Wracać wciąż do domu Le Guin
Zmierzch Bogów
Relacje :

Enter Enea Festival. John Zorn

Napalm Death, jazz, Masada

Enter Enea Festival, Strzeszynek (1.06.2026)

John Zorn, to muzyk o gigantycznej inwencji i człowiek bardzo aktywny. Znany przede wszystkim jako twórca jazzowy, ale jego dokonania wielokrotnie łączyły różne światy i gatunki, także rock alternatywny, metal i hard-core. Można tu wymienić choćby grupy Painkiller, Naked City czy współpracę z zespołem Napalm Death (maxi-singiel firmowany wspólnie oraz utwór „Everyday Pox” na płycie „Utilitarian” tej brytyjskiej formacji). Ten właśnie artysta, wybitny amerykański saksofonista, był kuratorem pierwszego dnia Enter Enea Festival 2026 nad jeziorem Strzeszyńskim i sam też wystąpił w finale wieczoru.

Program dnia rozpoczął występ Juliana Lage'a i Gyana Rileya, dwóch gitarzystów którzy wykonali kompozycje Zorna w akustycznej formie i był to „najlżejszy” z trzech aktów tego spektaklu, co nie znaczy, że najmniej ciekawy. Finezja, swoboda i wyrafinowana subtelność, ale też mimo wszystko wielka ekspresja, to najkrótszy komentarz do tego co usłyszeliśmy. Świetny wstęp do dalszych wrażeń!

Następnie na scenie pojawiło się Trio Briana Marselli, w którym oprócz lidera, który gra na fortepianie, występuje także perkusista, Ches Smith, znany ze współpracy z Timem Brene, z zespołem Xiu Xiu czy projektem Ceramic Dog Marca Ribota. a trzeci instrumentalista, to kontrabasista Jorge Roeder. Zagrali wspólnie program zatytułowany „Impromptus , Nocturnes And Ballades” i była to propozycja bardziej radykalna brzmieniowo, intensywna i trudniejsza w odbiorze. Chłodniejsza o tej porze aura absolutnie była praktycznie niemalże nie odczuwalna przy tak ognistej, energetycznej muzyce i maksymalnym zaangażowaniu twórców. Godzinny występ był wspaniałym pokazem umiejętności improwizacyjnych i kreowania

Epilog należał zaś do New Masada Quartet. Na scenę weszli Julian Lage (gitara), John Zorn (saksofon altowy), Jorge Roeder (kontrabas) i Kenny Wollesen (perkusja). Trudno w kilku zdaniach opisać to czego doświadczyliśmy dzięki tej supergrupie… Pantaneowie zagrali m.in. utwory „Karaim” „Hath-Arob” oraz „Rahtiel”, a muzyka klezmerska, klasyczny jazz i awangardowe motywy, którymi nasączone były te kompozycje, sprawiły, że chyba wszyscy widzowie zostali zahipnotyzowani tą prawdziwie totalną muzyczną inscenizacją. John dyrygował, pokrzykiwał, wykonywał różne gesty i oczywiście „atakował” nas (w sensie pozytywnym) saksofonowymi partiami. Zobaczyć taki skład na żywo, to zdecydowanie było to spełnienie wielu marzeń, a trzeba jeszcze dodać do tego, że każdy z instrumentalistów miał w tym koncercie swoje indywidualne partie. Lider dał im pograć więc usłyszeliśmy jeszcze np. Juliana Lage`a w innej niż poprzednio konwencji, znów przykuwającego uwagę, znów niezwykle kreatywnego… To było po prostu wydarzenie, które będzie pewnie jeszcze długo pamiętane, nawet przez najbardziej wybrednych fanów jazzu i muzycznej alternatywy.

Komentarz
Średnia ocena: 0
Oceny: 0
starstarstarstarstar