Komentarze
Ithilloth : ładne... takie, no, prawdziwe - dla mnie rola pióra w ręku poety jest dokł...
Ithilloth : ładne... takie, no, prawdziwe - dla mnie rola pióra w ręku poety jest dokł...
Komentarze
CyberLacha : no foty sa rzeczywiscie zajefajne :D
minawi : Tym razem nasz niezastąpiony Ukochaniec zrobił lepsze fotki niż zazwyc...
Inyaloome : taaaa... co poniektórym to z pewnością mogłoby tylko zaszkodzić;P...
CyberLacha : no foty sa rzeczywiscie zajefajne :D
minawi : Tym razem nasz niezastąpiony Ukochaniec zrobił lepsze fotki niż zazwyc...
Inyaloome : taaaa... co poniektórym to z pewnością mogłoby tylko zaszkodzić;P...
Zamknij tą noc i ten dzień
W swoich ramionach.
Niech nastanie mrok i zwątpienie,
Niech nie zalśni żadna gwiazda -
Łza boskiego księżyca,
Do którego modlą się niewierni.
Wiej wietrze mroźny,
Rozsiewaj ze sobą nasiona smutku
Zagnieżdżonego gdzieś tam
Głęboko w ludziach.
Padaj kwaśny deszczu,
Płaczu upadłego Boga,
Który już nic nie wie.
Matki zakrywają oczy swym
Pociechom, aby niewinne pozostały
Wierząc, że św. Mikołaj istnieje.
A on umarł w dniu swego święta.
Żadne zwierzę się już nie odezwie,
Z podkulonymi ogonami szukają
Odwagi, która nie istniała.
Cisza istot żywych, wycie wiatru,
Chlupot deszczu o martwe drzewa.
Wtedy to błyska słaby płomyk,
Rozmyta postać niesie go do kobiety.
Zalśniła cała Ziemia milionami
Jasnych płomieni
Stawiają je przy przerażonej dziatwie
Dorosłych ludzi.
Ci co odeszli swą drogę widzą,
A to żywi błądzą po ścieżkach życia
I przewodnika potrzebują.
W swoich ramionach.
Niech nastanie mrok i zwątpienie,
Niech nie zalśni żadna gwiazda -
Łza boskiego księżyca,
Do którego modlą się niewierni.
Wiej wietrze mroźny,
Rozsiewaj ze sobą nasiona smutku
Zagnieżdżonego gdzieś tam
Głęboko w ludziach.
Padaj kwaśny deszczu,
Płaczu upadłego Boga,
Który już nic nie wie.
Matki zakrywają oczy swym
Pociechom, aby niewinne pozostały
Wierząc, że św. Mikołaj istnieje.
A on umarł w dniu swego święta.
Żadne zwierzę się już nie odezwie,
Z podkulonymi ogonami szukają
Odwagi, która nie istniała.
Cisza istot żywych, wycie wiatru,
Chlupot deszczu o martwe drzewa.
Wtedy to błyska słaby płomyk,
Rozmyta postać niesie go do kobiety.
Zalśniła cała Ziemia milionami
Jasnych płomieni
Stawiają je przy przerażonej dziatwie
Dorosłych ludzi.
Ci co odeszli swą drogę widzą,
A to żywi błądzą po ścieżkach życia
I przewodnika potrzebują.
Wszyscy na mnie patrzą
To takie deprymujące
Gładzę moje płatki w lekkim
stresie
udaję że nie widzę ich
wzroku
Gdy jednak ktoś się zbliża
spinam się cała
Ktoś wyciąga ku mnie
dłoń
Nie wie że mam ochronę
że tknąć mnie może
tylko wybrany
Palec zagłębił się w ostrze
Po mej łodyżce spłynęła
kropla krwi
Czuję się skalana tą krwią
zraniłam
ktoś cofnął dłoń
i nie wrócił już
To takie deprymujące
Gładzę moje płatki w lekkim
stresie
udaję że nie widzę ich
wzroku
Gdy jednak ktoś się zbliża
spinam się cała
Ktoś wyciąga ku mnie
dłoń
Nie wie że mam ochronę
że tknąć mnie może
tylko wybrany
Palec zagłębił się w ostrze
Po mej łodyżce spłynęła
kropla krwi
Czuję się skalana tą krwią
zraniłam
ktoś cofnął dłoń
i nie wrócił już
Wcale nie muszę pisać swojego imienia
Na moim kamiennym nagrobku
Rzeczywistość która mnie otacza
Nie zna go lecz zna te złe przymioty
Które z chęcią wypiszę w marmurze
Nazwana lecz nie po imieniu
Jak kukułcze jajo niechętnie przygarnięta
Patrząc w niebo boję się że
Ono się rozpadnie
Tak jak rozpada się mój świat
Strach nawet krzyknąć z rozpaczy
Gdyż niebo może być cienkim szkłem
I nie wytrzyma zbije się
A tak bym chciała by w pamięci
Ludzkiej
Zachowało się moje imię
Prawdziwe i niezmienione
A nie przywary złe cechy wszystko
Co ludziom nie jest obce
Lecz co łatwiej zapamiętać
Mój nagrobek jeszcze jest
Bezimienny czysty
Jednak widzę obcą rękę która
Zbliża się z dłutem w dłoni
Aby wyskrobać mój ból
Na moim kamiennym nagrobku
Rzeczywistość która mnie otacza
Nie zna go lecz zna te złe przymioty
Które z chęcią wypiszę w marmurze
Nazwana lecz nie po imieniu
Jak kukułcze jajo niechętnie przygarnięta
Patrząc w niebo boję się że
Ono się rozpadnie
Tak jak rozpada się mój świat
Strach nawet krzyknąć z rozpaczy
Gdyż niebo może być cienkim szkłem
I nie wytrzyma zbije się
A tak bym chciała by w pamięci
Ludzkiej
Zachowało się moje imię
Prawdziwe i niezmienione
A nie przywary złe cechy wszystko
Co ludziom nie jest obce
Lecz co łatwiej zapamiętać
Mój nagrobek jeszcze jest
Bezimienny czysty
Jednak widzę obcą rękę która
Zbliża się z dłutem w dłoni
Aby wyskrobać mój ból
Pomiędzy życiem, a śmiercią,
Miotam się bezsilny.
Boję się żyć,
Ale też boję się umrzeć.
Samotny,
Opuszczony,
Zapomniany,
Czekam,
Aż ktoś wreszcie
Poda mi dłoń,
Ukoi ból wędrówki.
Wskaże właściwą drogę,
Żebym wreszcie doszedł
Do celu,
Celu w którego
Istnienie wciąż wątpię
Komentarze Miotam się bezsilny.
Boję się żyć,
Ale też boję się umrzeć.
Samotny,
Opuszczony,
Zapomniany,
Czekam,
Aż ktoś wreszcie
Poda mi dłoń,
Ukoi ból wędrówki.
Wskaże właściwą drogę,
Żebym wreszcie doszedł
Do celu,
Celu w którego
Istnienie wciąż wątpię
SiT : :twisted:
łóżko.kobieta.alkohol.wierzy w inteligencję obserwatora.
Komentarze Gola : Prosiłaś o wyjaśnienie oceniania, więc mówię...oceniłam na 4,...
kontragekon : :roll:
Hope : Nie... Kundery się nie pozbędę. Kundera ma tutaj najszersze znaczenia,...

