Jak ja kocham takie zespoły! Maltański Beheaded należy do setek tysięcy kapel naśladujących Deeds Of Flesh, czyli mamy do czynienia z amerykańskim brutal death metalem.
Zespoły grające techniczną, instrumentalną muzykę są zazwyczaj w tyle gorszej sytuacji, że aby zainteresować muszą mieć pomysły i to naprawdę dobre pomysły. Canvas Solaria do takich zespołów na pewno nie należy.
Po prawie czteroletnim zawieszeniu działalności kultowa grupa grająca bezkompromisowy gothic rock zawita ponownie do stolicy Dolnego Śląska, aby zagrać w klubie Firlej. Będzie to pierwszy po reaktywacji występ XIII Stoleti przed polską publicznością. Koncert odbędzie się w sobotę 10 maja.
Finlandia jest malowniczym krajem położonym pośrodku dzikiej północy, zwana jest też Krainą Tysiąca Jezior. W tym oto kraju położonym pomiędzy Rosją a krajami zachodnimi narodziło się wiele najbardziej znanych metalowych zespołów. Fińską muzykę metalową charakteryzują melodie zakorzenione w folklorze oraz ekspresja uczuć. Zapraszamy na imprezę zapowiadającą pierwszy w Polsce cykliczny festiwal metalowy w klimatach Krainy Tysiąca Jezior. Prosto z Finlandii zagraja Rapture i Dauntless. Jako support wystąpią Sellisternium oraz Lilith. W programie wystawa fotografiii oraz afterparty przy muzyce fińskiej. Honorowym patronem wydarzenia jest Ambasada Finlandii w Polsce. DarkPlanet patronuje medialnie imprezie.
Grupa Angelspit udostępniła na swojej stronie internetowej najnowszą płytę "Blood Death Ivory", która w sklepach pojawi się po pierwszym czerwca 2008 roku. Po złożeniu zamówienia na oficjalnej witrynie zespołu, fani otrzymają krążek wypełniony 11 nowymi energetycznymi utworami w stylistyce cyber electro punk. Po owacyjnym przyjęciu ich debiutanckiego albumu "Krankhaus", Angelspit dalej kroczy ścieżką eksperymentów łącząc agresywne dźwięki z bezwstydnie wpadającymi w ucho melodiami.
Najeżony doświadczeniem wiersz o wewnętrznej męce młodej dziewczyny, główną przyczyną tej męki jest niezrozumienie i jej kochające wciąż serce . . . .
Krótkie, prozaiczne i głębokie. Mojego autorstwa.
Dzieki wydanemu cztery lata temu albumowi "Epitaph", niemiecko-turecki Necrophagist stał się deathmetalową gwiązdą pierwszego formatu. Zachwycano się biegłością instrumentalistów, melodiami i swoboda gry. Wtedy też sobie przypomniano, że zespół pięć lat wczesniej także wydał album, więc przy okazji zrobiono reedycję "Onset Of Putrefaction". No właśnie - ciężko jest nazwac początki Necrophagist zespołe, gdyż w zasadzie był to projekt jednej osoby - Muhammeda Suicmeza, który zaprogramował partie perkusji i nagrał osobiście wszystkie partie gitar, basu i wokali.
Z legendarnymi zespołami jest zazwyczaj tak, ze najbardziej cenione są te pierwsze płyty, które są pewnym novum, wnoszą coś nowego do gatunku. Kolejne płyty, choć nie wiem jak były dobre, nigdy nie znajdują większego uznania w oczach fanów i krytyki. Pink Floyd jest o tyle wyjątkowy, ze praktycznie każda ich płyta to majstersztyk - wystarczy wymienić "The Dark Side Of The Moon", "Atom Heart Mother" czy "The Wall". "A Momentary Lapse Of Reason" jest póki co przedostatnim studyjnym wydawnictwem sygnowanym logiem Pink Floyd Floryd jak nieciężko się domyślić, nie jest to dzieło wymieniane w gronie najlepszych.
Połowa lat 90-tych była trudnym okresem dla power metalu. Czołowi reprezentanci tacy jak Helloween, Running Wild czy Blind Guardian prezentowały raczej marazm twórczy i raczej mało kto się spodziewał, że ten gatunek ma szansę wrócić do łask. Drugie uderzenie tej fali, zwłaszcza za sprawą Gamma Ray, a zwłaszcza Stratovarius przyniosło powiew świeżości do gatunku.
Rock progresywny zazwyczaj kojarzony jest z początkiem lat 70-tych. Wtedy to tez powstawały największe dzieła gatunku, będące punktem odniesienia dla innych artystów w kolejnych latach. Pink Floyd zaczynał jednak nieco wcześniej niż inni koledzy i to zaczynał od grania czegoś, z czym raczej nie jest on kojarzony.
Czasami człowiek się dziwi widząć pięknego motyla, że jakiś czas temu był on obleśną gąsienicą, której wsrtęt jest dotykać. Podobnie też jest z muzyką, czego tiamat jest doskonałym przykładem. Swojego czasu formacja była gwizadą pierwszego formatu i dziw człowiek ogarnia, gdy słucha dokonań zespołu sprzed zaledwie kilku lat od spektakularnego sukcesu. Debiuty rzadko bywają dobre, ale w przypadku Tiamat jest on wyjątkowy.
Rzadko się zdarza, aby zespół zyskiwał miano kultowego, już po wydaniu pierwszej płyty. Tak właśnie było z Guns'n'Roses - zespołem, który zaszokował świat nie tylko muzyką, ale i wizerunkiem stylem życia. Muzycy os samego początkowali jawnym zamiłowaniem do używek, alkoholu I do pięknych kobiet. Dzikość młodzieńcza werwa znalazły odbicie w tym co zespół nagrał.
