Castle Party 2018
Ohlsson
Felietony :

Luty, luty ty ch...

Święta Trójca zeszła w lutym na ziemię, aby po dość marnym styczniu poszukać czegoś sycącego. Niby w dalszym ciągu zima, ale ziemia obrodziła w wydawnictwa muzyczne. Wyszło sporo ciekawych rzeczy - jedni zawiedli, inni zaskoczyli, ale jedno jest pewne - pomimo kilku naprawdę bardzo dobrych płytek nie było żadnej, którą możnaby nazwać wybitną. Długo trwały spory co do tego, co jest lepsze - twardy orzech do zgryzienia dał swoim fanom Psyopus, Obscura zaprezentowała perfekcyjne, ale trochę wtórne granie, Ensoph czarował pomysłami, ale to było dość jednorodne, zaś Project Pitchfork stworzył na nowym krążku niemal progressive electro. Po zaciekłych dyskusjach doszliśmy do consensusu, ale żeby nie zdradzać tajemnicy zapraszamy do lektury. Oto lista skazanych w lutym.
METAL:

16 - Brigdes To Burn (Relapse Records)
Ale bieda. Ni to sludge, ni to hardcore - mało się tu dzieje, niewiele jest urozmaiceń, a i głębi też próżno się doszukiwać. Choć materiał nie jest źle zagrany, to wieje od niego nudą. Rekomendacji brak.
Ocena: 4/10

Absu - Absu (Candlelight Records)
Osiem lat czekania poszło na marne. Absu nagrało album bardzo sterylny, a przez to pozbawiony klimatu. Choć instrumentalnie poprawny, to niewiele jest tu urozmaiceń, utwory są do siebie podobne i trochę wieje monotonią. Tu i ówdzie pojawia się solo gitarowe czy nawet klawiszowe, ale te zmiany raczej nie  przedstawiają się in plus.
Ocena: 5/10

Blut Aus Nord - Memoria Vetusta II: Dialogue With The Stars (Candlelight Records)
Kontynuacja płyty z 1996 roku. Po słabym "Odinist" Francuzi powrócili z kawałem dobrego black metalu. Choć nie tak odkrywczy jak "MoRT", to znajdziemy tu trochę więcej przestrzeni i harmonii, a mniej schizujących dźwięków. Całość jest jednak bardzo zimna i bezduszna, do czego zresztą zespół nas przyzwyczaił. Niezłe wydawnictwo, ale raczej się do niego nie wraca.
Ocena: 6/10

Cannibal Corpse - Evisceration Plague (Metal Blade Records)
Niby Kanibale na każdym albumie grają tak samo, ale tym razem coś się tu ruszyło. Więcej thrashu w gitarach i chwytliwe zmiany tempa sprawiają, że formacja nagrała jeden z najlepszych, a na pewno najbardziej zapadający w pamięć album. Kawał naprawdę dobrze zrobionej rąbanki z potężną dawką energii! Ameryki nie odkrywają, ale album na pewno dobry.
Ocena: 7/10

Cemetery Of Scream - Frozen images (Metal Mind Productions)
Czołowi polscy doom metalowcy wracają z kolejnym albumem. Nie ma tu nic odkrywczego, za to jest bardzo nudno. Trochę symfonicznych brzmień, trochę liryzmu - wszystko obić o kant dupy, bo słuchacz umiera z nudów.
Ocena: 4/10

Elite - We Own The Mountains (Folter Records)
Buńczuczna nazwa zespołu, ale gówno z tego wynika - "We Own The Mountains" bardziej przypomina Dissection dla ubogich niż epicki death/black. Już przy drugim utworze miałem dość, dotrwałem do piątego kawałka i wyłączyłem. Kolejnych pięciu nie znam. Męczące, jałowe kompozycje choć poprawnie zagrane, to skutecznie zniechęcają do odsłuchu. Wybitnie irytujący album.
Ocena: 2/10

Ensoph - Rex Mundi X-Ile (Cruz Del Sur Music)
Podobno włoska elektronika jest słaba, ale jak słucham takich płyt jak najnowsze działo Ensoph to zaczynam powątpiewać w ten stereotyp. Grupa odważnie łączy black i gothic metal  z muzyką elektroniczną, z naciskiem na industrial. Całość natomiast jest polana pysznym awangardowym sosem. Dobry poziom wykonawczy, bardzo ciekawe pomysły, spora dawka czadu oraz odrobina melodii. Wymagające, ale godne zakupu wydawnictwo.
Ocena: 8/10

