Paradoks
Zadra
Felietony :

Magia

Magia, jako po gnozie i mistyce najniższy stopień okultyzmu, przez setki lat znajdowała rzesze zwolenników przeważnie wśród gminu, choć nie brakowało pośród jej adeptów także i ludzi uczonych. Ta nauka i technika nastawiona na działanie opierała się na takim posługiwaniu się wiedzą, aby spowodować określony skutek wywołany rzekomym wpływem sił nadprzyrodzonych.

W toku rozwoju wykształcił się trójpodział tej gałęzi wiedzy; magia biała, to działania nakierowane na posługiwanie się cnotami i wyższymi przymiotami człowieka, magia szara, to magia typowo ludzka, oraz czarna magia, w której działający podporządkowuje się jakiemuś demonowi, mocy zła.

Gdzie szukać początków magii? Jerzy Prokopiuk przytacza artykuł Andrzeja Wiercińskiego Człowiek i jego naczelne paradygmaty, w którym wyróżnione zostały trzy kolejne fazy postrzegania ludzkiego. Chronologicznie pierwszy jest paradygmat animizmu, który kierował wiele lat modelowaniem świata, "co przejawiało się w genezie i rozwoju światopoglądów magiczno-religijnych. Przyjęcie tego paradygmatu oznaczało, że normalne postrzeganie w świecie rzeczy i jego procesy uważano za skutki gry oddziaływań uosobionych mocy duchowych, która stanowiła tajemniczą, ukrytą stronę rzeczywistości.(...) Na przebieg takiej gry ludzie mogli wpływać za pośrednictwem zabiegów magicznych i obrzędów religijnych, których adresatami były różnorodne, zanimizowane twory nadnaturalnej strony rzeczywistości".

Ludzie czcili to, co było im najbliższe; przyrodę, z którą byli związani. Pogańscy wyznawcy prehistorycznej religii Wielkiej Matki i Młodego Boga, oddani byli białej magii, związanej z kultem płodności i odradzającego się życia. Terminem poganus rzymscy mieszkańcy miast określali pogardliwie wieśniaków. Jednakże panteon oficjalnych "miejskich" bogów był usiany pomniejszymi boginiami związanymi z cyklicznością przyrody, jak Flora czy Prozerpina. Wielka Bogini - Magna Mater, nazywana tak jeszcze przez rzymian, której personifikacjami były w całym starożytnym świecie Isztar, Asztarte, Hebat, Kybele, Anahita, Izyda, Potnia, Gaja, Rhea - jest matką bogów i ludzi. W niektórych religiach jeden z męskich bogów jest jej ulubionym towarzyszem, synem i małżonkiem, np. w Babilonii (gdzie był nim Tammuz), Fenicji (Adonis), Frygii (Attis), czy Egipcie (Ozyrys odrodzony w Horusie). Z reguły był to bóg związany z rocznym cyklem przyrody: ginący na jesień i zmartwychwstały na wiosnę. (Później Boginię Matkę można odnaleźć w Sophii, Mądrości Bożej, jednym z przejawów Jahwe.) Działania magiczne będące skutkiem czczenia cykliczności przyrody zaowocowały powstaniem wąsko wyspecjalizowanych ewoluujących grup, takich jak czarownice, benandanti czy calusari.


STREGHERIA


Jakub Burkhardt zwraca uwagę, że "za pomocą zaklęć człowiek zdolny jest zbliżyć się do demonów i zyskać ich pomoc w celach ziemskich, dla zaspokojenia chciwości, ambicji i zmysłowości". Ten rodzaj praktyki możemy uznać za czarną magię, gdzie posługujący się nią kieruje się wyłącznie swoim ego, podporządkowując się zazwyczaj demonowi.

