Castle Party 2020
Wracać wciąż do domu Le Guin
Recenzje :

Amaranthe - Helix

Helix, Amatanthe, death metal, power metal, metalcore, electro, Elize Ryd

„Ależ to jest petarda” - myślałem sobie patrząc na występ Amaranthe na warszawskim Torwarze. Troje wokalistów, jeden od growli, drugi od czystych i kobieta kot. Gwiazda kusząca, uwodząca i roztaczająca wokół siebie ponętną aurę seksapilu. A wszystko to iskrzące się wśród świetlistych elektronicznych beatów, uwypuklonych melodyjnymi gitarami i dosłownie hit za hitem. Słyszałem te piosenki po raz pierwszy i dosłownie czułem jak mną rzucają. Natychmiast po tym występie poleciałem po płytę, ale że była w kosmicznej cenie, to kupiłem ją dopiero następnego dnia w domu. Wprawdzie niewiele taniej, ale zawsze. Ważne, że było warto.

I tak oto poznałem „Helix” – piątą płytę Amatanthe. Płytę, która jest melodic death metalem, power metalem, metalcorem i jakimś electro popem jednocześnie. Płytę, która jest elektroniczno-gitarowym wirem, który wciąga, bombarduje milionami bodźców i rozbrzmiewa kolejnymi świetlanymi wokalizami i porywającymi do tańca refrenami. Taki „Breakthrough Starshot” mnie po prostu rozbraja. Dobra, może to i dicho, ale ja nie umiem przy tym nie oszaleć. Gibam się jak pierdolony rezus i nie wiem co się ze mną dzieje. Rany boskie ja chyba tańczę. Nie macham banią dla Szatana, nie walę łapami jakbym chciał wszystkich pozabijać, tylko tańczę, skaczę i się bujam. „Breakthrough starshot the way to the top gonna reach into the earth core…” I ta kocica z tym swoim „iaia”. Mmmrrr, do zjedzenia. Patrzę na siebie, ale na szczęście czarna koszulka jest na swoim miejscu, bo już się bałem ujrzeć się w sweterku lub co gorsza w koszuli. Ale nie, dobra. Jest luz.

A po spokojniejszym i dającym mniej emocji „My Haven” kolejna bomba energetyczna w postaci „Iconic”. Elize znowu jest wspaniała, bo nie ma wątpliwości, że ona tu rządzi i dzieli, ale trzeba też przyznać, że te męskie wokale dają jej niesamowite wsparcie i to na ich tle ona może błyszczeć jeszcze bardziej. Dodają też ciężaru i stanowią fundament, od którego ona może się odbić i odlecieć: „Iconic, can hear the calling. If you fall dawn on your knees and do just everything we please”. O tak Pani, dla Ciebie wszystko.

I takimi przebojami naszpikowana jest ta płyta. Co numer to hicior, od początku każdy po kolei. Wyróżniający się jest „GG6” ze względu na największą ilość przygniatającej elektroniki, przewagę growlingów i ogólny ciężar, z którego wyłania się zniewalający refren. Z drugiej strony zaś znajduje się bardziej uczuciowy, „Unify”. Amaranthe idzie więc w różnych kierunkach i daje po trochu różnych emocji, wciąż jednak będąc iskrą zapalną z krótkim lonem. Płyta najeżona substancjami wybuchowymi i eksplodująca z wielkim hukiem.

Tracklista:

01. The Score
02. 365
03. Inferno
04. Countdown
05. Helix
06. Dream
07. GG6
08. Breakthrough Starshot
09. My Haven
10. Iconic
11. Unified
12. Momentum

Wydawca: Spinefarm Records (2018)

Ocena szkolna: 5

Komentarz
Średnia ocena: 0
Oceny: 0
starstarstarstarstar

Podobne artykuły