Maddaddam
Lem
Relacje :

Testament, Annihilator, Death Angel - A2 Wrocław (27-11-2017)

Testament, Annihilator, Death Angel, Knock Out Productions, A2, Wrocław

Zacierałem rączki, gdy do mojej wiadomości trafiła informacja, że aż 3 tuzy trashu przyjadą do mojego miasta zagrać razem podczas jednej trasy. Testament co prawda widziałem całkiem niedawno aż 2 razy, ale to nie przeszkodziło w niczym, aby zobaczyć Chucka i spółkę po raz kolejny. Kanadyjskiego Annihilator’a również miałem okazję posłuchać w nieistniejącym już klubie Alibi jakiś rok temu, jednakże sytuacja odnośnie tego bandu była taka sama, jak w przypadku Testament. Death Angel chciałem zobaczyć i to bardzo i choć wielkim fanem ich muzyki nie jestem, to możliwość usłyszenia tej zasłużonej dla gatunku formacji napawała mnie niemałą radością.

Nie wiem jakich sztuczek używają ludzie z Knock Out, ale niech robią to do końca świata i jeden dzień dłużej, skoro udało im się zaprosić do naszego kraju tak znakomite zespoły. Koncert w ramach tejtrasy odbył się w nowo powstałym Centrum Koncertowym A2 we Wrocławiu. Piszę "nowo", gdyż na mapie koncertowej Polski to miejsce jest dopiero od niedawna i patrząc na osoby tam pracujące zastąpiło niejako w/w klub Alibi, który to gościł znakomitych artystów.

Moje obowiązki wobec pracodawcy sprawiły, że niestety nie było mi dane zobaczyć Death Angel na żywo. Co za tym idzie, opis tamtego występu opieram na relacjach ludzi, którzy mieli niebywałą okazję zobaczyć ten fantastyczny zespół. Z tego co mi powiedziano, Amerykanie ze słonecznej Kalifornii zaprezentowali się bardzo żywiołowo, więc w tym przypadku ich występ można śmiało uznać za rewelacyjny. Charyzma jaką dysponują muzycy Death Angel z relacji świadków od razu przypadła zgromadzonej w A2 publiczności. Spoglądając na setlistę tego gigu widać wyraźnie, że był on zdominowany przez numery z ostatnich dwóch wydawnictw zespołu - "The Dream Calls For Blood" oraz "The Evil Divide", co moim zdaniem było naprawdę dobrym zabiegiem, gdyż owe albumy to naprawdę mocne punkty zespołu w ich dyskografii. Jak się okazało i oczywiście co było do przewidzenia, jedynym mankamentem występu Death Angel był zbyt krótki czas jaki dostali na swój set. 40 minut to zdecydowanie za mało, jak na tej klasy band. Życie.

Dokładnie wtedy, kiedy Death Angel schodził ze sceny dotarłem do klubu, a że byłem bardzo spragniony, udałem się do baru celem zakupu ciemnego smacznego Litovela, bo taki ku mojej uciesze serwowali w A2. Czas stania w kolejce był niestety dosyć długi, co skutkowało tym, że napiłem się owego piwka tuż przed wejściem na scenę Jeffa i spółki.

Annihilator na tej trasie promuje swój najnowszy krążek "For The Demented", wydany całkiem niedawno, bo ciutkę ponad 3 tygodnie temu. Na każdym koncercie kanadyjskiej  formacji, na którym miałem okazję być, Jeff jako frontman zespołu miał bardzo dobry kontakt z publicznością i nie inaczej było tym razem. Tak samo jak w przypadku Death Angel, ich występ był również za krótki, po tych kilku numerach człowiek ma ochotę na więcej, a dobrych czy bardzo dobrych kompozycji ten zespół ma w dorobku całkiem sporo. Dogodzić w tym przypadku każdemu jest po prostu nie sposób. Dla mnie najważniejsze jest to, że zagrali "Set The World On Fire", jeden z moich faworytów zespołu. Waters potwierdził po raz kolejny, że mimo upływu lat, koncerty Annihilatora są nadal doskonałe i sporo wody w Odrze popłynie zanim ten zasłużony band zakończy swoją karierę.