Dość popularną i prymitywną formą w Europie, a dokładniej na terenach Włoch w czasach odrodzenia były praktyki czarownicy, stregi, (od łac.- strega - czarownica, zły duch, umarła strega to wampirzyca) uznawane z początku za całkowicie niegroźne. Czarownicy przypisywano głównie zdolności wzbudzania miłości lub nienawiści, a także - co już nie jest tak niewinne - chęć niszczenia i szkodzenia, zwłaszcza małym dzieciom, "choćby ten stan był najwidoczniej spowodowany zaniedbaniem i brakiem rozsądku ze strony rodziców. Ponadto zachodzi pytanie, czy czarownica uciekała się do samych tylko zaklęć, ceremonii i niezrozumiałych formułek, czy też świadomie wzywała pomocy demonów, pomijając już lekarstwa i trucizny, stosowane z pełną świadomością ich skutków". Ponadto zielarki, baby wiejskie, czyli de facto kobiety uznawane przez społeczność okoliczną za czarownice, zajmowały się również spędzaniem płodów.

Pod względem rozwoju nad stregami stały stregherie. Włoskie czarownice pełne rozwagi nastawione były na konkretne zyski, a swój zawód traktowała nadzwyczaj poważnie. Nie ma tu mowy o przybieraniu postaci zwierząt, jak głosi folklor, czy wchodzeniu w kontakty z incubusem lub succubusem - są to jedynie rekwizyty, rodzaj nie dementowanej plotki, która potęguje znaczenie stregherii, kiedy czuje się zagrożona, kiedy ludzie zaczynają się bać jej złośliwości oraz możliwości rzucenia uroku na dziecko, bydło, czy plony.

Jednakże wiodącym obszarem czarowniczej działalności były sprawy miłosne, to jest wzbudzanie miłości, lub w razie zaistnienia takiej możliwości sprowadzenie rychłej śmierci na niewiernego kochanka za pomocą magii lub trucizny. Ponieważ niechętnie uciekano się do pomocy takich kobiet, wiele osób potajemnie zaczęło podpatrywać ich metody.

Domorosłe czarownice chętnie zajmowały się nekromancją. Aretino podaje szczegóły , wyliczając zawartość ich szaf: włosy, czaszki, żebra, zęby, oczy zmarłych, skóra ludzka, pępowina niemowląt, podeszwy i ubrania wydobyte z grobów. Nekromantki przynosiły z cmentarzy nadgniłe ciała ludzkie i niepostrzeżenie dawały je do spożycia gachom (z przemieszką jeszcze większych obrzydliwości). Włosy, czy paznokcie gacha gotowały w oliwie skradzionej z wieczystych lampek kościelnych”6 Pomyślność miały przynosić wyrwane trupowi zęby lub paznokcie, niekiedy nawet suszone palce wisielca.

Tak bardzo spowszedniały tego rodzaju praktyki, że kobieta nie będąca ani piękną ani młodą, a wywierającą niewątpliwy urok na mężczyzn podejrzewano od razu o czary. Dawało to zapewne powody do przypuszczań o współudziale złych mocy, co stało się przyczynkiem do palenia kobiet na stosie, jako rzekomych czarownic. Niemniej z początku fanatyzm nie był jeszcze na tyle zaciekły, by nie dało się czegoś zrobić, np. ustawa miejska w Peruggi wyznacza za uwolnienie podejrzanej okup w wysokości 400 funtów.

O powszechności wiary w tajemnicze moce niech świadczy choćby list przytaczany przez Burkhardta autorstwa Eneasza Sylwiusza, w którym informuje on swojego brata o zaczarowanym źródle, w którym przebywają Siostra Sybilli i ciotka Fata- Morgany, a niemal równocześnie Thissino, posługując się całym bogactwem poetyckich rekwizytów i alegorii mógł w swojej wielkiej epopei opiewać Nursję jako siedzibę prawdziwego wróżbiarstwa. Tu, w skalnej pieczarze znajdować się miało źródło, przy którym zwykły przesiadywać striges - czarownice, demony, oraz upiory, "kto ma odwagę może tam zobaczyć duchy - spiritus - , może z nimi mówić i wyuczyć się sztuk czarnoksięskich".

INCANTATORES


Współzawodnikami czarownic byli incantatores, o których informacje zebrał w połowie XVII wieku mnich Bandinus. Incantatores byli uznawani bądź za czarowników, bądź za zaklinaczy. Mieli oni wykorzystywać i nauczać sztuki zaklęć magicznych i czarów, w znacznie szerszej mierze niż stregherie. Często aby odegnać od siebie podejrzenia rzucane przez inkwizycję nazywali siebie częściej astrologami- których profesja była bardziej nobilitująca-, niż czarnoksiężnikami.

