Paradoks
Castle Party 2018
Relacje :

Rotting Christ. Bloodthirst, Shodan - Firlej, Wrocław (10.06.2017)

Rotting Christ. Bloodthirst, Shodan, Firlej Wrocław, Knock Out Productions, Wrocław

Nie będę ukrywał, że Knock Out Productions robi u nas naprawdę kawał dobrej roboty. Ludzie pracujący w tej agencji wylewają siódme poty, aby naszego kraju nie pominięto podczas tras koncertowych znanych, bądź mniej znanych kapel metalowych. Tak też się stało w przypadku trasy legendy sceny - greckiego Rotting Christ, który to daje upust swoim muzycznym emocjom już od 30 lat. Sakis i spółka dość regularnie odwiedzają Polskę i nie inaczej było w tym przypadku. 

Tym razem wybór padł na Wrocław i Poznań, gdzie kolejno 10 i 11 czerwca odbyły się koncerty w Firleju i klubie U Bazyla. Mi było dane bawić się podczas ich wrocławskiego gigu, ale o tym za chwilę.

Gwiazda gwiazdą, jednakże jak to zawsze bywa, ktoś musi rozgrzać publiczność przed finalnym występem. Wybór padł na wrocławski Shodan grający techniczny death metal, który to miał dostąpić nie byle jakiego zaszczytu, albowiem został wybrany jako support z lokalnej sceny metalowej oraz pochodzący z Poznania thrashowo/deathowy Bloodthirst. Oba supporty muzycznej Ameryki nie odkryły, ale sam fakt grania przed takim tuzem, jakim bez wątpienia jest RC powinien napawać je dumą.

Shodan standardowo dostał od organizatora 30 minut na zaprezentowania się na deskach Firleja i... jakoś mnie nie porwał. Ich kompozycje były troszkę nijakie i jak na styl, który rzekomo prezentują, nie było (przynajmniej ja nie usłyszałem) muzycznych smaczków, jakimi ich występ powinien się cechować. Fani zespołu pewnie mnie zjadą, ale ja nie znalazłem nic interesującego. Kompozycje były moim zdaniem trochę toporne. Perkusja pracowała dość jednostajnie, bez fajerwerków - niedobrze. Chcąc zaistnieć na scenie widać, że przed wrocławskim trio jeszcze dużo pracy. Nie wiem jak brzmią utwory z ich debiutu - "Protocol Of Dying" w wersji audio, jednak to, co usłyszałem na koncercie, do głębszego zapoznania się z tym wydawnictwem nie zachęciło mnie wcale. Być może na taką sytuację miał wpływ jeden szczegół, który łączył Shodan i Bloodthirst, a mianowicie - brzmienie.


Tuż po przedstawicielach sceny dolnośląskiej na scenie zameldowali się Poznaniacy z w/w Bloodthirst. Od razu widać, a właściwie słychać było dość znaczącą poprawę odnośnie jakości kompozycji. Zagrywki poszczególnych muzyków były naprawdę urozmaicone. Jeśli o mnie chodzi, to całkiem miło się tego słuchało. Kompozycje były o wiele bardziej rozbudowane niż w przypadku poprzedników. Coś się działo, a to jest bardzo ważne. Nie wiało nudą, że tak powiem. Ludzie zgromadzeni pod sceną byli chyba tego samego zdania co ja, ponieważ podczas występu Bloodthirst ich liczba uległa zwiększeniu. Z racji tego, że zespół ze stolicy Wielkopolski już jakiś czas istnieje na scenie, zaprezentowali oni dojrzały thrash, a co za tym idzie Ci, którzy widzieli ich występ, byli usatysfakcjonowani. Numery z ich ostatniego krążka "Glorious Sinners" z zeszłego roku, jak i starsze kompozycje zaprezentowane zostały naprawdę dobrze, aczkolwiek byłoby jeszcze lepiej gdyby, jak już wspomniałem, brzmienie było lepsze.