Ephel Duath - Through My Dog's Eyes (Earache Records)
Ephel Duath oczarował świat wydanym w 2003 roku "Painter's Palette". Od tego czasu nie może przeskoczyć ustawionej przez siebie poprzeczki, a najnowszy album potwierdza niemoc twórczą grupy. Jak na awangardę to mocno trąci ona przewidywalnością i wtórnością. I do tego te durne teksty. Nudny i rozczarowujący materiał.
Ocena: 4/10

Fen - The Malediction Fields (Code666/Aural Music)
Brytole debiutują albumem, na którym ścierają się wpływy Negura Bunget, Wolves In The Throne Room, Opeth, Neurosis i Agalloch. Połączenie ciekawe, ale wszystko już było. Do tego Fen raczej nie elektryzuje słuchacza tym co tworzy. Poprawne.
Ocena: 6/10

Giant Squid - The Ichthyologist (płyta wydana przez zespół)
"The Ichthyologist" to limitowany do 100 sztuk album, wydany przez zespół. Znajdziemy tu całą paletę elementów stoner rockowych, sludge metalowych, smooth jazzowych czy nawet progresywnych. Całość układa się w piękny, pełen delikatnych harmonii album, który niejednemu sprawi przyjemność. Szkoda, że póki co album nie ma szansy trafić do szerszego grona słuchaczy, bo jest tego wart.
Ocena: 7/10

In Fear And Faith - Your World On Fire (Rise Records)
Piracki metalcore? A jednak możliwe, za sprawą debiutującego In Fear And Faith. Od strony instrumentalnej album co najwyżej poprawny, bez jakichkolwiek fajerwerków, ale za to z dobrą warstwą wokalną. Jako całość jednak materiał jest zbyt mało urozmaicony i zbyt mało się dzieje, żeby zwrócić na niego uwagę.
Ocena: 4/10

Lamb Of God - Wrath (Epic/Roadrunner Records)
Miało być inaczej, a wyszło w sumie tak jak zawsze. Lamb of God dostarczył porcje solidnego metalcore'u, momentami naprawdę interesującego, ale niestety pozbawionego świeżości. Sterylne brzmienie oraz wtórność wielu pomysłów nakazuje stawiać ten album zdecydowanie niżej niż "Sacrament". Do tego perkusja brzmi jak śmietnik. Wydawnictwo choć nie złe, to poniżej oczekiwań.
Ocena: 5/10

Obscura - Cosmogenesis (Relapse Records)
Skład naszpikowany gwiazdami - byli muzycy Necrophagist i Pestilence raczej są gwarancją jakości. "Cosmogenesis" to kawał fantastycznie zagranego death metalu będący czymś pomiędzy... Necrophagist a Death z okresu "Symbolic". Dzieje się tu naprawdę bardzo dużo, że momentami ciężko to ogarnąć. Nie wszystko zapada w pamięć i to też jest chyba największym felerem. Odkrywcze granie to nie jest, ale z pełną świadomością stwierdzam, że po za ostatnim albumie Cynic nie przypominam sobie tak dobrego deathmetalowego wydawnictwa, które łączy w sobie old-school, new-school i jednocześnie nie wchodzi na poletko core'owe.
Ocena: 8/10

Psyopus - Odd Senses (Metal Blade Records)
Ciężki orzech do zgryzienia. Zamiast przełamywać granice muzycznego absurdu Psyopus nagrał całkiem sensowny, ale wciąż monstrualnie techniczny album. Zabrakło może dzikości znanej z poprzednich płyt, ale chyba raczej należy się cieszyć z ludzkiego oblicza tego zespołu. Tym bardziej, że materiał jest bardzo urozmaicony.
Ocena: 8/10

