota
jeżdżę ja - łyżwiarz
nie mówiąc ani jednego słowa.
usta milczą
oczy mdleją na orbicie
ślinę krystalicznie martwą przełykam
w kolumnach tony muzyki
zamykających się drzwi.
karta telefoniczna wyczerpana
tętno zanika w mych niezbadanych żyłach
w krainach chodzę nagi i trochę uśmiechnięty
bo wszystko od nowa trza zaczynać.
Odszedłeś na bok tam
gdzie nie chciałem
nie pamiętając twojej duszy
spalony papier chwili
coś w mojej głowie
zabijać
coś w mojej głowie
zbić człowieka
gdy mnie kochasz
pokochaj człowieka
pokochaj zabijać
tak myślę na długo
dobry-tylko zamknij oczy
niewolniku
w roku boga nie węża
walcz walcz
z czarną tęczą
która jesteś
REWOLUCJA MAŁP BOGA.
gdzie nie chciałem
nie pamiętając twojej duszy
spalony papier chwili
coś w mojej głowie
zabijać
coś w mojej głowie
zbić człowieka
gdy mnie kochasz
pokochaj człowieka
pokochaj zabijać
tak myślę na długo
dobry-tylko zamknij oczy
niewolniku
w roku boga nie węża
walcz walcz
z czarną tęczą
która jesteś
REWOLUCJA MAŁP BOGA.
Jam Cię kochał,
Tyś mnie zabiła,
Z człeka w wampira zmieniła,
Stałem się tym, czegom się bał.
W nieżyciu z tobą trwałem,
Potępienia używałem,
Lecz ty zginęłaś,
A z tobą me róże.
Stoję w drzwiach,
W sercu strach,
To mój ostatni krok.
Moje róże umarły.
Słońce wchłonął mnie.
Tyś mnie zabiła,
Z człeka w wampira zmieniła,
Stałem się tym, czegom się bał.
W nieżyciu z tobą trwałem,
Potępienia używałem,
Lecz ty zginęłaś,
A z tobą me róże.
Stoję w drzwiach,
W sercu strach,
To mój ostatni krok.
Moje róże umarły.
Słońce wchłonął mnie.
Co mi powiesz
kiedy przyjdziesz
sam nie wiem
kim masz być
kiedy bez Pana
konam
pomóż mistrze
ja
pusty ściek apatia
kiedy przyjdziesz
sam nie wiem
kim masz być
kiedy bez Pana
konam
pomóż mistrze
ja
pusty ściek apatia
Noc przychodzi i znika,
Zasypuje otchłań myśli.
Może znów będzie tak,
Że nic mi się nie przyśni.
Nic prócz luster z porcelany, w których
Odbija się złote światło bram.
Tam, w ich cieniu, suknia w wietrze się wydyma,
Najpiękniejsza czeka z dam.
Co oczy jak gwiazdy ma wplecione
W kruczoczarną włosów toń,
A śmiech jej czysty, z ust jak róże,
Niesie pól wrzosowych woń.
Noc odeszła - nie ma nic,
Spóźnia się z jutrzenką dzień.
Wróciła dama za mury snu,
Zostawiając mi swój cień.
Zasypuje otchłań myśli.
Może znów będzie tak,
Że nic mi się nie przyśni.
Nic prócz luster z porcelany, w których
Odbija się złote światło bram.
Tam, w ich cieniu, suknia w wietrze się wydyma,
Najpiękniejsza czeka z dam.
Co oczy jak gwiazdy ma wplecione
W kruczoczarną włosów toń,
A śmiech jej czysty, z ust jak róże,
Niesie pól wrzosowych woń.
Noc odeszła - nie ma nic,
Spóźnia się z jutrzenką dzień.
Wróciła dama za mury snu,
Zostawiając mi swój cień.
Dobiegał kres nocy, świt malował niebo
Lecz w cieniu wciąż stało każde leśne drzewo
Gwiazdy z wolna gasły, milkły szare sowy
Na cichym wietrze niósł się zapach zimowy
Lasem szła dziewczyna - cudny wonny kwiat
Otulona mgłą, na ścieżce poza świat
Wędrowiec ją zastał nad stawem szarym
W smutku pogrążoną przy kamieniu starym
"Skądże jest twój smutek, panno łzy roniąca
Słysz, jak śród jedliny słowik ranny pląsa!
