Castle Party 2020
Wracać wciąż do domu Le Guin
Recenzje :

Korum - Son Of The Breed

Gdy czytuję recenzje na zagranicznych portalach, że jakas formacja gra ultratechniczny death metal w stylu Death/Cynic/Atheist, to ślina mi z ust cieknie - nie wiem tylko czy z apetytu czy z wściekłości. Choć bardzo lubię ten gatunek, to mam świadomość tego, że raczej nie ma zespołu, który potrafiłby połączyć umiejętności kompozytorskie i techniczne tak dobrze jak w/w prekursorzy. Francuski Korum to kolejna kapela, która swojego czasu próbowała uprawiać ten gatunek, ale jakoś nie potrafiła się wybić na rynku.
"Son Of The Breed" nie jest jednak takim death metalem jaki uprawiał choćby Schuldiner i spółka. Jak to zwykle z Francuzami bywa, chcą połączyć brutalność z niesamowitą dawką energii - i taki też jest ten longplay. Gdybym miał opisać zawartość muzyczną to powiedziałbym, że jest to zbrutalizowana wersja Gorefest z okresu "False", przepleciona estetyką kanadyjskiego Martyr (wiele technicznych fajerwerów wydaje się być żywcem wyjęte z dokonań zespołu braci Mongrain), do tego dodajmy thrashowy brud i hardcore'ową agresję i mamy pełny obraz płyty. Muzyka jest bardzo techniczna, precyzyjnie wykonana, ale wkrada się spora dawka niechlujstwa - nie jest to tak chirurgiczne granie jak najnowszy Martyr, Psycroptic czy Necrophagist. Słychać też w tych dźwiękach echa starego Meshuggah i generalnie matematycznego metalu - wszystko to jednak stanowi tło dla agresywnych, ciężkich i szybko granych riffów.

Choć od strony technicznej Korum prezentuje się bardzo mocno, to niestety zakres pomysłów na ten album nie jest współmierny do umiejętności muzyków. Utwory oparte na łamańcach i brutalności w gruncie rzeczy nie różnią się mocno od siebie, za mało jest wyróżniających się motywów, a brudne gitary i tempo gry sprawiają, że wiele z tych smaczków ginie w nawałnicy dźwięków. Początkowy entuzjazm, im bliżej końca płyty, przeradza się w zwyczajną obojętność, gdzie słuchacza trzyma już tylko spora dawna energii płynąca z muzyki - wszelkie techniczne fajerwerki brzmią identycznie - brakuje ciekawej solówki, ciekawego przejścia na garach, jakiejś sekwencji motywów, która przyśpieszy bicie serca.

"Son of The Breed" jest albumem dobrym, ale chyba nie na tyle, aby być stałym bywalcem odtwarzacza. Przede wszystkim słychać w tych dźwiękach, że podobnie jak choćby Gorod, Pitbulls In The Nursery czy Trepalium, tak i Korum należy do francuskiej sceny newschoolowego death metalu, gdzie ogromnie waznym elementem jest to wplatanie core'owych motywów oraz spora dawka agresji. Niestety pomimo technicznej biegłości, brakuje pomysłów i urozmaicenia - ja wracam do tego wydawnictwa tylko dlatego, że Korum gra zdecydowanie najbardziej technicznie spośród wymienionych francuskich zespołów i wzbudza we mnie najmniej wątpliwości.

Wydawca: Sekhmet (2002)
Komentarz
Średnia ocena: 0
Oceny: 0
starstarstarstarstar

Podobne artykuły