Paradoks
Ohlsson
Relacje :

Meshuggah, Decapitated - Kwadrat, Kraków (24.04.2013)

Meshuggah, Decapitated, progressive metal, Technical Thrash Metal, Kraków, Kwadrat, koncert

Zdarzyło mi się kilka razy pisać relacje z pozycji kolan i muszę się przyznać, że bardzo tego nie lubię. Ale czy stając naprzeciw kapeli Meshuggah nie oddałem się we władanie mocy, niemal piekielnych? Oczekiwałem czarów, spektaklu osadzającego się w pamięci na długi czas. Udało się! Szwedzi podcinają ścięgna w ekstremalnie precyzyjny sposób. Działając przy tym w sposób mocno wywrotowy, atakując z obłędnym impetem, pchając słuchacza w krańcowe stany muzycznego opętania, który nieraz kończył się na podłodze klubu Kwadrat.

O koncercie Decapitated za dużo napisać nie mogę, z całkiem
prozaicznego powodu. Spóźniłem się i widziałem tylko jeden
ich kawałek, zagrany na koniec „Day 69”. Jeśli miałbym oceniać
po tym jak kapela kończy, to bez wstydu, bez ściemy mogę napisać,
że było klasowo. Panowie z Meshuggah nie kazali na siebie długo
czekać. Wystartowali od „Swarm”, demonstrując potęgę
brzmienia, nasączonego radykalnym natężeniem mocy. Przy okazji
„Combustion” można było się przekonać, jak duże znaczenie ma
kompatybilność pomiędzy dźwiękiem, a oprawa sceniczną.
Reflektory przecinające sale i światła ukazujące wspaniałą
technikę poszczególnych graczy. A oko było gdzie zawiesić.
To co za perkusja wyprawiał Tomas Haake w „Rational Gaze”
wykracza poza wszystkie normy, a łamanie wszelkich paragrafów
to jego specjalność. O brak zaangażowania nie szło posądzić
żadnego z muzyków. Szwedzi to zbyt dobry zespół, żeby
zadowolić się po prostu przyzwoitym występem.

Nie zawiodła
również publiczność, nacierająca na siebie z hipnotyczną
dynamiką. Duża w tym zasługa wokalisty. Konferansjerka w wykonaniu
Jans Kidman, zwięzła i na temat. Toż to mistrz w motywowaniu do
działania, nawet jeśli robi to poprzez błazeńskie żarty. Koncert
wypełniony był przez utwory z albumu „ObZen”, który po
mimo tego, że nie zalicza się do moich faworytów, „na
żywo” wypada przejrzyście, a zarazem okazale. A utwory, takie jak
„Lethargica” i „Bleed” zwyczajnie w świecie chwytają za
trzewia. Gdzieś po między wepchnięty został „Do Not Look Down”
z „Koloss”. W końcu właśnie ten album przyjechali promować.
Ale nie zapomnieli też o „starociach”, o „New Millennium
Cyanide Christ”. Kończąc swój regularny set, kawałkiem
Dancers To A Discordant System wytworzyli zabójczą atmosferę
oczekiwania, którą przerwał niewdzięczny pomruku basu znane
z „Mind´s Mirrors”.

Kapela znów melduje się na
scenie i w świetle reflektorów startuje z „In Death - Is
Life” z ich najdoskonalszej płyty „Catch 33”. Tutaj nie ma
omyłek, forma i dynamika wkracza na pole muzyki poważnej,
przejawiając przy tym wszelkie kryteria, które lokują te
dźwięki w niszy metalowej. To dość paradoksalne podejście, w
którym Szwedzi stanowią niepodważalną klasę.

Komentarz
Średnia ocena: 0
Oceny: 0
starstarstarstarstar

Podobne artykuły