Piąty krążek studyjny ekipy Roberta Frippa to kolejny wielki klasyk. Oczywiście po drodze nie obeszło się bez przetasowań w składzie, co musiało rzutować na to, że muzka znów będzie inna. Do tej pory każdy kolejny album zespołu był inny i nie inaczej jest tym razem. Trzeba jednak powiedzieć, że "Larks'…" podobnie jak poprzednia płyta "Islands" jest dosyć wyciszonym albumem.
"The Wall" - bezdyskusyjnie najbardziej znany koncept-album jaki kiedykolwiek powstał. Album, na podstawie, którego powstał film o tym samym tytule (oczywiście z muzyką z albumu "The Wall"), album ,na postawie tworzono spektakle z okazji zburzenia muru berlińskiego, album, który z biegiem lat stał się ikoną, symbolem obalania systemów totalitarnych totalitarnych wszelkich przejawów zniewolenia. "Another Brick In The Wall Pt. 2" był przecież największym „hitem” zespołu. Najdziwniejsze jest jednak to, że moim zdaniem "The Wall" jest przereklamowanym klasykiem… i to bardzo przereklamowanym.
Nazwa Payne's Gray zapewne wielu osobom nic nie mówi. Ten niemiecki progmetalowy zespół istniał w połowie lat 90-tych, ale nigdy nie zdobył rozgłosu. Nawet obecnie niewiele osób wymienia tę nazwę, gdy mówi się o tym gatunku. Szkoda, gdyż "Kadath Decoded" to bezsprzecznie jedne z ciekawszych albumów progmetalowych.
Osoba Rona Jarzombka fanom technicznego grania jest zapewne znana. Muzyk kojarzony przede wszystkich wszystkim z Watchtower, po nagraniu z tym zespołem "Control & Resistance" w zasadzie zniknął z muzycznej sceny i nie było o nie prawie nic słychać. Rok 1996 przyniósł jego solowy album, ale umknął on gdzieś uwadze krytyki. Nie sposób jednak był przeoczyć projekt z jakim Jarzombek wystartował kolejnego roku.
Irlandia do metalowych potęg nigdy nie należała. W zasadzie kraj ten bardziej kojarzony jest ze swoistymi tańcami, muzyką folkową, a jedynym rozpoznawanym zespołem z kraju zielonej koniczyny jest Primordial. Sytuacja ta może się wkrótce zmienić za sprawą Era Vulgaris, który może niedługo namieszać trochę na progmetalowej scenie.
Koniec lat 80-tych i początek lat 90-tych przyniósł mały boom na nową odmianę ekstremalnego grania, określoną z czasem mianem black metalu. W mroźnej Norwegii szereg zespołów czerpał inspirację z twórczości takich zespołów jak Venom, Celtic Frost czy Bathory i nadał i nową oprawę. W taki sposób wypłynęły takie zespoły jak Mayhem, Darkthrone, Burzum czy Immortal. Nigdy jednak nie zauważyłem tego, że Emperor, który uznawany jest przez wielu za jednego z najważniejszych reprezentantów black metalu, swój pierwszy album wydał dopiero w połowie lat 90-tych.
"Melange" to jak dotąd najbardziej elektroniczne wcielenie Artrosis. Płyta została nagrana jeszcze z klawiszowcem Maćkiem Niedzielskim, który pozostawił na niej dużo industrialnego hałasu i charakterystycznych instrumentalnych wstawek. Wszystko na tej płycie się rozmywa, nic tu nie jest spójne, harmonijne i miłe dla ucha. Przynajmniej po pierwszym przesłuchaniu... I chyba właśnie o to chodzi.
Gdy patrzę na światową scenę awangardowego metalu uświadamiam sobie jak bardzo ciężko jest stworzyć taka muzykę I do tego zrobić to dobrze. W naszej rodzimej Polsce widoczna jest ogromna posucha jeśli chodzi o ten gatunek, a jedynym godnym uwagi reprezentantem była chyba Lux Occulta.
Po przeciętniactwie ciężko się spodziewać, że takowy zespół nagle nagra naprawde dobry album. Nic więc dziwnego, że kolejne albumy Asgaard nie wywołują większego poruszenia, skoro kolejne albumy nie były na tyle interesujące, aby zespół ten zdobył powszechne uznanie. "Ex Oriente Lux" - poprzedniczka omawianego wydawnictwa zaprezentowała dosyć osobliwą muzykę, ale nierówny poziom i specyficzne podejście do pisania utworów nie znalazły uznania w moich oczach.
Mówi się, że to drugi krążek weryfikuje wartość zespołu. Gdyby się trzymać tej zasady, to Emperor musi należyć do grona tych najbardziej wartościowych. W dwa lata do debiutanckim "In The Nightside Eclipse" Emperor nagrał bowiem album, który jest chyba niedoścignionym ideałem symfonicznego black metalu.
Nigdy nie byłem miłośnikiem folkowego grania. Raczej mało prawdopodobnym było więc, aby sięgnął do twórczości Haggard samodzielnie. Ale jak to w życiu bywa, są osoby, które takie granie lubią i usilnie zachęcą do przesłuchania. Tak tez i było w przypadku trzeciego jak dotąd ostatniego krążka Haggard. W tym przypadku asertywność poszła na spacer i posłuchałem "Eppur Si Muove".