Running Wild - Rapid Foray
Paradoks
Ohlsson
Recenzje :

Running Wild - Rapid Foray

Running Wild, Rapid Foray, rock and roll, heavy metal, Rock 'n' Rolf

Są takie rzeczy na świecie, które nigdy się nie zmienią. Oceany zawsze będą słone, skarby zakopane, a Running Wild na topie. I to nieważne, że teraz to nie to co kiedyś, że czasy świetności dawno za nimi, i że dzisiejsi nastolatkowie raczej nie stają się masowo ich nowymi fanami. Ważne jest to, że Running Wild to Running Wild i póki grają zawsze będą cieszyć uszy tych, którzy i tak ich już od dawna kochają. „Rapid Foray” – szesnasty już album niezłomnych żeglarzy, daje do tego kolejne możliwości.

 

W opuszczeniu lądu i wypłynięciu z kapitanem Rolfem na pełne morze pomaga bogato ilustrowana okładka i nawet dwustronny plakat dodany do digipacka. Od razu wprowadza to w odpowiedni nastrój i już puszczając płytę człowiek czuje taki dreszczyk emocji, że zaraz rusza na wielką przygodę. A potem to już się zaczyna: gonitwy, strzały, ogień, walki, najazdy. Burze i błyski na czarnym niebie, a nawet krwisty księżyc nad tonącym w czerwieni horyzontem. A wszystko to w rytm pędzącego w porywistym szkwale heavy metalowego rock and rolla. Fajne są te kawałki i są hiciory. „Stick To Your Guns”, „Rapid Foray”, „Blood Moon Rising” czy „Into The West” to momenty, kiedy naprawdę okazuje się, że stary lew morski ma jeszcze czym zaimponować. Ważne też, że i pozostałe kawałki są porywające. Running Wild zawsze czaruje samym swoim brzmieniem, rytmiką i wokalizami, więc już niewiele trzeba, żeby nagrać dobry numer. I tych opowieści jest tutaj całkiem pokaźny i elektryzujący zbiór.

Ale nie wszystko jest tu takie samo. Po ciężkim dniu warto też się odprężyć przy dobrej muzyce. Zawijamy więc do portu i z kuflem w dłoni wznosimy pochwalną szantę ku czci rock‘n’rolla: „Like thunder from the mountains, like storm from the sea…” Banalne? Może, ale pośpiewać nie zaszkodzi. Z kolei następny „The Depth Of The Sea (Nautilus)” to utwór instrumentalny.

Płytę kończy rozbudowana historia ostatniego Mohikanina, na motywach powieści Jamesa Coopera. To taki smutny i przejmujący numer, który zaczyna się mową ojca po pogrzebie syna. Jest tu też długi fragment instrumentalny i indiańskie śpiewy, a dodając świetne linie wokalne, kawałek jest jednym z najlepszych na płycie: „He became the last of the Mohicans, when his son died In his arms”.

Kula ziemska znana jest ludzkości od stuleci. Każdy jej centymetr został zmierzony, nazwany i przydzielony komuś w posiadanie. Więcej miejsca nie ma. Nowych lądów już się nie odkryje. Ktoś może powiedzieć, że to nie ma sensu, że wciąż pływają kółko. Ano racja. Pływają. I niech pływają jak najdłużej!

 

Tracklista:

01. Black Skies, Red Flag
02. Warmongers
03. Stick To Your Guns
04. Rapid Foray
05. By The Blood In Your Heart
06. The Depth Of The Sea (Nautilus)
07. Black Bart
08. Hellestrified
09. Blood Moon Rising
10. Into The West
11. Last Of The Mohicans

Wydawca: Steamhammer (2016)

Ocena szkolna: 5-

Komentarz
Średnia ocena: 0
Oceny: 0
starstarstarstarstar

Podobne artykuły