Do lata już nie tęsknię. Albo na razie. Śłońce może się schować, odpocząć, przestać już napierdalać po zmęczonych oczach i ustąpić mroźnemu powietrzu na tyle, że wreszcie pod kurtką przestanie się człowiek pocić, jak taki idiota, który nie wie jak ciepło ma się ubrać.
Teraz czas na letarg, na to ogłupienie, przejściowe spowolnienie czasu, które jak co roku poprzedza zimę.
Zupełnie nie wiem, dlaczego niektórzy lubią tę porę roku? Bo nostalgia, chwila czasu na zastanowienie się?
Kompletna bzdura, nikomu niepotrzebna. No chyba, że ktoś cieszy się, iż skończyły się wreszcie upały i można odetchnąć rześkim powietrzem. Ewentualnie zachwyca się barwami jesieni - ognistym, rdzawym, złotym. Cieszy się widokiem ostatnich w tym roku kwiatów i... ech nie wiem. Powiedzmy sobie szczerze, że ów romantyzm wymiera. Tak, czasem nawet mam wrażenie, że i u mnie. Kiedy dopada smutna, martwa rzeczywistość, wszystko trafia szlag, jakby mróz potraktował delikatne ździebełko trawy.
Silnym chyba trzeba być, by dostrzec pozytywy jesieni - pory roku kojarzącej się realnie z przemijaniem, śmiercią, grypą i dolegliwościami żołądkowymi. Cholera wie, czym jeszcze.
Zimno to nie jest to, co kotki lubią najbardziej. Łatwo się przeziębić, rozchorować i mieć potem pod wpływem gorączki głupie myśli, odczucia i spostrzeżenia. I nie trudno nawet o dołek, czy napad natręctw i schizofrenicznych lęków. A z takiej małej paranoi trzeba potem umieć wyjść. Olać pewne rzeczy i nie słuchać głosu paranoika, który podpowiada w głowie teorie spiskowe i rzeczy, których nie ma.
Bo przecież dziwne chmury na niebie, choć wydają się nienaturalne, w rzeczywistości nie są rozpylonym halucynogennym gazem, który wojsko testuje na ludziach, a zwyczajnym smogiem, spalinami, które tak brzydko-ładnie się skotłowały i są zbyt ciężkie, by wznieść się wyżej, więc zawisły nad ziemią.
A staruszkowie mijani ma klatce schodowej wcale nie wyglądają jak zombie, nie mają czarnych oczodołów i nie spowija ich wysuszonych ciał czarna poświata, jakby pochłaniała ich jakaś mroczna energia. I na ten widok wcale nie przebiegają po plecach ciarki i włosy wcale nie stają dęba. To tylko wyobraźnia. Rozgrzany gorączką umysł, jakby półprzytomny, jakby w połowie był tylko na jawie.
I myślę, że tęsknię już do zimy, kiedy te mało śmieszne zarazki wreszcie zamarzną, kiedy lód i szron uśpi je chociażby do wiosny.
Chociaż byłaby to sroga zima, a mróz to też nie jest coś, co kotki lubią najbardziej, ale wolę już to, niż tą niezdecydowaną, wampiryczną jesień.
SolitaryAngel : Jam jest już zdrów jak ryba, choć kosztowało to sporo grymasów na...
rob1708 : głowa do góry bedzie ok .Jesli lubisz IMMOLATION polecam nowa ep-ke
Szmytu : Najgorsze jest to, że rozdaje gazety na dworze;/ Jak będzie porządnie la...
.
.
Rubezahl : Ja jestem psychicznie wyjebany do cna bo od lutego nie miałem dnia wolnego...
Yngwie : Mało wypowiedzi męskich, czy ich zmeczenie psychiczne nie tyka ?...
black_gothic : Mało wypowiedzi męskich, czy ich zmeczenie psychiczne nie tyka ?