Pure Reason Revolution - Amor Vincit Omnia (Phantom Sound & Vision)
Albo koniec utalentowanego zespołu, albo bardzo nieudany eksperyment. Grupa mocno poszła w elektronikę, zestawiając ją z cięższymi riffami, ale niestety sposób jej wykorzystania w 90% woła o pomstę do nieba. Dodatkowo wokalnie i melodyjnie jest to większa "gejownia" niż Backstreet Boys czy Savage Garden. Jedyny plus, to wieńczący płytę "AVO". Reszta katastrofa!
Ocena: 3/10

Satellite - Nostalgia (Metal Mind Records)
Satellite na najnowszym krążku dalej hołduje twórczości Pendragon i Collage. Przyjemne, delikatne, jest trochę miłych dla ucha melodii, ale przecież to wszystko już było. Ocena: 6/10

Sólstafir - Köld (Spikefarm Records)
Islandczycy po raz kolejny próbują przesunąć granicę black metalu i robią to coraz odważniej. Znaczące wpływy post-rocka, punka i sludge metalu sprawiły, że blacku jako takiego jest tu jak na lekarstwo. Sólstafir potrafi wykreować przytłaczający klimat i poruszyć słuchacza. Szkoda tylko, że przy tak długich utworach jest trochę za mało urozmaiceń. Tak czy owak - album dobry i kreatywny.
Ocena: 7/10

SuidAkrA - Crógatch (SPV Records)
SuidAkrA swoim melodyjnym death/folkiem Ameryki nie odkrywa, gdyż już nie raz nagrywała podobne albumy. W dalszym ciągu jednak z tej muzyki bije ogromna świeżość i naprawdę dobre wykonanie. Nie inaczej jest z "Crogatch" - wrażenia jak najbardziej pozytywne. Kto lubił poprzednie płyty Niemców ten polubi i to wydawnictwo.
Ocena: 7/10

The Axis Of Perdition - Urfe (Code 666 Records)
Jeszcze nie tak dawno uchodzili za objawienie sceny metalowej, gdzie łącząc black metal z industrialem udało im się stworzyć co najmniej dwa intrygujące, pełne emocji dzieła. Teraz wypuszczają dwupłytowy concept-album opowiadający historię tytułowego bohatera. Szkoda tylko, że z muzyką ma to niewiele wspólnego, bo mówiony tekst na tle miernego, ambientowego tła ciężko jest uznać za coś wartościowego.
Ocena: 2/10

Trepalium - XIII (Season Of Mist)
Francuzi zawsze myślą, że są najlepsi, dlatego "XIII" ukazała się tylko we Francji i krajach Beneluxu. I bardzo dobrze, bo choć Trepalium nagrało poprawny album to o wiele mniej ciekawy od poprzedniego wydawnictwa. Techniczny, ale zbyt zachowawczy death metal z typowym dla francuskiej sceny krzyczanym growlingiem. Nic specjalnego.
Ocena: 6/10

Unlight - Death Consecrates With Blood (Massacre Records)
Niemiecki black metal, na przyzwoitym poziomie. Słychać tutaj wpływy starego Absu, choć nie jest to tak klimatyczne granie. Zapewne Unlight nie przebije się do pierwszej ligi, ale nie widzę tu żadnych powodów, aby poddać ten album większej krytyce. Poprawny, trochę monotonny i wtórny, ale bez większych felerów.
Ocena: 5/10

Wolves In The Throne Room - Malevolent Grain (EP) (Southern Lord Records)
Po dwóch bardzo obiecujących albumach WITTR wracają z 2-utworową EPką, która nadszarpuje ich wizerunek. Muzyka mieści się w kanonach surowego, niespecjalnie urozmaiconego black metalu, ale 13 i 10 spędzone z kolejnymi utworami raczej usypia niż robi wrażenie. Dodam, że nie ma tu skrzeku, a jedynie w pierwszym utworze za mikrofonem lasencja dostaje zapaści, bo drugi kawałek jest niemal w całości instrumentalny. Nuda, złe brzmienie i rozczarowanie.
Ocena: 3/10

ROCK:

Armia - Der Prozess (ISound Studio)
Budzyński powraca z nowym albumem. Po małym romansie z cięższym graniem mamy powrót do bardziej punkowych brzmień poprzeplatanych dęciakami, hardcorem czy nieco bardziej atmosferycznym rockiem. I wszystko byłoby cacy, gdyby nie to, że płyta jest bardzo nierówna - obok świetnych numerów są słabiutkie, momentami jest okropnie wtórna, a kończąc się utworem "Underground" kończy jak Leszek Miller - jak nagi król.
Ocena: 4/10 (Harlequin)

