Castle Party 2018
Paradoks
Felietony :

No i przyszła jesień

Za oknem zimno i smutno, nie pozostaje nic innego jako zaopatrzyć się w cenny złoty, bąbelkowy napój (tak, tak - mówię o Mirindzie), zasiąść w ciepłym domowym kąciku z książką czy gazetą i zapodać w odtwarzaczu odrobinę świeżych dźwięków. Tym razem z racji jesiennej deprechy i natłoku obowiązków nie udało się sporządzić zestawienia syntetycznych wydawnictw opartych na parapecie.
Miłośników klawiszy tym razem bardzo serdecznie zapraszam na domowy obiadek, w którym serwujemy co nieco core'owych flaczków i połamanych gnatów, kotletów ubitych pod wpływem blastów, pysznego rosołku z funeralnego kurczaka, palonego kota po oldskulowemu, fastfoodowego progmetalu, w którym można znaleźć wszystko, sludge'owych oparów opium wywołujących długotrwałe zawieszenie w czasoprzestrzeni,  trochę geriatrycznego heavy, które jest zawsze dobre na każdą porę dnia i nocy i odrobinę wegetariańskiej alternatywy.

Jednocześnie Święta Trójca zdecydowała, że w kolejnych rylisach Sądu Ostatecznego ograniczymy nieco liczbę redagowanych wydawnictw z racji tego, że wiele z nich naprawdę kala uszy i zabiera Nam cenne setki minut w miesiącu spędzone nad wysłuchiwaniem średnio, mniej lub w ogóle nieinteresujących pseudowypocin, które ktoś decyduje się wydawać. Trzeba szanować się jeszcze, tym bardziej, ze jesteśmy młodzi i piękni, ale każdy łyk piwa przy muzyce ma być łykiem przyjemności, a nie kolejną porcją goryczy.

Tymczasem serdecznie zapraszam do październikowej lektury i wyłapania dla siebie co ciekawszych pozycji z zakresu muzyki szarpidrutowej. ENJOY THE VIOLENCE!!!

HARDCORE/METAL:

Abhordium - Declaration Of Perdition EP (płyta wydana przez zespół)
Finowie niejednokrotnie pokazywali, że potrafią tworzyć brutalna muzykę - wystarczy wspomnieć takie klasyki jak Demilich, Convulse, czy nieco świeższy Nerlich. Do tego grona może dołączyć Abhordium, gdyż debiutanckie EP "Declaration Of Perdition" to kawał kurewsko ciężkiego, brutalnego, ale zarazem wystarczająco urozmaiconego materiału, aby myśleć o tej grupę w różowym świetle. Fani wczesnego Suffocation powinni wyhaczyć to wydawnictwo, gdyż jest utrzymane bardzo mocno w tej konwencji.
Ocena: 6/10 (Harlequin)

Aggression - MoshPirit (Xtreem Music)
Aggression... nazwa niezbyt oryginalna, tak jak i z reszta muzyka zawarta na "MoshPirit" - debiutanckim krążku hiszpańskiej speed/thrashowej hordy. Hiszpanie oferują nam całkiem sprawnie zagrany, pełen wigoru metal w stylu Artillery, Sanctuary czy nawet Exodus, który niestety pozbawiony jest dobrego wokalu. Ten ostatni element jest na tyle zły, że psuje obraz całego wydawnictwa i sprawia, że pomimo plejady naprawdę dobrych, dynamicznych riffów i przyzwoitych solówek "MoshPirit" robi przeciętne wrażenie.
Ocena: 5/10 (Harlequin)

Autumnblaze - Perdition Diaries (Prophecy Productions)
Dawno nie słyszałem tak jałowej doom metalowej płyty. Piąty album Niemców przynosi słuchaczom porcję nudnego, melodyjnego smucenia, pozbawionego głębi i emocji. "Perdition Diaries" to doom metal dla ubogich i przykład płyty, której można posłuchać przy czyszczeniu kibla.
Ocena: 3/10 (Harlequin)

Avicularia - Born To Be Vile (Croatia)
Chorwacja to metalowa egzotyka. Tymczasem avant/tech-deathmetalowa Avacularia za sprawą debiutanckiego albumu "Born To Be Vile" daje kolejny dowód, że nie tylko Psycroptic i Ulcerate mają jeszcze coś świeżego do zaoferowania. Szalenie rozbudowane kompozycje oparte na intensywnej, a zarazem mocno jazzującej pracy sekcji rytmicznej, okraszone dodatkowo szeregiem awangardowych ozdobników i przeszkadzajek dają podstawę do twierdzenia, że oto przez sobą mamy bardzo obiecujący zespół, który stać niewątpliwie jeszcze na więcej.
Ocena: 7/10 (Harlequin)

Azaghal - Teraphim (Moribund Records)
Bramy piekieł zostały po raz kolejny otwarte, w nieco ponad rok od wydania krążka "Omega" w podzięce rogatemu muzycy z Azaghal wydali kolejny dobry album. Na "Teraphim" zespół stracił na szybkości, pojawiły się wolniejsze partie, segmenty muzyczne wzbogacone zostały o bardziej tajemniczy, epicki klimat z black mega rzygiem. Pozycja obowiązkowa dla miłośników "nocnego" palenia wiosek.
Ocena: 7/10 (mefir)

Baroness - Blue Record (Relapse)
Chłopaki z Baroness wymyślili sobie, że będą nazywać krążki po kolorach - drugi zatytułowali "Blue Record", ale w moim odczuciu jest to tak samo bezbarwnie przereklamowany album jak debiut. Szorstki, wręcz garażowy sludge w wydaniu Baroness pozbawiony jest kształtu, duszy i głębi jaką przez lata wypracowały Isis, Mastodon czy ostatnimi czasy Sólstafir. Męczące wydawnictwo i do tego zbyt jednorodne stylistycznie.
Ocena: 4/10 (Harlequin)

