Stoisz w pokoju obok. Świat osnuty jest ciemnogranatową poświatą. Pulsuje i nie może się wydostać. Słyszę jak wydychasz ciężkie, zimne powietrze. Nieco irytuje mnie podzwanianie twoich łańcuchów, lecz przywykłam i do tego. Twój cień padł na przeciwną ścianę. W końcu mogę zobaczyć twoje kontury. Zgarbiona, pokrzywiona sylwetka mocno zarysowała się na jasnym szarym tynku. Poruszasz się. Ciężkie, lecz niepewne kroki echem odbijają się w pomieszczeniu. Regularny odgłos kapania wody z kranu dochodzące z twojej klatki mile mnie energetyzuje.
Gorgoroth to znakomity black metalowy zespół z Norwegii. Co pokazali na płycie "Destroyer (Or About How To Philosophize With The Hammer)"? Czy tytuł zaczerpnięty z dzieła F. Nietschego wiernie oddaje atmosferę zawartą na albumie? Przeanalizujmy.
Pamiętam dobrze dźwięk przerzucania stacji radiowych. Prawdziwa magia radia, gdy każdy ruch pokrętłem sprawiał, że za chwil kilka wszystkie trudny życia "nocnego marka" zostaną mi wynagrodzone. Jest kilka zespołów, kilka płyt, którym udało się to z nawiązką.
30 kwietnia dzięki wytwórni Sigsaly Productions do sklepów trafi składanka projektu Machines Against Hunger zrzeszającego 34 artystów sceny elektronicznej z całego świata, dzielących tę samą ideę wspierania i promowania organizacji charytatywnych walczących z głodem i chorobami, które nękają współczesny świat. Projekt tworzą najgłośniejsze nazwy undergroundowej muzyki elektronicznej i industrialnej, a wśród nich Front 242, Ionic Vision, Clock DVA, Dive czy Dawn Of Ashes.
2 maja ukaże się kolejna w karierze składanka z najlepszymi przebojami austriackiej grupy L'Ame Immortelle. Do wydanej rok temu kompilacji "10 Jahre" podsumowującej działalność zespołu dołączy krążek "The Best Of Indie Years", zawierający dobrze znane klasyki formacji oraz premierowe, nigdy wcześniej nie publikowane nagrania powstałe na przestrzeni ostatniej dekady. Wydawcą płyty będzie wytwórnia GUN Records.
"Set Of Several Illustrations" - pierwszy eksperymentalny projekt muzyczny Karola Skrzypca, stanowiący kombinację kompozycji elektronicznych z pogranicza dark ambientu i industrialu, jest z założenia muzyką ilustracyjną. Wszystkie utwory zostały nagrane przy pomocy syntezatora, dyktafonu, kilku sampli i złożone na komputerze. Album został pozytywnie przyjęty w netlabowym środowisku.
Blisko pięć lat czekaliśmy, ale w końcu się doczekaliśmy! Nowy album kultowego Tiamat stał się rzeczywistością i będzię mógł łechtać zdołowane dusze przez kolejne kilka lat. Zapewne zdecydowana większość fanów pogodziła się z faktem, że czasy "Wildhoney" już nie wrócą, ale warto zauważyć, że zarówno "Judas Christ", jak i "Prey" wykazywały pewną zwyżkę formy, bo gorszym okresie dla zespołu w końcówce lat 90-tych. Jak sam Johan Edlund zapowiadał, "Amanethes" ma zawierać wszystko to co najlepsze w Tiamat. Generalnie nie lubię płyt, które mają na celu zadowolenie wszystkich, gdyż wychodzi to nijako, ale tym razem jest inaczej.
Podobno pierwsze wrażenie jest najważniejsze. A "Cyan" Closterkellera na pewno nie wywołał na mnie najlepszego wrażenia. Nie chodzi tutaj o muzykę, ale po spojrzeniu na okładkę gdybym nie znała zespołu na pewno bym odstawiła płytę na półkę. Anja w kuli światła lecąca nad falami w wykonaniu krótko mówiąc kiczowatym. Jest to mój numer jeden jeśli chodzi o najgorsze okładki. Na szczęście zawartość płyty prezentuje się lepiej.
Na oficjalnej stronie zespołu pojawiło się dziś wspólne oświadczenie muzyków, w którym czytamy: "Drodzy Fani, dziś mamy ogłoszenie, które spadnie na Was jak grom z jasnego nieba. Czterech stałych członków zespołu odbyło ze sobą rozmowę podczas której stało się jasne, że mamy inne cele i zapatrywania na przyszłość. Dlatego najlepszym rozwiązaniem dla zespołu, dla nas prywatnie i fanów będzie zakończenie współpracy teraz, kiedy jest jeszcze mnóstwo czasu przed następnym albumem Therion i światowym tournée".
Zimno
Tak bardzo zimno
Zaczynam drżeć
Coraz bardziej
I bardziej
Nie mogę rozróżnić
Czy ten chłód
Jest fizyczny
Czy narodził się
W mojej psychice
Ogarnia mnie całą
Ale jest
Moim towarzyszem
Na zawsze
"Budź Się" jest drugą płytą Horridy, tak jak jej poprzedniczka została wydana całkowicie przez zespół. Ale już w pierwszym momencie da się zauważyć znaczną poprawę jakości dźwięku. A to dopiero początek zmian na lepsze, które zostały wprowadzone na "Budź Się". Można powiedzieć, że zespół dorósł muzyczne.
