Jak dla mnie jest to zaskakujące zjawisko.
Może nie sam serial, bo w zasadzie nie ma w nim zbyt wiele zaskakującego. Ot, serial - chociaż ciekawy, trzeba to przyznać.
Na początku wydawało się, że kolejny jakiś medyczny serial typu "ostry dyżur" z przystojnym, aczkolwiek nudnym Georgem Clooneyem.
Tymczasem okazało się, że to jednak trochę coś innego.
Serial ukazuje nam faceta z problemami - uzależnionego od leków, genialnego pana doktora, który ma dar - na wszystko znajdzie sposób, lekarstwo, choć sam cierpi na depresję i jest nieszczęśliwy. Ale za wszelką cenę ratuje ludzkie życie.
Jedyna wada pana doktora, to szczerość do bólu - mówi to co myśli, choćby miało to obrazić samego prezydenta.
Nie krępuje się niczym, czym wzbudza zdumienie nie tylko pacjentów, ale również kolegów z pracy.
I tu dalszy "ukryty wątek" serialu - koledzy starają się dociec co jest przyczyną takiej "wredności" House'a chyba przez wszystkie sezony trwania serialu. I z czasem "wychodzą" przez to różne rzeczy...
Oczywiście kolejną istotną sprawą jest to, iż House, jako geniusz obraca się w towarzystwie inteligentnych ludzi po studiach medycznych, z którymi nawiązuje jakąś więź, z którymi "jakoś" się dogaduje ( no bo w końcu nikt go nie rozumie).
I tu jest właśnie to, co mnie zastanawia.
Dialogi tych postaci są zawiłe, z mnóstwem podtekstów, jak to u
inteligentnych osób bywa.
Oczywiście nie twierdzę, że większość oglądających ten serial to przygłupy, ale...
Większość telewidzów ma iloraz inteligencji niewiele większy od szympansa (naukowy fakt) - bez obrazy dla nikogo.
Ale skoro serial jest popularny, to musi oglądać go wielu ludzi.
Pytanie, więc dlaczego go oglądają?
Wykluczam więc błyskotliwe dialogi, choć to też może być atrakcyjne, nawet gdy się ich nie rozumie ( łatwo wtedy zacwaniaczyć przed znajomymi)
To co? Szczerość House'a?
Jest, ale co z tego? Ludzi kręci właściwie ta szczerość, czy chamstwo, z jakim lekarz traktuje swoich pacjentów?
Mogłabym się założyć, że każdy polski pacjent wolałby nie mieć takiego lekarza.
Kiedy jest się chorym potrzebuje się miłych słów, a nie prawdy. I nie każdy byłby na tyle dojrzały emocjonalnie aby przyjąć taką ripostę.
W rzeczywistości, to każdy wyrzuciłby takiego lekarza, poszedł do innego szpitala...
Ale rzeczywistość rzeczywistością, a świat telewizji...
Może w końcu sam House?
Przystojny facet, po trzydziestce, w najlepszym wieku...
Czy kobiety pociąga taki typ osobowości?
Najwyraźniej tak, choć nie jest to ustabilizowany emocjonalnie, dojrzały osobnik nadający się na męża i ojca dzieci.
Ale jest w nim coś podniecającego, trzeba to przyznać (choć może nie dla wszystkich kobiet)
A faceci? ... Czemu to lubią oglądać? ...
Może też wszystkie te okoliczności razem wzięte składają się na sukces House'a?
Najwyraźniej tak, nie widzę innej opcji...
Myślę, że producent tego serialu wykazał się niezwykłym geniuszem inwestując w ten serial. Bo jest w nim chyba wszystko co potrzeba, aby "kupił" go lud.
A ten kto nie zna "House"'a , nie widział nawet fragmentu odcinka, to jakiś ignorant.
Dziś już nie wypada nie wiedzieć, kto to jest " House", w końcu to najbardziej popularny serial ;-)
A może też nie doceniamy inteligencji widzów?
W końcu taka złożoność... czy to przypadek?
Ludzie w końcu wolą sieczkę, czy coś bardziej wysublinowanego?
