Komentarze
czuczaczek : Szczerze mówiąc, rozczarowała mnie końcówka. Myślałam - a...
Hexe : iście anielska poezja... podoba mi się bardzo, tak prosty a zarazem...
czuczaczek : Szczerze mówiąc, rozczarowała mnie końcówka. Myślałam - a...
Hexe : iście anielska poezja... podoba mi się bardzo, tak prosty a zarazem...
Gdy ona umiera
Znowu i Znowu
Dla mnie
I przeze mnie
I
Raduje się jak nigdy
Padając na ziemię
Pokonany
Draven : ...tak wyszło =)...
Hope : Fakt, Draven. Układ na myśl akurat mi przywodzi strzałkę w dół. C...
Draven : I międzyinnymi dlatego powstaje poezja jako czyste odzwierciedlenie duszy k...
Kiedyś
Widziałem ciebie za deszczu ścianą
Czekałaś spokojnie
Aż działa pustej ignorancji ucichną
Tak jak kiedyś
Przed wieloma snami
Jak miniona rzeczywistość
Poprzerywana marzeniami
Zignorowałaś granice
Krwawiące między nami
Lecz nadal tam stałaś
Mokra i zziębnięta
Z wielką mocą
Draven : W tym wierszu nie chodziło mi akurat o jakąś zawziętość tylko o...
Wiedzma_Wybredna : coś w tym jest ;) jakaś taka upartość dziecieca przychodzi mi na mysl,...
Opowiem ci o potworze
Głupim i spontanicznym
Okrutnym i jakże kochanym
Opowiem ci historyjkę
Która nie kończy się źle
Więc usiądź na miejscu
Bo nie będzie miała końca
A ja będę patrzeć jak ty śnisz
O jej prostocie
O jej smutnym końcu
Była sobie mała dziewczynka
Nie miała snów ani pragnień
Codziennie z rana płakała nad czymś
Czego nigdy nie posiadała
A co stoi za ścianą z dźwięku
Więc czekała i płakała
Był sobie kiedyś kolec
Wbity prosto w serce
Samotny i prostolinijny
Spłukany krwią małej dziewczynki
Pozbawiony jakichkolwiek celów
Sterczał w kawałku wygasłego życia
Bo krew odpłynęła razem ze łzami
Więc sterczał tam bez celu samotny
Był sobie kiedyś promyk
Popołudniowego sierpniowego słońca
Padający na małą i zniszczoną od łez twarz
Był sobie kiedyś promyk
Który wzbudzał radość i smutek
A z braku czasu wbijał marzycielom
W serca małe i żywe kolce
Była sobie kiedyś łza
Spływająca powoli i bez celu
Nieznacząca zupełnie nic
Jak nikt inny świadczyła o jego obecności
Była sobie mała radość życia
Która wzrastała i mieniła się snami
Aż do dnia gdy straciła moc i upadła
Po to by nigdy już nie wstać
Po to by wypuścić go na wolność
Aby choć raz przez sekundę
Dotknąć jego pragnień które porażały
Ale ona nadal go kochała
Nie tylko w snach
Nie tylko poza czasem
Zawsze
Ten kto ją widział
Biegnącą przez szare dni
Jej
Przepełnionej jego obecnością
Radosnej i prostej egzystencji
Niech szybko zamknie oczy
I zapomni o swoich snach
Była sobie kiedyś ta jedyna
Niezniszczalna i nie odkryta
Ta niezwykła i niedościgniona
Zbyt wolna by chodzić
Zbyt wolna by latać
Wśród niedopałków życia
Którego nigdy nie było
Ona wiedziała wszystko
Co głupie i śmieszne
Ona znała smak słów
O których wszechstronność zapomniała
Ona znała smak dni
O których ja nie pozwolę ci zapomnieć
Dlatego że to ty masz moc
Wcielania się w jej ostatnią niezłomną część
Kawałka duszy i fragmentu ciała
Była sobie mała dziewczynka
Której serce już nie krwawiło
Bo dała za wygraną i zasnęła
Odpychając od siebie wszystko i nic
I choć przestała już płakać
Nadal czegoś szukała
Nie wiedząc czego
Więc szukała i już nie płakała
Bo kolec został usunięty
Przez widzialną i nazbyt szybką by ja ująć
Dłoń
Która należała do ciebie
Był sobie kiedyś mały kolec który spadł
W znaczenie myśli
Gdziekolwiek
Bo nie był już potrzebny
Nigdzie indziej
Poza kolejnym sercem które nie czuło potrzeby by ją ujrzeć
Głupiego uczucia bez odrobiny jego obecności
Była sobie mała dziewczynka
Która we mgle ujrzała znaczenie
Tego czego szukała wykrwawiając się na marne
Ujrzała jego smutny koniec
Ujrzała koniec wiecznego snu o nieskończoności
Szukała bezkresności
Pozbawionej miłości bez cierpienia
Opowiem ci o potworze
Którego nosi w sobie każdy z nas
Wszechogarniającym wszystkie znaczenia
Pozostawiając tylko małą przestrzeń
Do dyspozycji dla marzycieli takich jak ty
Opowiem ci o przestrzeni
Którą poznałem i zapamiętałem
I bendę pamiętać do końca życia
Które dała nam mała dziewczynka
Po tym jak znalazła skarb
Który ją od niego wyzwolił
Który nie pokazał nikomu odpowiednich drzwi
Który uświadomił nam wiele rzeczy
Opowiem ci o potworze
Którego imię istniało zawszę
W naszej pamięci i poza nią
Wcześnie w środku
I potem by kolejnych wrażliwych na słowa
Osłabić i zmobilizować lub zabić
I w cierpieniu odesłać
