Zmierzch Bogów
Wracać wciąż do domu Le Guin
Opowiadania :

Szczęśliwego Nowego Roku

[...]Niektórzy zaczęli pląsać w rytm szaleńczo szybkiej i mocnej muzyki EBM, inni oddalili się w parach aby przedyskutować kilka palących spraw, które w rzeczywistości były najbardziej błahymi problemami pod słońcem. Chipsów, paluszków i alkoholu ubywało, ale jak to w sylwestrową noc nikt nie był aż do końca wystarczająco pijany.[...]

Podobnie jak co roku, również i tej zimy umówiłem się z przyjaciółmi na imprezę, która miała się odbyć w sylwestrową noc. Jak każdego roku wybieraliśmy jedną osobę, która miała być gospodarzem imprezy, a jej dom miał być dewastowany w pijanym widzie przez imprezowiczów. Szczęśliwiec, który okazał się gospodarzem usuwał wcześniej przezornie co cenniejsze sprzęty z mieszkania, ale i tak wszyscy potem ponosili koszty takiej imprezy. Oczywiście wraz z upływem lat imprezy uspokajały się, stając się spotkaniem starych przyjaciół, którzy zazwyczaj nie mieli okazji widzieć się przez cały rok; jednak nasze temperamenty, zwłaszcza poparte procentami, nie pozwoliły nam ukończyć imprezy w cywilizowany sposób.
Nigdy jednak nie było mowy o jakiś bójkach! Chodziło wyłącznie o straty materialne.
Tego roku mieliśmy się spotkać w sylwestrową noc w domu Michała. Dom ów znajdował się na przedmieściach naszego rodzinnego miasta, na uroczym osiedlu w cieniu zalesionych gór. I chociaż pogoda była tej zimy pochmurna i deszczowa, już od początku tygodnia w telewizji zapowiadali ochłodzenie i opady śniegu.
Gwiazdka minęła jak co roku; miła rodzinna atmosfera, łzy podczas składania życzeń, a potem uroczysta kolacja zakończona wręczaniem podarków. Standard, ale zarazem miła odmiana po całym szarym roku wypełnionym pracą. A w poniedziałek po drugim dniu świąt zaczęły się przygotowania do imprezy.
Zadzwoniłem do wszystkich, którzy mieli się stawić u Michała i umówiłem w miarę możliwości na spotkanie w naszej ulubionej knajpie, w Angelusie. W pierwszy dzień tygodnia nie powinno być żadnego ruchu w barze, więc można będzie swobodnie porozmawiać. Przyszedłem oczywiście jako pierwszy, żeby pogadać z barmanem i pograć z nim w lotki i piłkarzyki. A około dwudziestej zaczęli pojawiać się kolejno wszyscy uczestnicy sylwestrowego spotkania. W sumie razem ze mną zebrało się osiem osób. Najmłodszy z nas miał lat 25, a najstarszy 30. Różni ludzie z różnych domów, wykształceni i nie; tacy, którym się powiodło i tacy, których życie ciągle kopie po tyłku czy to z własnej winy, czy też z winy opatrzności.
Zapanował miły, niemal podniosły nastrój. Uściski, „misiaczki”, powitania, morze piwa… Ustaliliśmy w sumie to co zwykle, ale każda okazja jest dobra, żeby napić się w gronie osób, które lubi się najbardziej, do których ma się sentyment… Jak zwykle zrobimy zbiórkę na alkohol, a potem mój braciszek zawiezie go dzień wcześniej do domu gospodarza. Całe jedzenie, każdy ile może, przyniesie już w dniu imprezy ze sobą. Podobnie muzyka; w zasadzie każdy z nas lubi podobny gatunek muzyki, więc z tym nie ma nigdy problemu.
Znów wróciłem do domu po drugiej w nocy. Dobrze, że wszyscy spali…
Kolejne coraz zimniejsze dni grudnia upływały na przedimprezowej gorączce. Przeliczanie funduszy na moce przerobowe organizmu plus ewentualne dofinansowanie tych, którym nie przelewa się nie tylko gorzałka. Jak zwykle w takich okolicznościach pytanie i prośba zarazem: „mamusiu, zrób sałatkę, sernik i upiecz karkówkę, bo na Sylwestra idę do Michała i robimy zrzutkę, proszę…” I tak kolejne krótkie dni i długie wieczory spędzane w knajpie na grze w lotki.
Nadszedł wreszcie dzień Sylwestra. Od rana, gdy tylko wstałem na lekkim kacu, rozpocząłem odliczanie wlekących się w nieskończoność minut i godzin; byle do osiemnastej. Pierwotny pomysł spotkania się o szesnastej upadł, ze względu na to, że wszyscy chcieli doczekać do północy, a nie u wszystkich już taka mocna głowa jak niegdyś, a człowiek nie wielbłąd i pić musi.
O piątej po południu nie wytrzymałem i poprosiłem brata, żeby mnie zawiózł do Michała. Gdy dotarliśmy na miejsce okazało się, że poza gospodarzem i jego bratem Markiem na miejscu był już Krzysiek. A do godziny siódmej wieczorem cała ósemka była już w komplecie. Jak zwykle impreza zaczęła się dosyć skromnie, jakiś posiłek, kilka kieliszków wódki, parę piw. W miarę, jak alkohol zaczynał krążyć w żyłach spotkanie nabierało impetu dyskusje stawały się żywsze, a twarze czerwieńsze. Muzyka jakby przycichła, chociaż cały czas ktoś podchodził do wieży i kręcił potencjometrem o kilka kresek w stronę znaku plus. Niektórzy zaczęli pląsać w rytm szaleńczo szybkiej i mocnej muzyki EBM, inni oddalili się w parach aby przedyskutować kilka palących spraw, które w rzeczywistości były najbardziej błahymi problemami pod słońcem. Chipsów, paluszków i alkoholu ubywało, ale jak to w sylwestrową noc nikt nie był aż do końca wystarczająco pijany.