Jak to często bywa przed gwiazdą wieczoru, jaką bez wątpienia był amerykański Testament, nastąpiła dość długa przerwa techniczna, więc oczywiście nastąpiło uzupełnienie płynów w organizmach zgromadzonych. Tym razem, jako że stałem ze znajomymi z tyłu klubu, tzn. zdecydowanie bliżej baru, kupno kolejnego Litovela nie trwało zbyt długo, tak więc popijając czarny trunek i dyskutując o dorobku płytowym Chucka i spółki oczekiwaliśmy kolejnego bardzo dobrego występu.

Nie wiem jak to możliwe, ale zarówno podczas koncertów Death Angel i Annihilator nagłośnienie było bez zarzutu. Wszystko brzmiało jak należy i z wiadomych względów oczekiwałem tego samego po ostatnim występie tamtego wieczoru. Okazało się, że ktoś dokumentnie spierdolił wszystko co mógł spierdolić, nazywając rzecz po imieniu. Byłem święcie przekonany, że ten problem zostanie usunięty zaraz po pierwszym kawałku, jakim był "Brotherhood Of The Snake", jednakże moje przewidywania okazały się niesłuszne i cały koncert stanowił niestety muzyczną męczarnię. Przykro mi o tym pisać, jednakże tak właśnie było.

Ściana dźwięku jaka dobiegała ze sceny była niemal nie do zniesienia. De facto, jedyne co było słychać to stopy perkusji, które były winne całemu koszmarowi muzycznemu jaki zafundował czy zafundowali mi i nie tylko mi techniczni zespołu. Zdaję sobie sprawę, że ze sceny wygląda to zupełnie inaczej i zapewne Chuck i spółka słyszeli wszystko doskonale, jednakże publiczność już niekoniecznie. Numery grane przez ten, co by nie było, jeden z moich ulubionych zespołów, zlewały się w całość niczym jakaś oleista substancja i tylko wprawiony słuchacz był w stanie poznać konkretną kompozycję. Smutno.

Jako że była to trasa promująca ostatni album zespołu, to z owego poleciały aż, czy tylko 4 kompozycje, a były nimi oprócz w/w utworu tytułowego "The Pale King", "Centuries Of Suffering" oraz "Stronghold". Poza tym było oczywiście trochę staroci, jak kończące set "Ove The Wall", "Into The Pit", "Low" czy "Electric Crown". Kilku klasyków niestety zabrakło, jak chociażby "Disciples Of The Watch", no ale cóż, nie będę za tym tak bardzo płakał, albowiem koncert ze względów dźwiękowych delikatnie mówiąc do najlepszych nie należał. Nie wiem jak zespół zareagował później, niemniej jakaś rekompensata dla wrocławskiej publiczności być musi. Osoba lub osoby odpowiedzialne za taki stan rzeczy, jaki mieliśmy okazję usłyszeć podczas koncertu Testament, powinna zostać w jakiś sposób ukarana, jak nie zwolniona dyscyplinarnie.

 

Na pytanie czy bawiłem się dobrze odpowiem, że gdyby nie znajomi, których miło było spotkać po dość długim czasie wyszedłbym z koncertu Testament po kilku utworach i przeprosił Knock Out za brak relacji, bo opisywać to wydarzenie bez kilku słów o gwieździe wieczoru nie miałoby dla mnie najmniejszego sensu. Reasumując, nie był to do końca udany wieczór jeśli chodzi o aspekt muzyczny. Niewątpliwym plusem przyjścia tamtego wieczoru do A2 było spotkanie znajomych twarzy i wypicie kilku piwek w bardzo dobrym towarzystwie. Powspominanie starych czasów i ustawienie się na nowe, że tak powiem.

To, że dwa znakomite supporty zagrały naprawdę dobrze nie zmienia faktu, że gwiazda wieczoru, bo oni ponoszą odpowiedzialność za swój występ - dała dupy po całości.

 

Organizator: Knock Out Productions.

 

Ocena szkolna: 3+.

 

Komentarz
Średnia ocena: 0
Oceny: 0
starstarstarstarstar

Podobne artykuły