Wracać wciąż do domu Le Guin
Castle Party 2018
Recenzje :

Sepultura - Kairos

Sepultura, Kairos, thrash metal, Derrick Green, punk rock, industrial, hardcore

Co by nie mówić o Sepulturze, nie da się zaprzeczyć, że stała się zespołem nieprzewidywalnym i nagrywającym bardzo różnorodne płyty. To nie jest tak, że ich historia dzieli się na dwa okresy, z czego ten drugi niepotrzebny. Każdy kolejny album ma bowiem coś do zaoferowania i każdy jest inny. Widać, że są to artyści twórczy i poszukujący i że zawsze można się od nich spodziewać nowych pomysłów oraz koncepcji. Nie inaczej jest na „Kairos”, który miał być pewnego rodzaju powrotem do źródeł. Myślę, że powiedzenie to może być na wyrost, ale niewątpliwie Sepultura znów udowodniła, że potrafi.

Przede wszystkim „Kairos” jest płytą, którą cechuje bardzo duża krzepa i świetne, głębokie brzmienie. Gitary są ciężkie i mają mocne thrashowe riffy, a perkusja jest bardzo rytmiczna z dużą ilością przejść. Mnóstwo tu kombinacyjnej gry oraz solówek i pod tym względem album jest wręcz perfekcyjny. Gniotący i techniczny, a często nawet psychodeliczny. W osiągnięciu uderzającego efektu pomaga też potężny wokal Derricka Greena. Ten jak ryknie to aż szyby w oknach drżą. Swoim stalowym głosem mógłby łyżeczki wyginać. Tak więc siła przebicia jest tu bardzo dosadna z tym, że ciężko byłoby porównywać ją do korzeni thrashu. Sepultura nie pozbyła się widocznych u niej od dawna grooveowych naleciałości, a jej muzyka wiele ma w sobie z hardcora, a nawet punka.

Ciężko też o hity. Utwory odróżniają się od siebie i mają swoje charakterystyczne frazy, ale brak w nich płynnych i chwytliwych wokaliz czy melodii. Najbardziej przebojowy jest cover Ministry „Just One Fix”. W swoich kawałkach Sepultura stawia na toporność i gęstość grania. Są one wyraziste i często wręcz piorunujące, naszpikowane intensywnym instrumentarium, ale bez silenia się na kąski przyjemne dla ucha. Nie potrafię wskazać tych wyróżniających się, a gdybym chciał wskazać te lepsze to właściwie musiałbym wymienić wszystkie.

Zupełnie inny, powolny i mocno industrialny jest za to „Structure Violence (AZZES)”. Jest to taki walec w dodatku w trzech językach. Tutaj możemy odnaleźć też tak lubiane przez zespół bębenki i dawny klimat, z którego całkowicie zrezygnowano w głównej części programu. Zastanawiające są też cztery przerywniki opatrzone liczbami, które domyślnie nasuwają się jako daty, ale z drugiej strony kto to wie. Słychać w nich jakiś jakby restauracyjny gwar, w części trzeciej z dzwonami, a na koniec jeszcze jakimś dziwnym dialogiem. Zupełnie nie wiem czemu to służy i co ma oznaczać.

Samo słowo „kairos” natomiast pochodzi z mitologii greckiej i oznacza moment zwrotny w życiu. Czas, w którym człowiek jest zmuszony do podjęcia rozstrzygających decyzji. Może „Kairos” nie jest jakimś wielkim przełomem, ale na pewno jest płytą odświeżającą wizerunek Sepultury i mogącą przysporzyć jej nowych zwolenników.

Tracklista:

01. Spectrum
02. Kairos
03. Relentless
04. 2011
05. Just One Fix (Ministry cover)
06. Dialog
07. Mask
08. 1433
09. Seethe
10. Born Strong
11. Embrace The Storm
12. 5772
13. No One Will Stand
14. Structure Violence (Azzes)
15. 4648

Wydawca: Nuclear Blast (2011)

Ocena szkolna: 4+

Komentarz
Średnia ocena: 0
Oceny: 0
starstarstarstarstar

Podobne artykuły