Po toaście o północy wszyscy wrócili do imprezowania, ale każdy odnosił wrażenie, że impreza jakby przygasła. Przynajmniej ja zawsze odnoszę takie wrażenie po północy w Sylwestra. Waldek poszedł na górę, Krzysiek zaległ w rogu kanapy aby skorzystać z chwili snu, dopóki ktoś nie obudzi go na kolejny kieliszek wódki. Natalia też poszła na górę a cała reszta wraz ze mną pogrążyła się w rozmowach, a konkretnie w retrospekcji wszelakich imprez, wypadów i turniejów rycerskich, które wspólnie przeżyliśmy w ciągu blisko piętnastu lat znajomości. Po chwili dołączyła do nas Natalia i następne gardło zasiliło dyskusję. Obudziłem Krzyśka na kolejny toast. Natalia z Michałem wyszli na chwilę do piwnicy porozmawiać.
Świat jakoś się zamglił, muzyka zdawała się dobiegać jakby zza ściany. Widziałem wszystko jakby poruszało się w kalejdoskopie, jakby przesuwać na video film klatka po klatce; mój mózg nie nadążał za wzrokiem; trzeba było się przewietrzyć i zrezygnować na jakieś piętnaście minut z kolejnego kieliszka wódki. Wyszedłem na taras. Zapaliłem papierosa. Mróz jeszcze nie przebił się przez warstwę ochronną alkoholu, którą byłem spowity. Napajałem się tylko zimnym, orzeźwiającym powietrzem i ciszą nocy, zakłócaną przez stłumione odległe wybuchy petard i fajerwerków. Obróciłem się i oparłem o barierkę. Widziałem jak Natalia wyprowadza Krzyśka i Wojtka na górę, podtrzymując ich pod ramiona, gdyż chłopaki ledwo mogli ustać na nogach, a po chwili wraca po Marcina, którego odprowadza już w towarzystwie Marka. „W pół do trzeciej w nocy a impreza już totalnie umarła? To chyba nie możliwe.” – pomyślałem i wróciłem do rozgrzanego, dusznego i wypełnionego muzyką pomieszczenia. Usiadłem na kanapie i wziąłem sobie butelkę piwa. Świat zawirował mi przed oczami i fala gorąca zeszła od czubka głowy i zaległa ciężkim ciepłym kłębkiem w żołądku. Usłyszałem jak ktoś schodzi po schodach.
U wejścia do obszernego salonu pojawiła się Natalia. Plamy świeżej krwi pokrywały jej dekolt i ręce prawie do łokci. W ręku trzymała nóż do krojenia chleba, ostry, ząbkowany i zakrwawiony. Jej twarz wykrzywił nieopisany grymas; nie wiedziałem, czy to był wyraz bólu, smutku czy żądzy mordu. Z kącika ust pociekła jej stróżka śliny, którą wytarła okrwawioną ręką. Wstałem na chwiejnych nogach, powoli. Obserwowała każdy mój krok jak kot czający się na ofiarę. Nagle rzuciła się na mnie. Na całe szczęście dzielił ją ode mnie stół. Próbowała się przez niego przechylić, żeby zahaczyć mnie długim nożem. Widziała, że odległość stołu od kanapy w miejscu, w którym stoję jest na tyle mała, że nie pozwoli mi to odchylić się dostatecznie przed ciosem, ale ja wykonałem inny ruch: zrobiłem szybki krok w prawą stronę, a Natalia pozostała na chwilę rozciągnięta na blacie stołu. Wtedy wziąłem potężny zamach i uderzyłem ją w tył głowy butelką z piwem, którą cały czas trzymałem w dłoni.
Chrupnięcie czaszki i brzęk szkła do tej pory słyszę w swoich snach, chociaż od tamtej przeklętej nocy minęło już ponad osiem miesięcy. Do tej pory widzę, jak krew wypływa z rozcięcia w jej głowie a kawałeczki kości wyfruwają razem ze szkłem wysoko w górę. Do tej pory widzę przed oczyma zdjęcia z miejsca zbrodni i martwe, zastygłe twarze przyjaciół w kostnicy, kiedy przyszedłem identyfikować ich ciała. Cały czas śni mi się zbiorowy pogrzeb i twarze ich rodziców pogrążone w rozpaczy. Ich oczy obwiniające mnie o to, że przeżyłem…