Epochate - Chronicles Of A Dying Era (Subsound Records)
Niespodziewana eksplozja popularności włoskiego zespołu Dope Stars Inc. przyniosła u wokalisty ślepą wiarę we własne możliwości. Jeżeli dziewięć nieróżniących się od siebie industrial rockowych kawałków z nadętymi, symfonicznymi orkiestracjami to wszystko na co stać Victora Love to przed nim jeszcze daleka droga do solowej doskonałości.
Ocena: 6/10 (Void)

Jesus And The Gurus - Blood, Sweat And Tears (Black Rain)
Tria Jesus And The Gurus samozwańczo tytułującego siebie "dumą Czekoladowej Krainy" rzeczywiście Szwajcaria wstydzić się nie powinna. Na czwartym albumie, "Blood, Sweat And Tears", muzycy w jeszcze bardziej racjonalny sposób wykorzystali swoją muzykę do walki z totalitaryzmem, głupotą, polityką, religią, psychiczną i fizyczną przemocą, znęcaniem się oraz pedofilią. Garść surowej krytyki, twarde uderzenie cynizmu, proroctwa XXI wieku przy wtórze militarno/industrialnego rocka w proporcjach, które nie narażą ich na zamknięcie w szufladzie z Laibachem i Rammsteinem w środku. Zdecydowanie najlepsza płyta w 15-letniej karierze grupy.
Ocena: 7/10 (Void)

John Frusciante - The Empyrean (Records Collection Music)
Nigdy nie słyszałem solowych dokonań gitarzysty Red Hot Chili Peppers, ale muszę przyznać, że "The Empyrean" to kawał bardzo dobrej subtelnej muzyki z pięknymi melodiami, mocnym basem i sporą dawką typowego dla Frusciante gitarowego grania naszpikowanego slide'ami. Może nie jest to dzieło wybitne, ale warto posłuchać.
Ocena: 7/10 (Harlequin)

Sensor - Naked (Intuition)
Wszystkie dźwięki tworzące całość debiutu grupy Sensor już słyszeliśmy. I właśnie to - absurdalnie - jest w albumie "Naked" najprzyjemniejsze. W dobie kreowania się na kolejny klon Joy Division, U2 czy The Cure sklejka melodii z wysłużonych kaset magnetofonowych czy winyli Frankie Goes To Hollywood, INXS, Simple Minds czy Duran Duran daje jedną z najciekawszych płyt rockowych "made in Russia". A, że brakuje tu miejsca na własną tożsamość... Płyta-zbawienie dla wielbicieli pokrytego pajęczynką pop-rocka lat 80.
Ocena: 7/10 (Void)

Sholi - Sholi (Quarterstick)
Wow! Sholi to indie-rockowa formacja, która w swojej muzyce przemyca elementy awangardy i jazzu. Muzycy operują świetnym warsztatem instrumentalnym oraz potrafią stworzyć bardzo intymną atmosferę. Słychać tu echa muzyki początku lat 70-tych jak i ery punka i post-punka początku lat 80-tych. Wspaniały debiut!
Ocena: 8/10 (Harlequin)

The House Of Usher - Angst
Jedno z wielu wyjść awaryjnych dla fanów Ikon czy brytyjskiego The Mission zaniepokojonych wybiegającymi daleko w przyszłość emerytalnymi planami ekipy Wayne'a Hussey'a. Ospałe rockowo gotyckie kompozycje w nihilistycznie dołującej otoczce, minorowym tempie i wokalistą bez werwy wyśpiewującym kolejne wersy czyli sztandarowy przykład grupy z drugiej generacji i (niestety) ligi niemieckich zespołów gotyckich.
Ocena: 6/10 (Void)

