Jest mi cholernie smutno wiesz
Dlaczego?
Cholera – nie wiem.
Całe życie me jest tak bogate
Tak dokładne i prawe
Że nawet jak wypije piwo
Wydaje się nie koślawe.
Chyba jestem uzależniony
Od idealności
Powiem nawet żem ćpunem
Realności.
Tak chciałbym być innym
To znaczy?
Człowiekiem chciałbym być
Ale to nic nie znaczy
Bo nawet tu czuje się
Wcale nie inaczej.
Teraz na mnie patrzysz
Jutro zapomnisz
Powiesz – nad morze wyruszył
Marynarz z tatuażem na tyłku
Listy przestaną przybywać
Kartki papieru się marnować
Oszczędzisz na ołówku
I powiesz – ty dupku.
A ja? Uśmiechnę się
Zapewne się i upiję
Z żalu albo z rozkoszy
Nie wiem – cudzołożę
Może nawet zdradzę swą duszę
Sprzedam może szatanowi
Albo na allegro
I tak nikt nie kupi – bo do dupy.
Jestem wulgarny?
Wybacz proszę
Tam świnia się prosi
A ja – śmieci zanoszę
Niemal codziennie
Wypalone niedopałki
Wspomnień.
Gdyby nie debiut Entombed podejrzewam, że szwedzka scena metalowa nigdy nie byłaby tak popularna. W rok po rozpoczęciu działalności formacja zarejestrowała materiał, który stanowił alternatywę dla przesiąkniętego thrashem detahm metalu ze Stanów Zjednoczonych.
Bardzo rzadko mi się to zdarza, żebym dał się uwieść muzyce prostej, wulgarnej, wręcz przypadkowej. Debiutancki album Carcass właśnie tak na mnie podziałał. Trio młodych muzyków - Bill Steer, Jeff Wealker oraz Ken Owen nagrali płytę, która sprowadzała death metal do jeszcze bardziej ekstremalnych dźwięków.
Po tym jak debiutancki "Reek Of Putrefaction" mógł zaszokować nawet zatwardziałych deathmetalowców, w rok po tym Carcass powrócił z kolejną płytą. Po liczbie utworów, których jest tu dziesięć, można było wywnioskować, że formacja postanowiła zrobić coś więcej niż rzeź niewiniątek, co też odzwierciedla "Symphonies Of Sickness".
Włoski gothic metalowy zespół Lacuna Coil zapowiada rozpoczęcie prac nad nowym DVD, które ma ukazać się pod koniec roku. Krążek będzie zawierać przede wszystkim występy z festiwali, teledyski, dokument "zza kulis" z tras koncertowych zespołu oraz wiele innych atrakcji dla fanów. Będzie to pierwsze oficjalne DVD Lacuny Coil.
Ekipa skośnookich thrashersów nigdy mnie nie przekonywała. Nic więc dziwnego, że ominąłem poprzedni krążek grupy, nagrany tuż po reaktywacji. "Killing Season" też bym zapewne ominął, ale życzliwa osoba dała mi szansę zapoznania się. Jednak po raz kolejny muzyka Death Angel spłynęła po mnie jak pot.
Niewiele brakowało, a premiera "The Unspoken King" umknęłaby mojej uwadze. Gdyby nie to, że w necie natrafiłem narecenzję nowego krążka, to może za pół roku bym się dowiedział o tej płycie. Przeraziło mnie jednak, że praktycznie wszyscy recenzenci nie zostawili na Kanadyjczykach suchej nitki. Od zespołu odszedł Lord Worm - rzekomo z powodów zdrowotnych, zaś jego miejsce zajął Matt McGachy, a oprócz niego do zespołu dołączył drugi gitarzysta Christian Donaldson oraz klawiszowiec w spódnicy - Maggie Durand. Nie wiem, jaka katastrofa musiałaby się stać, aby poddawać ten zespół tak ostrej krytyce. Teraz już wiem.