Więcej
Komentarze
uzekamanzi : Mi się nawet na początku smutno zrobiło, że bardzo się starali, a zł...
Kiris : sam koncert byl super... fakt, ze był "mały" :wink: problem techniczny, ale...
Herodot : Jeśli Cię dobrze zrozumiałem to w momencie mocniejszego podkręcani...
Opowiadania :

On i Ona

Myśli nieuczesane (3)

Gdy spotkają się dwie mydlane banki to zgina wtedy zakwita lotos. (przyp. jap.)

"On i Ona"®

Szare chmury, szary deszcz, szarzy ludzie pochowani w domach, poczekalniach, przejściach. Kilka dni temu świat okrył się szalem szarego, mokrego smutku i tak trwa. Ludzie poprzyklejani twarzami do szyb, obserwują szare krople deszczu spływające, po szarych szybach. Maja szare myśli. Wypatrują nadziei na przyszłość w postaci słonecznych promieni lub bez reszty zatracają się w miękkim zdradliwie otulającym smutku. Krople deszczu spływając po szybie dążyły przed siebie, przypadkowo, na drodze do nikąd. Zostawiały za sobą ślad szybko ginący pod spadającymi następnymi kroplami. Spotykały na swej drodze inne krople, posuwały się obok siebie, mijały się, jedne poruszały się szybko inne wolniej. Łączyły się by później rozpłynąć się w swoje strony. Zdarzały się również krople, które płynęły prosto do celu zabierając ze sobą kilka innych.

Zupełnie jak ludzie.

W tej układance świata jeden element nie pasował. Dwoje młodych ludzi stojących na peronie. Mokry peron, mokre tory, kwietniki pełne wody i oni stojący w kałuży. Krople spadające na ich głowy powoli spływały po pozlepianych włosach w dół na twarze smutne i nieobecne, i dalej za kołnierze. Z załomów kurtek kapała woda. Stali tu już na tyle długo, ze byli zupełnie mokrzy.

