Castle Party 2020
Wracać wciąż do domu Le Guin
Recenzje :

John Zorn - Astronome

Druga część muzycznej trylogii, której trzon stanowią John Zorn, genialny wokalista Mike Patton i basista Trevor Dunn. "Astronome" zostało wydane w tym samym roku co pierwsza część trylogii "Moonchild", ale swoim poziomem przerasta ten album po stokroć.
"Astronome" przynosi zaledwie trzy utwory, ale każdy z nich trwa ponad 12 minut. Słychać tu ewidentnie, że w Zornie odezwały się echa PainKillera i tęsknota za bardziej ekstremalnymi formami muzycznymi. Krążek wiec przynosi bardzo rockowe instrumentarium oparte na mocnej sekcji z potężnie dudniącym basem Dunna. W zasadzie to sekcja rytmiczna stanowi na tym krążku trzon, wokół którego rozgrywa się muzyczna akcja, gdyż instrumentów tutaj nie usłyszymy. Wszystkie efekty, odgłosy są dziełem duetu Trevor Dunn/Joey Baron. Nie można oczywiscie zapomnieć o Mike''u Pattonie, który ani razu nie uraczył tu nas czystym wokalem ograniczając się jedynie do scatu. Pod tym względem moze przyrównać "Astronome" do niektórych projektów Pattona jak chocby Fantomas. Zorn jednak jest muzykiem jazzowym, totez na płycie, pomimo jej ekstremalnosci dominuja jazzowe konstrukcje utworów.

Ogromnym atutem tego albumu jest to, że pomimo swojego skomplikowania i ekstremalności jest to muzyka, którą mozna przyswoić bez z grzytów. Pomysły z "Astronome" znalazły rozwinięcie na "Six Litanies For Heliogabalus", który był jednocześnie krążkiem bardziej ektremalnym. "Astronome" może jest odrobinę bardziej zachowawczy, ale dizęki temu moze trafic do szerszego graona słuchaczy. Niewątpliwie bardzo dobry album, który warto poznać.

Tracklista:

01. Act 1 - A Satanic Baptism (14:34)
02. Act 2 - Alchemy And The Magic Circle (17:02)
03. Act 3 - Transvection (12:44)

Wydawca: Tzadik (2006)
Komentarz
Średnia ocena: 0
Oceny: 0
starstarstarstarstar

Podobne artykuły