Between the Buried and Me - The Great Misdirect (Victory)
Dwa lata zajęło Tommy'mu Rogersowi i spółce nagranie tej płyty. Panowie trochę jakby się zagubili w swoich progresywnych zapędach - widać jak na dłoni, że mają duży problem z rozsądnym ukształtowaniem poszczególnych motywów, zagrywek. Przed totalną kompromitacją zespół ratuje ostatni numer na płycie 17-minutowy "Swim to the Moon" - jeden z lepszych kawałków w ich karierze.
Ocena: 6/10 (ignor)

Colosseum - Chapter 2–Numquam (Firedoom Music)
Polubiłem ich jakiś czas temu i znów mnie nie zawiedli. Potężny, monumentalny funeral doom z lekko progresywnym zacięciem będzie podobać się miłośnikom ślimaczego grania. Bardziej surowy, dosadny, mroczniejszy od poprzednika album, mocno oszukał trop wszystkich, którzy przepowiadali im neurosisową ścieżkę. Pozostał ten sam piękny karawan pogrzebowy, który dobrze się wyróżnia z setek tego typu kapel. Polecam mrocznej kontemplacji.
Ocena: 8/10 (Dementia)

Converge - Axe To Fall (Epitaph)
Oj długo się przekonywałem do tej płyty, ale jako że nie wierzę w miłość od pierwszego "usłyszenia" to dałem tej płycie maksimum czasu. "Axe To Fall" to płyta, która odpłaca z nawiązką. Panowie nie silą się na zbędną oryginalność, walą po mordzie w punkowym stylu, nie licząc ofiar. Taki jest Converge w pełni profesjonalny zespół - fenomen. To kapela, która w ramach swojej klasycznej formuły "utkała" własne, rozpoznawalne od pierwszych dźwięków brzmienie.
Ocena: 9/10 (ignor)

Cursed Carnival - Taste The Fear (płyta wydana przez zespół)
Debiutancki album opolskiego Cursed Carnival przynosi nam porcję przyzwoitego thrashu z pogranicza twórczości Slayer, Xentrix czy nawert Sepultury. Niestety - niebanalne pomysły i naprawdę dobre wykonanie (jedna z nielicznych polski thrashowych kapel nie kalecząca angielskiego) nie są jednak w stanie zrekompensować totalnego braku werwy, z jakim te utwory są zagrane. Z tego też powodu materiał jest trochę bezbarwny.
Icena: 5/10 (Harlequin)

Darzamat - Solfernus' Path (Massacre Records)
Po 4 latach milczenia Darzamat daje o sobie ponownie znać. Przerwa ewidentnie zrobiła zespołowi dobrze, gdyż "Solfernus' Path" to naprawdę dobry, świeżo brzmiący materiał. Oczywiście echa Sacriversum, Dimmu Borgir, Septic Flesh czy Hollenthon są tu namacalne, i choć takiego grania jak Darzamat na rynku jest niemało, to ekipa ze Śląska zatarła złe wrażenie po ostatnich wydawnictwach potwierdzając za sprawą "Solfernus' Path", że nie należy ich jeszcze spisywać na straty.
Ocena: 7/10 (Harlequin)

Death Before Dishonor - Better Ways To Die (Bridge Nine)
Kolejna potężna ekipa hardcore atakuje nowym albumem. Boston to metropolia chuligańskiego stylu, która zapewne ma gdzieś swoje powody do inspiracji w zakratowanych ciemnych uliczkach. Cóż, jak na miejsce wyłącznie dla twardzieli, wypada dotrzymać kroku kolegom z ulicy. Tutaj zawsze nie było łatwo, bo styl, który wyklarowały SS Decontrol, DYS, Slapshot czy Blood For Blood, to wysoka poprzeczka. DBD to młody zespół, który wypełnił lukę po Blood For Blood i dobrze sobie z tym radzi. Czuć w tym tę samą nostalgiczną pretensjonalność miło akcentowaną przez wysokooktanową sekcję. Nie jest to kopia, ale temat, którego mi trochę brakowało i szczerze się cieszę, że klimat grupy pozostał w tej szufladce. Dobra produkcja, razem ze zgrabnymi kompozycjami, dały naprawdę świetny i dojrzały album. Będę miał na nich oko.
Ocena: 8/10 (Dementia)

Destined To Decay - Life Goes On Without Me (płyta wydana przez zespół)
Jeśli ktoś szuka dobrze zagranego, melodyjnego, ale nie przesadnie melodyjnego, nowocześnie brzmiącego death metalu to najnowsza propozycja jest w sam raz dla niego. Nie jest to granie ani odkrywcze, ani zapierające dech w piersiach, a fani gatunku może i nawet przejdą obok niego beznamiętnie. Płyta jednak może się spodobać miłośnikom lżejszych klimatów, gdyż jest łatwo przyswajalna, niezbyt intensywna, a jednocześnie dość chwytliwa - znajdziemy tu bowiem elementy metalcore'a, thrashu czy nawet heavy. Fani Soilwork i Arsis - coś dla Was.
Ocena: 6/10 (Harlequin)

Dickless Tracy - Halls Of Sickness (On Parole)
Słowacji grindcore? Czemu nie - tym bardziej, że sąsiedzi zza południowej granicy znani są z takiego grania. Niestety Dickless Tracy nie potwierdza tej opinii. Mocno zbasowane brzmienie, utwory utrzymane w średnim tempie i bardzo słaby poziom wykonawczy nie mają prawa powodować tego, aby "Halls Of Sickness" mogło się podobać.
Ocena: 3/10 (Harlequin)

Evergreen Terrace - Almost Home (Metal Blade)
Lansowali ich, lansowali i chyba się udało. Evergreen Terrace za sprawą "Almost Home" sprowadza metalcore na bruk oferując jego najbardziej słodkie i tandetne oblicze w stylu ostatniej płyty Trivium czy Killswitch Engage. Jest melodyjnie, jest słodko, a ciężkie, skoczne riffy są marną przykrywką dla mocno vivovo-4funowo-emtiwiowej zawartości. Płytkie, puste, słodziutkie, infantylne, sztuczne, ale chwytliwe granie.
Ocena: 3/10 (Harlequin)