On stal wyprostowany z twarzą skierowana przed siebie, oczy miął zamknięte. Chłonął jej obecność. Ona wtuliła głowę pomiędzy jego ramie i szyje, cieszyła się ostatnimi chwilami bliskości. Wszystko zostało już powiedziane, teraz się zegnali. Ona wyjeżdżała - on zostawał. Znajomy zorganizował jej kontrakt w odległym kraju, zawsze o tym marzyła, ale teraz był On. Spotkali się jakiś czas temu, zaprzyjaźnili się potem ona zamieszkała u niego. Nie mogła znaleźć pracy i czuła się nieprzyjemnie, ze ja utrzymuje, ale rozumieli się, uzupełniali, kochali. Było im z sobą bardzo dobrze. Był indywidualistą, ale potrafił zapewnić jej poczucie bezpieczeństwa i ciepła, jakiego nie zaznała jeszcze od żadnego mężczyzny.

Pisk hamującego pociągu wyrwał ich z zadumy. Spojrzeli na siebie, na mokre włosy, na krople spływające po twarzach; ich spojrzenia spotkały się. Ich usta zetknęły się. Pocałowali się długo, powoli, namiętnie. Po raz ostatni. Ostatni uścisk dłoni potem otworzył jej drzwi. Ona wsiadła, spojrzeli jeszcze na siebie i on odwrócił się i poszedł. Wbił ręce w kieszenie, głowę zwiesił, ramiona mu opadły. Patrzyła za nim. Takiego go jeszcze nie widziała.

Pociąg ruszył.

Szedł powoli; krok za krokiem, myśli miał czarne. Była którąś z kolei a teraz była tą jedyna. Z czasem miłość miedzy nimi rozkwitła. Pozwoliła mu być sobą, nie musiał zmieniać tożsamości a później poświęcił dla niej wszystko. Stali się jednością a teraz odeszła pozostawiając wielka, czarna dziurę. Szedł do domu, do ich domu gdzie ona zawsze na niego czekała. Gdzie rozmawiali przy kominku, gdzie jedli, spali, kochali się. Każdy element tego domu był nią nasycony. Cierpiał. Nie chciał tam iść. Nie miał, dokąd pójść...

Wydawało mu się, ze go wola; zatrzymał się.

Wołanie powtórzyło się.

Powoli odwrócił się.

Nie wierzył.

Stała tam mokra i kochająca.

THE END.

(Myśli nieuczesane 1999.09.30)
Więcej Komentarz
Recenzje :

Trivium -ascendancy (wersja Rozszerzona)

Trivium jest jednym z czarnych koni wystawionych przez Roadrunner Records. Płyta "Ascendancy", która jest drugim krążkiem w historii zespołu, a pierwszym z katalogu wspomnianej wytwórni, pokazuje na co stać tych młodych (średnia wieku w zespole to około 20 lat) muzyków, których niektórzy już zdążyli okrzyknąć nadzieją ciężkiego grania.

Chociaż członkowie Trivium na każdym kroku podkreślają, że najważniejszymi inspiracjami dla nich są zespoły pokroju Metalliki, Megadeth czy Slayera, to jednak na "Ascendancy" prędzej można natknąć się na dźwięki pokrewne bardziej współczesnym grupom, takim jak Killswitch Engage czy Machine Head. Generalny pomysł na piosenki nie jest bardzo skomplikowany. Większość utworów oparto na podobnym szkielecie: ciężki i szybki riff na początek, wściekły wrzask wpadający growl przy zwrotkach, a w refrenie dla odmiany jakaś chwytliwa melodia i trochę czystego, wysokiego śpiewu. Do tego sprawna współpraca dwóch gitar, które czasami grają unisono. Pomysł jest na tyle nośny, że z powodzeniem sprawdza się w wielu utworach z "Rain", singlowym "Pull Harder on the Strings of Your Martyr", "Like Light to the Flies" oraz tytułowym "Ascendancy" na czele. W "Dying in Your Arms" melodia i czysty wokal wychodzą na pierwszy plan, czyniąc ten utwór jednym z bardziej chwytliwych, wręcz przebojowych fragmentów płyty. Natomiast im bliżej końca, tym więcej ciekawych rzeczy zdaje się dziać w samych utworach. W "Departure" ciężkie brzmienie skontrastowane zostało z akustycznymi wstawkami, a zamykające krążek nagranie "Declaration" ma postać kilkuczęściowej, thrashowej mini-suity.