Lubi ślady szminki na papierosach, lubi duszący ciepłem dym i jego gorzki smak wypełniający ją od wewnątrz. Kiedyś wszyscy umrzemy. Ona ma na sobie przetarte jeansy, czarny t-shirt i skórę. Włosy w nieładzie opadają jej na ramiona i twarz. Czarna, gruba kreska wokół oczu narysowana jest niestarannie, lekko rozmazana, usta przyciemnione bordową pomadką. Przez gorzkie perfumy przedziera się zapach papierosów. W prawdziwym świecie niewielu ją zauważa. Nie lubi mówić o sobie. Podli chłopcy i wstrętne dziewczynki. Mogą złamać jej serce. To zdarza się tak często. Udaje okrutną i woli ranić niż być ranna. Poszukiwania kogoś, kto z nią wytrzyma trwają niewspółmiernie długo, do czasu, w jakim jest zainteresowana tą osobą.
beatha : niestety na żywca są nudni - nie będę płakać
HardKill : Nie będę ściemniać,ale jakoś informacja o końcu Ashbury Heights...
minawi : Mogą byc nawet brzydkie i grube, byleby dobrze śpiewały i tworzyły c...
DEMONEMOON : Mialem okazje zobaczyc ten gig u siebie,DESTROYER przyjebal i to konkretnie,W...

Jednym z bardziej zmiennych stylistycznie zespołów na norweskiej mapie black metalu jest Satyricon. Praktycznie każdy następny krążek ukazuje nowe oblicze formacji, a co za tym idzie zdradza i pozyskuje coraz to nowych fanów grupy. Tylko do końca lat 90. ekipa pod dowództwem Satyra przebrnęła przez najróżniejsze odmiany black metalu, sięgając nawet prymitywnej elektroniki. Nic zatem dziwnego że tak rozległe horyzonty muzyczne musiały się gdzieś spotkać. Tym miejscem może być wydana w 1999 roku "Rebel Extravaganza" - płyta niezwykle dyplomatyczna pod względem muzycznym.
zsamot : A o kimś takim jak Snorre to nie łaska wspomnieć. Dałem 4 za subiekt...
occulta76 : tak rozumujesz dobrze,takie jest moje twierdzenie,odczucie et cetera...
occulta76 : za duzo w niej rozumu,a za mało czarnego serca;zbyt przemyslana,moze za...
Żadnemu projektowi nie udało się w ostatnich latach zrewolucjonizować dark electro w takim stopniu w jakim uczynił to meksykański duet Hocico. Często naśladowani, ale zawsze niedoścignieni w swych pomysłach, Erk Aicrag i Racso Agroyam przez lata udoskonalali swoje brzmienie by koniec końców stać się nowatorami uprawianego przez siebie bezkompromisowego aggro/harsh electro pełnego agresywnych podkładów, napastliwych sampli i skutecznie chłoszczących beatów. Duet, podobnie jak i wydawca w osobie niemieckiego labelu Out of Line, uznali, że najwyższa pora by podsumować prawie 17-letnią działalność projektu obfitującą w całą masę albumów studyjnych, koncertówek, singli czy EPek. Twórczość Hocico idealnie przypomni kompleksowa antologia pod tytułem "Crónicas Letales I-IV" zawierająca cztery podwójne wydawnictwa wypełnione pełną dyskografią Meksykanów.
W klipie do utworu "Life on Mars?" z płyty "Hunky Dory" wyglądał jak zniszczoną pracą, tania, męska prostytutka. Wymalowane niebieskim cieniem oczy, uszminkowane usta i ścięte na pazia włosy niesamowicie go szpeciły. W 1971 roku niewielu szanujących się artystów decydowało się na tak wyzywający styl ubierania i paradowanie z twarzą pokrytą ekstrawaganckim damskim makijażem. Osobników, przypominających wyglądem Davida Bowiego widywano zazwyczaj w knajpach dla gejów i transseksualistów, gdzie chowając się przed wzrokiem "bogobojnych" Brytyjczyków szukali sobie partnerów na jedną bądź kilka nocy. Tymczasem Bowie nie tylko nie krył się ze swoim dziwacznym i szokującym na owe czasy imidżem, ale uczynił z niego znak rozpoznawczy. Fani gładko przyswajali zarówno niepokojący wygląd artysty, wskazujący na jego nietypowe fascynacje seksualne, jak i muzykę, którą proponował. Co więcej, po wydaniu przez Bowiego płyty "Hunky Dory" wydźwignęli niepokornego i lubiącego szokować Brytyjczyka na sam szczyt muzycznego Olimpu, skąd panuje nam po dziś dzień.Szmytu : Przecież tej nowej Tristanii nie da się słuchać, okropny wokal. Support...