W 475 roku p.n.e. ateński arystokrata, wojskowy i polityk - Kimon, wyruszył na wyspę Skyros, w celu odnalezienia prochów jednego z najbardziej czczonych herosów Starożytnej Grecji - Tezeusza. Wyprawa zakończyła się sukcesem, na wyspie odkryto bogato wyposażony w przedmioty z brązu grób, w którym spoczywały niezwykłej wielkości ludzkie szczątki.
W moich żyłach
niepłynie już krew,
Moje serce
jest jak kamień.
Nieczuje nic.
Otoczyłam sie murem,
murem którego nikt niezdoła zburzyć.
Ale wciąż żyję,
żyję na złość innym.
W świecie zdrady,
otoczona strachem,
Żyję!!!
Jeszcze nie czas umierać,
Jeszcze nie teraz...
Jeden kolor, a tyle znaczeń. Czerwień dodaje energii, odwagi, wyzwala bunt, namiętność, jest twórcza a jednocześnie niszczycielska. Podobnie sytuacja ma się z płytą "Red" będącą ostatnim wcieleniem Karmazynowego Króla z lat 70-tych.
Wytwórnia Memento Materia ogłosiła oficjalną datę wydania debiutanckiej płyty "Cold In The State Of Me" szwedzkiego duetu Sadman. Krążek ukaże się 18 kwietnia. Na albumie znajdzie się 13 utworów, a muzykę (wg zapowiedzi) charakteryzować mają zróżnicowanie, emocje, piękno i głębia współgrające z pełnym dojmującej szczerości wokalem i nienaganną produkcją. Zespół wśród inspiracji wymienia takie grupy jak: Depeche Mode, Recoil i Radiohead.
19 maja ukaże się debiutancki krążek grupy Black River, powstałej na fundamentach warszawskiego zespołu Neolithic, który zakończył swą działalność dwa lata temu. Album zatytułowany po prostu "Black River" to powrót do korzeni rocka i metalu oraz muzyczny hołd skierowany ku tradycji żywego, analogowego brzmienia. W skład zespołu wchodzą muzycy związani na co dzień z takimi czołowymi formacjami rodzimej sceny metalowej jak: Behemoth, Rootwater czy Vader. W wydanie i promocję krążka zaangażowany będzie sam zespół, który wyda płytę własnym sumptem.
Acid Drinkers, to chyba jedyny w kraju obok Kata i Hunter zespół metalowy, który nie podlega krytyce. Te trzy zespoły są w zasadzie ikoną, żaden z nich nie zrobił kariery za granicą, a w kraju są bardzo cenieni. Kwasożłopy mogą się pochwalić zdecydowanie największą dyskografią spośród tych zespołów, a tym samym są współtwórcami polskiej sceny ciężkiego grania.
Wszyscy podziwiają Cephalic Carnage za fenomenalną biegłość instrumentalną. W zasadzie od "Lucid Interval" zespół kroczy od sukcesu do sukcesu. Wcześniejsze wydawnictwa grupy nie cieszą się jednak taką popularnością, co raczej mnie nie zaskakuje.
W niespełna dwa lata po debiucie Cephalic Carnage powrócił z kolejnym tworem. "Exploiting Dysfunction" jest w zasadzie kontynuacją tego, co już usłyszeliśmy, tyle, że o wiele szlachetniejszą.
Wcześniej czy później musiało to nastąpić i talent kwintetu Cephalic Carnage musiał wybuchnąć. Stało się to na trzecim pełnym wydawnictwie "Lucid Interval". Już wcześniej zespół pokazał, że grindcore może być muzyką zaawansowaną instrumentalnie, ale dopiero teraz formacja odkryła w pełni, a przynajmniej w znacznej części swoje atuty.
Kanadyjski Woods Of Ypres należy do tych zespołów, o których się gdzieś kiedyś usłyszało, przeczytało, lecz nie bardzo słyszało ich muzykę. Formacja wydała dotychczas demo i dwa albumy, z czego każdy z nich miał idiotycznie długi tytuł. Nie wiem czemu ten zabieg miał służyć, gdyż na pewno nie podnosi to wartości muzyki.
Gdy się patrzy na elitę starej, szwedzkiej szkoły detal metalu, to wydaje mi się, że jedynym liczącym się zespołem jest Entombed. Zarówno Dismember jak i Unleashed najlepsze lata mają już dawno za sobą, choć i Entombed odeszło dość znacznie od gatunku. Jakby nie patrzeć debiut Bloodbath wniósł spore ożywienie, czego dowodem jest kontynuacja projektu i drugi krążek.
Debiutancki krążek Kanadyjczyków jest naturalną kontynuacją tego co działo się na demówce. Ponownie płyta została okraszona bujnym tytułem, którego raczej nie chce się zapamiętywać, ale muzyka na nim zamieszczona jest dość intrygująca.
Atrox dzięki swoim pierwszym trzem płytom jawił mi się jako jeden z ciekawszych i bardziej wartościowych zespołów ostatnich lat. Norwegowie porażali schizofrenicznością swojej awangardy, robiąc to w bardzo oryginalny i nienachalny sposób. Aby jednak coś było dobre, to muszą być pomysły. A co jak ich nie ma? To wtedy gra się ciężej, aby zamaskowac braki.