Incantatores znani byli ze swoistych seansów, a otóż zapadali oni w ekstazę, która miała charakter transu . Trwało to z reguły trzy do czterech godzin , w czasie których incantatore jest jak gdyby bez życia. Eliade uznaje ją za szamańską. Z ekstazy czerpie natchnienie. Bandinus zaznacza, że "gdy ktoś zachoruje lub straci jakiś przedmiot wzywa incantatores". Wspomina się o nich zazwyczaj nazywając czarownikami, rzucającymi urok, jasnowidzami, kuglarzami.

BENANDANTI I STREGOI


Benandanti był włoskim kultem ludowym, rozwiniętym w XV-XVII wieku., w prowincji Friuli, który stopniowo uległ przeobrażeniu pod wpływem inkwizycji, upodobniając się do czarownictwa.

Pierwszy dokument dotyczący benandanti datuje się na marzec 1575 roku. Wspomina się w nim o  "przemieszczających się", czy też "łazęgach". Ci "dobrzy czarodzieje", jak sami siebie określali, zwalczali czarowników( stregoi) zbierając się potajemnie nocą cztery razy do roku. Na miejsca spotkań udawali się jadąc na kocie, zającu bądź innym zwierzęciu. Za jedyną broń służyły im witki kopru, z którymi nacierali na czarowników. Stregoi odpowiadali atakując miotłami z sitowia.

Benandanti walczący ze złem sprowadzonym przez czarowników, leczyli ich ofiary, odbierali zrabowane przez nich łupy, etc. "Ilekroć wychodzą zwycięsko z tych starć plony w danym roku są obfite; w przeciwnym razie trzeba się spodziewać nędzy i głodu". Bitwy toczone między benandanti a czarownikami były „prawdopodobnie - pisze Eliade - kontynuacją archaicznego scenariusza rytualnych prób i zawodów między dwiema rywalizującymi grupami: celem tych zmagań było przebudzenie twórczych sił natury i regeneracja społeczności ludzkiej".

Rekrutacja i struktura; benandanti utrzymywali, że na rozkaz anioła wstępowali do stowarzyszenia w wieku około dwudziestego, trzydziestego roku życia. Wzorem organizacji wojskowych stowarzyszeniu przewodniczył kapitan, który zwoływał podwładnych dźwiękiem bębna. Na zebraniach niekiedy było obecnych około pięciu tysięcy rekrutów. Również wzorem wojska mieli swoją chorągiew ze złocisto - białym gronostajem. Stregoi mieli chorągiew żółtego koloru z wyhaftowanymi czterema diabłami.

Zarówno stregoi jak i benandanti rodzili się w czepkach. Czarownicy osiągnąwszy wiek dojrzały zakładają go stając się niewidzialni. Ci "słudzy diabła" zdają się nie przepuścić żadnej okazji do wyrządzenia ludziom zła, wywołują zarazę u ludzi i zwierząt, rzucają uroki, sprowadzają klęski żywiołowe, kradną krowom mleko, a ponadto mogą przemienić się w dowolne zwierzę, tj. pies, kot, koń, świnie, ropucha, etc.

Mają w zwyczaju toczyć ze sobą całoroczne walki na odludziu. Jako broni używają wtedy pałek, siekier, kos. Zmagania te kończą się płaczem oraz powszechnym pojednaniem, po czym stregoi zapadają w długi mocny sen. Jak dotąd nie wytłumaczono fenomenu nocnych bitew, które staczają stregoi między sobą.