Furia - Grudzień za Grudniem (Pagan)
Dobry album, bardzo dobrej kapeli. "Grudzień za Grudniem" to polski specjał ze szwedzkim riffami, czystymi, dobrze brzmiącymi gitarami i łagodnymi blastami. W porównaniu do "Martwej Polskiej Jesieni" brzmienie i klimat uległ modyfikacji na rzecz stworzenia własnego niepowtarzalnego stylu. Liryki Nihila nadal są dla mnie zagadką. W oryginalności tworzenia na krajowym podwórku nie mają sobie równych
Ocena: 7/10 (mefir)

Futures End - Memoirs Of A Broken Man (Nightmare Records)
Progresywny power metal ze Stevem DiGiorgio w roli basisty. Można było oczekiwać czegoś na miarę Control Denied, ale na dobrą sprawę tak nie jest. "Memoirs Of A Broken Man" plasuje się raczej bliżej dokonań takich grup jak Symphony X czy Vanden Plas z dużo ciekawszymi partiami sekcji rytmicznej. Materiał to dobry, sprawnie zagrany, choć raczej wypruty z metalowego ognia, który by porwał słuchacza.
Ocena: 5/10 (Harlequin)

Gorgoroth - Quantos Possunt ad Satanitatem Trahunt (Regain Records)
Płyta utwierdziła mnie w przekonaniu, że Gorgoroth był i nadal pozostanie totalnym średniakiem w etykiecie black metalu. Po zmianach personalnych, sporach w sądzie o prawo do dysponowania marką Gorgoroth cała odpowiedzialność za zespół, tworzenie i wygląd nowego albumu spadła na barki i gryf Infernusa. Niestety nawet powrót syna marnotrawnego Pesta (wokal) oraz przyjęcie do składu pałkera niejakiego pana Asklunda (ex-Dissection,  ex-Dark Funeral) nie pomogło. "Q.P.ad.S.T" jest płytą pozbawioną potencjału i dobrych pomysłów. Kilka przyzwoitych riffów, mocno osierocony klimat chaosu czy wściekłości nie powodują zbyt dużego zainteresowania materiałem.
Ocena: 6/10 (mefir)

Greymachine - Disconnected  (Hydra Head)
Justin Broadrick (Jesu, Godflesh) nie poszedł na urlop i mamy nowy produkt prosto z maszyny industrialowego mistrza. Supergrupa którą powołał do życia to konglomerat znanych i lubianych tej sceny: Aaron B Turner (Isis), Dave Cochrane (God, Head of David, Sweet Tooth) i  Diarmuid Dalton (Jesu, Final). Szorstkie, surowe dźwięki powoli wykluwają się ze swoich poczwarek w dubowych pławach, zaimpregnowane radiowym noisem. Czuć, że Broadrick powrócił do brzmień znanych z Head of David, choć na pewno więcej tu ambientowego zgrzytu. Co cieszy mnie najbardziej to fakt odrzucenia post-rockowej konwencji na rzecz klasycznych industrialnych dłużyzn które są bliskie Throbbing Gristle. Utwory są potężne, monumentalne i masywne, lecz płyta ma jednak jeden poważny mankament: Justin gra tak samo, jak na poprzednich swoich produkcjach i na pewno mógłby to być kolejny album Godflesh. Jednak mimo wszystko świetna płyta i na pewno godna uwagi, chociaż w przypadku wymienionych artystów nie jest to jakaś nowość.
Ocena: 7/10 (Dementia)

Hellbastard - Eco-War (EP) (Selfmadegod)
Pierwszy materiał pionierów crustu po reaktywacji. Pięcioutworowe EP jednak nie dość, że przynosi mało autorskiego materiału, to i próżno w nim energii szukać. Hellbastard wciąż jest wierny swojemu nieco mało przekonywującemu wizerunkowi muzycznemu, ale zasadność wydania "Eco-War" jest bezpodstawna.
Ocena: 3/10 (Harlequin)

Hellbastard - The Need To Kill (Selfmadegod)
Po niedawno wydanym EP "Eco-War" pełny album Hellbastard był tylko kwestią czasu. Na całe szczęście "The Need To Kill" jest zgoła inny niż wspomniany mini-album. Znajdziemy tu kawał energetycznej muzyki podrasowanej pysznymi, old-schoolowymi riffami, niebanalnymi partiami perkusji, świetnymi solówkami i punkowym zadziorem. Efekt jest taki, że Hellbastard nagrał chyba najlepszy album w swojej karierze. Naprawdę dobry album.
Ocena: 7/10 (Harlequin)

Horrific - Your Worst Nightmare (Razorback)
Pierwsze grobowe tchnienie metalowych żartownisiów, których radosna twórczość inspirowana tandetnymi horrorami zaowocowała glutem w postaci niniejszego nagrobka. To, co można znaleźć wewnątrz to niekoniecznie gustowne żarciki, a raczej opasłe w tandetę robactwo muzyczne, które żywcem a nawet i trupem rżnie głupa z death metalowego dostojeństwa. W gruncie rzeczy to dobry album stworzony z ogromnym dystansem do gatunków, choć jest to prawdziwa kopalnia stylów. Jest w tym trochę thrash, hard rocka, death metalu oraz chorej inwencji w rodzaju Impetigo lub Macabre. Polecam, bo warto.
Ocena: 7/10 (Dementia)

Hypocrisy - A Taste Of Extreme Divinity (Nuclear Blast)
Nie sądziłem, że usłyszę jeszcze Hypocrisy w takiej formie. Zważywszy, że albumy grupy wydawane po 1996 raz po raz mnie rozczarowywały, to "A Taste Of Extreme Divinity" bardzo pozytywnie zaskakuje. Tagtgren znalazł chyba w końcu złoty środek pomiędzy melodią a brutalnością - utwory są proste, dynamiczne i drapieżne i maja to "coś", czego nie odnajdywałem na kilku ostatnich wydawnictwach Szwedów. Niekoniecznie odkrywczy, ale naprawdę dobry album.
Ocena: 7/10 (Harlequin)

