Wracać wciąż do domu Le Guin
Castle Party 2020
Recenzje :

Noctem - Oblivion

Pierwszy plus, jaki od razu rzuca się w oczy po zerknięciu na front „Oblivion”, to znakomita okładka. Dysponuję jedynie wersją promocyjną, w której nie ma informacji na temat jej autora, ale przyznać trzeba, że ktoś odwalił kawał dobrej roboty. Od razu bardziej chce się odpalić taki krążek, nawet gdy nazwa zespołu nic nie mówi.  Apetyt (mój na muzykę, a niewiast być może na samych chłopaków) dodatkowo wzmaga zdjęcie zespołu, które potwierdza, że Noctem to profesjonaliści dbający o każdy detal twórczości.
Specjalne, niczym z powieści Sapkowskiego kostiumy stylizujące muzyków na mrocznych, trochę przybrudzonych macho, którzy z niejednym smokiem walczyli i niejednego krasnoluda schwytali.  Niby nic wielkiego, ale od razu czuje się większy szacunek kapeli dla słuchaczy czy też ewentualnych fanów.

Oczywiście same w sobie te zabiegi na niewiele się zdadzą, jeżeli nie będzie za nimi stała chociażby przyzwoita muzyka. Dźwięki dobywające się po włączeniu „Oblivion”  to death metal okraszony lekką, blackową zasmażką i thrashowym sosem. Metal intensywny, nowoczesny, który nie grzeszy oryginalnością, ale wszystkim złaknionym mocnych wrażeń zrobi dobrze - wymłóci bębenki lepiej niż Kliczko twarz Adamka. „Oblivion” charakteryzuje także spora, jak na ramy gatunkowe, różnorodność. Album trwa ponad 50 minut i przez cały czas trwania muzycy dbają o to, by nie był on monotonny. Sporadyczne klawisze oraz damskie wokale, wprowadzające trochę blackowego klimatu, w nadmiarze wywołują niestrawność, ale Noctem proporcje konsultowali chyba z dietetykiem, bo są idealnie wyważone. Muzyka nic nie traci ze swojej intensywności.

Niektórych, w tym niżej podpisanego, może lekko denerwować nowoczesne brzmienie, które troszkę zubaża muzyczne wrażenie po „Oblivion” - jest to jedna z dwóch wad tego albumu. Druga to brzmienie perkusji, która długimi momentami brzmi jak trykawka (plastikowy element obowiązkowego wyposażenia roweru typu składak, który wykorzystywał szprychy do wydobywania dźwięku).

Fanem Noctem nie zostanę, ale nazwa już na dobre zagości w mojej pamięci. Ocena byłaby jeszcze o pół punktu wyższa, gdyby nie ta momentami mocno deprymująca perkusja.

Ocena: 7,5/10

Tracklista:
01. Popol Vuh
02. The Arrival of the False Gods
03. Universal Disorder
04. Abnegation and Brutality
05. Invictus
06. Sons of Hun-Vucub
07. Seeking the Ruin of Souls
08. Unredemption
09. Q'uma'rka'aa'j
10. A Borning Winged Snake
11. Oblivion

Wydawca: Rising Records (2012)

Komentarz
Średnia ocena: 0
Oceny: 0
starstarstarstarstar

Podobne artykuły