"Ascendancy" to dobry album obiecującego zespołu. Nie jest to może przełom, a raczej oznaka tego, że Amerykanom znudziło się już łączenie metalu z hip-hopem na przestrojonych w dół gitarach i młodzi ludzie zza Oceanu coraz częściej szukają inspiracji w heavy i thrash metalu.

Więcej Komentarz
Recenzje :

Coprofago - Unorthodox Creative Criteria

Chile raczej nie należy do krajów, które są potęgą metalowego czy też rockowego światka. Jedynymi znanymi mi reprezentantami są deathmetalowy Undercroft, thrashdeathowy Criminal oraz właśnie Coprofago. O ile nazwa zespołu może sugerować, że zespół uprawia grindcore lub jest klonem nieśmiertelnych Cannibal Corpse, to jest w grubym błędzie.
Więcej Komentarz
Recenzje :

Dimmu Borgir - Enthrone Darkness Triumphant

Muzyka Dimmu Borgir może być przedmiotem zaciekłych dyskusji. Jedni zachwycają się pięknem muzyki, która łączy elementy neoklasyczne ze standardowym blackmetalem, inni zarzucają zbyt dużą dawkę melodii, pozerstwo i skomercjalizowanie muzyki zespołu. Śledząc ich karierę można wyszczególnić pewne etapy w ich karierze. Po nagraniu dwóch ciekawych albumów z norweskimi lirykami, zespół dostał okazję wypłynięcia na szersze wody. Siłą rzeczy musiało znaleźć to odzwierciedlenie w muzyce, więc "Enthrone Darkness Triumphant" miało być w pewnym sensie dowodem wartości zespołu.
Więcej Komentarz
Opowiadania :

Pocałunek

Więcej Komentarz
Recenzje :

Anorexia Nervosa - Redemption Process

Coś się zbliża … po cichu, jak tornado, którego nie widać, ale za to bardzo dobrze słychać. Dźwięk narasta aby po chwili przybrać formę potężnej niszczycielskiej siły, która miażdży swą potęgą, zabija melodią, niszczy swoim nieograniczonym potencjałem, furią i prawdziwym ogniem niebios! Jest majestatyczna i nieokiełznana zarazem, dzika i nieprzewidywalna, a jednak zabójczo perfekcyjna. Jak grom powala wszystko, w co wierzyliśmy i co trzymało nas przy zdrowych zmysłach. Jak taran wdziera się w nasze życie niszcząc to o czym myśleliśmy, że jest niezniszczalne. Burzy schematy, rozgramia tradycje, mąci konwencje. Potęga i majestat tej siły nie daje się trzymać żadną mocą ludzką.
Więcej
Komentarze
Harlequin : Don't worry :) przynajmniej ktoś pisze o innych gatunkach niż ja :D zawsze...
Myst : Wiem, wiem, poniosło mnie :) Ale cóż zrobić. Nawet po niemal 3 latach...
Harlequin : Co do recenzji - mniej patosu, więcej konkretów. Ale albumik dobry :)
Recenzje :

Spawn Of Possession - Noctambulant

To był jeden z najbardziej wyczekiwanych przeze mnie krążków ubiegłego roku. Debiutancki "Cabinet" ukazywał bowiem nową jakość technicznego deathmetalu, polegającą na maksymalnym skomplikowaniu partii instrumentalnych kosztem jakości utworów. Zgodnie z zapowiedziami muzyków spodziewałem się, że "Noctambulant" rozniesie konkurencję w pył.
Więcej Komentarz
Recenzje :

Nightrage - Sweet Vengeance

Nie da się ukryć, że jedną z najbardziej irytujących nisz metalowych jest szwedzka scena melodyjnego death metalu, gdzie powstały setki miałkich zespołów wzorujących się na In Flames. Owszem, tu i ówdzie próbuje się wplatać jakieś nowinki, ale generalnie, to scena ta cechuje się świeżością kotletów z McDonalda.
Więcej Komentarz
Recenzje :

