Wracać wciąż do domu Le Guin
Castle Party 2020
Recenzje :

Mysticum - In The Streams Of Inferno

Jeśli nie wiecie jeszcze jak wygląda piekło, a mielibyście ochotę się o tym przekonać na własne uszy to na pewno trzeba sięgnąć po Mysticum. "In The Streams Of Inferno" to morderstwo, śmierć, gwałt i zniszczenie w najczystszej postaci.
Mechaniczne piekło. Tak najprościej można określić to, co panowie z Mysticum zafundowali nam na tej płycie, jedynej zresztą w ich dorobku, jeśli nie liczyć splitu z Ulver. 8 utworów całkowicie odhumanionego black metalu, pompującego w mózg słuchacza niesamowitą dawkę ohydy, brutalności, przerażenia i odrealnienia. Takiej muzyki nie usłyszycie na żadnym innym albumie żadnego innego zespołu i dlatego też w sumie nie dziwię się, że zespół po jej nagraniu się rozpadł; czegoś tak bluźnierczego, chorego i złego nie da się powtórzyć, a już na pewno nagrać czegoś bardziej plugawego niż to. I niech się schowają wszystkie gore i grind metalowe kapelki ze swoim umiłowaniem flaków i innych wydzielin gnilnych. W kawalkadzie jednostajnych riffów i miażdżącego automatu perkusyjnego (dość powiedzieć, że sam Hellhammer zrezygnował z tego projektu, gdyż nie był w stanie wyciągnąć takich temp na perkusji) dociera do uszu potworny skrzeczący wokal, spoza którego wyzierają przerażające jęki i wycia umęczonych w piekielnych strumieniach mrozu dusz. Te niesamowite dźwięki splatają się w taką mieszaninę, że włos jeży się na całym ciele. To tak, jakby obcować sam na sam z hordą obleśnych Cenobitów wrażających w nasze mózgi i ciała zardzewiałe haki, które ciągnięte powoli wyrywają po kawałku całe nasze jestestwo.

Słuchając "In The Streams Of Inferno" świat zamienia się w przerażający koszmar. Mysticum zadaje słuchaczowi nieziemskie tortury gwałcąc wszystkie świętości i miażdżąc wszystkie zmysły. Powoli zaczyna brakować mi słów i epitetów na opisanie przerażenia i piekielnego, makabrycznego odhumanienia jakie zaserwowali nam psychopaci z Mysticum.

Trudno ustosunkować się do tej muzyki. Trudno przejść obok niej obojętnie. Niemożliwością jest nie poddać się jej okrutnemu urokowi. Ta płyta nigdy się nie zestarzeje tak, jak nigdy nie będzie miała swojego godnego następcy. To jest makabra w najczystszej postaci i mogę ją polecić tylko ludziom o naprawdę silnych nerwach, prawdziwym masochistom. Odradzam ją każdemu, kto nie lubuje się w zadawaniu samemu sobie bólu. Tej płyty się nie słucha - ją się przeżywa każdą komórką ciała.

Na własną odpowiedzialność…

Ocena: 9/10

Wydawca: Full Moon Productions (1996)
Komentarz
Średnia ocena: 0
Oceny: 0
starstarstarstarstar

Podobne artykuły