Tam gdzie naucza się dostrzegać
Pewne rzeczy i znaczenie zdarzeń
Opowiem ci o dziewczynce
Która stała się kobietą
Po to by dziewczynką pozostać
I poznać imię prawdziwego
Nauczyciela życia
Opowiem ci o potworze
Któremu na imię ból
Lecz niech nie zwiedzie cię jego postura
Bo kryje się pod postaciami wieloma
W miłości wszechobecnej
W tęsknocie wszechogarniającej
W myślach które były zawszę i zawszę bendą
Głupim i spontanicznym
Okrutnym i jakże kochanym
Opowiem ci historyjkę
Która nie kończy się źle
Więc usiądź na miejscu
Bo nie będzie miała końca
A ja będę patrzeć jak ty śnisz
O jej prostocie
O jej smutnym końcu
Była sobie mała dziewczynka
Nie miała snów ani pragnień
Codziennie z rana płakała nad czymś
Czego nigdy nie posiadała
A co stoi za ścianą z dźwięku
Więc czekała i płakała
Był sobie kiedyś kolec
Wbity prosto w serce
Samotny i prostolinijny
Spłukany krwią małej dziewczynki
Pozbawiony jakichkolwiek celów
Sterczał w kawałku wygasłego życia
Bo krew odpłynęła razem ze łzami
Więc sterczał tam bez celu samotny
Był sobie kiedyś promyk
Popołudniowego sierpniowego słońca
Padający na małą i zniszczoną od łez twarz
Był sobie kiedyś promyk
Który wzbudzał radość i smutek
A z braku czasu wbijał marzycielom
W serca małe i żywe kolce
Była sobie kiedyś łza
Spływająca powoli i bez celu
Nieznacząca zupełnie nic
Jak nikt inny świadczyła o jego obecności
Była sobie mała radość życia
Która wzrastała i mieniła się snami
Aż do dnia gdy straciła moc i upadła
Po to by nigdy już nie wstać
Po to by wypuścić go na wolność
Aby choć raz przez sekundę
Dotknąć jego pragnień które porażały
Ale ona nadal go kochała
Nie tylko w snach
Nie tylko poza czasem
Zawsze
Ten kto ją widział
Biegnącą przez szare dni
Jej
Przepełnionej jego obecnością
Radosnej i prostej egzystencji
Niech szybko zamknie oczy
I zapomni o swoich snach
Była sobie kiedyś ta jedyna
Niezniszczalna i nie odkryta
Ta niezwykła i niedościgniona
Zbyt wolna by chodzić
Zbyt wolna by latać
Wśród niedopałków życia
Którego nigdy nie było
Ona wiedziała wszystko
Co głupie i śmieszne
Ona znała smak słów
O których wszechstronność zapomniała
Ona znała smak dni
O których ja nie pozwolę ci zapomnieć
Dlatego że to ty masz moc
Wcielania się w jej ostatnią niezłomną część
Kawałka duszy i fragmentu ciała
Była sobie mała dziewczynka
Której serce już nie krwawiło
Bo dała za wygraną i zasnęła
Odpychając od siebie wszystko i nic
I choć przestała już płakać
Nadal czegoś szukała
Nie wiedząc czego
Więc szukała i już nie płakała
Bo kolec został usunięty
Przez widzialną i nazbyt szybką by ja ująć
Dłoń
Która należała do ciebie
Był sobie kiedyś mały kolec który spadł
W znaczenie myśli
Gdziekolwiek
Bo nie był już potrzebny
Nigdzie indziej
Poza kolejnym sercem które nie czuło potrzeby by ją ujrzeć
Głupiego uczucia bez odrobiny jego obecności
Była sobie mała dziewczynka
Która we mgle ujrzała znaczenie
Tego czego szukała wykrwawiając się na marne
Ujrzała jego smutny koniec
Ujrzała koniec wiecznego snu o nieskończoności
Szukała bezkresności
Pozbawionej miłości bez cierpienia
Opowiem ci o potworze
Którego nosi w sobie każdy z nas
Wszechogarniającym wszystkie znaczenia
Pozostawiając tylko małą przestrzeń
Do dyspozycji dla marzycieli takich jak ty
Opowiem ci o przestrzeni
Którą poznałem i zapamiętałem
I bendę pamiętać do końca życia
Które dała nam mała dziewczynka
Po tym jak znalazła skarb
Który ją od niego wyzwolił
Który nie pokazał nikomu odpowiednich drzwi
Który uświadomił nam wiele rzeczy
Opowiem ci o potworze
Którego imię istniało zawszę
W naszej pamięci i poza nią
Wcześnie w środku
I potem by kolejnych wrażliwych na słowa
Osłabić i zmobilizować lub zabić
I w cierpieniu odesłać
Tam gdzie naucza się dostrzegać
Pewne rzeczy i znaczenie zdarzeń
Opowiem ci o dziewczynce
Która stała się kobietą
Po to by dziewczynką pozostać
I poznać imię prawdziwego
Nauczyciela życia
Opowiem ci o potworze
Któremu na imię ból
Lecz niech nie zwiedzie cię jego postura
Bo kryje się pod postaciami wieloma
W miłości wszechobecnej
W tęsknocie wszechogarniającej
W myślach które były zawszę i zawszę bendą
Zapadł zmierzch
Tajemnica wiecznej miłości
zasnęła schowana pod drzewem
Drzewo pełne błękitnych liści
jest niemym świadkiem
losów dwojga ludzi
uwikłanych w ścieżki uczuć
Czym jest dla nich miłość
Tułaczką po bezdrożach
Wieczną wędrówką przez ciernie
bez przyszłości i nadziei
Być może kiedyś....