Od kilkunastu lat Cannibal Corpse regularnie przy okazji wydania kolejnych płyt odwiedza Polskę. Nie inaczej było tej jesieni, kiedy Amerykanie w towarzystwie rodaków z Dying Fetus oraz Szwedów z Evocation i Niemców z Obscura przyjechali do Krakowa. O Evocation słyszałem dawno temu, nigdy jednak nie załapałem się na ich muzykę. Rzuciłem okiem z ciekawości i chyba jedyne, zresztą mało odkrywcze, co mogę napisać to, że szwedzka scena dorobiła się dawno temu szeregu rozpoznawalnych elementów. Nie byłoby w tym nic złego gdyby nie to, że dla wielu grup stało się to zbyt ciężkim do uniesienia balastem.
Ponieważ dobrej muzyki nigdy dość, bardzo spodobała mi się niespodzianka zafundowana fanom przez Rammstein. Oprócz standardowej dla tego zespołu liczby jedenastu utworów na płycie, w wersji rozszerzonej albumu znajdziemy drugi krążek, zawierający pięć kawałków bonusowych. I to w większości naprawdę niezłych. To lubię! Zdaje się, że po czterech latach przerwy w nagrywaniu niezwykli Niemcy są pełni nowych pomysłów i co najważniejsze, chcą się nimi podzielić ze światem.
Po trafionym pomyśle wytwórni Infacted Recordings jakim było wypuszczenie reedycji klasycznych już singli "Abattoir" i "Cenotaph" w ekskluzywnych edycjach - ich twórcy czyli niemiecki EBM/industrialny duet X-Marks The Pedwalk zmobilizowani tym faktem zdecydowali się na wydanie absolutnie nowego materiału, który będzie pierwszym premierowym wydawnictwem od czasu wydania krążka "Drawback" z 1996 roku. Pierwszą nowością od germańskiego projektu będzie singiel "Seventeen" zapowiadany jako połączenie brzmieniowych zwrotów akcji z albumów "Drawback" i "Meshwork" z wczesnym stylem wypracowanym na pierwszych wydawnictwach. Promo-nagranie jest zapowiedzią nowej płyty X-Marks The Pedwalk - "Inner Zone Journey" spodziewanej na pierwszą połowę przyszłego roku.
Jeden z czołowych progmetalowych zespołów współczesnej sceny Symphony X wyrwał się właśnie spod skrzydeł stajni Inside Out i podpisał kontrakt płytowy z molochem jakim niewątpliwie jest Nulcear Balst Records. Gitarzysta zespołu Mike Romeo jest bardzo zadowolony z tego faktu i nie ukrywa, że liczy na wieloletnią współpracę z tym labelem. Póki co grupa pracuje nad nowym albumem, który ma się ukazać w przyszłym roku, już pod banderą Nuclear Blast. Niestety, żadne szczegóły dotyczące prac nad nowy kawałkami nie są jeszcze znane. Dyskografię zespołu zamyka wydany w 2007 roku album "Paradise Lost".
Co poniektórzy wyczekiwali pewno tego niusa z niecierpliwością, ale w końcu jest! Sześć lat po wydaniu poniekąd kultowego albumu "Mabool" izraelscy progressive death metalowcy z Orphaned Land wracają z nowym albumem zatytułowanym "The Never Ending Way Of ORwarriOR". Płyta ukaże się w Europie 25 stycznia przyszłego roku poprzez Century Media. Na wyspach japońskich album trafi na sklepowe półki dwa dni później, zaś w USA 9 lutego. Warto wspomnieć, że za produkcję płyty jak i za partie klawiszowe na albumie odpowiedzialny był Steven Wilson z Porcupine Tree.
Już za niespełna 9 miesięcy odbędzie się kolejna, 17 edycja festiwalu Castle Party w Bolkowie. Impreza potrwa od 29 lipca do 1 sierpnia, tradycyjnie na zamku w Bolkowie. Przedstawiamy listę wykonawców, którzy na dzień dzisiejszy potwierdzili swój udział podczas imprezy. Lista jeszcze nie jest zamknięta więc możemy spodziewać się jeszcze kilku niespodzianek.