Po polskiej metalowej hordzie przyszedł czas na tych, na których wszyscy albo prawie wszyscy czekali - grecki Rotting Christ. Widziałem ich wiele razy na żywo i nigdy mnie nie zawiedli. Koncerty Panów z Hellady są (przynajmniej te, na których byłem) zawsze wyjątkowe. Muzyka jaką tworzą ma to coś, co porusza wielu ludzi, a co za tym idzie owi ludzie pojawiają się na koncertach tej legendarnej formacji.


Jako że Grecy dość regularnie wydają swoje albumy, a w naszym kraju są niezwykle popularni, toteż w tej samej regularności Polskę odwiedzają. Wybór znakomitych numerów jakie wyszły spod pióra Sakisa był taki a nie inny. Nie byłem odosobniony w opinii, że zabrakło numerów z "Khronosa" czy "Genesis". Set był jak zwykle w przypadku koncertów RC tak ułożony, aby zamknął się w godzinie i piętnastu minutach. Jako że już niedługo zaczyna się czas letnich festiwali i  koncertów klubowych będzie znikoma ilość, toteż na ten koncert bilety zostały wyprzedane, co dało się zauważyć podczas występu Greków. Widać było na twarzy Sakisa uśmiech i zadowolenie z takiego stanu rzeczy, że mimo duchoty jaka panowała w klubie, fani metalu licznie się stawili, a co tu dużo mówić - warto było. 

14, a w zasadzie 15 numerów zagranych z pełną pasją i polotem. RC po raz kolejny udowodnił, że jest wielki. W secie, jaki zagrali można było dojrzeć numery z prawie całej dyskografii zespołu, począwszy od debiutu "Passage To Acturo" z 1991 roku na najnowszym krążku "Rituals" wydanym rok temu skończywszy. Fakt, nowsze kompozycje zdominowały starsze, jednakże nie zabrakło numerów z "Thy..." czy "Non Serviam". Teraz, z perspektywy czasu widzę, że występ został wybrany, a właściwie publiczność, mająca zaszczyt uczestniczyć w tym znakomity show została doceniona, albowiem Grecy na innych koncertach tej trasy grali krótsze setlisty. Mogłoby się wydawać, że synowie Hellady będą promować swoje ostatnie wydawnictwo, ale moim zdaniem tak nie było, ponieważ koncert musiałby być zagrany z przewagą numerów z owej płyty, a tutaj na taki zabieg się nie zdecydowali.


Owszem, były otwierający "Ze Nigmar", "Elthe Kyrie" czy "Apage Satana", ale to tylko 3 kompozycje z notabene bardzo dobrej pozycji z ich dyskografii. Generalnie, moim zdaniem ten zasłużony zespół nigdy nie wydał złej płyty, każda z nich jest co najmniej dobra, a to o czymś świadczy.
Z "Kata.." mieliśmy okazję usłyszeć utwór tytułowy, "In Yumen - Xibalba" oraz "666". Słuchając reakcji zgromadzonych tuż po koncercie można było wyczuć lekkie zażenowanie, że z "Theogonii" oraz mojego ulubionego "AEALO" zagrali tylko po jednym kawałku, odpowiednio były to "Chaos Geneto" i "Noctis Era". Patrząc na koncertowe krążki RC chciało by się, aby ilość zagranych kompozycji była co najmniej taka jak na "Lucifer Over Athens", ta zadowoliłaby chyba każdego kto był na wrocławskim występie. Na koniec nie mogło być inaczej, poleciał klasyk klasyków zespołu, czyli "Non Serviam"i to by było na tyle.


Jak pisałem wyżej świetny gig i jak zwykle za krótki. A po nim jak to w moim przypadku bywa czekałem, czekałem , czekałem, aż się doczekałem na możliwość rozmowy oraz na podpisy członków zespoły na moim płytach. Nie było ani z jednym ani z drugim problemu. Reasumując, udany wieczór.

Organizator: Knock Out Productions.

Ocena szkolna: 4+
   

Komentarz
Średnia ocena: 0
Oceny: 0
starstarstarstarstar

Podobne artykuły