Vintersorg - Visions From The Spiral Generator

Moim zdaniem Vintersorg należy do najlepszych wokalistów w metalowym światku. Nigdy nie śledziłem jego kariery solowej i jego umiejętności znałem jedynie poprzez pryzmat dokonań w Borknagar. Tak się jednak złożyło, że całkiem przypadkowo wyczytałem, że omawianym tutaj krążku sekcję rytmiczną obsługiwali Steve DiGiorgio (Sadus, Death, Control Denied) oraz Asgeir Mickelsson (Borknagar, Spiral Architect). Takie zestawienie musiało gwarantować kawał świetnej muzy ... a jednak nie do końca.
Więcej Komentarz
Recenzje :

Mysticum - In The Streams Of Inferno

Jeśli nie wiecie jeszcze jak wygląda piekło, a mielibyście ochotę się o tym przekonać na własne uszy to na pewno trzeba sięgnąć po Mysticum. "In The Streams Of Inferno" to morderstwo, śmierć, gwałt i zniszczenie w najczystszej postaci.
Więcej Komentarz
Encyklopedia :

Dreadful Shadows

Dreadul Shadows - uwspółcześniona wersja The Sisters Of Mercy. Melodyjnie, emocjonalnie i do bólu gotycko. Miłośnicy stylistyki nie będą zawiedzeni. Szczególnie po konfrontacji z "Buried Again". Straszliwe Cienie mają bardzo głębokie korzenie w kraju słynącym z rozbudowanej i prężnej sceny gotyckiej, mianowicie w Niemczech. Korzenie te sięgają oczywiście daleko poza relatywnie nowy (i godzien pochwały!) kierunek gothic metalu, bardziej w tradycyjny gothic rock.
Więcej Komentarz
Recenzje :

Collage - Moonshine

Mnóstwo osób zachwyca się obecnie rodzimym Riverside, a mało kto pamięta o rewelacyjnym Collage. Ostatnimi laty zespół pokrył się trochę kurzem, dlatego warto odświeżyć zawartość najlepszego ich krążka - "Moonshine", który moim zdaniem przebijał ogromną część zagranicznej konkurencji.
Więcej Komentarz
Wywiady :

Wywiad z Michałem Senajko z Thy Disease i z Jackiem Hiro ze Sceptic

7 października 2006 roku po udanym koncercie w poznańskim Bazylu, podczas którego muzycy Thy Disease promowali swój najnowszy krążek "Rat Age", razem z redakcyjnym kolegą Regisem udało nam sie namówić wokalistę Thy Disease - Michała "Psycho" Senajko oraz lidera Sceptic - Jacka Hiro na krótki wywiad. Jak się okazało tematem rozmowy była nie tylko nowa płyta Thy Disease i trasa Rat Race Tour... Oto przebieg rozmowy jaką przeprowadziliśmy.
Więcej Komentarz
Recenzje :

Ayreon - The Human Equation

Długo zabierałem się do napisania recenzji tego albumu. Twórczość Anthony'ego Arjena Lucassena, choć oryginalna i nietuzinkowa, to nigdy do mnie nie przemawiała, jednakże superlatywne opinie na temat "The Human Equation" skłoniły mnie do bliższego zapoznania się z tym albumem. Jaki jest efekt?
Więcej
Komentarze
KostucH : KostucH, u mnie taka gorąca atmosfera, że nic grzać nie muszę :twist...
minawi : KostucH, u mnie taka gorąca atmosfera, że nic grzać nie muszę :twist...
KostucH : Wiesz co, Ty już lepiej paskudo nie zadawaj głupich pytań :wink:Nie mar...
Opowiadania :

Nieczystość

Więcej Komentarz
Opowiadania :

Ucieczka

"Porzućcie wszelka nadzieje wy, którzy tu wchodzicie" – Dante


„Człowiek, który nic nie wie, posiada odwagę; ten, który dużo wie - strach” –Alberto Moravia (Pincherle)

"UCIECZKA"

