Anotherland
Siedem minut po północy
Opowiadania :

Ku pamięci

Ku pamięci, Opowiadanie, OpowiadaniaTańczyliśmy razem, chociaż nie umiem i nie lubię tańczyć. Pomiędzy szarymi ścianami bloków z materiału twardego jak nasze życie i sny. Schowaliśmy twarze w nigdy nie milknący cień, w szumiący wrzask deszczu, w mrok niesłabnącego domysłu. Tylko „zdawaniem się” nazywałem świat tężejący wokół nas jak beton koloru serca pospolitego kamienia. Czy posiadam chociaż odrobinę tego, co mam?

Zdawało się, że gasnące kolory
liści płonące pod wilgotnym światem, lekko pulsują, kiedy
przechodzę obok pozornie obojętnie. Wiatr rozrzucał lekkomyślnie
krople deszczu, rozbijając je o blade krawędzie nagrobków. Jakże
kocham spokój tego miejsca. Odległy szum ulicy tutaj przycicha i z
opuszczoną głową błądzi martwymi uliczkami. Na zniszczonej
drodze rozlały się kałuże koloru rtęci, w których przeglądają
się smutnie płaczące wierzby. Poniszczone kwiaty, starają się
objąć wygasłe znicze, aby ogrzać się wspomnieniem ich ciepła.
Tylko gdzie niegdzie miga samotny płomyczek, zwiastujący czyjąś
pamięć.





Przychodzę tutaj tylko dla niej.
Siadam trzy rzędy grobów dalej i staram się patrzeć. To takie
dziwne? Jak można nie umieć patrzeć. Ja nie umiem. Wciąż tylko
szum myśli głośniejszy od ulewy i burzy nad moją głową. Ciąg
skojarzeń przeplatany tymi bolesnymi chwilami, kiedy widzę ją taką
jaka jest. Na ułamek chwili tężęję w smutku jak ona. Czuję jak
jej szare kosmyki włosów opadają na zimne skronie, w wiecznie
zamrożonym ruchu. Przeźroczystymi palcami wiatru dotykam
zaciśniętych ust, ledwie czując ich kształt.





Znowu brudzę krystaliczną wodę
chwili brudnymi słowami, strając się objąć to, co przynależne
jest tylko sercu. Chciałbym kiedyś podejść bliżej, usiąść
obok i odwrócić wzrok w stronę, w którą patrzy. Czy mógłbym
widząc jej delikatne dłonie, nie chcieć poczuć ich smaku?
Wilgotny zapach jaki ją otacza, chłodny i zmysłowy, przywodzi na
myśl odległe i tajemnicze miejsca, w których schronienie znajdują
nasze sny i potwory. Gdybyś tylko odwróciła głowę.





Wiatr się wzmaga i moim ciałem
wstrząsają dreszcze. Deszcz przybiera na sile i zdaje się, jakby
cały świat wypełnił się drobnymi igiełkami. Niechętnie wstaję
z ławki i odwracam się do niej plecami. Przyjdę tutaj znowu.
Będzie na mnie czekać. Strojna w ciszę i piękno nieśmiertelnego
kamienia. Rzeźbiarz... jestem zazdrosny o te ręce, które dzierżąc
dłuto powoływały cię do życia. Gdybym mógł, byłbym jedynym
który kiedykolwiek dotykał twojego szarego ciała.





Tańczyliśmy razem, chociaż tego nie
umiesz.


W mieście dusz i wygasłych zniczy,
klęczę przed pomnikiem dziewczyny, po raz pierwszy żałując, że
potrafię czuć.





Gdybym pocałunkiem tchnął w nią
życie.


Przykładam niepewnie usta do zimnego
kamienia i całuję jej bose stopy. Czuję jej zapach, słony i
metaliczny, który sączy się z milczenia martwych ust. Razem z
deszczem płaczemy, nad śmiercią mojej żony.

Komentarze
Dark_Apostle : W tym co piszesz, podoba mi się to, w jaki sposób rzeczy pozornie proste, potraf...
LordLard : Ciekawy i świetny wiersz.
Średnia ocena: 0
Oceny: 0
starstarstarstarstar

Podobne artykuły