Zarówno debiut "Hierakonpolis" jak i całkowicie wyprzedany "Nyarlathotep" francuskiego projektu Flint Glass okrzyknięte zostały jednymi z najbardziej innowacyjnych albumów ostatnich lat w dziedzinie ambient/IDM/industrial/tribal industrial/noise. Z racji problemów z dostępnością drugiego z nich, 4 grudnia ukaże się w sprzedaży ponownie - tym razem w specjalnej, poszerzonej, limitowanej edycji. Na "Nyarlathotep" Flint Glass swobodnie wędruje przez świat melodyjnych, smutnych, niejasnych i chłodnych dźwięków otoczenia inspirowanych twórczością amerykańskiego pisarza H.P. Lovecrafta, kreuje epicką bitwę między chłodem a ciepłem dopasowując się w ten sposób do pierwszego, lepszego filmu grozy ukazującego mgliste lasy, przebrzydłe aberracje tamtejszych istot i krajobrazy spowite światłem księżyca. Wydawcą krążka będzie Funkwelten.
9 lutego 2010 roku wydana zostanie pierwsza część nowej składanki skompilowanej przez elektronicznych maniaków zasiadających w loży menedżerskiej amerykańskiej wytwórni Metropolis Records. Kompilacja "Electronic Saviors: Industrial Music To Cure Cancer" ukaże się w postaci potężnego 5-płytowego boksu zawierającego pokaźną listę 80 nagrań legendarnych projektów EBM/electro/industrialnych: Combichrist, Chemlab, Suicide Commando, 16Volt, Leaether Strip oraz lokalne akty w postaci like Prometheus Burning i Semonik. Wpływy z zakupu kompilacji zostaną przeznaczone na rzecz Fundacji Badań nad Rakiem położonej w miejscowości Harrisburg.
Długo, długo nawet bardzo długo nie mogłem się zebrać do napisania czegokolwiek o twórczości Inactive Messiah. Zbierałem myśli powoli, a nawet bardzo powoli. I udało się. Czym jest Inactive Messiah? Hmm... Nie jest to coś oryginalnego, jednakże moim zdaniem warte przesłuchania.
Brytyjczycy z funeral doom metalowego Esoteric mogą mieć rzeczywiście powody do grobowego nastroju. Jakiś czas temu grupę opuścił gitarzysta Kris Clayton, zaś teraz z Esoteric pożegnał się klawiszowiec Olivier Goyet, który wrócił do rodzinnej Francji. Grupa ma teraz niemały orzech do zgryzienia, bo na gwałt poszukuje dwóch muzyków z doświadczeniem i własnymi instrumentami, którzy mogliby uczestniczyć w nagrywaniu szóstego albumu, do którego pozostali muzycy Esoteric się szykują oraz w trasach koncertowych poza granicami UK. Póki co formacja jest w kropce.
Szeregi kanadyjskiego tech-deathmetalowego Augury uszczupliły się o osobę Antoina Barila, który w dzierżył stanowisko dewastatora bębenków. Muzyk swoje odejście tłumaczy sprawami osobistymi i zawodowymi, które nie pozwalają mu na aktywne koncertowanie. Muzycy rozeszli sie w pokojowym nastawieniu. Tymczasowym pałkerem w Augury będzie Robin "Frog" Stone, który ostatnio udzielał się w australijskiej, industrial-deathmetalowej grupie The Amenta. Muzyk póki co będzie na zastępstwie na czas trasy koncertowej po Kanadzie, na której Augury będzie supportem dla Vader.
Fińscy grindcore'owcy z Deathbound właśnie ukończyli nagrywanie swojego czwartego studyjnego albumu. Materiał zatytułowany "Non Compos Mentis" ujrzy światło dzienne 25 stycznia 2010 roku, aczkolwiek w Finlandii będzie dostępny dwa dni później, zaś w krajach niemieckojęzycznych cztery dni później. Wiadomo, że na krążek trafiło 14 świeżutkich, pachnących nieświeżym prosiaczkiem, rzeźnickich numerów. Na profilu MySpace zespołu są dostępne już dwa utwory ("Free Shackles For Everyone" oraz "A Reason For Your Fight") zwiastujące nadchodzące wydawnictwo. Płytę wyda Dynamic Arts Records.