Nagły błysk, niespodziewany i przerażający rozdarł wieczorne niebo. Było wyjątkowo duszno i niepokój wkradał się w dusze. Nadchodziła noc a wraz z nią coś jeszcze. Coś mrocznego i niepokojącego. Czarne chmury kłębiły się coraz bliżej, coraz większe. Ostatni ludzie wracali szybko do domu. Psy pochowały się w budach. Zrobiło się zupełnie ciemno, chmury przesłoniły okrągła twarz księżyca. Zerwał się wicher wstrząsając koronami drzew. Nagle porywy szarpały gałęzie zrywając liście, które z szumem wiatru przelatywały nad domami i ulicami w drodze do nikąd. Z potwornym trzęsieniem i grzmotem padło drzewo. Gdzieś z daleka dobiegło przejmujące wycie. Jakiś bezdomny pies użalał się nad swoim losem. Stopniowo dołączyły do niego następne. Ponure wycie porywał wiatr i gubił w szumie miedzy gałęziami. Kolejne rozbłyski ukazały ułożona z chmur okrutną twarz wykrzywiona grymasem uśmiechu. W złudnych oczach czaiła się szyderca i odwieczna groza, przed która padali i wielcy i mali.

Pierwsze krople deszczu uderzyły w okna.

Świat za oknem obserwował mężczyzna. Siedział w fotelu spokojny i zadumany. Dym z papierosa otulał go w nieruchomym powietrzu. W całym domu, było cicho i ciemno oprócz pokoju w którym siedział. Dookoła stały zapalone świece, których światło delikatnie muskało ściany wyłożone czarnym aksamitem. W powietrzu unosił się zapach parafiny. Świece paliły się również wokół narysowanego na podłodze pentagramu i na stole stojącym na środku. Wreszcie mężczyzna wstał i spokojnym opanowanym krokiem wszedł do środka pentagramu. Płomienie nagle poruszone zamigotały rzucając dziwne cienie dookoła. Miął na sobie czarna pelerynę z kapturem nasuniętym na czoło. Powolnym ruchem podwinął rękawy, zdjął kaptur i podszedł do stołu. Otworzył księgę oprawiona w czarną skórę leżąca pomiędzy świecznikami, pucharem i sztyletem. Rozpoczął rytuał. Z rozwaga odczytywał stare runy najpierw szeptem a później, gdy nabrał pewności, jego glos stopniowo przybierał na sile. W pewnej chwili wziął sztylet i przecinając sobie rękę upuścił trochę krwi do kielicha wymieszał ja z woskiem z płonącej świecy, nakreślił na stole znak i w jego środek postawił naczynie z krwią. Teraz donośnym głosem kontynuował recytacje zaklęć.

Za oknem strumienie ulewy szarpane wiatrem kreśliły poziome smugi na szybach. Burza przybrała na sile i choć wydawało się to niemożliwe wicher uderzył z podwójna siła. Zupełnie jak gdyby jej wybuchowość była zależna od tego, co i jak mówi a właściwie krzyczy.

Musiał krzyczeć żeby słyszeć swój głos poprzez grzmoty i wicher. Był cały spięty fizycznie i psychicznie. Blady jak kreda, na czoło wystąpił zimny pot, spod skóry wystąpiły żyły, ręce mu drżały.

Powietrze stało się ciężkie i duszne w kątach czaiły się cienie. Hałas burzy stal się nie do zniesienia. Powoli zbliżał się do końca. Nagle trzasnęło okno. Nie wytrzymało naporu wichury. Burza wtargnęła do pokoju w jednej chwili gasząc wszystkie świece. Wraz z nią cos namacalnego i zimnego wlało się atramentową plama i rozlało po podłodze. W chwili, gdy wyrecytował ostatnią kwestię burza jakby ucichła.

Zapadła cisza.

Skończył i...

... nic się nie stało.

Burza się przełamała i odchodziła.

