Maddaddam
Zabawa w chowanego
Recenzje :

Destroyers - The Miseries Of Virtue

Destroyers, Noc Królowej Żądzy, The Miseries Of Virtue, Marek Łoza, Polskie Nagrania, Metal Muza, Tomasz Dziubiński, Metal Mind Productions, thrash metal

Duże perturbacje przeszedł Destroyers po swojej pierwszej płycie „Noc Królowej Żądzy”. Przez chwilę nawet przestali istnieć. Ostatecznie na kolejnym albumie „The Miseries Of Virtue” pozostał tylko Marek Łoza, który przez cały okres istnienia zespołu był nie tylko jego charakterystycznym wokalistą, ale też autorem tekstów i kompozytorem większości materiału. Tym razem jednak postanowił nagrać album po angielsku, co, w moim odczuciu, znacznie zubożyło ten repertuar, ale oczywiście zwiększyło jego szanse na pójście w świat.

Kaseta Polskie Nagrania, z dopiskiem Metal Muza, z 1991 roku, jest jednym z większych rarytasów w mojej kolekcji, choć posiadam również ten pierwszy Destroyers, co jest jeszcze większą gratką. I tak jednak myślę, że jest czym się pochwalić. Producentem jest Tomasz Dziubiński dla Metal Mind Productions. Czytałem w książce „Jaskinia hałasu”, że w tamtych czasach Dziuba kazał dopisywać się zespołom w okładkach jako autor. Tak jest właśnie w tym przypadku i okazuje się, że Metal Mind jest współtwórcą wszystkich tekstów i muzyki.

Okładka jednak nie jest rozwijana i nie ma liryków, a szkoda, bo jest to przecież wisienka na torcie w działalności Destroyers. Wiele jednak można zrozumieć i szybko wywnioskować, że „bestialski seks” i „szatańska chuć” z jedynki, przeniosła się i na tę płytę i stanowi podstawowe źródło inspiracji. Sam jednak język angielski powoduje pewne znormalnienie piosenek i pod tym względem nie jest to już tak powalające jak teksty z „Noc Królowej Żądzy”.

Powala za to w dalszym ciągu wokal Marka. Jego falsety są o tyle śmieszne co straszne i czasem to aż nie wiadomo czy się śmiać czy płakać. Taki to jednak urok tego zespołu i po to się go słucha, żeby się tym podelektować z uśmiechem i tak zwanym przymrużeniem oka. Poza tym tego piania nie ma znowu tak dużo. Zazwyczaj jest zwykły i typowo thrashowy krzykliwy wokal.

Dużo thrashu jest też w muzyce. Tu nie ulega wątpliwości, że Destroyers się wzmocnił muzycznie i przyłożył konkretnie do pieca. Nowy skład nagrał metal ciężki, szybki, z dużą ilością solówek i wartko pracującym basem. Głowa sama się rwie do machania, a i kawałki są rozpoznawalne, z dobrymi refrenami. Trochę akustycznego zwolnienia pojawia się w „Odyssey”, gdzie, w dalszej części, aż można się zgiąć od wokali. Ale Takie „The Miseries Of Virtue” czy „Nymphomania” to takie wręcz przeboje.

Dlatego też „The Miseries Of Virtue” wypada pozytywnie. Jest szatan, jest piekło, jest impreza. Grali fajnie, byli lubiani, mieli zajawkę, ale to jednak już był koniec. Zespół ostatecznie się rozpadł w 1992 roku i nigdy więcej nic już nie nagrał.

Tracklista:

1. The Miseries of Virtue
2. Historie d'O
3. Peachlet
4. Odyssey
5. Nymphomania
6. The Birth Of Courtesan
7. The Craft of Tyranny I Prasie You, Lilith
8.
I Prasie You, Lilith

Wydawca: Muza Polskie Nagrania (1991)

Ocena szkolna: 5-

Komentarz
Średnia ocena: 0
Oceny: 0
starstarstarstarstar

Podobne artykuły