Ingested - Surpassing The Boundaries Of Human Suffering (Siege Of Amida)
Nieustanny atak syntetycznie brzmiącej, mocno wyeksponowanej podwójnej stopy, gęstwina blastów, bezduszne, rutynowo brzmiące gitary wygrywające raz to tremolo, raz miażdżące zwolnienie, głęboki growling, beznadziejny poziom kompozytorski i totalny brak oryginalności - tak oto wygląda "Surpassing The Boundaries Of Human Suffering", debiut brytyjskiego brutal deathmetalowego Ingested. Marność.
Ocena: 3/10 (Harlequin)

Katatonia - Night Is The New Day
Szwedzi znani dotychczas z grania mocno depresyjnej odmiany rocka i metalu coraz bardziej skręcają w progresywne rejony muzyczne. Dowodzi temu ósmy krążek formacji, na którym Renkse i spółka przygotowali 11 świeżych numerów zabierających słuchaczy w charakterystyczną dla Katatonii atmosferyczną krainę dźwięków. Na płycie znajdziemy zarówno bardziej metalowe motywy (taki „Forsaker” to chyba jedna z najcięższych rzeczy, jakie zespół nagrał ostatnimi czasy…), jak i wolniejsze, klimatyczne, a przy tym bardzo melodyjne kompozycje. Niektóre momenty przywodzą na myśl twórczość Opeth – w takim „Idle Blood„ mógłby śpiewać sam Akerfeldt! Ci, którzy tęsknili za czasami z „Discouraged Ones” mogą czuć przesyt kombinacji obecnego grania Katatonii – to już nie te same proste, dołujące utwory, a rozbudowane, często podbudowane delikatną elektroniką, przemyślane kompozycje. Z pewnością nowy materiał wart jest polecenia.
Ocena: 8/10 (minawi)

Krig - Target: Human, Mission: Destroy (NH)
Trzeci i dzięki Bogu ostatni album brazylijskiego Krig noszący odważny tytuł "Target: Human, Mission: Destroy" miał podobno być progresywnym death metalem. Tymczasem z death metalem mamy faktycznie do czynienia, ale jest on na żenująco niskim poziomie. Świniak za mikrofonem, podwórkowa klepanka za zestawem perkusyjnym i kwadratowe próby stworzenia jakiejkolwiek melodii sprawiają, że jakiekolwiek odczucia estetyczne słuchacza za sprawą tej płyty zostały potraktowane jak papier toaletowy, którym podtarto sobie obsrane dupsko. W pełni zasłużony laczek!
Ocena: 1/10 (Harlequin)

Lost Soul  - Immerse In Infinity (Withing Hour)
Chodziły słuchy, że Lost Soul powróci silniejsze niż kiedykolwiek, a nowy album miał miażdżyć. Niestety "Immerse In Infinity" miażdży co najwyżej brzmieniem, bo na pewno nie kompozycjami. Tym razem wyszła wypadkowa twórczości Behemoth, Vader i Morbid Angel - dobrze skomponowane, brutalne, świetnie brzmiące, dość techniczne, szybkie i pozbawione klawiszy i własnej tożsamości granie. Jeśli komuś to nie przeszkadza - może śmiało posłuchać, jeśli jednak ktoś szuka cześć bardziej wyszukanego, to pomylił adres.
Ocena: 6/10 (Harlequin)

Maximum Penalty - Life And Times (Reaper)
Na takie albumy czeka się latami. W ostatnim okresie trochę straciłem nadzieje na perełki hardcore, szczególnie w klasycznym stylu. Po siedmiu latach przerwy, po przetasowaniach składu zespół powrócił z albumem który razi swoją potęgą, świeżością i mistrzostwem aranżacyjnym. 15 utworów, które słucha się z zapałem, jednym tchem, pokazały że do muzyki należy podchodzić ze zmysłami i uczuciami a przede wszystkim należy kochać to co się robi. Album osadzony gdzieś w latach osiemdziesiątych stanowi dobry przekrój całej sceny, od wpływów punk, aż do klasycznych kompozycji HC. Rozwaliła mnie moc i siła głosu Jima Williamsa, który potrafi fenomenalnie połączyć melodyjny i dźwięczny głos z twardym graniem. Nie wiem czy potrzebna jest większa rekomendacja dla takich klasyków, bo jest to obowiązkowa lekcja dla każdego miłośnika tego typu brzmień.
Ocena: 9/10 (Dementia)

Metalium - Grounded-Chapter Eight (Massacre)
Obecnie coraz trudniej o dobrą heavymetalową płytę. Tymczasem niemiecki Metalium po raz ósmy atakuje i po raz kolejny robi to w wyśmienitym stylu. "Grounded-Chapter Eight" to kawał zabranego z werwą heavy/power metalu z mnóstwem melodyjnych riffów, kapitalnych solówek, dobrych zmian tempa, odrobiną patosu i klasycznych heavymetalowych wokali. Co prawda takie granie już nie raz słyszeliśmy i oryginalności mowy być nie może, ale cieszy fakt, że są artyści, którzy potrafią tchnąć ducha w ten gatunek.
Ocena: 7/10 (Harlequin)

Mustasch – Mustasch
Kolejny album szwedzkich heavy/hardrockowców z Mustasch już na wstępie zaskakuje ciężarem nie tylko mocarnych riffów, ale i wokaliz (niemal growling w „Heresy Blasphemy”). Jest nie tylko ciężej, ale i bardziej agresywnie – tak, że więcej mamy tu elementów metalu aniżeli klasycznego rocka. Fakt ten zaważył jednak na melodyjności utworów. Na nowym krążku nie znajdziemy już tak zapadających od razu w pamięć hiciorów rodem z „Powerhouse”. Moimi faworytami są zdecydowanie najbardziej chwytliwy rytmicznie „Deep in the woods” – kawałek, który najbardziej przypomina starsze dokonania zespołu oraz wybrany na singiel „Mine”, z potężnym wejściem gitar. Pozostałe utwory jakoś mijają bez większej uwagi, niektóre zaś nie pasują mi w ogóle do całości (np. ballada „I’m frustrated”).
Ocena: 6/10 (minawi)