The Pussybats - Famous Last Songs (Black Rain Records)
The Pussybats to jeden z wielu zespołów z serii: kochaj albo rzuć. Dla jednych debiutancki album niemieckiego kwartetu może okazać się idealnym, dźwiękowym uzupełnieniem spowitych światłem świec świątyń "gotyckich" dla innych kolejnym wrzodem na dupie i argumentem potwierdzającym zasadę, że mimo strojenia groźnych min, całkiem poważnego i emocjonalnego podejścia do swojej twórczości zespoły z tej rodziny osiągają odwrotne skutki. Pozycja pożądana w playlistach fanów grup glam/goth'n'roll - The 69 Eyes, Jesus On Extasy czy HIM.
Ocena: 6/10 (Void)

U2 - No Line On The Horizon (Interscope)
Fanem U2 nigdy nie byłem, ale doceniam nowe spojrzenie na muzykę, jakie przyniosły "The Joshua Tree" czy "Achtung Baby". Tutaj mam wrażenie, że U2 chce uciec od swojego stylu. Zamiast jednak powiewu świeżości wszystko sprawia wrażenie zrobionego na siłę. Tym razem dostaliśmy utwory spokojniejsze, mniej dynamiczne. Płyta słaba, w tym wcieleniu Bono i spółka nie spełniają moich oczekiwań.
Ocena: 4/10 (Harlequin)

Velvet - Modern Life (nieznany)
Niemiecki zespół Velvet z łatwością wstrzelił się kilka lat temu w rozbity gdzieś pośrodku lasu obóz koczowniczy folkowych pieśniarzy i bajkowych stworzeń. Kluczem do sukcesu była udana dźwiękowa adaptacja książki "The Book Of Eden" Kai'a Meyersa. Na drugim albumie septet zrezygnował jednak z literackiego flirtu i jakiegokolwiek konceptu, czego efektem jest 11 porozrzucanych kompozycji stylizowanych na starodawne, folkowe pieśni pobudzane nowoczesnymi trip-popowymi beatami. Zwolennicy tradycyjnego folku mogą kręcić nosem.
Ocena: 6/10 (Void)

ELECTRO:

Assemblage 23 - Early, Rare, And Unreleased: Volume 2 (3db Records)
Dla tych, którym twórczość Assemblage 23 była do tej pory obca, "Early, Rare, And Unreleased" wydaje się być idealną propozycją do rozpoczęcia podróży po niemałej dyskografii projektu Toma Sheara. Ponad 50-minut materiału obfitującego w niepublikowane wcześniej nagrania-rarytasy z czasów młodzieńczych szaleństw brytyjskiego DJa. Dla fanów rzecz konieczna, inni śmiało mogą odpuścić.
Ocena: 7/10 (Void)

Blutengel - Schwarzes Eis (Out Of Line)
Po co zmieniać coś co sprawdzało się przez lata? - pewnie to retoryczne pytanie niejednokrotnie zadawał sobie Chris Pohl klecąc nagrania do kolejnego, premierowego albumu Blutengel -  "Schwarzes Eis" (Czarny Lód) - zestawu aż 33 (!) niezbyt wymagających i nienaruszających starań zespołu kompozycji o dobrze znanych lekkich liniach basowych, rytmicznym tempie i przydługich podchodach do ekstatycznych finałów. Działaniem mającym odwrócić uwagę fanów od tego założenia miał być pierwszy w historii bonusowy album instrumentalny, jednak i on nie zawyża ogólnej oceny całości. W ogólnym rozrachunku "Schwarzes Eis" zostawia po sobie ciemną kałużę pretensjonalności i schematyczności przez co trzypłytowy album szybko rozpływa się w pamięci nie pozostawiając po sobie najmniejszego śladu.
Ocena: 6/10 (verdammt)

Digital Factor - Look Back To Go Forward (Prussia Records)
"Nowa płyta będzie na pewno głośniejsza. Podczas dwuletniej pracy nad materiałem skierowaliśmy kurs na trudniejsze i bardziej hałaśliwe electro" - tak jeszcze kilka tygodni przed premierą swój nowy album zachwalali muzycy Digital Factor. Problem w tym, że niemieckie trio nie po raz pierwszy składa fanom obietnice, których regularnie nie dotrzymuje. Na "Look Back To Go Forward" zespół ponownie katuje słuchacza rutyniarskim EBM/electro/dark popem nie dostrzegając zupełnie postępów i możliwości współczesnej elektroniki. Do szybkiego zapomnienia.
Ocena: 5/10 (Void)

