Pełnia księżyca rozświetla polanę,
Mrok nas otacza,
Ale nie jest on straszny,
Tuli nas, uspokaja.
Na tej polanie my...
Ja i Ona...
Leży wtulona we mnie.
Tarcza naszego uczucia odpędza złe demony.
Czuje ciepło Jej ciała.
Miękkkość Jej włosów.
Widzę Jej głębokie spojrzenie,
Jej piękne oczy wpatrzone w moje.
Nagle czuje ruch.
W Jej dłoni widzę sztylet,
Piękny kawałek stali połyskujący w łunie Księżyca.
Błądzi zimnym ostrzem po mojej szyi.
Nagle jedno szybkie cięcie,
czuję ból gwałtowny, ale krótki,
Na szyi czuje spływającą delikatnie krew.
Jej usta zbliżają się do rany,
Czuję na tej ranie cieplutki języczek.
Jest tak miło.
Na ciele czuję Jej błądzące ostre pazurki.
Przepełnia mnie rozkosz.
Nagle podrywa się od szyi.
Patrzy swoimi pięknymi oczami w moje,
W głąb mej duszy.
Z kącików ust ciekną kropelki krwi,
Jej długie ciemne włosy spływają na ramiona.
Całuje.
Gorąco...
Namiętnie...
Na moim policzku,
Czuję,
Spływającą z Jej ust,
Kropelkę mojej krwi.
Leżymy splecieni w tej,
Wampirycznej ekstazie,
Otoczeni przez życzliwą nam noc.
Ta chwila mogłaby trwać wiecznie...
Mrok nas otacza,
Ale nie jest on straszny,
Tuli nas, uspokaja.
Na tej polanie my...
Ja i Ona...
Leży wtulona we mnie.
Tarcza naszego uczucia odpędza złe demony.
Czuje ciepło Jej ciała.
Miękkkość Jej włosów.
Widzę Jej głębokie spojrzenie,
Jej piękne oczy wpatrzone w moje.
Nagle czuje ruch.
W Jej dłoni widzę sztylet,
Piękny kawałek stali połyskujący w łunie Księżyca.
Błądzi zimnym ostrzem po mojej szyi.
Nagle jedno szybkie cięcie,
czuję ból gwałtowny, ale krótki,
Na szyi czuje spływającą delikatnie krew.
Jej usta zbliżają się do rany,
Czuję na tej ranie cieplutki języczek.
Jest tak miło.
Na ciele czuję Jej błądzące ostre pazurki.
Przepełnia mnie rozkosz.
Nagle podrywa się od szyi.
Patrzy swoimi pięknymi oczami w moje,
W głąb mej duszy.
Z kącików ust ciekną kropelki krwi,
Jej długie ciemne włosy spływają na ramiona.
Całuje.
Gorąco...
Namiętnie...
Na moim policzku,
Czuję,
Spływającą z Jej ust,
Kropelkę mojej krwi.
Leżymy splecieni w tej,
Wampirycznej ekstazie,
Otoczeni przez życzliwą nam noc.
Ta chwila mogłaby trwać wiecznie...
Idę przez miasto...
Jest puste.
Umarło ?
Nie, żyje...
Śpi...
Jedynymi moimi towarzyszami podróży
Samotność i Wspomnienia.
Wspomnienia są złe...
Wyzwalają smutek i cierpienie.
Pogrążam się w bezradność, rozpacz, łzy.
Płaczę.
Moje łzy spływają po policzkach,
Zostawiają mokre ślady na chodniku,
Odpoczywającym od codziennego zgiełku.
Mijam kolejne ulice.
Puste ulice...
Połamane serce boli...
Marzę o Śmierci,
O tym, by ta pustka pochłonęła mnie...
Na zawsze.
Ale nie mam wyboru...
Muszę iść dalej przed siebie,
Mijam znane mi miejsca.
Kiedyś było tu tak miło, przyjemnie...
Teraz pozostał po tych czasach smutek i żal.
Pomimo demonów przeszłości,
Które ciągle mnie atakują,
Idę dalej,
Nie odwracam się...
Podróżując tak,
Po wyludnionym mieście,
Docieram do mej ostoi,
Mojej twierdzy,
Mojego domu...
Jest puste.
Umarło ?
Nie, żyje...
Śpi...
Jedynymi moimi towarzyszami podróży
Samotność i Wspomnienia.
Wspomnienia są złe...
Wyzwalają smutek i cierpienie.