My Own Grave - Necrology (Pulverised)
Jeśli My Own Grave będzie nagrywać takie płyty jak "Necrology", to na wieki pozostaną drugo-, lub nawet trzecioligowcem. Na swoim drugim krążku Szwedzi oferują death metal podbarwiany odrobiną nowoczesnego thrashu. Brzmi to jakby Dismember usiłowało grać jak Carnal Forge - ni to oldschool, ni to newschool, wszystko poprawne, bez wyrazu, po prostu nudne.
Ocena: 4/10 (Harlequin)

Neurothing -  Murder Book (niezależna)
Neurothing to kolejna młoda progresywno metalowa grupa, która doczekała się pełnowymiarowego debiutu. "Murder Book" zawiera jedenaście utworów i jak podaje zespół jest: "to prawdziwie mordercza wyprawa przez zakamarki ludzkiego umysłu". Poznaniacy sięgają na niej po sprawdzone wzorce (Meshuggah czy Voivod), jednak daje się zauważyć, że Panowie starają się odnaleźć własną tożsamość. Raz z lepszy, raz z gorszym skutkiem - dlatego też tylko "6" - potencjał widoczny jest, gołym okiem, teraz potrzeba ciężkiej pracy.
Ocena: 6/10 (ignor)

Parlamentarisk Sodomi - Anartiskiske An(n)aler
Całkiem dobry grindujący thrashcore z Norwegii, wykrzyczany w ojczystym języku. To już drugie natarcie zespołu, który potrafi się dobrze wybić ze skandynawskiego tygla muzycznego. Nowości tu nie znajdziemy, ale nie o to chodzi. Zagrane sprawnie, klasycznie, bez fajerwerków, ale ze sporym przytupem. Bardziej dla wtajemniczonych w tematy Mob 47 niż Napalm Death.
Ocena: 6/10 (Dementia)

Pelican - What We All Come To Need (Southern Lord)
Kilka lat temu Pelican uchodził za nadzieję sludge metalu. Niestety kolejne wydawnictwa nie potwierdziły klasy zespołu i podobnie jest z najnowszą pozycją w dorobku grupy zatytułowaną "What We All Come To Need. Ze sludgem niewiele ma to wspólnego - ja bym to nazwał cięższą alternatywą. Niestety, wszystko jest pozbawione głębi, monotonne i grane na jedno kopyto, przez co już przy trzecim kawałku miałem ochotę to wyłączyć. Cienizna.
Ocena: 3/10 (Harlequin)

Poema Arcanus - Timeless Symmetry (Aftermath Music)
Chilijskie Poema Arcanus działa na scenie od 17 lat i właśnie mamy okazję posłuchać ich najnowszego, czwartego albumu "Timeless Symmetry". Płyta przynosi kawał naprawdę dobrego, przemyślanego, progresywnego doom metalu, w którym ścierają się wpływy Opeth, My Dying Bride, starej Katatonii czy November's Doom - czyli wszystkiego po trochu. Oryginalności tutaj nie ma, ale materiał jest na tyle przemyślany i na tyle przekonywająco zagrany, że ciężko o nim źle się wypowiadać. Czołówka drugiej ligi.
Ocena: 7/10 (Harlequin)

Portal - Swarth (Profound Lore)
Jedna z najoryginalniejszych formacji współczesnej sceny metalowej powraca z trzecim albumem zatytułowanym "Swarth". Pełen klaustrofobicznych dźwięków death/black metal nastawiony na muzyczną brzydotę i minimalizm jest udaną kontynuacją tego, co słyszeliśmy na "Outre". Niestety jest to kontynuacja - ani lepsza, ani gorsza na dobrą sprawę. Z jednej strony chyba nieco bardziej przystępna, ale z drugiej wnosząca niewiele nowego do twórczości grupy - mimo to wciąż intrygująca.
Ocena: 7/10 (Harlequin)

Process Of Guilt - Erosion (Major Label Industries)
Portugalski Process Of Guilt na swoim drugim albumie "Erosion" przynosi słuchaczom porcję solidnego doom/death meatlu. Zważywszy na fakt, że grupa jest relatywnie nowa i mało znana, nie sądzę, aby zestaw tych 6 kawałków, utrzymanych w wolnych, lub bardzo wolnych tempach, stylistycznie będących mieszanką Esoteric i Daylight Dies wywindował grupę do czołówki gatunku. Mimo to materiał poprawny, to brakuje mu urozmaicenia i może wydawać się zbyt monotonny.
Ocena: 5/10 (Harlequin)

Proghma-C - Bar-do Travel (Mystic)
Takiego debiutu w kraju nie było od czasów "Out Of Myself" Riverside. Gdańska Proghma-C nie tak dawno zaprezentowała się szerszej publice podczas tegorocznej edycji Knock Out Festival, a teraz naciera z debiutanckim albumem "Bar-Do Travel". Płyta przynosi ambitny progmetal, pełen technicznych łamańców z pogranicza Meshuggah i Tool, a całość jest polana elektroniczno-ambientowym sosem. Piękne czyste wokalizy przenikające się z krzykiem, wgniatające riffy przetasowane z subtelnymi melodiami oraz nieskazitelne instrumentarium czynią "Bar-Do Travel" jednym z najlepszych jak nie najlepszym krajowym, metalowym wydawnictwem ostatnich lat.
Ocena: 9/10 (Harlequin)

Salt The Wound - Ares (Rotten)
Jeśli ktoś ma obiekcje do twórczości All Shall Perish niech posłucha sobie najnowszej propozycji Salt The Wound "Ares". Deathcore powinien mieć w sobie ogromne pokłady energii, tymczasem dostaliśmy płytkę z tekstylnym, płaskim brzmieniem, ze sporą ilością cukierkowatych melodii z pogranicza metalcoru czy melodyjnego death metalu, totalnym brakiem świeżości w pomysłach i poprawnym poziomie wykonawczym. Szybko można dostać cofki słuchając tego materiału.
Ocena: 4/10 (Harlequin)