Eisenfunk - Schmerzfrequenz (Danse Macabre Records)
Z projektem Eisenfunk jest jak z potworem z Loch Ness. Niby istnieje ale jakoś nikt szczególnie nie dostrzegł jego obecności. Przypuszczam, że trzeci album niemieckiego tria - "Schmerzfrequenz" raczej nie przyniesie w tej materii zbytnich zmian. Electro/industrial dla niewymagających.
Ocena: 6/10 (Void)

Emmon - Wandering Closet (Wonderland Records)
Ciekawa i kusząca propozycja dla (zwłaszcza męskiego) grona fanów wypatrujących wywierającego silne wrażenie projektu electro/synthpopowego z charyzmatyczną damą na wokalu. Piękne melodie, genialne połączenie poszczególnych elementów w jedną, należytą całość i ogromne napięcie towarzyszące do samego końca dają pierwszy w tym roku najbardziej złożony i zróżnicowany album eksportowy ze Skandynawii.
Ocena: 8/10 (verdammt)

Mona Mur & En Esch - 120 Tage The Fine Art Of Beauty And Violence (Pale Music International)
Czy ograniczona czasowo i objętościowo płyta CD (sztuk jeden) to nie za ciasne miejsce dla dwojga? Album "120 Tage The Fine Art Of Beauty And Violence", pierworodne dziecko En Escha i Mona Mur (nietuzinkowych postaci germańskiej nowej fali), pokazuje, że nie. Uwodzicielska harmonia, wzajemne dopełnianie się wokalne (z jednej strony kobieca emfaza, z drugiej samcze melodeklamacje) i muzyczne składa się na estetyczną i zgraną całość odzianą w kuszącą, awangardowo-teatralną stylistykę. Warto.
Ocena: 8/10 (Void)

Noisuf-X - Voodoo Ritual (ProNoize)
O ile pierwszy z projektów Jana Lehmkämpera - X-Fusion doczekał się w swojej działalności aż siedmiu płyt (dodam przeciętnych i mało odkrywczych) drugi - Noisuf-X, jakby bardziej niedoceniany i zaniedbywany cierpliwie czekał na swoją kolej i uzupełnienie ubogiej płytoteki (dotychczas dwa albumy). Opłaciło się. "Voodoo Ritual" to zdecydowanie najlepszy i najbardziej zróżnicowany album nie tyle w żywocie Noisuf-X co w całej długiej bytności DJa Jana L. na klubowych parkietach. Na materiale prócz znerwicowanych beatów złośliwie podkręcających potencjometry na maksimum warunki dyktują również przemyślane i rozmaite struktury EBM, industrialu i techno czyniące materiał solidnie i logicznie poskładanym. Choć płyta nie wpuszcza na electro/industrial/noisowe podwórko powiewu świeżości buduje silną pozycję DJa Jana L. z wzorową konsekwencją sterującego karierą na dwa fronty.
Ocena: 7/10 (Void)

Obszön Geschöpf - Erection Body Mutilated (BLC Productions)
Obszön Geschöpf to jeden z tych projektów, które swoim imagem (w tym przypadku zimno-krwisty clown w niewymiarowych ciuchach) odwraca uwagę od tekstów i muzyki. Może to i dobrze. Bo czego wyjątkowego można spodziewać się po utworach, które lirycznie sprowadzają się do niezdrowej fascynacji mocno zdewaluowanymi w dzisiejszych czasach i nie wstrząsającymi tak jak dawniej terminami (anty-religia, perwersyjny seks, wampiryzm, mrok, śmierć) a muzycznie (electro/industrialny rock/metal?) prezentują formę co najwyżej średnią?
Ocena: 5/10 (Void)

Proyecto Crisis - Made In Chile (DSBP Records)
Okazuje się, że osadzenie gatunku harsh electro w realiach południowo amerykańskich slumsów nie było jednorazowym przypadkiem a raczej zakrojonym na szerszą skalę procederem za którego pośrednictwem regularnie zalewani jesteśmy kolejnymi klonami kynologicznego duetu Hocico itp. Potwierdzeniem moim obaw niech będzie debiutujący pełnym albumem Proyecto Crisis - damsko-męski duet próbujący zbić kapitał na pomysłach starszych kolegów z branży. Na "Made In Chile" aż roi się od żonglerki gatunkowymi stereotypami - tematyka nie odbiegająca od ogólnie przyjętych standardów (anty-hasła dla zbuntowanych), otępiająca lawina przewidywalnych akordów i beatów to tylko niektóre z zarzutów. Śmiało można sobie darować.
Ocena: 3/10 (Void)

