Furia - Księżyc Milczy Luty
Ohlsson
Castle Party 2018
Recenzje :

Furia - Księżyc Milczy Luty

Księżyc Milczy Luty, Furia, post black metal, Nihil, black metal

„Księżyc Milczy Luty”. Już sam tytuł jest zastanawiający. No bo kto milczy, księżyc czy luty? Gdzieś tam powinna być chyba kropka. Ale nie ma. I ciężko też mówić, że coś powinno, bo tutaj nic nie jest takie jak powinno. Furia po raz kolejny wydała album intrygujący, zagadkowy i wymykający się wszelkim konwencjom. A więc czekajmy do nocy i milczmy, wtapiając się w mrok post black metalowej melancholii.

 

W odpowiednim wejściu w klimat płyty pomaga też okładka. Nie tylko ta czołowa, ale w całym zestawie mrocznych i tajemniczych grafik z książeczki. Wszystko jest rozmazane, niewyraźne, zacienione i uchwycone we fragmentarycznym kontekście. To samo jest z tekstami. Są krótkie, ukazują pewną myśl, rzucają pryzmat, odkrywają stan uczuciowy, gmatwają się w strzępach i nie przekazują treści. Są twórcze, działające na wyobraźnię, wzbudzające emocje, ale puste. Czuć w nich dekadentyzm i katastrofizm. Dokładnie tak jak w muzyce. Do tego dochodzą, nie pierwsze już, w ich wykonaniu, odniesienia do rodzimej śląskiej ziemi. Już na samym początku znajdujemy się „miedzy Wełnowcem, a Siemianowicami”. „Przez ogród zamknięty”. Aż strach pomyśleć co to może być za ogród. Czarny, węglowy, zadymiony. „Za ćmą, w dym”. Wszystko to jest duszne, ciężkie w atmosferze, wprowadzające nastrój przygnębienia. To samo w ostatnim „Zwykłe Czary Wieją” gdzie ni stąd ni zowąd pojawiają się Katowice i huta Laura, huta Luna.

Furia odchodzi daleko od korzeni black metalu. Wprost rozpływa się w depresyjnym otumanieniu, tworząc rozległe i wolne, psychodeliczne dźwięki. Pod koniec „Grzej” są nawet dość długie fragmenty ciszy. Jakby dające czas na zastanowienie i przetrawienie tego wszystkiego. Wydawałoby się, że to koniec, ale nie. Do końca trzeba jeszcze poczekać. Nie do przecenienia jest tez rola basu. W tej wolnej tonacji jego rytmika sprawdza się doskonale, a każde uderzenie jest jak trzęsienie ziemi. Ten bas, aż czuć w sercu jak dudni, a często odpowiada też za tłustą melodykę. W ogóle cała muzyka jest bardzo selektywna i wszystkie instrumenty są dobrze wyeksponowane. Mają swój pogłos i ściśle określoną rolę w konstrukcji utworów.

Ale Furia też przyspiesza. Narasta. Wznosi się i potężnieje. Wzmaga się jak wicher i rozkręca do szaleńczej trąby powietrznej. Wciąż w oparze czarnej szarości, z przytłumionym brzmieniem, ale porywa. Wciąga w wir koszmarnych wrażeń i rozpala żar otępiałych namiętności. Te momenty kulminacyjnego uniesienia są kwintesencją tego albumu. Pięknie czuć to w „Zabieraj Łapska”: „Wstawać trupy, koniec spania!”. Oczywiście wszystko to miesza się ze sobą, przechodzi płynnie z jednego stanu w drugi, stanowi nieregularną sinusoidę doznań. Świetnie obrazuje to już sam początek i cały „Za Ćmą, W Dym”, albo pulsujący zmiennością „Tam Jest Tu”.

Do tych wszystkich scenografii dobrane są odpowiednie wokale. Nihil zmienia je w zależności od potrzeb, ale najbardziej chciałbym zwrócić uwagę na spokojne deklamacje. Są rewelacyjne. „Sam w siebie patrzę z daleka”. Już wolniej się nie da, ale ile w tym głębi, ile obrazowości, jakie emocje. Mistrzostwo, podobnie jak początek "Zabieraj Łapska”, albo wspomniane już przejście przez ogród w Siemianowicach. Są też wręcz skrzeczące deklamacje, bo zwrotki w „Ciało” czy „Zwykłe Czary Wieją” to jest taka czarna poezja.

„Księżyc Milczy Luty” to bogata ruda drogocennego kruszcu, wykopana spod hałdy i oprawiona w zimne ramy. Jest skarbem wydobytym na powierzchnię. Nielśniącym, z pozoru nie przyciągającym uwagi. Wielu go nie zauważy, przejdzie obojętnie. Nie bądźcie wśród nich.

 

Tracklista:

01. Za Ćmą, W Dym
02. Ciało
03. Tam Jest Tu
04. Grzej
05. Zabieraj Łapska
06. Zwykłe Czary Wieją

Wydawca: Pagan Records (2016)

Ocena szkolna: 5

Komentarz
Średnia ocena: 0
Oceny: 0
starstarstarstarstar

Podobne artykuły