Castle Party 2018
Wracać wciąż do domu Le Guin
Imprezy :

Ecclesia Diabolica Baltica - 26.09.2019 - A2 Wrocław

Behemoth, Zeal & Ardor, In Twilight's Emrace, Whoredom Rife, Knock Out Productions, A2.

Wiemy jakie tłumy na koncerty przyciąga Behemoth. Negral i spółka pracowali na swój sukces. Z pewnością podczas tego całego procesu nie obyło się bez wielu wyrzeczeń, jednakże chcąc osiągnąć top w każdej dziedzinie trzeba być na to przygotowanym. Nergal cały czas wiedział i dalej wie, że warto było kroczyć obraną przez siebie ścieżką. Efekt jaki widzimy jest oszałamiający: bilety wyprzedane, zaproszenia płynące z całego świata, a i głód jaki cały czas prezentuje bestia z Gdańska wydaje się nie mieć końca.

Należy się cieszyć, że nasz najlepszy zespół exportowy nie zaniedbuje ziemi ojczystej i mimo napiętego grafiku dość często nawiedza nasz kraj. Dowodem jest obecna trasa o typowej dla Behemotha nazwie „Ecclesia Diabolica Baltica”. Trasa obejmuje 6 polskich miast plus 3 koncerty w tzw. krajach bałtyckich czyli na Łotwie, Litwie i Estonii. Dość spory zestaw koncertowy zaprezentował nam organizator całości czyli Knock Out Productions, albowiem support dla gwiazdy stanowią (bo cały czas trasa trwa) aż 3 zespoły. Są nimi norweski Whoredom Rife, polski In Twilight’s Embrace oraz szwajcarski Zeal & Ardor. Przeważnie, jak większość ludzi przed koncertem robię sobie przesłuchanie twórczości zespołu aby z grubsza wiedzieć co mnie czeka. Tym razem było inaczej. Nie z mojej niechęci to tego rytuału, a po prostu z braku czasu. Być może okazało się to zbawienne, ale o tym za chwilę.

Na pierwszy ogień, jak się można było domyślać, poszło Whoredom Rife, które zagrało poprawny koncert. Takie mocne 3. Całkiem niezły black metal w ich wykonaniu. Na występ można się przejść i posłuchać przy piwku dalej od sceny. Zaryzykuję stwierdzenie, że było to dobre rozpoczęcie naprawdę zacnego wieczoru, jakiego tamtego dnia byłem świadkiem. Twórczość Norwegów jest po prostu bardzo podobna do wielu temu podobnych zespołów i moim zdaniem nic wielkiego z tego nie będzie. Aczkolwiek na granie jako support może w zupełności wystarczyć. Być może kiedyś w tej materii nastąpi jakiś przełom jednakże na tą chwilę na to się nie zanosi.

Na gig In Twilight’s Embrace czekałem z wielkim zniecierpliwieniem. Ich występ uciekł mi niejako podczas Into The Abyss Festiwal, gdzie chłopaki z Poznania mieli okazję dać popis swoich kompozycyjnych umiejętności. Wschodząca gwiazda polskiej sceny dała świetny koncert a i rekwizyty, które mieliśmy okazję zobaczyć na scenie (kwiaty czy świece) dodały mu uroku. Panowie umieją stworzyć niepowtarzalny klimat podczas swoich występów, a co za tym idzie utwory z ich płyt, a w szczególności „Lawy” nabierają większej i słusznej mocy. Ci, którzy przyszli ich zobaczyć z pewnością nie żałowali podjętej decyzji, albowiem ujrzeli bardzo dobry klimatyczny koncert i śmiem twierdzić, że przy najbliższej okazji z chęcią wybiorą się na gig Wielkopolan. Warto prześledzić ich muzyczną ścieżkę, ponieważ jest naprawdę dość ciekawa. Stylistycznie powędrowali z melodic death’u czy hardcore’a po klimatyczny black i widać wyraźnie, że w tym nurcie czują się najlepiej.

Nie zasłuchiwałem się w tym czego nie znałem i tak jak Whoredom Rife po prostu był, tak Zeal & Ardor wprawił mnie, jak i dość sporą liczbę uczestników imprezy, w osłupienie. Raz, że frontmenem jest czarnoskórym artystą, a ci nie często grają metal. Dwa: co oczywiście dla efektu było kluczowe, to muzyka jaką ów człowiek skomponował.