ORSZAK DIANY


Język rumuński rozwinął się z łaciny ludowej mówionej w Dacji w pierwszych wiekach naszej ery. Diana, rzymska bogini, która w Europie stała się patronką czarownic, ma swoją odmianę w rumuńskim, przeistaczając się w zine (wróżkę). Ziny ujawniają cechy ambiwalentne; mogą być okrutne bądź wspaniałomyślne. Te piękne nieśmiertelne dziewczęta, figlarne, urocze, odziane w zwiewne białe szaty z obnażonymi piersiami, za dnia są zazwyczaj niewidoczne. Obdarzone skrzydłami przemieszczają się nocą w powietrzu. Śpiewają i tańczą, a tam, gdzie stąpały "trawa na polach jest jakby przypalona ogniem". Sprowadzają choroby na tych, którzy widzieli je igrające nocą, lub tych, którzy je czymś urazili. Człowiek opętany przez Dianę, bądź jej wróżki to zinatec. Taki chory przeważnie cierpi na przypadłości psychiczne, reumatyzm, półparaliż, epilepsję, cholerę bądź dżumę.
Podanie o wróżkach Diany jest wyraźnym nawiązaniem do mitycznych dziejów Artemidy i Akteona, którego zgubiła nieostrożność; schowany za krzakami obserwował kąpiącą się boginię i jej towarzyszki, za co mściwa Artemida zmieniła myśliwego w jelenia, którego rozszarpały własne psy. Z chorób sprowadzonych przez ziny może uleczyć rytuał w formie tanecznego układu choreograficznego wykonywanego przez grupę tancerzy, należącego do tajnego stowarzyszenia. Calusari - bo o nich mowa- swą nazwę zaczerpnęli od rumuńskiej nazwy cal oznaczającej konia (łac. caballus).

Miejscem spotkań są i tu również lasu czy inne ustronne miejsca. Grupy liczące przeważnie 7, 9 lub 11 osób, kierowane są przez doświadczonego przywódcę ćwiczy swoje akrobatyczne tańce. Calusari uzbrojeni są w pałki i szable, za godło obrali drewnianą końską głowę, którą obnoszą podobnie jak i proporzec, na który składają przysięgę. Zasadniczym i specyficznym atrybutem calusari jest ich zręczność akrobatyczno - taneczna, szczególnie zaś umiejętność stwarzania wrażenia, że przemieszczają się w powietrzu. Ich skoki, susy, koziołki przypominają galop konia, a jednocześnie lot i taniec wróżek (zine)

Warto odnotować, że najlepszą obroną przed urokami boginek są czosnek i bylica; calusari żują tyle czosnku ile tylko mogą, po czym plują tum specyficznym lekarstwem w twarz zinateca. Można wspomnieć o kapnobatai. "Ci, którzy chodzą w dymie", podobnie jak ktistai byli ascetami żywiącymi się miodem mlekiem i serem. Nazwa kapnobatai odnosi się do transów ekstatycznych, wywołanych dymem konopnym. Kapnobatai również byli tancerzami i czarownikami.

Calusari mają wiele wspólnego z mitycznymi młodzieńcami świętego Teodora, tzw. santoaderi. Grupy liczyły przeważnie siedmiu lub dziewięciu członków. Santoaderi charakteryzowali się stopami zakończonymi kopytami, oraz długimi grzywami. Mieli w zwyczaju znienacka przebiegać przez wioski przeraźliwie hałasując bębenkami oraz śpiewając, przy czym głośno stukali podkutymi kopytami. Terroryzowali młode kobiety, które w trzy noce poprzedzające tłusty czwartek bały się wyjść na dwór. Santoaderi swoje ofiary krępowali łańcuchami- czym wywoływali bóle reumatyczne - po czym tańczyli (podkutymi kopytami) na ich ciałach Znikali równie szybko jak się pojawiali.

Jednakże calusari i santoaderi różnią się w zasadniczej kwestii, a mianowicie podczas gdy santoaderi sieją tylko zamęt, calusari jest grupą inicjacyjną i kataryczną posługującą się substancjami apotropaicznymi (koń, rośliny lecznicze) w celu obrony przed zine. Sposobu leczenia są oparte ściśle na choreografii opartej o sposób zachowania się wróżek. Przesłanie tych "ludzi-koni" , jak ich niekiedy nazywano, sprowadzają się do „urzeczywistnienia fuzji idei i technik magiczno-religijnych wzajem sobie przeciwnych, a jednocześnie komplementarnych. Umitygowane i pojednane antagonistyczne zasady (choroba i śmierć przeciwstawione zdrowiu i płodności) upersonifikowane zostają w najbardziej ekspresyjnych form pradwójni żeńskie-męskie, w postaci wróżki i niosącego oczyszczenie herosa na koniu”.

