Twe ciało
Materia pożądania
Zielona tkanina
Skrywająca pragnienia
Ciepło tajemnicze
USta szepczące
Uchyla
Bym mogła spijać z nich czułość
Zjadać, obdarowywać
Pocałunkami
Pachnącymi świeżą pomarańczą
Wysysać energię
Posilić sie Tobą
Przytulić
Ukoić się Twym zapachem
Zapachem mężczyzny
Zapachem marzenia
Mój wilgotny język
Sunie po Twym ciele
Niczym delikatna igiełka
Przeszywa Cię na wskroś
Bada Twój słodkawy
Smak
Penetruje centymetr
Po centymetrze
Budząc dreszcze i burze
Zaplatam palce w Twe włosy
Czuję Twe dłonie na mych biodrach
Zaciskam uda
Wydaję cichy jęk
Uciszasz mnie pocałunkami
Zatapiasz się w smaku
Mych ust
W zapachu mej szyi
Wędrujesz zimnym
Aroganckim językiem
Wzdłuż lini życia
Kreślisz pętle i przystanki
Zasypiasz
A ja patrzę
Na Twą niewinną twarz
Którą kocham
I chcę całować co dzień
i drżę...
Materia pożądania
Zielona tkanina
Skrywająca pragnienia
Ciepło tajemnicze
USta szepczące
Uchyla
Bym mogła spijać z nich czułość
Zjadać, obdarowywać
Pocałunkami
Pachnącymi świeżą pomarańczą
Wysysać energię
Posilić sie Tobą
Przytulić
Ukoić się Twym zapachem
Zapachem mężczyzny
Zapachem marzenia
Mój wilgotny język
Sunie po Twym ciele
Niczym delikatna igiełka
Przeszywa Cię na wskroś
Bada Twój słodkawy
Smak
Penetruje centymetr
Po centymetrze
Budząc dreszcze i burze
Zaplatam palce w Twe włosy
Czuję Twe dłonie na mych biodrach
Zaciskam uda
Wydaję cichy jęk
Uciszasz mnie pocałunkami
Zatapiasz się w smaku
Mych ust
W zapachu mej szyi
Wędrujesz zimnym
Aroganckim językiem
Wzdłuż lini życia
Kreślisz pętle i przystanki
Zasypiasz
A ja patrzę
Na Twą niewinną twarz
Którą kocham
I chcę całować co dzień
i drżę...
Otworzyłem oczy i chciałem policzyć
Wszystkie drzewa, które wyrosły
Podczas gdy ja zastanawiałem się
Nad sensem życia
………
W głupiej nadziei, że
Ujrzę tylko drzewka pojedyncze
Lecz,
Najgorsze jest gdy komuś się coś wydaje
A las aż po horyzont
Powoli stawał się nieśmiertelny
Wszystkie drzewa, które wyrosły
Podczas gdy ja zastanawiałem się
Nad sensem życia
………
W głupiej nadziei, że
Ujrzę tylko drzewka pojedyncze
Lecz,
Najgorsze jest gdy komuś się coś wydaje
A las aż po horyzont
Powoli stawał się nieśmiertelny
stań na wzgórzu Kaliope
i powiedz co widzisz
dostrzeż łzę Sodomy
i furię nicości fałszywej
na pajęczej osi bagna
spójrz i mów
ja wiem, że nic tam nie ma
prócz skarg w dymie kadzidła
tylko jęki bezpotomnych matek
chwytając swoje pióro
łapię węża lub gorgonę
we wszeteczności świata
to musiało spotkać mnie!
bez liści brzydka łodyga
pragnie spalic się na popiół
i zapalić znicza samej sobie
zobaczysz wtedy jedno:
maszt i czarną flagę
i powiedz co widzisz
dostrzeż łzę Sodomy
i furię nicości fałszywej
na pajęczej osi bagna
spójrz i mów
ja wiem, że nic tam nie ma
prócz skarg w dymie kadzidła
tylko jęki bezpotomnych matek
chwytając swoje pióro
łapię węża lub gorgonę
we wszeteczności świata
to musiało spotkać mnie!
bez liści brzydka łodyga
pragnie spalic się na popiół
i zapalić znicza samej sobie
zobaczysz wtedy jedno:
maszt i czarną flagę
Gdy słońce niewinne zza porannej kurtyny zerka
uśmiech pojawia się na mojej twarzy
zamykam oczy i słuchając wiatru- marzę
by w taki poranek jak dziś
niczym duch czy obłok
w twoich ramionach tanczyc na łące
obejmować cie falą mojej sukienki
całować szybującym skrzydłem włosów
marzę by bosą stopą poczuć ciepło ziemi
i chłód oblanej rosą zielonej trawy
czuć delikatny zapach kwiatów
jak dzwoni w uszach ptaków śpiew
sunąc wśród kwiatów drzew i traw
nagle wpaść w twoje ramiona
wtulić się w ciepłą pierś
wszystko inne przestało by mieć znaczenie
byłbyś tylko ty i ja
duch i fatum w blasku słońca
w harmonii trwać ciągle w słodkim uścisku
czuć jak dwa serca biją jednym rytmem
a przestrzeń uniosłaby nas gdzieś wysoko
na puchu skrzydeł anioła
i zatopieni w sobie
wpatrzeni
słów byśmy nie potrzebowali
choć raz milczące
wyznanie wiary
uśmiech pojawia się na mojej twarzy
zamykam oczy i słuchając wiatru- marzę
by w taki poranek jak dziś
niczym duch czy obłok
w twoich ramionach tanczyc na łące
obejmować cie falą mojej sukienki
całować szybującym skrzydłem włosów
marzę by bosą stopą poczuć ciepło ziemi
i chłód oblanej rosą zielonej trawy
czuć delikatny zapach kwiatów
jak dzwoni w uszach ptaków śpiew
sunąc wśród kwiatów drzew i traw
nagle wpaść w twoje ramiona
wtulić się w ciepłą pierś
wszystko inne przestało by mieć znaczenie
byłbyś tylko ty i ja
duch i fatum w blasku słońca
w harmonii trwać ciągle w słodkim uścisku
czuć jak dwa serca biją jednym rytmem
a przestrzeń uniosłaby nas gdzieś wysoko
na puchu skrzydeł anioła
i zatopieni w sobie
wpatrzeni
słów byśmy nie potrzebowali
choć raz milczące
wyznanie wiary