Fińscy przedstawiciele post metalu z zespołu Callisto dokładnie za miesiąc odwiedzą Polskę. 12 grudnia w klubie Firlej we Wrocławiu pojawią się w ramach promocji albumu "Providence" wydanego w tym roku. Krążek zaskoczył fanów grupy ze względu na różnorodności instrumentalne: saksofon, wiolonczela, flet czy rożek angielski, a także, ze względu na fakt, że pojawiły się czyste wokale jak również dość zaskakujące
instrumentarium. Finom wsparcia udzieli Sosnowiecka grupa Forge of Clouds. Koncertowi organizowanemu przez ODA Firlej we współpracy z Asymmetry patronuje DarkPlanet.
Wszystko wskazuje na to, że 21 kwietnia przyszłego roku fani Kalifornijczyków z A Fire Inside będą mogli zobaczyć swoich ulubieńców w akcji. Do koncertu dojdzie za sprawą agencji Go-Ahead w warszawskiej Stodole. Grupa powstała na początku lat 90-tych. Zespół założyło trzech kolegów ze szkoły: Dave Havok (śpiew), Mark Stopholese (gitara) i Vic Charker (bas). Grupa na jakiś czas zawiesił działalność (oficjalnie przestał nawet istnieć), aby po latach powrócić na scenę w odmienionym czteroosobowym składzie. Styl grupy ewoluował od hardcore punku poprzez death-rock i goth-rock, choć muzykę AFI klasyfikowano jako horror-punk lub gothic-punk. Obecnie, ta niezwykle popularna grupa ze Stanów Zjednoczonych specjalizuje się w alternatywnym rockowym graniu. Formacja odwiedzi Polskę w związku z promocją najnowszego wydawnictwa "Crash Love".
9 lutego przyszłego roku do naszego kraju przyjedzie niezwykła artystka Emilie Autumn. Nietuzinkowa skrzypaczka zagra w warszawskiej Progresji. Stołeczny koncert jest jednym z ponad 30 występów w ramach The Asylum Tour po Europie. Koncerty promujące ostatnie wydawnictwo Emilie "Asylum" dodatkowo obfitować będą w niekonwencjonalną kolekcję gadżetów związanych z Emilie: książkę, specjalną edycję albumu "Opheliac" audiobooka oraz koszulkę. Organizatorem koncertu w Polsce jest agencja Go-Ahead.
Niedługo mijają cztery lata od czasu wydania ich ostatniego albumu. Niektórzy wieszczyli im koniec, węszyli poważny kryzys twórczy, rodziły się plotki o rozłamach i planowanych zmianach składu. Jednak w świat poszła wiadomość - sześciu szalonych Niemców z dawnego DDR-u powraca. Nieśmiertelny, jedyny w swoim rodzaju Rammstein wydaje nową płytę i rusza w trasę.
Swego czasu na muzycznych portalach zaczęły pojawiać się tajemnicze bannery przedstawiające jedynie sympatyczną blondynkę w mało seksownym, żółtym polo. Niestety, nawet po wciśnięciu w reklamę ciekawscy nie dostawali odpowiedzi na nurtujące ich pytanie: "co lub kogo promuje owa dziewczyna na fotce". Na szczęście, krótko po całej akcji odezwali się sprawcy całego zamieszania z zagadkowym bannerem czyli Brytyjczycy z indie/post punkowego Vampire Weekend. Jak poinformowali sami muzycy owo zdjęcie to okładka do ich drugiego albumu studyjnego, który ukaże się 12 stycznia
2010 roku. Na wydawnictwie znajdzie się 10 kompozycji o niejednoznacznym do sprecyzowania brzmieniu.