Scar Symmetry - Dark Matter Dimensions (Nuclear Blast)
"Dark Matter Dimensions" to czwarty album kilku bardzo utalentowanych panów ukrywających się pod szyldem Scar Symmetry i czwarty niemal identyczny. Melodyjny death metal podbarwiany nowoczesnym łomotem w stylu Fear Factory czy Meshuggah robi niestety coraz mniejsze wrażenie. Płyta zawiera wszystkie elementy, z których grupa była znana dotychczas, ale słucha się tego trochę beznamiętnie, całość przelatuje przez słuchacza jak woda. Poprawny album, ale niekoniecznie trzeba poznawać.
Ocena: 5/10 (Harlequin)

Secrets of the Moon - Privilegivm (Prophecy Productions)
Zespół w zmienionym line-up wzmocniony o francuską basistkę LSK (Antaeus, Vorkreist) jak na niemiecki zespół spłodził przyzwoity album. Dziewięć kompozycji stanowi mieszankę walcowego brzmienia w klimacie death/doom/black metalu z pokaźną ilością thrasowych riffów. Spodoba się tym, którzy hołdują odcięciu od tradycji na rzecz nieco eksperymentalnej interpretacji metalu.
Ocena: 6/10 (mefir)

Shadows Fall - Retribution (Everblack Industries)
Ała! Ostry ból uszu dopadł mnie już od pierwszych dźwięków najnowszej pozycji w dorobku Shadows Fall, płyty "Retribution". Wtórny, oklepany, przewidywalny do bólu, pozbawiony polotu i mocy metalcore podbarwiany thrashem w wydaniu Amerykanów wywołał u mnie odruch wymiotny. Shadows Fall dołączył do grona takich zespołów jak Lamb Of God, Evergren Terrace, Trivium czy Killswitch Engage, których ostatnie dokonania są bardzo stromą równią pochyłą.
Ocena: 3/10 (Harlequin)

Sikfuk- Shitfisted Superman…The Man of Stool (Comatose Music)
Uwielbiam ten zespół. Nowy album to kompletny klasyk gore i mam nadzieję, że wielu ze mną się zgodzi. Wirtuozerii tu nigdy nie będzie, ale zabawa jest przednia. Sprawnie zagrany grindujący noise core to niezły element tego albumu, lecz wyobraźnia stanęła na wysokości zadania i obraz przesunął się na wokal. I tu tkwi cała niespodzianka. Pewnie dla wielu pochrumkiwania nie są żadnym zaskoczeniem ale dystans muzyczny Sikfuk pokazał, że humor można świetnie połączyć z muzyką. Jest luz, siła i co najważniejsze pomysł na ciekawy album. Dodatkowy plus to fajne intra do kawałków.
Ocena: 7/10 (Dementia)

Skeletonwitch - Breathing The Fire (Prosthetic Records)
Miało być siarczyście, ostro i ogniście. Tymczasem "Breathing The Fire" przynosi fanom po raz trzeci już porcję cukierkowatego black/thrash metalu. Jeśli ktoś sobie potrafi wyobrazić Satanic Slaughter czy choćby Witchery polane grubą warstwą lukru, to wie czego się spodziewać. Bezawaryjny album, który jednym uchem wpada, a drugim wypada.
Ocena: 5/10 (Harlequin)

The Chasm - Farseeing The Paranormal Abysm (Lux Inframundis)
Meksykańska horda The Chasm atakuje po raz siódmy. "Farseeing The Paranormal Abysm" to porcja poprawnego, oldschoolowego thrash/death metalu z odrobiną progresji i klimatu. Brzmi apetycznie, a jednak nie porywa - totalnie płaskie brzmienie gitar, brak dramaturgii i ogólne rozwleczenie poszczególnych motywów sprawiają, że nowa propozycja meksykańskiego tria najzwyczajniej w świecie przemyka nie pozostawiając w słuchaczu jakichkolwiek emocji - ani tych dobrych, ani tych złych. A to niedobrze.
Ocena: 5/10 (Harlequin)

The Lucifer Principle - Welcome To Bloodshed (Apache Productions)
Drugi album Holendrów z założenia chyba miał być groove/deathowy. Niestety żaden z tych członów nie oddaje dobrze zawartości - "Welcome To Bloodshed" ma zdecydowanie za mało mocy, aby nazwać go groove, i a tym bardziej death metalem (pomimo obecności kwadratowego do bólu growlingu). Bliżej tu raczej do metalcorowych konwencji, ale nie zachęcam do słuchania tej płyty, bo nic ciekawego na niej nie znajdziecie.
Ocena: 3/10 (Harlequin)

The World We Knew - To The Wolves (Stillborn)
Ostatnio coraz częściej zacierane są granice pomiędzy melodyjnym death metalem, a metalcorem. Przykładem tego typu grania jest druga płyta The World We Knew zatytułowana „To The Wolves”. Oryginalności zero, totalna zrzynka z Trivium, tyle, że bardziej ckliwie i umiejętności nie do końca na tym samym poziomie. Niewątpię, że ten materiał przejdzie niezauważony.
Ocena: 4/10 (Harlequin)

Thundra - Ignored By Fear (Einheit Productions)
"Ingoned By Fear" to trzeci album norweskich black/viking metalowców. Choć grupa do tej pory była raczej anonimowa i tej album tej sytuacji raczej nie zmieni, to mamy do czynienia z naprawdę solidnym graniem. Surowe brzmienie, i rozsądne rozgraniczenie pomiędzy epickim patosem, rozbujanymi melodiami i blackmetalową sieczką, choć nie zapewniają w tym przypadku czegoś, czym można się zachwycić, nie dają też podstaw do jakiejkolwiek krytyki.
Ocena: 6/10 (Harlequin)