Tajemnica wiecznej miłości
zasnęła schowana pod drzewem
Drzewo pełne błękitnych liści
jest niemym świadkiem
losów dwojga ludzi
uwikłanych w ścieżki uczuć
Czym jest dla nich miłość
Tułaczką po bezdrożach
Wieczną wędrówką przez ciernie
bez przyszłości i nadziei
Być może kiedyś....
Znalazłam lustro
w pustym pokoju
przeszłam przez nie
na drugą stronę
do świata snów
śnię...
w pustym pokoju
przeszłam przez nie
na drugą stronę
do świata snów
śnię...
Gdzie się chowasz
me natchnienie
gdzie uciekasz
mój błękicie
Po nocy
bez snów
wróciłyście do mnie
znów taniec wiedźm
rozniecił wielki płomień
me natchnienie
gdzie uciekasz
mój błękicie
Po nocy
bez snów
wróciłyście do mnie
znów taniec wiedźm
rozniecił wielki płomień
Szklany feniks
błękitnych snów
rozbił tęczę
na tysiąc
błekitnych smoków
szaleństwo słów
i myśli
coraz głębiej
we mnie
błękitnych snów
rozbił tęczę
na tysiąc
błekitnych smoków
szaleństwo słów
i myśli
coraz głębiej
we mnie
W ciszy
pełnej wirujących
gwiazd pustki
rodzą się
koszmarne sny
pełne krwi
i nienawiści
mroku i lęku
pełnej wirujących
gwiazd pustki
rodzą się
koszmarne sny
pełne krwi
i nienawiści
mroku i lęku
Buntownik idący przez życie z poranionymi rękami
Ja z poranionymi rękami
Jak ten buntownik,
Całe życie pod prąd...
Ja z poranionymi rękami
Jak ten buntownik,
Całe życie pod prąd...
Pomóż mi trwać
Bym mógł dryfować
Chwyć mą dłoń
Bym mógł przestać pikować
W dół rzeczywistości
Której nienawidzę
Chcę się pogrążyć w ramionach
Twojej słodkiej nierealności
I zostać tam na zawszę
Zapominając o brzemionach
Które narzuciło mi życie
I uczyń życie wiecznym snem
A nie kolejnym dniem
Bez nadziei na wolność
O której zawsze marzyłem
Bo mentalnie upadku nie przeżyję
To realnie może uda mi się podnieść
Ale krwawych plam po łzach już nie zmyję
I zostawiając ją za sobą
Z najwyższej wieży skoczyłem
Więc nie ma już dla mnie odwrotu
Z czego bardzo się cieszę
Bo zawszę o tym marzyłem
Bym mógł dryfować
Chwyć mą dłoń
Bym mógł przestać pikować
W dół rzeczywistości
Której nienawidzę
Chcę się pogrążyć w ramionach
Twojej słodkiej nierealności
I zostać tam na zawszę
Zapominając o brzemionach
Które narzuciło mi życie
Chwyć mą dłoń
I uczyń życie wiecznym snem
A nie kolejnym dniem
Bez nadziei na wolność
O której zawsze marzyłem
Chwyć mą dłoń
Bo mentalnie upadku nie przeżyję
To realnie może uda mi się podnieść
Ale krwawych plam po łzach już nie zmyję
Całą przeszłość zagłuszyłem
I zostawiając ją za sobą
Z najwyższej wieży skoczyłem
Więc nie ma już dla mnie odwrotu
Z czego bardzo się cieszę
Bo zawszę o tym marzyłem