Powód mi zdradź, czemuż lico twe się dąsa
Czemuż płaczesz, kiedy błyska promień słońca?"
"Pójdź z tej ziemi złej, wędrowcze zgubiony
Na nic słowa twojej marnej otuchy
Mimo dnia - wieczna noc, grasują duchy
Tu kamień mogiły mej śni zgarbiony!"
Lecz w cieniu wciąż stało każde leśne drzewo
Gwiazdy z wolna gasły, milkły szare sowy
Na cichym wietrze niósł się zapach zimowy
Lasem szła dziewczyna - cudny wonny kwiat
Otulona mgłą, na ścieżce poza świat
Wędrowiec ją zastał nad stawem szarym
W smutku pogrążoną przy kamieniu starym
"Skądże jest twój smutek, panno łzy roniąca
Słysz, jak śród jedliny słowik ranny pląsa!
Powód mi zdradź, czemuż lico twe się dąsa
Czemuż płaczesz, kiedy błyska promień słońca?"
"Pójdź z tej ziemi złej, wędrowcze zgubiony
Na nic słowa twojej marnej otuchy
Mimo dnia - wieczna noc, grasują duchy
Tu kamień mogiły mej śni zgarbiony!"
Nie zasnę dzisiaj
Nie chcę już zasnąć nigdy więcej
Tonąć w zakamarkach myśli
W niemyśleniu...
Gdybym miała chociaż cień pewności że obudzi mnie Twój ciepły szept
Zasnęłabym już na zawsze...
jestem bogiem
wyklętym
spadłam z Olimpu
Twych ust
świstem głośnym w dół
zrywając do lotu
ptaki strachliwe w koronach drzew
przeklęły mnie
Twoje dłonie
upojone winem
oczy
teraz samotne już i puste
jak tylko pusty potrafi być
puls
złamanego serca,
serca rozdartego-
na prawdę
i fałsz
jestem biednym
wyklętym bogiem
spadłam z hukiem z Olimpu
Twych ust.
wyklętym
spadłam z Olimpu
Twych ust
świstem głośnym w dół
zrywając do lotu
ptaki strachliwe w koronach drzew
przeklęły mnie
Twoje dłonie
upojone winem
oczy
teraz samotne już i puste
jak tylko pusty potrafi być
puls
złamanego serca,
serca rozdartego-
na prawdę
i fałsz
jestem biednym
wyklętym bogiem
spadłam z hukiem z Olimpu
Twych ust.
Nawałnica zdarzeń zamęty chao-sieje
w wypełnionej smakiem wrażeń niemądrej głowie;
zapach klęsk niesie wiatr, co z zachodu mi wieje
i osusza duszę z esencji zawartej w słowie.
Roztargnione oczy porzucają nadzieję,
jakby z owym nieszczęsnym wichrem były w zmowie.
Choć świta już na zewnątrz, w środku nic nie dnieje,
jeno blade słońce uśpione tkwi w alkowie.
Umysł bystry i myśl u młodego jest rącza,
płochą sarnę w świetlistym gaju przypomina,
nigdy ich oprawić nie zdołasz w wolumina.
Zabłądzić zdoła podróżnik śmiały w te kłącza
- niepomna drażliwych przestróg matki dziecina -
by być jedynym świadkiem swej potęgi końca.
w wypełnionej smakiem wrażeń niemądrej głowie;
zapach klęsk niesie wiatr, co z zachodu mi wieje
i osusza duszę z esencji zawartej w słowie.
Roztargnione oczy porzucają nadzieję,
jakby z owym nieszczęsnym wichrem były w zmowie.
Choć świta już na zewnątrz, w środku nic nie dnieje,
jeno blade słońce uśpione tkwi w alkowie.
Umysł bystry i myśl u młodego jest rącza,
płochą sarnę w świetlistym gaju przypomina,
nigdy ich oprawić nie zdołasz w wolumina.
Zabłądzić zdoła podróżnik śmiały w te kłącza
- niepomna drażliwych przestróg matki dziecina -
by być jedynym świadkiem swej potęgi końca.