Seabound - When Black Beats Blue (Metropolis Records)
Remiksy mają tyle samo zwolenników, co przeciwników. Jedni uważają je za konieczność, drudzy zaś za zbyteczny produkt. Tym razem walkę wygrywają ci pierwsi. "When Black Beats Blue" to jeden z najlepszych albumów z remiksami ostatnich lat. Na płycie słowo "remiks" nabiera nowego znaczenia. Nie otrzymujemy tu utworów w przyjętej powszechnie dla remiksu formie: wyklejanki bez przerwy powtarzanych sekwencji dźwiękowych i wersów, lecz kompozycje z zaskakującymi zawiłymi warstwami dźwiękowymi, kompleksowymi wariacjami i bogatymi strukturami aranżacyjnymi, które czynią z nich całkiem nową jakość - pełnoprawne i wartościowe utwory. Gorąco polecam.
Ocena: 8/10 (verdammt)

Stendeck - Sonnambula (Tympanik Audio)
Amerykańska wytwórnia Tympanik Audio nie przestaje zaskakiwać. Po ubiegłorocznym rewelacyjnym albumie nowojorskiego Totakeke "eLekatota: The Other Side Of The Tracks", label wydał właśnie kolejny, klasowy krążek z półki ilustracyjnej elektroniki - "Sonnambula" szwajcarskiego projektu Alessandro Zampieriego, Stendeck. Jego czwarta płyta to 17-częściowa podróż wgłąb emocjonalnych stanów i doświadczeń człowieka w formie impresji dźwiękowych będących składnią ambientu, IDM i rytmicznego noise'u. Polecam.
Ocena: 8/10 (Void)

Supreme Court - Keep Calm + Carry On (Infacted Recordings)
Kay Härtel, siła napędowa turbiny Supreme Court, już poprzednim albumem "Hypocrites+Saints" udowodnił, że zarówno sukces krążka jak i triumfy formacji Davantage, w której udzielał się do 2004 roku, nie były dziełem przypadku a ogromnym, śmiało eksponowanym transparentem z napisem "talent". Nowy, trzeci krążek saksońskiego duetu - "Keep Calm And Carry On" nagrywany przy obecności Kolja Trelle z Somana i przy wsparciu Feindflug i Clausa Larsena z Leaether Strip choć nie wstrząsa już jak poprzedniczka (do wysokiej formy projektu zdążyłam przecież przywyknąć) udziela słuchaczom kolejnego przemyślanego i szczodrego w powikłane aranże bodźca w wydaniu EBM/dark electro/industrial.
Ocena: 8/10 (verdammt)

Synapscape - Again (Ant-Zen)
Dwoje niepozornych DJów - Tim Kniep i Philipp Münch po raz kolejny wytacza działa przeciwko nieznośnej dla nich ciszy. Multum stymulujących bitów, nieopanowana tonacja, jazgot, dźwiękowy zamęt i aranżacje w stanie całkowitego bezładu + całkowita rezygnacja z surowości na rzecz oszlifowanej produkcji z atmosferą i industrialną rytmiką jako wartością samą w sobie. Synapcape wciąż na piedestale power/rhythm noise'u.
Ocena: 8/10 (Void)

The Prodigy - Invaders Must Die (Take Me To The Hospital)
Wydawałoby się, że trójkąt Liam Howlett, Keith Flint i Maxim Reality odpowiedzialny za tłuste lata w obozie The Prodigy to gwarancja sukcesu. Wydawałoby się, że schowanie niezdrowych ambicji i wieloletnich animozji w kieszeń i ponowne zejście się muzyków zagwarantuje płytę pełną nowych pomysłów, melodii i energii pierwszej świeżości. Niestety, "Invaders Must Die" cieszy połowicznie - to krążek niekoniecznie gorszy od poprzedników, ale też nie do końca taki, jakiego się spodziewaliśmy. Dzieje się tu sporo, ale niewiele z tego wynika. "Invaders Must Die" - miks nieokiełznanego "Music For The Jilted Generation" z kompilatorskim "The Fat Of The Land" - należy traktować raczej w kategoriach udanej powtórki z rozrywki.
Ocena: 8/10 (Void)

