Pustkowie lodem pokryte pękłoI rozlało się światło pośród ciemnościPragnienie dotyku zapomnianeDrąży skałę milczenia
Cienie przeszłości umilkły pośród zgiełku myśli nowychW szum drzew samotnych ubrane
Spacerują uliczkami I palą
On już wiePrzegrał po raz kolejnyZostaną dzikie krajobrazy słów niewypowiedzianychI pustka rozrywająca serce
Zapomnienie wciska się na kolana nieproszoneI tylko kształt jej oczuZapach włosówDotyk
Cienie przeszłości umilkły pośród zgiełku myśli nowychW szum drzew samotnych ubrane
Spacerują uliczkami I palą
On już wiePrzegrał po raz kolejnyZostaną dzikie krajobrazy słów niewypowiedzianychI pustka rozrywająca serce
Zapomnienie wciska się na kolana nieproszoneI tylko kształt jej oczuZapach włosówDotyk
Hope : Zakonczyłabym cały tekst na tym: "od zmyślonej prożni" Poza tym...
ochujalam : Nie mylisz się. Tytuły to jest coś co chyba najtrudniej mi stworzyć, a n...
minawi : Wiersz nawet niczego sobie, tylko czemu taki tytuł?? Dla mnie to on jest wzię...
mójże ty przyjacielu
tak daleko a tak blisko
splatasz me warkocze w jeden sen
marzenie o namiętnym końcu przyjaźni
znajomość bez zobowiązań
zawsze ma drugie dno
nie mów więc dziękuję
za to co ofiaruję
tobie po stokroć w zamian
za twoje dosadne i charytatywne proszę
mam swoje zdanie
i jeśli ponoszę
straty nad wyraz za bardzo moralne
to tylko dlatego że moja jaźń
ma wielki kaprys
wielki foch w zanadrzu
chcę być dla ciebie
tym co nieprzejednane
i nigdy nie mów mi że noszę
w sobie tajemnicę
zagmatwania dobra i zła
przecież jestem po obu stronach
czyli nie popieram żadnej
kwestii rozmyślania
i mów do mnie jeszcze
i patrz w moje ślepe oczy
może przynajmniej
morze słów bez namysłu rzuconych
przeskoczysz
24 VIII 2006
tak daleko a tak blisko
splatasz me warkocze w jeden sen
marzenie o namiętnym końcu przyjaźni
znajomość bez zobowiązań
zawsze ma drugie dno
nie mów więc dziękuję
za to co ofiaruję
tobie po stokroć w zamian
za twoje dosadne i charytatywne proszę
mam swoje zdanie
i jeśli ponoszę
straty nad wyraz za bardzo moralne
to tylko dlatego że moja jaźń
ma wielki kaprys
wielki foch w zanadrzu
chcę być dla ciebie
tym co nieprzejednane
i nigdy nie mów mi że noszę
w sobie tajemnicę
zagmatwania dobra i zła
przecież jestem po obu stronach
czyli nie popieram żadnej
kwestii rozmyślania
i mów do mnie jeszcze
i patrz w moje ślepe oczy
może przynajmniej
morze słów bez namysłu rzuconych
przeskoczysz
24 VIII 2006
Widziałem kiedyś cień
Tak wzniosły i kruchy
Bezszelestnie
Poruszający się po czasie
Widziałem kiedyś cień
Wznioślejszy od słów
Które skrywał pod płaszczem
Z najdelikatniejszych łez
Widziałem kiedyś cień
Zgarbiony w rozpaczy
A jednocześnie radosny
I nieprzenikniony
Spotkałem kiedyś cień
W ciemnej uliczce wieczności
A on spojrzał mi w oczy
I zrozumiałem
Że czasu nie zatrzymam
Że swych niezrozumienia łez nie dotknę
Ujrzałem w jego oczach
Wartość marzeń
I bezsens zadumy nad życiem
Bez choć odrobiny prozaiczności
Krople deszczu spływają jednostajnym rytmem
Przemoknięte myśli chowają się pod liśćmi drzewPusty szum w pustej przestrzeniCichy szept aniołów
Przybity stalą chmur muskam wilgoćChłód wyrywa otępienie z ciałaA krople spływają jedna po drugiej perlistym sznuremMiarowy ból
I patrząc zapłakanymi oczymaWidzę dotyk smutkuPochmurnego wędrowca który trzyma mnie za rękęWiem już…Wszystkie te chwile rozpłyną się jak łzy w deszczu
Przemoknięte myśli chowają się pod liśćmi drzewPusty szum w pustej przestrzeniCichy szept aniołów
Przybity stalą chmur muskam wilgoćChłód wyrywa otępienie z ciałaA krople spływają jedna po drugiej perlistym sznuremMiarowy ból
I patrząc zapłakanymi oczymaWidzę dotyk smutkuPochmurnego wędrowca który trzyma mnie za rękęWiem już…Wszystkie te chwile rozpłyną się jak łzy w deszczu
Zebraliśmy się tu
co by uczcić słowa jego
z ust zastygłych wypowiedziane.
Uczcić myśli
z rąk jego
bez czucia juz
napisane.
Wszycy doskonale pamiętamy,
na początku było słowo.
Nigdy nie chybiło ono w swym przekonaniu
raziło jakoby pocisk na polu
pełnym rozbieganych żołnierzy.
Owszem,
raniło.
Raniło i to bardzo mocno nie raz.
Często również przynosiło ulgę
niczym butelka wina
wykopana z najgłębszych czeluści winnic.
Tak samo nasycamy sie jego zapachem,
wytworem. Nie ma tu metafor.
Można je porównać...
Na początku nie będzie smakować.
Z czasem jednak,
ludzka pamięć otrzeźwieje
i przypomni sobie o nowym wyrobie
ludzkiej wyobraźni, smaku, gustu.
I choćby po trupach, jak to Makiaweli powiadał
mieli go odnaleźć - znajdą i otworzą.
I na nowo odkryją, że pominęli coś ważnego.
Że jest inny smak,
Że jest inna wizja,
Że jest inne podejście.
co by uczcić słowa jego
z ust zastygłych wypowiedziane.
Uczcić myśli
z rąk jego
bez czucia juz
napisane.
Wszycy doskonale pamiętamy,
na początku było słowo.
Nigdy nie chybiło ono w swym przekonaniu
raziło jakoby pocisk na polu
pełnym rozbieganych żołnierzy.
Owszem,
raniło.
Raniło i to bardzo mocno nie raz.
Często również przynosiło ulgę
niczym butelka wina
wykopana z najgłębszych czeluści winnic.
Tak samo nasycamy sie jego zapachem,
wytworem. Nie ma tu metafor.
Można je porównać...
Na początku nie będzie smakować.
Z czasem jednak,
ludzka pamięć otrzeźwieje
i przypomni sobie o nowym wyrobie
ludzkiej wyobraźni, smaku, gustu.
I choćby po trupach, jak to Makiaweli powiadał
mieli go odnaleźć - znajdą i otworzą.
I na nowo odkryją, że pominęli coś ważnego.
Że jest inny smak,
Że jest inna wizja,
Że jest inne podejście.