Varathron - Stygian Forces Of Scorn (Die Todesrune)
Po pięciu latach przerwy greccy blackmetalowcy powrócili z nowym materiałem, z czystym sumieniem mogę to powiedzieć - zaciera nie do końca dobre wrażenie po poprzednie płycie. "Stygian Forces Of Scorn" to porcja naprawdę dobrego, świeżo brzmiącego, progresywnego black metalu - znalazło się tu miejsce na piękne akustyczne partie, odrobinę tanich melodii, na symfoniczny rozmach jak i na blackową wściekłość bardzo wysokiej próby. Choć oryginalność nie jest najmocniejsza strona Greków, to posłuchać tego albumu naprawdę warto.
Ocena: 7/10 (Harlequin)

Warfist/Exhalation/Mesmerized - Satanic & Violent Metal Aggression (Psycho Records)
Splity mają to do siebie, że promują zazwyczaj formacje, które jeszcze nie wybiły się z podziemia. "Satanic & Violent Metal Aggression" to split trzech formacji - blackmetalowego Warfist, deathmetalowego Exhalation i brutal deathmetalowego Mesmerized, z czego dwie ostatnie naprawdę bardzo dobrze rokują na przyszłość. Nie ma co rozpisywać się nad brzmieniem, bo to te kapele dopiero stawiają pierwsze kroki. Psycho Records nie wcisnęło fanom gniota. Posłuchać warto.
Ocena: 7/10 (Harlequin)

Xolotl - Xolotl (Alprods)
Debiut, który pokazuje, że w black metalu kapela nie będzie się liczyć. Płyta słaba, nieco trąca o fiński klimat coś jak Behexen, a więc prosto, ciężko, ale nic poza tym. Ohyda, stanowczo odradzam jakiejkolwiek formy kontaktu.
Ocena: 3/10 (mefir)

YOB - The Great Cessation (Profound Lore)
Królowie stonerowej miazgi powracają po 4-letniej przerwie. Skondensowane brzmienie trochę się wygładziło, choć nadal jest to ołowiany cumulus. Masywna nawałnica sprawia, że ciężko się pozbierać. Growlingi trochę ustąpiły a na ich miejsce wysunęły się czyste linie, z lekkim pogłosem jakby zza światów. Podoba mi się, przypomina mi się Sleep z płyty "Jeruzalem". Uff, potęga i halucynacje.
Ocena: 7/10 (Dementia)

ROCK:

Black Math Horseman - Wyllt (płyta wydana przez zespół)
Jeśli ktoś szuka płyty, na której wszystko brzmi identycznie i nie jest death metalem, to niech sięgnie po najnowszą propozycję Black Math Horseman zatytułowana "Wyllt". Ambiento-postrockowe granie, pozbawione finezji i kreatywności z wyjącą lasencją za mikrofonem. Jest to płyta z cyklu "słyszałeś 2 minuty = słyszałeś cały album". Nuda, nuda i jeszcze raz nuda.
Ocena: 3/10 (Harlequin)

Brand New - Daisy (Interscope)
Uaaa, cóż za petarda z tytułowej "Stokrotki". Najnowszy album Brand New to porcja pełnego głębokiego alternatywnego rocka, w którym ścierają się wpływy Smashing Pumpkins, czy nawet Nirvany, a wachlarz wykorzystanych środków rozpościera się od subtelnych lirycznych partii po post-corowy noise, zapewniających potężną dawkę emocji i dramaturgii, czyniących "Daisy" dziełem nadzwyczaj osobliwym.
Ocena: 8/10 (Harlequin)

Closterkeller - Aurum (Universal Music Group)
"Aurum" czyli złoto... W cztery lata po wydaniu "Nero" Anja Orthodox i spółka wracają z nowym albumem, ale czy na pewno jego zawartość jest adekwatna do tytułu? Raczej nie. "Aurum" to Closterkeller na etapie eksperymentowania - pośród trzynastu utworów mamy spory rozrzut stylistyczny, obok momentów poetyckich i bardzo lirycznych są fragmenty agresywne i ciężkie. Zamiast jednak płynnych kontrastów dostaliśmy album pełen stylistycznych zgrzytów i muzycznej niespójności ozdobionej raczej mało intrygującymi melodiami, które czynią "Aurum" wydawnictwem nudnym i jednym ze słabszych w dorobku grupy.
Ocena: 4/10 (Harlequin)

Future Of The Lef - Travels With Myself And Another (4AD)
Mogła być to płyta dobra, a nawet i wyżej - jest tylko niezła. Momenty świeże i ciekawe przeplatają się tu z komercyjnymi zagrywkami pod publiczkę. Nie mam w zamiarze nikogo odstraszać od "Travels With Myself And Another", ale słuchające tego albumu - uczucie przyjemności, nie raz, nie dwa będzie przeplatało się ze znudzeniem i irytacją (żeby nie było, że nie ostrzegałem). Tak, czy siak warto jest się zapoznać z tym frapującym wydawnictwem.
Ocena: 7/10 (ignor)

HORSE The Band - Desperate Living (Vagrant)
Podczas gdy czysty metalcore leży i kwiczy, jego alternatywne odmiany rosną w siłę. Dowodzi temu najnowsze wydawnictwo formacji HORSE The Band zatytułowane "Desperate Living", które przemyca sporą dawkę post-rocka, rocka alternatywnego, czy współczesnego, amerykańskiego, komercyjnego punka oraz odrobinę awangardy. Intrygujące, osobliwe, urozmaicone, po prostu bardzo dobre.
Ocena: 8/10 (Harlequin)

Lightning Bolt - Earthly Delights (Load Records)
Powolutku, powolutku, jakby uchodziło z nich powietrze. Po dwóch niemalże genialnych wydawnictwach, przychodzi kryzys w postaci "Earthly Delights". To nie jest wydawnictwo, jakiego się po nich spodziewałem. Miałem nadzieję, że nie ugną im się nogi po presją. Stało się, jednak inaczej. Amerykanie ugrzecznili swoje kompozycje, co na dobre im nie wyszło. A przecież miało być tak ekstremalnie.
Ocena: 6/10 (ignor)

