Wracać wciąż do domu Le Guin
Castle Party 2020
Recenzje :

Divine Weep - The Omega Man

Tears Of The Ages, Divine Weep, The Omega Man, Mateusz Drzewicz, Hellhaim, power metal, heavy metal, death metal, Rob Halford

Dopiero co recenzowałem „Tears Of The Ages”, a już mam nową płytę Divine Weep „The Omega Man”. I jak tak sobie patrzę to aż nie jestem w stanie uwierzyć, że tak naprawdę minęło już pięć lat. W tym czasie zmienił się wokalista, którym został Mateusz Drzewicz z Hellhaim. Wzmocniło to jeszcze oblicze zespołu, który para się power/heavy metalem, ale momentami potrafi przyłożyć znacznie mocniej.

I to tak aż do blastów i growlingu. Końcówka „The Screaming Skull Of Silence” aż wyrywa z butów, podobne zrywy występują też w „Firestone”. Ciężar, który tu wchodzi wykracza daleko poza ramy gatunku i przybiera postać death metalu. Są to wprawdzie fragmenty, ale znaczące i stanowiące o sile tej płyty. Z drugiej strony są piosenki lżejsze i to akurat te, które następują bezpośrednio po obu wymienionych. Więcej tu power metalowej rozwiązłości z jeźdźcami Nawii i spacerem wśród ruin tego świata w tle, choć i te numery potrafią się rozkręcić i przywalić tęższym brzmieniem, gęstszą perkusją i rozpływającymi się solówkami.  W „Mirdea Lake” są też klimatyczne narracje o zaczarowanym jeziorze, ale i tu znów możemy się zdziwić natykając się i na gardłowe growlingi i na halfordowe skrzeki. Z kolei otwierający „Cold As Metal” jak i zamykający „The Omega Man” to energiczne ciosy i ukłon w stronę bardziej klasycznego heavy metalu. Płyta jest więc zróżnicowana, a zmiany stylistyczne dokonują się nawet w ramach poszczególnych utworów. Wszystko to jednak spina się pewna klamrą, a jedyne, co mi tu nie pasuje to dziwne niemieckojęzyczne intro „Die Gelassenheit”. No, ale to może dlatego, że zupełnie nie rozumiem o co w nim w ogóle chodzi.

Jak już wspomniałem wokalista ma mocną barwę i dociąża muzykę, w wielu miejscach starając się jednak wyciągać i uskrzydlać swoje kwestie, co czyni piosenki bardziej melodyjnymi. Efekt tego na pewno jest pozytywny i wypada to okazale, choć po kilku dniach spędzonych z „The Omega Man” muszę przyznać, że niestety nie odnalazłem na niej żadnego takiego bardziej porywającego przeboju. Płyta dobra, z przebłyskami, ale bez powalających hitów.

Tracklista:

1. Cold As Metal

2. Journeyman

3. Firestone

4. Riders Of Navia

5. The Screaming Skull Of Silence

6. Walking (Through The Debris Of Nations)

7. Die Gelassenheit

8. Mirdea Lake

9. The Omega Man

Wydawca: Ossuary Records (2020)

Ocena szkolna: 4+

Komentarz
Średnia ocena: 0
Oceny: 0
starstarstarstarstar

Podobne artykuły