KULT MANDRAGORY W RUMUNII


Eliade opisuje specyficzny kult mandragory, który rozwinął się odrębnie niż w krajach nordyckiego, czy germańskiego obszaru kulturowego. Rumuni nie znają legendy o pochodzeniu mandragory od nasienia wisielca , bądź obrzędu zbierania jej przy pomocy czarnego psa.

Mandragora, ta magiczna nosicielka zdrowia, bogactwa, miłości i płodności to odmiana pokrzyku wilczej jagody, potocznie zwanej belladonną (łac. Atropa Belladonna).Rośnie w cienistych lasach górskich, kwitnie w czerwcu i lipcu, zawiera atropinę. W całej Europie nosi ona różne nazwy zwyczajowe takie jak; wilcza wiśnia, pani lasu, wielka pani, kwiat lasu, zioło lasu, cesarzowa ziół, etc

W górach Apuseni zbiera się ją w kilku różnych intencjach: dla miłości (pe dragoste - przy czym zbierjąc należy "odgrywać uczucie miłości"), dla ożenku (pe mariat), dla tańca (pe joc), dla picia ( pe bantura), dla nienawiści (pe urit - przy czym należy pluć, lżyć, bić się ). W pozostałych regionach zachowało się zbieranie ziela jedynie w intencji wzbudzenia miłości, bądź nienawiści.

Zaklinanie "Pani lasu" wymaga zachowania ścisłego rytuału: należy zachować milczenie, czystość seksualną, schludność (ubierano się zazwyczaj w najlepsze ubranie, lub szło się nago ; symbolem magicznej nagości było np. rozplecenie włosów), obowiązywała również ścisła tajemnica. Roślinę powinno się szanować; upersonifikowanie mandragory nakazywało wprawienie jej w dobry nastrój, pozdrawianie jej, karmienie i pojenie.

Najlepszym okresem do zbierania ziela był czas od Wielkanocy do Wniebowstąpienia, przy pełni księżyca. O świcie kobiety szły do "głuchego lasu" ( z dala od piania koguta), nie mogły być spostrzeżone przez nikogo lub "wyczute" przez psa. Przy uprzednio zaznaczonym wstążką korzeniu kobiety tańczą i biesiadują, po czym wyjmują mandragorę delikatnie, żeby nie jej nie uszkodzić. Do dziury po korzeniu wkłada się kawałki cukru, monety, wlewa wino. Sam korzeń powinno obmyć się winem , osuszyć i włożyć do stanika. W drodze powrotnej należy zachować szczególną ostrożność, tak, by nikt nie domyślił się o odprawianiu czarów; ktoś zazdrosny czy nieprzychylny mógłby kłócić się, wywołać awanturę, co przyniosłoby efekt odwrotny do zamierzonego.

"To prawda, że magia wynika z niewiedzy, ale jednakże niewłaściwie byłoby sądzić, że jest ona wytworem ciemnoty". Choć wydaje się, że dziś, w dobie postępu naukowego, racjonalizmu i prymaty zdrowego rozsądku, nikogo nie mogłaby zwieść teatralność rekwizytów i zaklęć, którymi magowie, czy czarownice posługiwali się przed wiekami, warto jednak zwrócić uwagę na neopogański kult czarownic witch-cult, ze staroangielska zwany wicca. Odrodzenie się tego kultu zapoczątkowały prace z lat 20-stych i 30-stych dwudziestego wieku pióra Margaret Murray, po II wojnie światowej kontynuowane przez Geralda Gardnera. Wicca przejęła naturalny kult Bogini Matki, Młodego Boga 24, para się białą magią oraz pomaga wydobyć naturalne moce życiowe człowieka ukryte za parawanem zdroworozsądkowej konwencji i depersonifikacji postindustrialnego świata.

Fot. Alpha-Sco

Komentarze
Calla : Dobry i ciekawy artykuł, mam nadzieję, że nie obrazisz się jeśli w nie...
Pieszczocha : Bardzo ciekawy artykuł jak i tematyka...
Vammp : Artykol bardzo mi sie podoba. Rzeczywiscie troche krutki. Mam nadzieje...
Średnia ocena: 0
Oceny: 0
starstarstarstarstar

Podobne artykuły