Wracać wciąż do domu Le Guin
Castle Party 2020
Recenzje :

Goetia - Mare Tenebrarum

Goetia, The Metal Archives, Spirit Of Metal, Mordgrimm, Apocalypse Production, Mittloff, Mare Tenebrarum, Hail Satan, black metal, Thy Infinate Darkness

„Mare Tenebrarum” – recorded but not released”. Taka informacja widnieje na profilu Goetia na The Metal Archives. Na Spirit Of Metal natomiast można znaleźć tę płytę, ale z szerszą tracklistą i inną okładką niż ja mam. Jako wydawca widnieje tam angielski Mordgrimm. Ja zaś posiadam kasetę Apocalypse Production, czyli wytwórni Mittloffa, który gra tu na perkusji. Na jednej jej stronie jest właśnie „Mare Tenebrarum” z okładką jak na zdjęciu, a na drugiej album „Hail Satan” z 2001 roku.

Ciężko więc powiedzieć, czy ten materiał traktować jak pierwszy album Goetia, czy może demo, tym bardziej, że jego program w większości pokrywa się z demówką „Thy Infinate Darkness” (błąd w słowie „infinate” przepisuję z The Metal Archives) z tego samego 2000 roku. Są tu jednak dwa kawałki więcej. Ale mniejsza z tym, przejdźmy do muzyki.

Goetia to diabeł wcielony, który wprost zalewa wrzącą lawą nienawistnego black metalu. Od samego początku z głośników wali huraganowy podmuch wściekłości i normalnie czuć wydobywającą się wraz z dźwiękiem siarkę. Jest to bardzo intensywna muzyka w czym prym wiedzie gęsta perkusja, a pomaga dobrze wyeksponowany bas. Razem z gitarami tworzy to istne blastowe ściany ognia, a na to nakładają się jeszcze wyrywkowo pojawiające się klawisze. Można od tego oszaleć i przeżyć swój własny armagedon, tym bardziej, że paranoiczny, wrzeszczący wokal także prowadzi ku obłąkaniu i zgubie słuchacza. Jest on taki lamentacyjny, a czasem, jak w „Ira (Wrath)" staje się jeszcze bardziej jękliwy i cierpiący. Szkoda, że nie ma tekstów, bo, mimo wszystko, jest on dość zrozumiały, co nieco można wyłapać i z tekstami na pewno dałby się przyswoić.

Choć „Mare Tenebrarum” to królestwo piekielnych szybkości to są od tego wyjątki. Wolniejszym motywem, z brzdąkającym basem, zaczyna się drugi „Hawk-Headed God Enthroned”. Uspokojone zakończenie, z powolnym pasażem i szeptami ma „Ira (Wrath)”. W ogóle jest to ciekawy numer i wyróżnia się też cisnącymi niemiłosiernie gitarowymi riffami. Taką wojskową marszowość znajdziemy za to we fragmentach „The Blasphemy”, choć i tu w międzyczasie gitary tną tak, że koszą słuchacza równo z ziemią.

Iście choralne i to nawet z anielskimi głosami kobiecymi, zakończenie ma „Path Of Seth”. Wydaje się to takim piekielnym rajem. Potępiona dusza zstępuje do podziemi i morda sama jej się cieszy jak tu jest kurwa zajebiście. Jest to takie rozpłynięcie się w błogości po kolejnym bardzo ciężkim kawałku, a jednocześnie preludium przed ostatnim numerem tytułowym.

Mare tenebrarum to określenie starożytnych Greków na wody okalające Europę. Chodzi głównie o ocean Atlantycki, który dla ówczesnych był po prostu końcem świata. Dlatego też, wieńczący to dzieło „Mare Tenebrarum” jest kawałkiem zupełnie innym. Wolnym, dusznym i przepełnionym męką wiekuistą. Straceńcy jęczą, ale to chyba ci dobrzy co pobłądzili, bo ten zły wciąż do nich przemawia tym swoim płaczliwym skowytem. Ale to już takie krótkie zakończenie. Cały materiał jest przedni, uderzający, dobrze nagrany, z dobrym brzmieniem i urywający głowę przy samej dupie. Szkoda, że nie został jakoś normalnie wydany.

Tracklista:

1. Thy Infinite Darkness
2. Hawk-Headed God Enthroned
3. Ira (Wrath)
4. The Blasphemy
5. Path Of Seth
6. Mare Tenebrarum

Wydawca: Apocalypse Production (2000)

Ocena szkolna: 4+

Komentarz
Średnia ocena: 0
Oceny: 0
starstarstarstarstar

Podobne artykuły