Zadra
Paradoks
Recenzje :

Testament - Dark Roots of Earth

W przeciwieństwie do Overkilla, Testament nie rozpieszcza swoich fanów. Wystarczy spojrzeć na przedział czasowy, w jakim oba zespoły wydają swoje nowe materiały. Na następcę "Ironbound" czekaliśmy tylko 2 lata, podczas gdy na nowy Testament o 2 lata dłużej. Jeśli dodać do tego, że na poprzedni krążek Kalifornijczyków przyszło nam sobie ostrzyć zęby przez 9 lat... lepiej nie wchodzić w matematykę. Nie powiem, że na ten album czekałem z ogromną niecierpliwością, nawet większą niż w przypadku "The Electric Age" Nowojorczyków. Wszak "The Formation of Damnation" okazał się naprawdę świetnym krążkiem i tego samego spodziewałem się po nowym dziele Amerykanów.  

Tym samym "Dark Roots of Earth" to ostatni zawodnik, mojego prywatnego "turnieju trzech płyt" w tym roku. Nie wolno zapominać, że nie tylko Overkill pokazał jak daleko mu jeszcze do emerytury , ale także Exumer wyszedł w tym roku, z całkiem niezłym "Fire and Damnation", który jednak nie mógł się równać z takim gigantem "The Electric Age". Jak sprawa wygląda z "Dark Roots of Earth"?

Rozczarowanie, tym jednym słowem można podsumować ten twór. Aż trudno mi w to uwierzyć, ale najnowszy materiał Testament, nie tylko nie ma startu do dzieła ich kolegów z Overkill, ale jest gnieciony nawet przez "comeback" Niemców! Na tej płycie nic nie jest dopięte na ostatni guzik - brzmienie jest średnie, kompozycje byle jakie, żadna solówka nie zapada w pamięć, nawet Gene Hoglan, który porzucił Fear Factory na rzecz Testament sprawuje się w najlepszym razie "ok".

Największym problemem "Dark Roots of Earth" jest jej brak osobowości. Twórcy sami nie mogli się zdecydować, czy chcą nagrać drugiego "The Formation of Damnation" czy iść w bardziej "piosenkowy" styl rodem z "The Ritual", dlatego amerykanie wrzucili te dwie płyty do jednego wora przez co wyszedł im niezbyt strawny mix. Melodyjne wstawki dosłownie walają się tutaj na każdym kroku, niekoniecznie dobrze współgrając z całością. Kompozycyjnie nie jest najlepiej – fakt, że nie są one przydługawe ale jednak słuchając ich raz za razem miałem wrażenie, że brakuje im czegoś tak prostego jak jebnięcie. Nawet przez chwilę nie miałem ochoty machać przy tej płycie łbem, co mi się ostatnio nie zdarza. Nie było tu chyba ani jednej zagrywki, która by przekonała mnie do choćby tupania nogą w jej rytm.

Niby płyta jest urozmaicona gdyż, obok klasycznych thrashowych zagrań pojawiają się też utwory wolniejsze a także ballady, ale nawet z nimi jest coś nie tak. Szczytem absurdu jest "Cold Embrace", który w tak gówniany sposób próbuje naśladować "One" Metallicy, że aż ociera się o parodię. To chyba najgorszy utwór na całej płycie, obok nagranego byle z dupy "Native Blood", który nie jest specjalnie szybkim utworem a jednak Hoglan nawala z tych stopek jak porąbany. Z całej płyty na plus utkwiły mi tylko dwa ostatnie utwory, choć i im daleko do "rewelacyjnych". Brzmienie tego materiału to kolejny grzech – czuwał nad nim Andy Sneap, ten sam facet który dał nam przepotężne brzmienie "The Gathering" i "The Formation and Damnation" tym razem dał ciała na całej linii. Gitarom brak jakiegokolwiek ciężaru czy energii. Brzmią one bardziej jak coś co nagrywa się na debiucie niż na kolejnej płycie wielkiego zespołu. Z garami nie jest lepiej, bo tym też brakuje mocy i brzmią trochę za sucho, choć i tak jest lepiej niż na ostatnim materiale Fear Factory.  

Moi drodzy co mogę powiedzieć? Chyba tylko to: "Dark Roots of Earth" to największe i najbardziej bolesne rozczarowanie tego roku i przy okazji największy przegrany "turnieju trzech płyt". Pewnie rozczarowanie nie byłoby tak wielkie, gdybym nie czekał na tę płytę, a tymczasem miałem zbyt wielkie oczekiwania po niej, zwłaszcza po usłyszeniu "The Electric Age" Overkilla. Dziwi mnie taki spadek formy tego zespołu zwłaszcza po rewelacyjnym "The Formation of Damnation", który tylko umocnił ten zespół na thrashowej scenie. Ta płyta mnie zwyczajnie wymęczyła i przesłuchałem jej do końca tylko i wyłącznie z dziennikarskiego obowiązku, co nie było specjalnie miłe. Nie umiem opisać jak wielki czuję smutek i gorycz, że muszę pisać te słowa na zespół, który naprawdę uwielbiam, ale taka jest smutna prawda. Testament nagrał chyba najgorszy materiał w całej swojej karierze, bo tu po prostu nic nie przekonało mnie, że ta płyta mogła być dobra. "Dark Roots of Earth" to płyta w najlepszym razie "przeciętna", a niestety po takim zespole "przeciętność" to nie jest coś czego się spodziewamy.

Ocena: 5,5/10

Tracklista:

01. Rise Up
02. Native Blood
03. Dark Roots Of Earth
04. True American Hate
05. A Day In The Death
06. Cold Embrace
07. Man Kills Mankind
08. Throne Of Thorns
09. Last Stand For Independence

Wydawca: Nuclear Blast (2012)

Komentarze
Harlequin : Kurka, chyba nagrali swój najsłabszy album :)) generalnie całosc brzmi...
jedras666 : No właśnie - mogli się bardziej postarać, bo jak już wspomniałem p...
lord_setherial : Jak dla mnie nie jest źle choć weterani z Testament mogli by się o wiele b...
Średnia ocena: 0
Oceny: 0
starstarstarstarstar

Podobne artykuły