[x]-Rx - Stage2 (ProNoize)
Ich debiut "Unmoglich Erregend" spotkał się z niespodziewanie entuzjastycznym przyjęciem elektronicznego audytorium. Czar pryska kiedy dodam, iż odbiorcami pierwszej płyty projektu byli w większości niezbyt wymagający słuchacze, którym do szczęścia i muzycznej ekstazy wystarczył jedynie techno beat i powtarzane w kółko trance'owe sekwencje. Drugi album "Stage2" nie wnosi do wizerunku DJskiego duetu z Niemiec żadnych zmian - 15 kawałków osadzonych w stylistyce (i tu wyliczanka) hardcore/industrial/noise/techno (uf...) żywcem przekalkowanych z pierwszego krążka. Zero innowacji, zero rewelacji.
Ocena: 5/10 (Void)

Zeromancer - Sinners International (Trisol Records)
Muzycy Zeromancer zrozumieli wreszcie, że nagrywanie płyt nie powinno redukować się jedynie do kopiowania poprzednich. Alex Moklebust i spółka zamienili więc drętwe electro/industrial metalowe przeboje na wielopłaszczyznowe rockowe kawałki w których ciężar albumu spoczywa głównie na barkach industrialnych beatów i strunach kąsających gitar. Zmiana na lepsze? Zdecydowanie tak, ale że kazali czekać na to aż 6 lat to lekka zuchwałość.
Ocena: 8/10 (Void)

PŁYTA MIESIĄCA:











Project Pitchfork - Dream, Tiresias! (Prussia Records)

Nigdy nie byłem fanem Pitchforków. Nigdy nie podobało mi się ich poczucie melodii. Tymczasem najnowsza propozycja Niemców to kawał bardzo ambitnej elektroniki, gdzie dotychczasowy styl grupy został mocno rozbudowany o alternatywne style electro dając w efekcie jeden z ambitniejszych albumów na tej scenie w ostatnich latach. Choć te melodie w dalszym ciągu mnie nie porywają, to nie sposób się nudzić przy tych dźwiękach, bo dzieje się tu tyle, że kilka wieczorów zostanie zarwanych przy "Dream, Tiresias!"
Ocena: 8/10 (Harlequin)

Project Pitchfork - Dream, Tiresias! (Prussia Records)
Zgrabne melodie, spójny klimat, ciekawe aranżacje to tylko niektóre z zalet nowej płyty niemieckiego Project Pitchfork. "Dream, Tiresias" to godzina muzyki, w której widać jakiś całościowy zamysł - 10 kompozycji związanych tytułowym sennym węzłem konceptualnym, łączącym należytą przebojowość z silną, ale niezbyt inwazyjną linią basu. To nowoczesne, elektroniczne melodie oraz typowy szorstki i przesterowany wokal. Po krótkim i niezbyt udanym romansie z gitarą i perkusją z poprzedniej płyty nie ma już śladu. Na ogólną ocenę płyty wpływa również długość albumu. Nie jest tak, jak to było w przypadku chociażby "Inferno", "Kaskade", gdzie zabieg ten raził i można było się obejść bez niektórych kawałków. Spilles pewnym i solidnym krokiem przechadza się po, wydawałoby się ulotnych tematach - jawie i śnie, dając słuchaczom niezapomnianą i zdecydowanie najbardziej pamiętną muzyczną podróż spośród wszystkich dotychczasowych.
Ocena: 9/10 (verdammt)

Podsumowanie miesiąca zredagowali: verdammt, Void, Harlequin
Komentarze
mefir : płyta 'tego' słabego miesiąca: Ensoph - Rex Mundi X-Ile (Cruz Del Sur Mu...
minawi : Nie no albumik bardzo przyjemny :) i ten bas :) przesłuchałam frós...
verdammt : Słaby miesiąc, zarówno w metalu jak i elektronice. Z przyjemnością wr...
Średnia ocena: 0
Oceny: 0
starstarstarstarstar

Podobne artykuły