Zeal & Ardor to bunt, jak to określił Manuel. Bunt przeciw temu, że metal nie może się komponować z „żarliwością afroamerykańskich pieśni `spirituals` i `gospel`”.  Spotkałem się z opiniami, że ten zespół można traktować jedynie w kategorii żartu. Jednak każdy ma prawo do łączenia i eksperymentowania, tym bardziej jeżeli ma do tego muzyczne podstawy. Trzy wokale pięknie się uzupełniające, szatan płynący z głośników: czasem z bitem, czasem z ostrymi pociągnięciami gitar czy mocnymi blastami perkusji. Rozumiem, że nie każdy to czuje, jednakże muszę powiedzieć, że ci którym się to nie udaje, nie wiedzą co tracą, albowiem Z&A tworzą coś niebanalnego, niepowtarzalnego i są w tym wspaniali. Co do setlisty, to połowa była z „Devil Is Fine” a druga z „Strange Fruit” i to wystarczyło - rewelacja. 


01.    Sacrilegium I
02.    In Ashes
03.    Servants
04.    Come On Down
05.    Row Row
06.    Blood In The River
07.    Ship On Fire
08.    Waste
09.    We Can't Be Found
10.    Don't You Dare
11.    Devil Is Fine
12.    Baphomet

W końcu po przerwie technicznej na scenie zameldowała się gwiazda światowej sceny metalowej, gdański Behemoth. Nergal i spółka nie muszą nikomu udowadniać, że są wielcy. Piszę „są”, albowiem sam Adam bez wsparcia odpowiednich ludzi/muzyków nie uciągnąłby tego wózka tak daleko. Bezkompromisowość, ciężka praca nad warsztatem kompozytorskim i wszystkimi elementami, które powodują, że zespoły stają się po prostu lepsze, doprowadziły ten zespół do miejsca w którym jest teraz. Metalowcy w większości cenią rzeczy, które są po prostu dobre, by nie powiedzieć znakomite, a tak właśnie należy rozpatrywać muzykę jaką serwuje na koncertach band z Pomorza. Oni po prostu nie grają złych koncertów. Było tak w grudniu podczas „Merry Christless”, jak i teraz na „Ecclesia Diabolica Baltica”.

Setlista to przekrój praktycznie przez całą dyskografię z oczywistym naciskiem na „ILYAYD”, z którego mieliśmy okazję usłyszeć 4 numery. Ciekawe, że Behemoth przynajmniej na tej trasie upodobał sobie album „Evengelion”, bo na 16 kompozycji granych na tej trasie z tego właśnie zabrzmiały aż 3. Niestety, po raz kolejny widząc Bestię na scenie nie dane mi było usłyszeć ani jednej kompozycji z „Thelemy 6” albowiem jest to naprawdę świetny album będący niejako kontynuacją „Satanicii”, z której to na każdym koncercie jest grana standardowa sztuka w postaci „Chant For Eschaton 2000”. Może kiedyś będzie mi dane usłyszeć coś z „Groma”, może podczas jakiegoś jubileuszu, a może nigdy. Cała reszta oczywiście bez zarzutu.  Show jaki daje Behemoth jest bezkompromisowy, jest to czysty profesjonalizm wypracowywany przez wiele lat i trzymający poziom. „Bartzabel”, „Ora Pro Nobis Lucifer, „Blow Your Trumpets Gabriel” - te numery mogliśmy usłyszeć na deskach A2. W porównaniu z „Merry Christless” tym razem sięgnięto po 2 „starocie”, które to wzbudziły spory aplauz publiczności, a były nimi „Satan’s Sword” oraz „Chwała Mordercom Wojciecha (997 – 1997 Dziesięć Wieków Hańby)” z Pandemonic Incantations sprzed 21 lat. Te numery w postaci jaką prezentuje na koncertach Behemoth wcale się nie starzeją, a wręcz przeciwnie, nabierają mocy jeszcze większej aniżeli w dniu premiery. Za ten zabieg należą się podziękowania i fanfary. Po raz kolejny chłopaki udowodnili, że jeśli chodzi o polską scenę to na tą chwilę nie mają sobie równych i moim zdaniem taki stan rzeczy pozostanie jeszcze przez wiele lat.

01. Wolves ov Siberia
02. Daimonos
03. Ora Pro Nobis Lucifer
04. Bartzabel
05. Satan's Sword (I Have Become)
06. Conquer All
07. Sabbath Mater
08. Ov Fire and the Void
09. Arcana Hereticae
10. Blow Your Trumpets Gabriel
11. Chwała mordercom Wojciecha (997-1997 dziesięć wieków hańby)
12. Horns ov Baphomet
13. Slaves Shall Serve
14. Chant for Eschaton 2000
15. Lucifer
16. We Are The Next 1000 Years

Podsumowując: całkiem udana mieszanka stylowa od samego początku do końca. Lubię szukać nowych muzycznych ciekawostek. Tamtego wieczoru ciekawostka znalazła mnie w postaci Zear & Ardor, którą muszę się porządnie skonfrontować płytowo. Natomiast występ Behemotha był po prostu piękny.

Ocena szkolna: 4 +.
Organizator: Knock Out Productions.

Komentarz
Średnia ocena: 0
Oceny: 0
starstarstarstarstar

Podobne artykuły