Czy wiecie, że poznańska thrashowa horda Bloodthirst działa na scenie już od dekady? Z tej też okazji 5 grudnia grupa da w poznańskim klubie U Bazyla koncert jubileuszowy w ramach kolejnej edycji Chainsaw Metal Slaughter. Bluźniercze trio będzie headlinerem gigu, na którym zobaczymy także toruński blackmetalowy North, heavy/blackowy Wishmaster, thrash/blackowy Excidium oraz powracający na scenę blackowy Mordhell. Jeśli ktoś ma więc wątpliwości jak spędzić sobotnie, grudniowe popołudnie, to niech nie szczędzi 15 zł i odwiedzi najbardziej kultowy klub dla metalowców w zachodniej części kraju. Start o 19.00. DarkPlanet oczywiście patronuje temu wydarzeniu.
To był podobno pracowity rok dla Soulfly. Nieustanne trasy koncertowe promujące wydany w ubiegłym roku album "Conquer" mogły dać w kość. Tymczasem grupa nie próżnuje i właśnie wchodzi do studia by nagrać swój siódmy album. Choć nie ma on jeszcze tytułu, to - zgodnie z tym co mówi Maxa Cavalera - ma być krótszy, bardziej metalowy i ma zawierać mniej wpływów etnicznych. Płyta ukaże sie w przyszłym roku poprzez Roadrunner Records, ale dokładny termin premiery nie został jeszcze ustalony. Wiadomo natomiast, że żona basisty Bobby'ego Burnsa spodziewa się dziecka w lutym i w tym czasie muzyk postanawia wziąć sobie urlop.
Jak już wcześniej pisaliśmy - 17 listopada ukaże się debiutancki album supergrupy Them Crooked Vultures, której skład tworzą Josh Homme (Queens Of The Stone Age), Dave Grohl (Foo Fighters, Nirvana) oraz John Paul Jones (Led Zeppelin). Tymczasem grupa zezwoliła, aby serwis YouTube udostępnił cały materiał z "Them Crooked Vultures" do odsłuchu.
Tego chyba nikt się nie spodziewał. Po blisko 40 latach wspólnego grania, jeden z najbardziej charakterystycznych rockowych wokalistów (i nie chodzi tu tylko to urodę) Steve Tyler opuścił szeregi hardrockowego Aerosmith. Joe Perry na swoim profil Twitter oznajmił jednak, że grupa się nie rozpada i poszukuje nowego frontmana. Od dłuższego czasu jednak w grupie nie działo się najlepiej. Przyczyny odejścia Tylera nie są znane - grupa aktualnie była w trasie, do której końca pozostawały jedynie cztery występy. Nawet sami muzycy do końca nie wiedzą, czy odejście Tylera od zespołu jest permanentne czy tymczasowe.
10 lat Die Perlen! 10 lat telektroponk! O ile wierzyć samemu zespołowi wszystkie płyty wypełniające do tej pory jego dyskografię zostały wyprzedane - to wystarczający powód do wydania rocznicowej kompilacji zawierającej utwory "perełek" z wszystkich epok - rzadkie i stare dema, absolutnie nowe, premierowe nagrania jak i niepublikowane utwory. Ale prawdziwą atrakcją tej składanki jest fakt, że o jej zawartości zadecydowali... sami fani formacji. Wydawnictwo ukaże się 4 grudnia nakładem Firezone.
Seria pochlebstw i wyróżnień nadanych m.in. przez muzyczną sekcję gazety The Guardian, "trendy"-music portal Pitchfork i blog Manchester's Best New Band to tylko niektóre z istotnych wyczynów młodego duchem i stażem zespołu Delphic. Czym niepozorne chłopaczki z Manchesteru zdołali ująć wymienione wyżej muzyczne wyrocznie, którym napady serdeczności i czułych słówek zdarzają się naprawdę rzadko? Odpowiedź na powyższe pytanie przyniesie na pewno 11 stycznia 2010 roku - na ten właśnie dzień wyznaczono premierę debiutanckiej płyty grupy - "Acolyte". Delphic to gustownie opakowana paczka przyjaciół, którzy znają receptę na długowieczność electro/indie rocka - miks euforycznej elektroniki z hymnicznymi kawałkami = post dance world.