Był zdruzgotany. Zaskoczony zwiesił ręce wzdłuż ciała, przez głowę przelatywały mu rozmaite myśli. Zupełna klęska a przecież tak się starał. Cos w nim pękło, powoli odwrócił się i ruszył do drzwi. W oczach miał desperację. Wszedł do drugiego pokoju włączył nocna lampkę i stanął przed komoda. Za nim do pokoju wlał się mrok, lecz on go nie widział. Był wpatrzony w odbicie swojej twarzy w lustrze, nie był zdolny do reagowania na to, co go otacza, stracił świadomość miejsca i czasu, w ręce miął rewolwer który, nieświadomym ruchem ręki, wyjął z szuflady. Stal tak bardzo długo aż wreszcie z namysłem podniósł rękę i przyłożył lufę do skroni.

Coś w nim drgnęło. Szarpnęło się w nim. W ostatniej próbie przebudzenia umierał jego zdrowy rozsadek.

Padł strzał.

Krew trysnęła dookoła i powoli zaczęła spływać ze ścian i lustra.

W ostatnim błysku świadomości zobaczył odbicie rozjarzonych czerwonych oczu pełnych nienawiści.

Bezwładne ciało runęło na podłogę.

Czerwone ślepia zamrugały i zgasły.

Przejaśniało się.

Demon przyszedł i zabrał go tak jak chciał, ale na swoich warunkach. Jak zawsze. Z nim i wielu jemu podobnym.

Tej nocy odeszło jeszcze kilkoro innych ludzi na szczęście dla nich w bardziej naturalny sposób.

Świtało.

Ludzie wstali i poszli do swoich obowiązków nie zauważając, że dla kogoś, coś się zmieniło.

Demony zawsze czekają...

Właśnie na Ciebie...

Ku przestrodze.
Rogoźno (a może inna równie mroczna dziura...) 20,07,1996



Więcej
Komentarze
darkzone666 : A był taki mały powód dla którego to powstało. śmierć kolegi....
Horsea : tak miało być - chcę sprzedać myśl a nie historię i to chyba mi się...
darkzone666 : tak miało być - chcę sprzedać myśl a nie historię i to chyba mi się...
Recenzje :

Soilwork - The Chainheart Machine

Choć staram się nie uprzedzać do zespołów, to Soilwork należy do takich, których fenomenu nie rozumiem. Ni stąd ni zowąd zespół zdobył uznanie na świecie wydając bliżej nieokreślone jakościowo krążki drastycznie zmieniając styl za każdym niemal razem. "The Chainheart Machine" jest drugim albumem grupy, który jest dosyć mocno osadzony w standardach thrash/deathowych. W muzyce pobrzmiewają echa szwedzkiej sceny melodyjnego death metalu, ale Soilwork gra agresywniej, zdecydowanie mniej melodyjnie czasami wręcz thrashowo - skojarzenia ze Slayerem i Kreatorem są jak najbardziej na miejscu.
Więcej Komentarz
Muzyka :

limitowany album ''Waiting'' zespołu Absentia

Po paru latach istnienia formacji Absentia i wydania dwóch płyt demo przyszła kolej na LP "Waiting". 35 minut przesyconych dźwiękami dark ambient/industrial z pewnością zadowoli niejednego miłośnika takich muzycznych klimatów. Materiał został wydany pod szyldem Via Nocturna pod koniec ubiegłego roku. "Waiting" został nagrany na CDR w limitowanej wersji 200 sztuk; od 18 stycznia 2007 jest w sprzedaży. Utwór "Waiting, który znajduje się na LP można wysłuchać na MySpace. W obecnej chwili Absentia pracuje nad nowym materiałem "Personality".
Więcej Komentarz
Muzyka :

Behemoth wchodzi do studia

"The Apostasy" to tytuł najnowszej płyty, nad którą pracuje Behemoth. Po raz kolejny za krzesłem producenta zasiada Nergal wraz z długoletnim dźwiękowcem zespołu - Maltą. Album nagrywany jest w Radiu Gdańsk. Znanych jest już kilka tytułów utworów, ktore znajdą się na płycie. Ma ona się wyróżniać między innymi nowatorską aranżacją bębnów. Za kilka dni rozpocznie się nagrywanie partii gitarowych. Płyta przewidziana jest na lato 2007.

Więcej Komentarz