Pogrążam się w bezradność, rozpacz, łzy.
Płaczę.
Moje łzy spływają po policzkach,
Zostawiają mokre ślady na chodniku,
Odpoczywającym od codziennego zgiełku.
Mijam kolejne ulice.
Puste ulice...
Połamane serce boli...
Marzę o Śmierci,
O tym, by ta pustka pochłonęła mnie...
Na zawsze.
Ale nie mam wyboru...
Muszę iść dalej przed siebie,
Mijam znane mi miejsca.
Kiedyś było tu tak miło, przyjemnie...
Teraz pozostał po tych czasach smutek i żal.
Pomimo demonów przeszłości,
Które ciągle mnie atakują,
Idę dalej,
Nie odwracam się...
Podróżując tak,
Po wyludnionym mieście,
Docieram do mej ostoi,
Mojej twierdzy,
Mojego domu...
Siedzę w moim pokoju,
Panuje półmrok,
Jestem sam,
Cisza...
Tę śmiertelną ciszę zagłusza
Cichutkie tykanie zegara,
W tej pustce towarzyszą mi
Ból i smutek.
Nastał czas...
Z szafki wyciągam żyletkę.
Jej odbity blask płomienia świecy
Przypomina dawne dni...
Zdecydowałem.
Tnę nią głęboko i równo wzdłuż ramienia...
Boli.
Bardzo boli.
Ale to nic w porównaniu z bólem mojego
Rozdartego serca.
Z każdym tyknięciem
Towarzyszącego wiernie w tej chwili zegara,
Płynie pulsując
Ciemnoczerwona, gęsta krew.
Ubywają ze mnie siły,
Czuje, że zbliżam się,
Do upragnionej śmierci.
Każda sekunda
To krok w jej kierunku.
Ogarnia mnie chłód.
Ale nie jest straszny, jest przyjemny.
Mijają chwile.
Obraz przed oczami zasłonił mrok.
Upadam.
Czuje jak leżę w ciepłej, lepkiej cieczy.
Tak, to moja krew.
Śmierć wyciąga do mnie ręce.
Tak. Tylko ona mnie chce.
Idę do niej powoli.
A zegar - cichy świadek mojej śmierci,
Tyka dalej niewzruszony niczym.
Panuje półmrok,
Jestem sam,
Cisza...
Tę śmiertelną ciszę zagłusza
Cichutkie tykanie zegara,
W tej pustce towarzyszą mi
Ból i smutek.
Nastał czas...
Z szafki wyciągam żyletkę.
Jej odbity blask płomienia świecy
Przypomina dawne dni...
Zdecydowałem.
Tnę nią głęboko i równo wzdłuż ramienia...
Boli.
Bardzo boli.
Ale to nic w porównaniu z bólem mojego
Rozdartego serca.
Z każdym tyknięciem
Towarzyszącego wiernie w tej chwili zegara,
Płynie pulsując
Ciemnoczerwona, gęsta krew.
Ubywają ze mnie siły,
Czuje, że zbliżam się,
Do upragnionej śmierci.
Każda sekunda
To krok w jej kierunku.
Ogarnia mnie chłód.
Ale nie jest straszny, jest przyjemny.
Mijają chwile.
Obraz przed oczami zasłonił mrok.
Upadam.
Czuje jak leżę w ciepłej, lepkiej cieczy.
Tak, to moja krew.
Śmierć wyciąga do mnie ręce.
Tak. Tylko ona mnie chce.
Idę do niej powoli.
A zegar - cichy świadek mojej śmierci,
Tyka dalej niewzruszony niczym.
Mrok...
dookoła mrok...
Przez ciemność otoczony...
Siedzę...
Siedzę sam...
Zupełnie przygnębiony...
Nadzieja...
Jaka nadzieja?...
W tym mroku jej nie widzę...
Mówią...
Mówią żyj...
Swego życia nienawidzę...
Walczę...
Walczę dalej...
Chociaż wciąż upadam...
I czuję...
Czuję wciąż...
Jak w ten mrok przepadam...
Komentarze dookoła mrok...
Przez ciemność otoczony...
Siedzę...
Siedzę sam...
Zupełnie przygnębiony...
Nadzieja...
Jaka nadzieja?...
W tym mroku jej nie widzę...
Mówią...
Mówią żyj...
Swego życia nienawidzę...
Walczę...
Walczę dalej...
Chociaż wciąż upadam...
I czuję...
