Ohlsson
Wracać wciąż do domu Le Guin
Recenzje :

Dimmu Borgir - Eonian

Eonian, Dimmu Borgir, black metal, Shagrath, Vovin, Therion

Gdyby policzyć ile osób wzięło udział w nagrywaniu „Eonian” to wyszłaby z tego całkiem pokaźna liczba. Oprócz muzyków sesyjnych, którzy wspomagają, będący oficjalnie triem zespół, Dimmu Borgir zaangażował również cały szereg chórzystów obojga płci, mających duży udział w kreowaniu końcowego efektu. Jest to bowiem bardzo orkiestralny i nagrany z dużym rozmachem album, który wynosi muzykę daleko poza sferę, nawet symfonicznego black metalu.

Symfonia jest tu bowiem podstawą. Dimmu Borgir epatuje podniosłością i dostojnością wręcz unosząc się i rozpływając w blasku swojego majestatu. Klawisze i wokale wprost odrywają się od ziemi i promienieją świetlistą łuną na tle czarnej i zachmurzonej nocy. Można nawet zauważyć, że to wszystko takie się zrobiło mocno therionowe, a już w takim baśniowym „Council Of Wolves And Snakes” niektóre fragmenty brzmią jakby prosto w „Vovin” wyjęte. Tu jednak wszystko podszyte jest mocnymi gitarami i ciężko pracującą perkusją, co daje dźwiękom siłę i solidne oparcie w tworzeniu tej harmonii. I choć mnóstwo tu niebiańskich poświat i pianinowego anturażu to muzyka Dimmu Borgir wciąż jest złowieszcza i jadowita. Spowita gęstymi gitarowymi pasażami i pędzącą na ich tle perkusyjną szatkownicą. Nie sposób też nie wspomnieć o wokalu Shagratha. Jest tu swego rodzaju narratorem prowadzącym te utwory. Wprowadza w nich tą kontrastującą dreszczowatość, element horroru. Dzięki niemu wiemy, że świat anielskich chórów i podniebnych pejzaży wciąż mocuje się z jakimś złem wcielonym, trzymającym go w nieugiętych ryzach. A wszystko to spaja się w jednej wielkiej plątaninie piękna i ciemności. Faluje płynnie, rozmywa się, unosi, pląsa i kołuje w bezkresnym tanie. Wychodzi daleko poza wzorce oraz schematy i prze bezkreśnie blackową maszynerią naszpikowaną orkiestrą niebiańskiej aury.

Tych górnolotnych momentów jest dużo. Utwory lubią się rozwijać i emanować patetycznymi wyżynami. Świetnie słychać to w szaleńczym „Lightbringer”, prawdziwie bajkowe pejzaże ukazuje „Alpha Aeon Omega”, uroczystymi chórami urzeka „Aetheric”, ale najefektowniej rozkwita „Interdimensional Summit”. Tu wyszła prawdziwa petarda czaru i hałasu, ułożona w najbardziej porywający, chóralny refren, a „There are no coincidences” tłucze się po głowie jeszcze długo po wygaśnięciu atmosferycznych dźwięków instrumentalnego „Rite Of Passage”, który zamyka album.

Minął już rok prawie od wydania „Eonian” kiedy podjąłem się napisania tych słów. Wszyscy dawno już wylali swoje pomyje, znawcy zmieszali z błotem kawał sztuki. No bo przecież za bardzo to, za mało tamto i w ogóle to nie tak. A płyta dostępna jest praktycznie wszędzie poniżej trzydziestu złotych i czeka. Otwórzcie umysły i wejdźcie w „Eonian”. Nie macie nic do stracenia. „To the trained eye. There are no coincidences”…

Tracklista:

1. The Unveiling
2. Interdimensional Summit
3. Aetheric
4. Council Of Wolves And Snakes
5. The Empyrean Phoenix
6. Lightbringer
7. I Am Sovereign
8. Archaic Correspondance
9. Alpha Aeon Omega
10. Rite Of Passage

Wydawca: Nuclear Blast (2018)

Ocena szkolna: 5

Komentarz
Średnia ocena: 0
Oceny: 0
starstarstarstarstar

Podobne artykuły