Lem
Zabawa w chowanego
Relacje :

Sabaton - Eskulap, Poznań (4.04.2009)

Sabaton, hard rock, power metal, war metal, InDespair
4 kwietnia w poznańskim Eskulapie miał wystąpić szwedzki Sabaton, znany przede wszystkim z zamiłowania do polskiej historii. Oprócz nich na scenie mięli się pojawić ich rodacy z Bloodbound oraz nasi rodzimi przestawiciele sceny metalowej z InDespair. Nie czekałam na ten koncert. Poszłam tam zmęczona, prosto z pracy i po porannych zajęciach na uczelni. Poszłam, bo byłam ciekawa i napawał mnie optymizmem fakt, że w końcu odsapnę, wypiję jakieś piwko i zobaczę znajome mordy.

Koncert pierwszego supportu - polskiej formacji InDespair, kiedy weszłam właśnie się rozpoczynał. Byłam ciekawa, co to za zespół, bo wcześniej o nich nie słyszałam. Zagrali krótko. I dobrze. Bo kiepskie nagłośnienie plus ich performance nieszczególnie przypadły mi do gustu.

Pierwsi przedstawiciele Skandynawii heavymetalowcy z Bloodbound nieszczególnie wcześniej mnie interesowali. Słyszałam co prawda o nich, lecz jakoś umknęli mojej uwadze. Błąd. Panowie okazali się być bardzo dobrymi w tym, czym się przyszli pochwalić na naszą niedużą, eskulapowską scenę. Nie grali długo. Udało im się jednak w ciągu tych parunastu minut stworzyć ciekawy klimat. Oczywiście zagrali swój najbardziej znany kawałek "Nosferatu". Obserwowałam ich dłuższy czas podczas występu i bardzo mi się podobali. Oby tak dalej Bloodbound! A ja mogę się jedynie skarcić za wcześniejszą ignorancję wobec ich twórczości.

              

W końcu, po dość długiej przerwie, na scenie pojawili się wyczekiwani owego wieczoru powermetalowcy ze Szwecji. Nie wiem jak oni to robią, ale wpadli na scenę z potężnym ładunkiem energii, który następnie dawkowali w nieprawdopodobnych ilościach, równomiernie, przez cały występ. Nie było żadnego "rozkręcania”. Panowie od razu przywalili z "grubej rury". Zaczęli "Ghost Division" z ostatniej płyty, która chyba dała im największy rozgłos w naszym kraju tj. "The Art Of War". Z tego albumu  pojawiła się także największa ilość utworów. Poleciał oczywiście utwór tytułowy a także  "Union”, "Panzerkampf”, bardzo lubiany przez słuchaczy "The Price of a Mile” oraz najbardziej wyczekiwany przeze mnie, przegenialny "Ciffs of Gallipoli”. Tłum śpiewał wszystkie utwory wraz z zespołem. Dawno nie widziałam, żeby tyle osób na koncercie znało tak dobrze teksty piosenek. Stylistyka, jakiej używa ta kapela - prosto, czysto, równo, szybko i rytmicznie sprawia, że twórczość Sabaton jest przystępna dla osób w każdym wieku. Atmosfera jaką zbudowali podczas gigu była podniosła i patetyczna. Dwie gitary, jeden bas, klawisze, bębny, w połączeniu z donośnym wokalem i zwinnymi palcami Szwedów, tworzyły hymny o marszowym rytmie.


Set Sabaton wypełniły także utwory z innych albumów - między innymi "Rise Of Evil", "Metal Machine", "Into The Fire", "Attero Dominatus". Było tak dobrze, że trudno to opisać. Fani byli wniebowzięci, śpiewali i szaleli naładowani energią. Publika osiągnęła szczyt entuzjazmu w momencie gdy ze sceny rozległo się:
"People Of  Poland!  Are You Ready For 40:1 !?" - czyli kawałek, który znany jest wszystkim, którzy mieli do czynienia z tą kapelą. Oczywiście nie zabrakło również sztandarowego kawałka czyli "Primo Victoria”, czy równie dobrze wpadającego w ucho - a więc idealnego do śpiewania na koncertach "Panzer Battalion”. Wokalista- Joakim - najbardziej aktywna osoba na scenie (i chyba na sali) to człowiek torpeda! o silnym, męskim, niskim i jakże donośnym głosie. Było widać, że utrzymanie kontaktu z publicznością sprawia mu wielką radość. Niemal po każdej piosence coś opowiadał, krzyczał, tłumaczył. Uśmiech nie znikał z jego twarzy. Za to zespołowi należy się ogromny pozytyw.
Sami muzycy nie kryli wzruszenia, zaskoczenia i radości na reakcję tłumu. Mam nadzieję, że nie spodziewali się tak ciepłego przyjęcia. Momentami sprawiali wręcz wrażenie lekko zdezorientowanych tą całą sytuacją. Widać, że panowie uwielbiają to co robią, zresztą nadają się do tego idealnie, aż miło jest popatrzeć, posłuchać czegoś takiego.


Oczywiście były także i minusy tej imprezy. Panujący zaduch był po prostu nie do zniesienia. Ceny w barku kosmiczne jak na jakość sprzedawanych tam trunków. Ale jak mówi słynne przysłowie "Nie ma tego złego...". Warto się było wybrać i przeżyć doskonały koncert. Dla mnie to będzie na długo niezapomniany wieczór.

http://www.darkplanet.pl/modules.php?name=usergallery&op=show_photo&id=66967

Komentarz
Średnia ocena: 0
Oceny: 0
starstarstarstarstar

Podobne artykuły