Zmierzch Bogów
Wracać wciąż do domu Le Guin
Relacje :

Decapitated, Aborted - U Bazyla, Poznań (25.11.2011)

Listopadowy piątek był ucztą dla miłośników nowoczesnych death metalowych brzmień. Niedawno odrodzone Decapitated zabrało ze sobą na dużą europejską trasę aż cztery zespoły. W Polsce miały miejsce trzy koncerty: w Warszawie, Krakowie i Poznaniu. Rola pierwszego rozgrzewacza przypadła kanadyjskiemu Archspire. Pochodzący z Vancouver kwintet, którego debiut "All Shall Align" ukazał się kilka miesięcy temu, za punkt honoru obrał sobie granie najbardziej zagmatwanego i arcytechnicznego metalu. Zapewne te dźwięki przypadną do gustu wielbicielom Origin, Necrophagist czy Despised Icon.
Następnie wystąpiło angielskie Cyanide Serenity, które do tej pory ma na koncie tylko jedną epkę "Consume Me". Melodyjne i przebojowe połączenie death metalu z hardcorem i wpadającymi w ucho refrenami lokuje zespół w mainstreamowym trendzie, z którego przy dobrych wiatrach i przychylności dużej wytwórni, mogą wkrótce wypłynąć na szersze wody. Anglicy mają na razie niewiele materiału, w związku z tym ich występ był krótki.

Chwilę później hałasem uderzyli Włosi z Fleshgod Apocalypse. Ich karkołomne kompozycje, w których łączą skrajnie brutalny death metal z piskliwymi wokalizami i kiczowatymi klawiszami, w wielkim stopniu przypadł publice do gustu. Pędzący z prędkością ponaddźwiękowego myśliwca zespół zaprezentował głównie numery z premierowego krążka "Agony", który latem wypuściło Nuclear Blast oraz po jednym z wcześniejszych wydawnictw "Oracles" oraz "Mafia". Żywiołowy i napakowany energią set był doskonałą wizytówką kapeli, która zabiega o miano najszybszej i najcięższej, jeśli dla kogokolwiek takie zawody mają sens. Przebrani w wytworne fraki, na modłę znanych z manier pierwszej wody Akercocke, ku aplauzie zebranych dali z siebie wszystko i ciężko zmęczeni opuścili deski.

Przyszedł czas na weteranów usianej flakami i trupami sceny, czyli belgijskie Aborted, które od ponad piętnastu lat raczy fanów ociekającymi krwią ochłapami. Choć z oryginalnego składu ostał się jedynie wokalista Sven, zespołowi nie prędko do grobu, a tym bardziej w przeddzień premiery siódmego albumu "Global Flatline", który w styczniu ukaże się nakładem Century Media. Kapela zagrała jeden nowy numer, a poza tym kawałki z wcześniejszych płyt "Goremageddon", "The Archaic Abattoir", kapitalnego "Engineering the Dead" sprzed dekady czy ostatniej epki "Coronary Reconstruction". Intensywny, półgodzinny set Aborted, przyniósł brutalną deathcore'ową pulpę wymieszaną z wypatroszonymi wnętrznościami. Zespół czerpie dużo radości z grania, bawi się w najlepsze, daje publiczności, co trzeba i to jest najważniejsze.

Wreszcie na deski wyszło Decapitated. Choć prawdziwy powrót do koncertowego życia zespół zaliczył w zeszłym roku, tym razem sytuacja była o tyle ciekawsza, że latem ukazał się piąty, a pierwszy bez Vitka, album "Carnival is Forever", następca świetnie przyjętego "Organic Hallucinosis" z 2006 roku. Nadarzyła się więc okazja, aby posłuchać na żywo nowych numerów jak choćby "The Knife", "Pest" czy "United", które sprawdziły się w boju na piątkę. Nowy materiał jest bardziej bezpośredni, prostszy w formie i odrobinę mniej pogmatwany, w czym tkwi jego siła. Dowodzony przez Vogga kwartet nie poskąpił także starszych, przyjmowanych owacją kompozycji, czyli "Day 69", "Mother War" czy "Winds of Creation", w których wypełniający lukę po zmarłym Vitku, nowy austriacki bębniarz Kerim Lechne, dał się poznać z jak najlepszej strony. Choć koncert nie miał atmosfery wielkiego wydarzenia, a wokalista przez cały czas próbował wydobyć z ludzi więcej entuzjazmu i spontaniczności, było to ważne wydarzenie dla metalowej sceny w Poznaniu.
Komentarz
Średnia ocena: 0
Oceny: 0
starstarstarstarstar

Podobne artykuły