Trudnością niewątpliwie jest stworzyć muzykę do filmu, w którym to filmie ta muzyka jest nieobecna. Jest to pewna niewiadoma, czy film jest w stanie się obronić, gdyż jak wiemy, ścieżka dźwiękowa ma za zadanie wyzwolić emocje, ciarki i nie rzadko łzę w oku. Tak jest nie inaczej z filmem "Closfierld" ("Project:Monster") reżysera Matta Reevesa. Muzyki w tym filmie nie ma. Nie będę tutaj się rozpisywał na temat tegoż filmu, czy dobry, czy tandetny, co mi się w nim podobało, a co nie, by móc zachęcić do obejrzenia go. Myślę, że muzyka, która występuję dopiero w napisach, zrobi to za mnie.
Nie raz już się spotkałem z opiniami na temat genialności Dying Fetus, ale nie wiem czemu nie chciało mi się w to kiedykolwiek wierzyć. Pierwszy raz więc zatknąłem się z zespołem przy wydaniu "War Of Attrition" i po przesłuchaniu mogę stwierdzić, że miałem rację.
Po serii bardziej eksperymantalnych albumów i kłopotach z wytwórtnią Earache, Napalm Death, już pod skrzydałkami Spitafire powrócił z nowym materiałem, który był powrotem do ekstremalnego grania . Trzeba jednak powiedzieć, że czas robi jednak swoje i to nie jest do końca granie w stylu "Harmony Corruption" czy nawet "Fear Emptiness Despair".
Początek lat 90-tych pokazał, że boom na death metal powoli zanika. Niewiele zespołów potrafiło zaoferować coś ciekawego, a co poniektórzy powoli odchodzili od tego typu grania. Problem ten dotknął także gringcore - zarówno Napalm Death jak i Carcass z płyty na płytę grali coraz ambitniejszą muzykę, a o Terrorizer słuch zaginął.
Wow! Takiego obrotu sprawy chyba nikt się nie spodziewał. Zespół, który do tej pory był kojarzony z prostym, aczkolwiek chwytliwym death/grindem wykonał ogromny przeskok i nagrał album, który okazał się ogromnym, pozytywnym zaskoczeniem.
Z Terrorizer wiąże się ciekawa historia. Przede wszystkim zespół tworzyły praktycznie same gwiazdy - David Vincent, Pete Sandoval (obaj Morbid Angel), Jessse Pintado (Napalm Death) oraz Oscar Garcia (Nausea). Formacja działała około roku po czym się rozpadła. Shane Embury (Napalm Death), który był jednak wielkim fanem Terrorizer tak zakecił właścicieli Earache, że ci zgodzili się na rejestrację materiału.
Aż 11 lat kazał nam czekać Portishead na swój kolejny krążek. Przyznam szczerze, że nie wierzyłem w powrót legendy trip-hopu i sądziłem, że zostanie mi delektowanie się dwoma, legendarnymi już krążkami. Tymczasem formacja zaskoczyła i powróciła - czego jednak można było się spodziewać po "Third" to nie wiem. W końcu nurt ten nie jest już tak popularny jak kiedyś.
Czwarta płyta kwintetu z Birmingham potwierdza fakt, że Napalm Death tworzy muzykę coraz bardziej strawną i przyjemną dla ucha. Tym razem za zestwawem perkusyjnym w miejsce Micka Harrisa pojawił się Danny Herrera. Płyca jednak wielkich zmian w stosunku do "Harmony Corruption" nie przynosi. "Utopia Banished" w zasadzie jest rozwinięciem pomysłów z poprzedniej płyty.
Już od poniedziałku 2 czerwca nabyć będzie można w sklepach specjalną wersję najnowszego albumu Opeth. W edycji tej znajdziemy dodatkową płytę DVD, zaś w niej wszystkie utwory z wersji podstawowej płyty nagrane w systemie 5.1 surround, dwa covery ("Robin Trower, "Marie Fredriksson"), a także B-side "Derelict Herds".