Marcelle Spirit - Marcelle Spirit (płyta wydana przez zespół)
Oto przykład jak nie powinno się grać alternatywnego rocka. Debiutancki album Marcelle Spirit czaruje słuchacza britpopowymi akordami, polanymi bezsensownym, elektronicznym sosem, ale im to zdecydowanie nie wychodzi. Mdłe melodie, bezbarwny wokal, w kółko powtarzane teksty, sprawiają, że Feel przy Marcelle Spirit wydaje się być muzyczną awangardą. Wstyd pokazywać nawet jako podkładkę do piwa.
Ocena: 2/10 (Harlequin)


Switch Opens - Switch Opens (GMR Music Group)
Debiutancki album szwedzkiego Switch Opens przynosi bardzo intrygującą mieszankę alternatywnego metalu, post-rocka, stonerowych dźwięków i sludgowej szorstkości. "Switch Opens" śmiało można nazwać delikatniejszym bratem Neurosis, gdyż utwory są dalekie od banału, pełne różnorodnych emocji, a jednocześnie całkiem lekkostrawne. Dobry album, świetnie rokujący na przyszłość Switch Opens.
Ocena: 7/10 (Harlequin)

Taipuva Luotisuora - IV (płyta wydana przez zespół)
Fińskie Ozric Tentacles? Czemu by nie. "IV" przenosi słuchacza w space-rockową podróż nie odbiegającą znacząco poziomem od tej oferowanej przez Brytyjczyków. Wysoki poziom instrumentalny, nienaganne kompozycje i totalny brak oryginalności raczej nie zachęcają do odwiedzenia sklepu, ale posłuchać bez krzywienia się można.
Ocena: 6/10 (Harlequin)

Thrice - Beggars (Vagrant)
Gdyby Radiohead grało ciężej brzmiałoby podobnie do Thrice. "Beggard" to porcja przyzwoitego alternatywnego rocka okraszonego nieco archaicznym brzmieniem nadającym muzyce pewnego nerwu, ale nie przebojowości. Intrygujące melodie, niebanalne kompozycje i lekko nostalgiczny nastrój sprawiają, że najnowsza propozycja Thrice powiększa grono udanych, alternative rockowych albumów, które ukazały się w tym roku.
Ocena: 7/10 (Harlequin)

Transatlantic - Whirlwind (InsideOut)
Po 8 latach przerwy panowie Stolt, Morse, Trewaves i Portnoy powracają na scenę z nowym studyjnym krążkiem "Whirlwind", na który składa się jedynie tytułowa kompozycja podzielona na szereg pomniejszych części. Niestety – tak jak i dwa pierwsze album, tak i ten nie oddają możliwości i potencjału twórczego tych wielkich muzyków. Klasyczny prog w połączeniu z jazz-rockiem w wydaniu Transaltantic po raz wtóry pozbawiony jest werwy, świeżości i kreatywności, choć i tak jest to najmniej pretensjonalna z płyt zespołu. Mimo to raz po raz zamiast wiru mamy co najwyżej powiew nudy. Poniżej oczekiwań.
Ocena: 5/10 (Harlequin)

Trans-Siberian Orchestra – Night Castle
To dwupłytowe, rozbudowane wydawnictwo jest piątym z kolei koncept-albumem rockowej orkiestry z Nowego Jorku. Jak zazwyczaj otrzymujemy obfitą dawkę rock-opery wykorzystującej dokonania muzycznych klasyków, a mianowicie przeróbki kantaty Carla Orfa „Carmina Burana”, kompozycji Mozarta, Beethovena czy też Bacha.  Znajdziemy tutaj również bardziej współczesne elementy prog, heavy czy hard rockowe: np. „Another Way You Can Die”, „Tracers, „Sparks” czy też przepiękne ballady w stylu „Father, Son & Holy Ghost” czy „Believe”. Wybitnie rozbudowaną symfonikę i bogactwo różnorodnych motywów muzycznych z pewnością będą w stanie docenić właściwie jedynie zapalczywi koneserzy gatunku.
Ocena: 7/10 (minawi)

W.A.S.P. - Babylon (Demoliton Records)
Ekipa Blackie Lawlessa bezsprzecznie najlepsze czasy ma już za sobą. Od kilku jednak lat grupa nagrywa naprawdę przyzwoite albumy i nie inaczej jest w przypadku "Babylon". Klasyczny, amerykański hard rock ze sporą ilością potencjalnych przebojów powoduje, że słucha się tej płyty dobrze, nawet jeśli momentami brakuje zadziora. Drugiego „Crimson Idol” raczej nie dostaniemy, ale porcja solidnego hard rocka zawsze jest mile widziana.
Ocena: 6/10 (Harlequin)

ALBUM MIESIĄCA:

Nile - Those Whom The Gods Detest (Nuclear Blast)
Nile to niepodważalni Bogowie współczesnego death metalu - co mieli zdefiniować zdefiniowali, jakie granice mieli przekroczyć przekroczyli. "Those Whom The Gods Detest" zapewne nie przedefiniuje gatunku, ani stylu wypracowanego przez zespół. Nigdy jednak przedtem Sanders i spółka nie nagrali tak spójnego, tak chwytliwego, tak przyjemnego w odbiorze, tak różnorodnego, tak technicznego, tak precyzyjnie zagranego i tak wyważonego albumu jak ten. "Those Whom The Gods Detest" to perfekcyjnie naoliwiona maszyna do zabijania, w której zgniły, egipski patos jest integralną jak nigdy dotąd częścią instrumentalnej żonglerki po klinicznie wysterylizowanych zakamarkach kompozycyjnego labiryntu.
Ocena: 9/10 (Harlequin)

Podsumowanie października zredagowali: Dementia, ignor, mefir, Harlequin i minawi.
Komentarze
oki : [ Darzamat oblookalem i podzielam opinie, Closter denny, Lost Soul takie...
Harlequin : To, co mnie zaskakuje w tym albumie, to momentami "traszujące" riffy, zwła...
luter : Chyba tu jest mumia pogrzebana: z jednej strony pragnienie nowego, a z drugiej...
Średnia ocena: 0
Oceny: 0
starstarstarstarstar

Podobne artykuły