Czuję wciąż...
Jak w ten mrok przepadam...
czuczaczek : Zgadzam się z Hope. W swoim życiu przeczytałam już setki wierszy w...
Hope : ała... ten tekst bolał. Naprawdę cierpiałam czytając go... Nie w...
Mówią, że życie to droga...
to nieprawda
Życie to tunel...
Ciemny, mroczny, nieprzenikniony.
Nie ma żadnego światła,
Co pewien czas się rozgałęzia...
Którą wybrać drogę? Nie wiem...
Błądzę po omacku...
Ciągle napotykam przeszkody...
Potykam się o nie...
Upadam...
Upadek boli,
Ale wstaje...
Idę dalej...
Wciąż brak mi światła,
Wskazówek,
Przewodnika.
Mijam skróty...
Lecz są one bardziej mroczne,
niż mrok, kóry mnie otacza.
Boję się ich,
Więc idę dalej,
Wciąż błądząc i potykając się,
Do celu mej wędrówki.
Tym celem śmierć...
to nieprawda
Życie to tunel...
Ciemny, mroczny, nieprzenikniony.
Nie ma żadnego światła,
Co pewien czas się rozgałęzia...
Którą wybrać drogę? Nie wiem...
Błądzę po omacku...
Ciągle napotykam przeszkody...
Potykam się o nie...
Upadam...
Upadek boli,
Ale wstaje...
Idę dalej...
Wciąż brak mi światła,
Wskazówek,
Przewodnika.
Mijam skróty...
Lecz są one bardziej mroczne,
niż mrok, kóry mnie otacza.
Boję się ich,
Więc idę dalej,
Wciąż błądząc i potykając się,
Do celu mej wędrówki.
Tym celem śmierć...
Komentarze
Wiedzma_Wybredna : no własnie i nie byłabym taka pewna czy ludzie tez nie tęsknią na pok...
Hexe : dziękuję zq słowa krytyki, które były jak wiadro zimnej wody :twist...
Wiedzma_Wybredna : tęsknota... łzy - jakoś mi jedno do drugiego nijak pasuje (chyba ze ja jakaś...
Wiedzma_Wybredna : no własnie i nie byłabym taka pewna czy ludzie tez nie tęsknią na pok...
Hexe : dziękuję zq słowa krytyki, które były jak wiadro zimnej wody :twist...
Wiedzma_Wybredna : tęsknota... łzy - jakoś mi jedno do drugiego nijak pasuje (chyba ze ja jakaś...
Komentarze
Hope : Tekst totalnie do mnie nie trafia. Nie podoba się styl i patetyczno -"werterowak...
Hope : Tekst totalnie do mnie nie trafia. Nie podoba się styl i patetyczno -"werterowak...
"Tępy sztylet mą nić życia poranił,
Raniąc, a serca nie zatrzymując.
Ariadno!Czemuż Twa nić zgubiła
W tych korytarzach Labrysu nieskończonych!
Pełzając w komnacie przygnębienia...
Przysiągłbym, że to niebo!
Jakże łatwo poświęcić me życie dla chwili z nią.
Tępy sztylet upadł, ten dźwięk...
Tysiącem sopli lodowych dla mojego ciała
Tępy sztylet mą nić życia poranił..."
Raniąc, a serca nie zatrzymując.
Ariadno!Czemuż Twa nić zgubiła
W tych korytarzach Labrysu nieskończonych!
Pełzając w komnacie przygnębienia...
Przysiągłbym, że to niebo!
Jakże łatwo poświęcić me życie dla chwili z nią.
Tępy sztylet upadł, ten dźwięk...
Tysiącem sopli lodowych dla mojego ciała
Tępy sztylet mą nić życia poranił..."
Komentarze
Podmuch_wiatru : Bardzo mi się podoba, sposób pisania wspaniały, świetny przekaz. T...
Sachmet_Luna : tez tak uwazam... a co do papeirosow, to jestem na glodzie nikotynowym bo rzu...
eIcILipse : tez tak uwazam... a co do papeirosow, to jestem na glodzie nikotynowym bo rzu...
Podmuch_wiatru : Bardzo mi się podoba, sposób pisania wspaniały, świetny przekaz. T...
Sachmet_Luna : tez tak uwazam... a co do papeirosow, to jestem na glodzie nikotynowym bo rzu...
eIcILipse : tez tak uwazam... a co do papeirosow, to jestem na glodzie nikotynowym bo rzu...

