Paradoks
Wracać wciąż do domu Le Guin
Recenzje :

Venom - Black Metal

black metal, rock and roll, Black Metal, Venom, Slayer, Mercyful Fate, speed metal, Metallica. thrash metal, Sodom, Saxon, Iron Maiden, At War With Satan, New Wave Of British Heavy Metal, thrash metal, Black Sabbath, rock, metal

Black metal. Jeden z najbardziej intrygujących, tajemniczych i ekstremalnych gatunków muzycznych. W najróżniejszych swoich stylach i odmianach wykreował zespoły wielkie i wybitne, dużo dobrych i bardzo dobrych, ale też morze przeciętniactwa, ocean tandety, aż do komicznych i żałosnych w swojej groźności i antytalenctwie form para muzycznych. Rozlał się po całym świecie niosąc ze sobą kult Szatana, wojnę z chrześcijaństwem, niechęć do społeczeństwa, jak również skrajne prawicowe przesłania polityczne. A wszystko wzięło się od drugiej płyty Venom, dającej nazwę tej hydrze. Ta płyta to oczywiście „Black Metal”. A więc: „Lay down your soul to the gods rock ‘n roll”!

Zastanawiać się można jednak czy „Black Metal” to black metal. U swojego zarania Venom klasyfikowany był to tak zwanej New Wave Of British Heavy Metal. Gatunek, u którego podwalin stały takie zespoły jak Saxon i Iron Maiden, nie był jednak adekwatny do muzyki i stylu Venom. Dla grających ciężej zespołów, mających również ostrzejszy image, zaczęto używać nazwy speed metal. Obok Venom ojcami muzyki ekstremalnej pozostają także Slayer, Sodom i Mercyful Fate, ale speed metalem nazywano również Metallicę. Sami więc zamknęli temat w 1982 roku tworząc hasło „Black Metal”. Jakby więc nie nazywać muzyki pierwszych lat działalności Venom, która dla mnie, tak naprawdę, ma najwięcej z korzeni thrash metalu, ziarno zostało zasiane.

Trzeba również zaznaczyć, że cały ten satanizm Venom był taki z przymrużeniem oka. Znaleźli niszę i swoim wizerunkiem się bawili. Nie brali swojej wojny śmiertelnie na poważnie, a raczej robili coś w rodzaju teatru. Zasiane ziarno jednak wykiełkowało, obrodziło i rozrosło się do rozmiarów daleko wykraczających poza ich ówczesne wyobrażenia, a oni sami stali się legendą i jednym z trzech najważniejszych zespołów w historii muzyki metalowej, zaraz za Black Sabbath i Slayer.

Venom jest jednym z najczęściej coverowanych zespołów w historii. Wątpię, żeby na „Black Metal” znajdował się choć jeden utwór nie mający kilku swoich adaptacji, ale oczywiście na absolutny top wysuwają się tu dwa ponadczasowe przeboje „Black Metal” i „Countess Bathory”. Pierwszy z nich to jest hymn, absolutny kult: „Black is the night, metal we fight, power amps set to explode…” Bije z tego niesamowita prostota, pierwotność i siła przekazu, a sama końcówka z tym warczeniem jest po prostu zabójcza. Drugi to skoczny, rockowy kawałek z chwytliwym refrenem o hrabinie Elżbiecie Bathory, znanej z lubości do kąpieli w krwi dziewic, co miało jej zapewnić młodość i piękność. To też jest początek pewnej serii, bo postać hrabiny miała być prześwietlana jeszcze wielokrotnie przez zespoły metalowe.

No, ale „Black Metal” to znacznie więcej niż te dwa kawałki. Hitów jest więcej, jak choćby „To Hell And Back”, „Raise The Dead” czy „Don’t Burn The Witch”. Wszystkie te struktury są proste, wręcz banalne. Wszystkie mają dość podobne do siebie, na wpół mówione, rytmiczne zwrotki oraz zapadające w pamięci refreny. Do tego nieskomplikowane riffy, sporadycznie niezbyt wyrafinowana solówka i przepis na sukces gotowy. Podobną budowę ma inny mój faworyt „Leave Me In Hell”. Tu zwrotki są jednak bardziej szarpane i hasłowe, a refren miażdży swoją dosadnością: „I don’t want to be born”. Jest tu też całkiem ciężki fragment instrumentalny z bardziej rozbudowanymi solówkami i wyskakującym z nich: „Hail Satanic Majesties”.

Innym numerem jest natomiast „Buried Alive”. Podczas intra ma miejsce ceremonia pogrzebowa, podczas której słychać zasypującą trumnę ziemię. A potem następuje sapanie i dowiadujemy się, że w tej trumnie jest żywy człowiek, który drapie, szarpie, krzyczy, ale oczywiście bez powodzenia. Ten kawałek jest wolniejszy i mniej intensywny od pozostałych, a atmosfera grozy budowana jest za pomocą bardziej klimatycznych wokali. Wszystko to płynnie przechodzi w bardzo żywiołowy „Raise The Dead”.

Swoistym dziwolągiem jest „Teacher’s Pet”. Piosenka o uczniu zaznającym seksu z nauczycielką mało pasuje do piekielno-szatańskiej otoczki i wyłamuje się nie tylko tematyką, ale i początkiem, gdzie słyszymy przywitanie nauczycielki z klasą oraz klasowym harmidrem z gwizdami i śpiewami pod koniec.

Koniec „Black Metal” jest zapowiedzią kolejnej płyty „At War With Satan”. Jest to inwokacja z dodatkowymi szumami i odgłosami, zapowiadająca wielką wojnę. Gdy jednak zaczyna się utwór, wszystko się wycisza. Na dalszy ciąg trzeba było poczekać…

I tu powinienem kończyć. Niestety ja swoją kopię nabyłem bardzo późno przez co skazany jestem na reedycję z bonus trackami. Bonusowe kawałki to zmora, której po prosu nienawidzę. Pal licho jak są jeden lub dwa. Ale dziewięć? To jest dramat, zepsucie płyty. Dla mnie jest to egzemplarz drugiej kategorii. No, ale taki mam, więc napiszę, że znajduje się na nim jeszcze drugi „Black Metal” w szybszej wersji i inne numery ze starych czasów w wersjach radiowych czy jakichś tam innych, w tym „Bursting Out” dwa razy. Kurwa szkoda, że nie cztery.

„Black Metal” to płyta tworząca historię, obrosła kultem i zmieniająca umysły. Jest pomnikiem i kamieniem milowym metalu. A to wszystko przy dość średniej jakości samej muzyki. Jak więc widać czasem ważniejszy jest duch niż same umiejętności wirtuozerskie instrumentalistów. Dodając dobre pomysły na piosenki i trochę rozgardiaszu wokół siebie, udało się stworzyć monument, na którym wzorować się będą kolejne pokolenia, przez kolejne dziesięciolecia. I nie wydaje mi się, żeby miało się to ku końcowi...

Tracklista:

01. Black Metal
02. To Hell And Back
03. Buried Alive
04. Raise The Dead
05. Teacher’s Pet
06. Leave Me In Hell
07. Sacrifice
08. Heavens On Fire
09. Countess Bathory
10. Don't Burn The Witch
11. At War With Satan (Preview)

Wydawca: Neat Records (1982)

Ocena szkolna: 6-

Komentarz
Średnia ocena: 0
Oceny: 0
starstarstarstarstar

Podobne artykuły