Lider szwedzkiego old-school'owo EBM-owego duetu Spetsnaz, Pontus Stålberg poinformował o rozpoczęciu działalności nowego projektu o nazwie Turnbull A.C.'s. Pomysł stworzenia czynu zrodził się, jak mówi Lars Karlsson, podczas jednej z pijackich imprez. Jak dodaje: "Mam nadzieję, że projekt pozostanie przy życiu na tyle długo, byśmy mogli dokończyć zapoczątkowane przez nas pierwsze dzieło". Album zatytułowany "Let's Get Pissed" jest nadal w fazie produkcji, jednak z pierwszymi odsłuchami można się już zapoznać na profilu MySpace projektu.
Pochodzący z Adelaide w Australii zespół Double Dragon w lipcu tego roku wyda swój pierwszy studyjny album. Płyta pod tytułem "Devastator" ukaże się za pośrednictwem Records Inc. Dotąd w dorobku Australijczyków znajduje się jedynie EPka "Scars Of Fire" z 2006 roku, którą grupa promowała na trasie m.in. przed takimi zespołami jak: Slayer, Mastodon, Arch Enemy czy Dark Tranquillity.
Keep of Kalessin - norweska grupa black metalowa. Zespół powstał w 1993 roku w Trondheim, popularność zyskując w 2003 roku za sprawą udziału w zespole muzyków jak Attila Csihar oraz Kjetil "Frost" Haraldstad, znanych przede wszystkim z występów w grupach Mayhem i Satyricon.
Ildjarn - solowy projekt black/raw metalowy z Norwegii, którego tematyka nawiązuje do nienawiści do ludzkości czy bliskości z naturą. Człowiek odpowiedzialny z ten projekt to Vidar Vaaer, który dla niektórych znany jest tylko jako Ildjarn. Niektóre nagrania zostały nagrane przy współpracy z muzykiem znanym jako Nidhogg. Ów nagrania są wydawane jako "Ildjarn-Nidhogg".
Kolejno: 6 czerwca, 4 lipca i 1 sierpnia ukaże się trzyczęściowe zremasteryzowane wydawnictwo "Like A Corpse Standing In Desperation" niemieckiego projektu Sopor Aeternus. Wytwórnia Apocalyptic Vision, która zdecydowała się na wznowienie produkcji albumu uzupełni każdy z trzech boxów atrakcyjnymi bonusami, w tym: taśmami demo i wielostronicowymi książeczkami z niepublikowanymi nigdy wcześniej ilustracjami i zdjęciami jedynej członkini projektu: Anny-Varney Cantodei i jej wyobrażonego The Ensemble Of Shadows.
Oz Morsley w swoim laboratorium dźwięku przygotowuje najbardziej wszechstroną klubową bombę zapalającą tego lata. Wspomagają go wokalnie Douglas McCarthy (Nitzer Ebb, Fixmer) oraz długoletni współpracownik Greg Cumbers. Przygotowali oni 11 wybuchowych, tanecznych utworów, między innymi swoją interpretację hitu grupy Amnesia "Ibiza" z 1988 roku. Album ukaże się 27 czerwca.
Na początku lat 70-tych trzech kolegów z uczelni - Brian May, John Deacon oraz Roger Taylor założyli rockową formację Smile. Kapela nie mogła się przebić na rynku, a do zespołu dołączył nowy wokalista Frederic Bulsara. Charyzmatyczny muzyk o niespotykanym głosie szybko wywarł wpływ na resztę. Bulsara zaczął się posługiwać pseudonimem artystycznym Freddie Mercury, a zespół zmienił nazwę na Queen, co wówczas wywołało małe zamieszanie ze względu na homoseksualne skłonnosci wokalisty. Queen bowiem w języku homoseksualistów oznacza "żeńskiego" partnera.