Paradoks
Ohlsson
Recenzje :

Kat - Metal And Hell

Kat, Piotr Luczyk, Ireneusz Loth, Roman Kostrzewski, Metal And Hell, Ambush Records, Metal Mind Productions, Polmark, 666, black metal, thrash metal, heavy metal, Venom

Początki Kat sięgają roku 1979, kiedy założyli go gitarzysta Piotr Luczyk i perkusista Ireneusz Loth, jednak zalążki jego prawdziwego rozwoju datuje się na 1982, gdy do składu dołączył charyzmatyczny wokalista Roman Kostrzewski. Zespół wyróżniał się kontrowersyjną diabelskością i mrocznym satanizmem, co szybko przysporzyło mu tak fanów, jak i negatywnego rozgłosu. Udało im się zaistnieć na festiwalu w Jarocinie, a następnie nagrać single, które nieuchronnie zbliżały ich do wydania pierwszej płyty „Metal And Hell”.

„Metal And Hell” zostało wydane na winylu w kwietniu 1986 roku, przez nikomu nie znaną, belgijską wytwórnię Ambush Records, która niedługo potem się rozpadła. Na swoje wersje CD i kasetową album musiał poczekać, aż do roku 1993 i 1994, kiedy to reedycje wypuścił Metal Mind Productions. Jednak już w maju 1986 roku, nakładem wydawnictwa Polmark ukazała się kaseta „666” czyli polskojęzyczny odpowiednik „Metal And Hell”, nie tylko z innym tytułem, ale i inną okładką. I choć znakomitej okładki trochę szkoda, to był to strzał w dziesiątkę.

„A w nocy Szatana przyjąć dłoń…”

Dziwna to będzie recenzja, która w tytule i na zdjęciu ma okładkę „Metal And Hell”, a tak naprawdę opowiada o „666”. Trudno byłoby pisać dwa razy o tym samym, a porównując obie wersje, trudno nie wielbić o wiele bardziej tej po polsku. Polskie teksty od zarania były bowiem jednym z największych atutów Kat, a język w nich użyty jest nieprzetłumaczalny i angielski zupełnie nie oddaje istoty tych piosenek. Wystarczy zwrócić uwagę czym jest „Szarańcza” w „Wyroczni”, a czym „Locust” w „Oracle”. To zupełnie inna bajka. Słuchając „Metal And Hell” mam nawet wątpliwości czy słuchacz zagraniczny jest w stanie go pokochać, tak bardzo jak my ukochaliśmy „666”. A przecież to jest ta sama płyta.

„…w piekielnym wirze przeżyć szał.”

Na swoim pierwszym albumie Kat prezentuje muzykę black/speed/heavy/thrash metalową, czyli niewykształcony jeszcze stylistycznie, pierwotny metal o bardzo piekielnym zabarwieniu. Przekaz jest zły, wściekły i owiany tajemniczością, gitarowe riffy ostre, a perkusja galopująca. Jednak istotą tej płyty są po prostu doskonałe numery. Jest to zbiór fantastycznych, ponadczasowych przebojów. To są pieśni, hymny, szlagiery, które weszły do kanonów i stały się podwalinami polskiej muzyki metalowej.

„Pędzić, pędzić wśród ognistych ciał.”

Ich kolejność na obu wersjach jest różna, nie będę więc do niej przywiązywał uwagi. Ciężko mi też wybrać od czego by tu zacząć. Jako motyw przewodni tego tekstu wybrałem refren do „Noce Szatana”, gdyż jest to jeden z moich absolutnych faworytów. To jest tak porywający i wspaniały utwór, że ja przy nim przeżywam jakieś ekstazy w ogóle. Ten moment, kiedy jest noc, Szatan leci z głośników, a ja jestem nietrzeźwy i oddaję duszę diabłu, to jest najpiękniejsza rzecz na świecie i kwintesencja słuchania muzyki metalowej. Tak jak przedstawił to Kat w tym totalnym kawałku to jest apogeum tego stanu, a do tego jest to niesamowity i chwytliwy przebój. No i ten tekst: „By choć przez chwilę sobą być”. O tak, w tym piekielnym wirze to ja właśnie jestem sobą.

„Prędzej, prędzej, bo dopadnie szary świt.”

Ale „Noce Szatana” to przecież tylko czubek góry lodowej. Wybornym daniem jest „Diabelski Dom cz. I”, gdzie niesamowity nastrój grozy idzie w parze z doskonałą melodyjnością utworu” „Szary deszcz zmoczył jar, zahuczało, runął dąb…”. Jest legendarna „Wyrocznia”: „Dziedzictwo zła przelewa się jak mroczna rzeka…” Są kultowe „Czarne Zastępy”: „Czarne zastępy dusz tną więzy do ran”. Jest „Morderca”, „Masz Mnie Wampirze” i wreszcie dający więcej oddechu, choć nie mniej mroczny „Czas Zemsty”. Przepiękna pieśń, bez sensu i na siłę nazywana balladą, to kolejny monumentalny i genialny kawałek z tej płyty: „Z głębi ran, w blasku hord, idzie czarny król…”

Prędzej, prędzej, bo nastanie zwykły dzień”

A do tej pory nie wspomniałem o dwóch numerach tytułowych, czyli otwierającym „Metal And Hell” i kończącym „666”. W tym pierwszym przypadku specjalnie użyłem tytułu angielskiego, bo tu akurat tą wersje uważam za lepszą: „Metal, truth is black metal and hell”, podobnie zresztą jak w drugim: „Satan, Satan and lust”. (Lepsze to niż „Szatan i rum”).

Za sprawą „Metal And Hell” i „666” Kat stał się Venomem polskiego metalu. Absolutny kult.

Tracklista:

„Metal And Hell”

01. Metal And Hell
02. Killer
03. Time Of Revenge
04. Devil's House Part I
05. (You Got Me) Vampire
06. Devil's Child
07. Black Hosts
08. Oracle
09. Devil's House part III
10. 666

Wydawca: Ambush Records (1986)

„666”

01. Metal I Piekło
02. Diabelski Dom Cz. I
03. Morderca
04. Masz Mnie Wampirze
05. Czas Zemsty
06. Noce Szatana
07. Diabelski Dom Cz. III
08. Wyrocznia
09. Czarne Zastępy
10. 666

Wydawca: Polmark (1986)

Ocena szkolna: 6

Komentarz
Średnia ocena: 0
Oceny: 0
starstarstarstarstar

Podobne artykuły